var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Własne

Skauting po polsku, czyli pasją się nie najesz

Autor: Janekx89
2018-05-01 14:55:46

W najnowszym #KryptoFutbol Janekx89 porusza kwestię skautingu w polskiej piłce i ocenia politykę transferową Wisły Kraków. Zachęcamy do dyskusji z autorem na Facebooku pod artykułem lub linkiem do niego i na Twitterze pod hasztagiem #KryptoFutbol.

Dzisiaj Święto Pracy, więc według obyczaju powinienem przejść w tryb LB, czyli leżenie bykiem, bujając się na hamaku leniwie i gapiąc w niebo. Postukam jednak w klawiaturę, zdopingowany informacją od naczelnego portalu o bardziej niż przyzwoitej liczbie wyświetleń tekstów, chętnie podzielę się kolejnymi spostrzeżeniami i informacjami odnośnie naszej krajowej kopanej.

Święto Pracy w czasie mundialu spokojnie będą mogli obchodzić nasi sędziowie VAR, posiadający licencję FIFA. Powołanie do Rosji otrzymał jedynie Paweł Gil. Nowina, przekazana przez „fifowską” komórkę zajmującą się arbitrami, mocno zaskoczyła i zniesmaczyła naszych „gwizdków”. Niemcy na przykład otrzymali dwie obsady, co jest mocno zastanawiającym faktem... Główna baza ich systemu znajduje się w Koeln, zaś mecze analizowane są przez większą grupę osób od naszych „VARczących”, a na domiar ci nasi, są pod większą presją, bo siedzą w wozach przy stadionie analizują to, co właśnie dzieje się na boisku. Widocznie decyduje polityka, a nie doświadczenie i umiejętności nabyte w ostatnim czasie.

 

 

Wolną majówkę ma Bartosz Frankowski z Torunia, którego Zbigniew Boniek odstawił od sędziowania finału Pucharu Polski. Zbędna szopka, a jej finałem, publikacja komunikatu, podpisanego przez złotowłosego szefa naszej piłki. Decyzja powinna zostać podjęta przez innego Zbigniewa – Przesmyckiego, rzekomo szefa sędziów. Cóż, jego rola została najzwyczajniej zmarginalizowana. Wyszło na to, że nie jest jednak taki niezależny, jakim go wcześniej przedstawiano. W środowisku sędziów, z tego co słyszę, lekko zagotowało się po tej decyzji. Tym bardziej, że wyznaczony do prowadzenia tego meczu Piotr Lasyk, w ostatnich trzech sezonach, sędziował w zaledwie 35. spotkaniach Ekstraklasy. W dotychczasowych 33. kolejkach, boiskowym rozjemcą był jedenastokrotnie.

•••

Ostatnio, zanim wskoczyłem do pociągu, by nie umierać w nim z nudów, kupiłem książkę znanego „sportowego” wydawnictwa SQN: „Ludzie znikąd”. Rzecz o pracy skautów na Wyspach Brytyjskich. Nie, nie jest to akapit sponsorowany, jak pewnie zarzuci mi kilku życzliwych. Lekturę, wiele osób polecało. Nie zawiodłem się (na marginesie, szajsu nawet za solidną kasę nie zareklamuję, tak jak chociażby jednego z krajowych bukmacherów, znanego z niezbyt poważnego podejścia do ofert zakładów i zaniżania kursów).

Książka zainspirowała mnie do sprawdzenia, jak wygląda skauting w klubach z naszej elity. Osoby mocno zorientowane w temacie twierdzą niestety, że tylko Legia i Lech mają w miarę, jak na nasze warunki dobrze rozwinięty skauting. Zatrudniają do kilkunastu osób, jednak część z nich skupia się wyłącznie na penetrowaniu rynku młodych talentów (często wręcz dzieciaków, mowa o rocznikach 2008/09). Szczególnie dużą uwagę ku temu przykłada się w stołecznym klubie. Tam szefem skautingu jest Radosław Kucharski, szykowany swego czasu nawet do roli dyrektora sportowego. Jednak po przyjściu do klubu Ivana Kepciji jego rola została zepchnięta na dalszy plan. W zimowym okienku, rzekomo tylko jeden zawodnik trafił do drużyny z polecenia Kucharskiego. Wychodzi na to, że dział skautingu swoje, a Chorwaci, którzy dostali szeroką władzę i autonomię od prezesa Mioduskiego, swoje. Nie powinno to tak wyglądać. Jak przyznał w wywiadzie dyrektor „Wojskowych”, bazują oni często na swoich znajomościach i ostateczne decyzje podejmują, obradując na grupie w komunikatorze WhatsApp.

Jednym z ważniejszych skautów aktualnego mistrza kraju jest Tomasz Kiełbowicz, który mocno śledzi rynek słowacki, poszukując talentu na miarę Ondreja Dudy. Inny ze skautów notorycznie ogląda mecze z „Czarnego Lądu”, widocznie szukając tam perły. Z tego, co się słyszy, to w Lechu również (niestety) osoby decyzyjne nie do końca kooperują z działem skautingu. Najczęściej jest to syn właściciela klubu, Piotr Rutkowski, sprawujący nieformalną funkcję dyrektora sportowego, podejmuje ostateczne decyzje, zazwyczaj kierując się poznańską oszczędnością. Chociażby dlatego w ostatnim okienku do Lecha trafił na wypożyczenie Ukrainiec Chłobłenko, a nie w ramach transferu definitywnego, będący ostatnio w świetnej formie strzeleckiej, Kamil Wilczek z duńskiego Broendby. Podobnie jak Bośniak Elvir Koljić, obserwowany w meczu reprezentacji przy okazji analizy innego napastnika, klub tego młodszego i bardziej utalentowanego nie zgodził się jednak na wypożyczenie, dlatego przy Bułgarskiej odpuszczono temat.

Klubem, który w działaniu skautingowym umieściłbym za czołową dwójką jest Pogoń Szczecin, gdzie za ten dział odpowiada były pracownik Śląska Wrocław Łukasz Becella, wcześniej był nawet asystentem trenera Tadeusza Pawłowskiego. „Portowcy” starają się bazować na skautingu, ale po mocnym niewypale z Gruzinem Mate Cincadze, który był obserwowany i dokładnie prześwietlony, nastąpiło ponoć małe tąpnięcie i zmieniono styl pracy. Mniej jest zagranicznych podróży, więcej pracy analitycznej przed monitorem. Niestety u reprezentanta gruzińskiej młodzieżówki nie do końca zweryfikowana została mentalność - okazał się dużym dzieckiem. Tęsknił za rodziną, i tęsknotę czy smutek starał sobie uprzyjemnić przez niezbyt zdrowe przekąski - był stałym bywalcem jednego z osiedlowych kebabów. Niezbyt ambitnie podchodził do obowiązków i walki o miejsce w składzie, mając jednocześnie pretensje do wszystkich, a nie do samego siebie.

Skauting w walczącej o tytuł Jagiellonii nazywany jest w środowisku „Kulesza holding”. Główną rolę odgrywają oczywiście prezes, główny udziałowiec klubu czyli Kulesza Cezary i jego bratanek Mariusz. Jak czas pokazał, Kulesza raczej ma nosa do transferów, podobnie jak w przypadku innej działalności – muzyki disco polo. Potrafi postawić na odpowiednich artystów i zawodników. Często słucha głosu doradców, choć w przeszłości, w „Jadze” większość transferów dopinał trener Probierz ze skautem, który pracuje obecnie dla jednej z większych krajowych agencji menedżerskich. W ostatnim czasie złotym strzałem wydaje się być Taras Romanczuk, którego Jaga ściągnęła z drugoligowej Legionovii za nędzne 7 tysięcy złotych. Za chwilę, w przypadku wyjazdu na mundial i sprzyjających wiatrów, już w lipcu w Białymstoku za sprzedaż środkowego pomocnika mogą uzyskać minimum półtora miliona euro.

W sierpniu z wielką pompą ogłoszono, że szefem międzynarodowego skautingu Wisły Kraków zostanie Łukasz Stupka. Kibice z miejsca zaczęli snuć wizje, jakie to mądre ruchy transferowe zostaną przeprowadzane do zespołu „Białej Gwiazdy”. Ale Stupka to już... były skaut. Były, bo kilka dni temu pożegnał się z klubem w dziwnych i wstydliwie skrywanych okolicznościach. Odpowiadał między innymi za sprowadzenie na Reymonta Ukraińca Denysa Bałaniuka. Zawodnik do tej pory nie dostał dużej szansy gry, a z głosów jakie dochodzą z grodu Kraka, wywnioskować można, że jest raczej niesfornym dużym dzieciakiem, marudzącym nawet w kwestii numeru z jakim miałby grać. 

Drugim, istotniejszym, a obecnie najważniejszym skautem Wisły jest były napastnik Marcin Kuźba. Autorskim projektem Kuźby był transfer chociażby francuskiego skrzydłowego Hugo Videmonta, obecnie grającego w słabeuszu drugiej ligi belgijskiej. Za to Kuźba, niezbyt przychylnie patrzył na transfer obecnego lidera strzelców Ekstraklasy Carlitosa, do którego, ze względu na amatorski kontrakt w drużynie rezerw Villarreal podchodzono jak... do amatora. Tylko zawziętość i postawienie na swoim przez byłego trenera "Białej Gwiazdy" Kiko Ramireza, doprowadziły do finalizacji tego ruchu. Transferu, dzięki któremu do kasy krakowian, w najbliższym okienku może wpłynąć ponad milion euro. To kolejny, jaskrawy przykład, że u nas częściej decyduje przypadek, niż dogłębna analiza i rzetelna wiedza na temat zawodnika.

Uznanie za to należy mieć dla Marcina Brosza. Trener Górnika nie narzeka, a często sam ogląda zawodników i przekonuje do transferu, osobiście prowadząc rozmowy (bywa, że sprytnie, przy okazji, gdy pierwszoligowy klub rozgrywa na Śląsku swój mecz ligowy) z wzbudzającym jego zainteresowanie zawodnikiem. Wspierany jest przez Romana Kaczorka, byłego szefa skautów w Lechii Gdańsk, osobę z niewątpliwą charyzmą i doświadczeniem.

W płockiej Wiśle rolę dyrektora i jednocześnie jedynego skauta pełni Łukasz Masłowski. Nie tylko przez pryzmat wyników należy uznać, że sprawdza się w tej roli. Masłowski jest pasjonatem, jako były piłkarz i agent ma duże rozeznanie, kontakty i możliwości. Osoba, próbująca swojej przygody w skautingu zaczyna, co zrozumiałe z zupełnie innego pułapu. Niestety, mało jest u nas ludzi z pasją, jeśli ją mają, to jest ona jest błyskawicznie zabijana... Jak mawia mój dobry znajomy: „Janek, pasją się nie najesz, nie ogrzeje ciebie i nie ubierze”. Święta racja, jednak w polskich klubach nadal jest wielu starszych typków jadących na rutynie i nazwisku blokujących miejsca. Ot, powiedzmy Edward Lorens, czyli doradca rodziny Witkowskich w Termalice (o panu Edku i „polityce” Termaliki pisałem w jednym z poprzednich felietonów). Co wynika z jego doradzania, widzimy także po wynikach... Przypomnę tylko, że sprowadzony zimą środkowy obrońca Toivo kosztował ponad milion złotych, a miesięcznie kasuje ponad piętnaście tysięcy euro! W każdym z rozegranych spotkań popełnił rażące błędy. Pan Edward jesienią pojechał na obserwację meczu 2. ligi i tak się chłopina zagadał, iż przez długi czas stał plecami odwrócony do boiska... Tyle było z jego obserwacji pewnego ciekawego zawodnika.

W Cracovii za transfery odpowiada głównie były trener ligowy Robert Kasperczyk. Po cichu działa Mirosław Mosór, przez wiele lat związany z Ruchem (kilka dni po zatrudnieniu w „Pasach”, szykowano mu więzienny pasiak, bo został zatrzymany przez ABW za działalność w Fundacji „Ruch Chorzów”). Oficjalnie dyrektorem nie jest, ale pracuje dla Cracovii. Nacisk jego działań, skierowany jest na poszukiwanie młodych zawodników.  Dyrektorem sportowym w Piaście został Jacek Bednarz. Ma odpowiadać za ruchy personalne zawodników do klubu (Bednarz to osoba, która w naszej piłce pełniła wszelkie możliwe funkcje, od zawodnika do prezesa klubu! Ale w środowisku spotyka się z opinią raczej słabego analityka potencjału zawodników). W Piaście zatrudniony jest w także młody skaut, ceniony za swą pracę, niestety zazwyczaj jego opinie nie są brane pod rozwagę i panuje typowe działanie na dwa uda... a jak pokazało ostatnie okienko większość z transferów to były czasowe wypożyczenia na doraźne zaradzenie groźnej sytuacji, jaką jest widmo spadku.

•••

Skaut, pracujący obecnie w agencji menadżerskiej to będzie (niestety) coraz częściej spotykana sytuacja, jeśli kluby nie zmienią swojego podejścia do sfery obserwacji piłkarzy. Kwoty przekazywane, w stosunku do tego jak płaci się przeciętnym zawodnikom są symboliczne. W dużej mierze, za pozorowany skauting odpowiadają stażyści plus ludzie z przypadku, którzy w większości swoją praktykę zdobyli w trakcie gry w Football Managera. Mający za sobą kursy skautingowe, gdzie jest wiele suchej teorii, a niestety epizodyczne elementy zajęć praktycznych. Ich analiza opiera się jedynie na przeglądaniu platform inStat i Wyscout, a to ograniczenie wiąże się z mniejszą wiedzą o charakterze czy mentalności zawodnika.

Kluby nie zdają sobie sprawy, że postawienie na skauting popłaca i jest to najbardziej dochodowa komórka dla klubu. Takich Romańczuków czy Żurkowskich biega po polskich boiskach wielu, lecz trzeba ich poszukać, a następnie dać im szansę. Trudno jednak o to, kiedy dwa kluby osobom dopiero aspirującym do stanowiska skauta, odmawiają zwrotów kosztów, jakby nie patrzeć służbowej podróży i... posiłku, o noclegu nie wspominając. 

Na mecze ligowe lub młodzieżowych reprezentacji, z zagranicznych klubów zjawiają się zwykle doświadczeni, nie tylko wiekiem panowie. Oni przeżyli kilka pokoleń zawodników i bazują na doświadczeniu, rzecz jasna są godnie opłacani i dlatego zajmują się wyłącznie skautingową profesją.  Dającym do myślenia jest fakt, że na ostatnich meczach młodzieżowej reprezentacji Polski U-15, rozgrywanych na Słowacji był przedstawiciel tylko jednego klubu, dotarli natomiast przedstawiciele minimum (ktoś mógł się sprytne skryć) trzech agencji menedżerskich...

***

W poprzednim #KryptoFutbol delikatnie zapowiedziałem, że w miarę możliwości, co tydzień będę dodawał stały akapit o sprawach transferowych. Co w trawie zapiszczało, swoje przemyślenia i bieżące informacje, którymi mogę się podzielić. Dzisiaj chciałem się odnieść do ostatnich dyskusji i wydarzeń w Wiśle Kraków. W kolejnych nie będę się tak rozwodził nad jednym klubem, gwarantuję mieszane informacje z kilku klubów.

Parafrazując delikatnie wypowiedź marszałka Józefa Piłsudzkiego:

Klub, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”.

Zdanie może zbyt stanowcze i mocne, ale tak samo bardzo zaskakująca była informacja, że krakowska Wisła nie przedłuży kontraktów ze swoimi legendami Pawłem Brożkiem i Arkadiuszem Głowackim. Byłem przekonany, że chociaż w przypadku Głowackiego, który oddał znaczną cząstkę swego zdrowia w ostatnich latach dla klubu, decyzja ta nie będzie podjęta zupełnie jednostronnie i niespodziewanie. Może naiwnie, ale nie tylko ja łudziłem się, że nadejdzie naturalnie taki dzień, w którym kapitan „Białej Gwiazdy” sam podejmie tę trudną, jakby nie było, decyzję o zakończeniu kariery. Mirosława Szymkowiaka uważam za nijakiego eksperta, jednak zgadzam się z jego zdaniem z Ligi+Extra, o tym, że Głowa mógł i powinien zostać na kolejny sezon. Chociażby w celu wprowadzania młodych zawodników do zespołu i przekazywać aspekty profesjonalizmu, czy oddania dla klubu, z którego zawsze słynął. Mierzi mnie reakcja części kibiców Wisły i ocenianie tego ruchu wyłącznie przez pryzmat klubowych finansów, obaj zawodnicy byli przecież skłonni przyjąć niższe kontrakty, a fałszywe są sumy kontraktowe pojawiające się na Twitterze. Głowacki na pewno nie otrzymuje dwudziestu tysięcy euro miesięcznie, a zarobki tej dwójki i czeskiego napastnika Ondraszka nie stanowią 30% budżetu klubu. Absurd! 

Zastanawiam się, jaki wpływ na tę decyzję miał trener Carrillo, który z tego, co wiem coraz bardziej marginalizuje rolę Polaków w sztabie. Nestora Kazimierza Kmiecika chętnie wysłałby na stałą i jak najbardziej zasłużoną emeryturę, Radkowi Sobolewskiemu coraz mocniej daje odczuć, że jest zbędny, podobnie jest z klubowym analitykiem. Powtarza się niestety sytuacja, jaka miała miejsce w końcowym etapie pracy Kiko Ramireza. Frapujący jest fakt, jak sytuację rozwiążą klubowi włodarze, oczywiście czytając ten tekst mogą pójść komunikaty, że nie ma żadnego problemu. Ja pozostanę przy swoim zdaniu. Tym bardziej, że Sobol jest takim człowiekiem, który jako ostatni będzie na coś narzekał i wylewał swoje żale. W sztabie w letniej przerwie pojawić się ma się kolejna osoba/y z polecenia Hiszpana. 

Paweł Brożek zamierza kontynuować karierę, jego sportowa ambicja została mocno podrażniona. Trochę dziwne, że tyle czasu się leczył i teraz, gdy już będzie zdrowy i w pełni sił, zacznie przygotowania z inną ligową drużyną, bo przecież wątpliwe żeby dostał korzystną zagraniczną ofertę, nawet z egzotycznych kierunków. W kadrze Wisły, nie wliczając nic nieznaczących juniorów jest obecnie jedenastu Polaków, odejść może w nadchodzącym okienku aż sześciu. Do Brożka i Głowackiego zapewne dołączy kolejny długoletni zawodnik, Patryk Małecki. Nadal nie wiadomo, co z kontraktem Boguskiego, któremu ponoć brakuje prawie 200 ligowych minut, żeby wypełnić wymagany limit. Cywkę, jak to idealnie ujął jeden z kibiców: Można krytykować, narzekać i w ogóle mówić, że pewnego poziomu nie przeskoczy. Ale jak była konieczność grał na prawej obronie lub w środku pola. Ostatnio pełnił rolę kapitana, a my go sobie tak lekko puszczamy. Podpiszemy po raz kolejny roczne kontrakty i znowu zbudujemy sezonową drużynę? Cywka dostał ofertę nowego kontraktu z uwłaczającą obniżką, tym bardziej poniżającą, patrząc przez pryzmat opaski kapitana, jaką nosił przy pełnej aprobacie trenera. Ten uniwersalny zawodnik miał podpisać przedwstępną umowę z Lechem Poznań, o której dyrektor sportowy klubu Manuel Junco dowiedział się z mediów, była to kolejna taka sytuacja. 

Kibice Wisły mogą odbierać, jak to w większości mają w zwyczaju, że czepiam się Junco, nie, nie czepiam. Uważam go za słabego dyrektora jak na tak duży i zasłużony dla naszej piłki klub. Takie samo zdanie miałem ponad rok temu. Nie przekonuje mnie swoimi działaniami, nie widzę spójności w jego pracy, słucham opinii osób ze środowiska i mówiący dość płynnie w naszym języku Hiszpan słabo odnajduje się w realiach panujących na naszym rynku. 

Spotykając się z czołowym zawodnikiem pierwszej ligi i nawijając makaron na uszy o historii klubu - którą zawodnik przez tyle lat śledzący naszą ligę doskonale zna – można przekonać juniora, ale nie otrzaskanego już w seniorskiej piłce piłkarza. Na szczęście jest wielu kibiców Wisły rozumiejących sytuację, idealnie to określają, że historia to ważna sprawa, ale nie szukają jako klub, kustosza do muzeum, tylko piłkarzy. Nie podziała na zawodnika, nawet już całkiem ironizując hasło: "Chodź do nas, bo mamy dużo pucharów w gablocie". „Biała Gwiazda” niestety nie posiada aktualnie tak zwanego "success story" we wprowadzaniu i promowaniu młodych zawodników. Początkującego piłkarza interesuje, jaki klub ma na niego plan, jak będzie budowany zespół. Niestety z tego, co słyszałem konkretnie o jednym takim spotkaniu, Junco nie potrafił jednoznacznie nakreślić ścieżki rozwoju. Nie wzbudził zaufania zawodnika, wręcz bardziej zabrnął i można było wywnioskować, że w klubie będzie zamieszanie i kolejna rewolucja, a liczba Polaków ulegnie zmianie na minus. Jedyny plus, to próba budowy zespołu pod taktykę, jaką preferuje trener Carrillo. Większość kibiców jest przekonana, że chodzi o aspekty finansowe. Nie. W przypadku jeszcze młodzieżowca pieniądze nie są kluczem, tylko pokazanie, że dzięki nowemu klubowi dużą gotówkę może zarobić w przyszłości. 

Będę naprawdę zaskoczony i posypię głowę popiołem, jeśli na Reymonta w nadchodzącym okienku trafi, tak jak zapowiadał dyrektor, trzech-czterech młodych polskich piłkarzy, w miarę już ogranych w piłce seniorskiej. Tematu dwóch wybrańców ze skrywanej listy Junco według mnie już nie ma, najbliżej na ten moment (plus jeżeli Raków Częstochowa nie awansuje do Ekstraklasy) jest do transferu Jakuba Łabojko.

***

Cotygodniowy raporcik, czyli młodzi, wystąp!

Młodzieżowcy z XXXIII kolejki, grający od pierwszej minuty:

1. Szymański 1999 - Legia 

2. Jagiełło 1997 - Zagłębie 

3. Klupś 2000 - Lech 

4. Jóźwiak 1998 - Lech 

5. Smuga 1997 - Górnik 

6. Żurkowski 1997 - Górnik 

7. Wieteska 1997 - Górnik 

8. Gryszkiewicz 1999 – Górnik

9. Piotrowski 1997 - Pogoń

10. Adam Wilk 1997 - Cracovia

***

Zaskoczenie:

Negatywne oczywiście. Postawa walczącej nadal o mistrzostwo Jagiellonii. Aż pięć z siedmiu ostatnich spotkań, drużyna prowadzona przez Ireneusza Mamrota skończyła porażką. Dodatkowo pamiętać trzeba, że zwycięstwo z Arką odniesione zostało w szczęśliwych okolicznościach, jeszcze w trzeciej minucie doliczonego czasu gospodarze tamtego meczu przegrywali 1:2, by ostatecznie pokonać Arkę 3:2. Zaskoczeniem jest także fakt, że pomimo tak niechlubnej passy, Jaga traci zaledwie trzy punkty do liderującej Legii.

Kuriozum/ Cytat kolejki:

Wypowiedź trenera Arki Gdynia, Leszka Ojrzyńskiego na konferencji prasowej przed meczem z Piastem: Jak dla mnie mecz z Piastem mógłby się nie odbyć, ale nie ma takiej możliwości.

Niestety piłkarze Arki także dostosowali się do poziomu wypowiedzi trenera i wyszli na mecz, aby go odbębnić, jednocześnie niechlubnie zapisali się w historii, ponosząc najwyższą ekstraklasową porażkę na swoim stadionie.

Wtopa:

Druga porażka Lecha Poznań na swoim stadionie, dotychczasowa twierdza jaką „Kolejorz” miał przy Bułgarskiej legła w gruzach. Po Koronie, trzy punkty z Poznania po spokojnym zwycięstwie 4:2 wywiózł niżej notowany Górnik Zabrze. Dwa kolejne mecze na swoim boisku Lech rozegra z Jagiellonią i Legią.

Zdjęcie kolejki:

Młody kibic Jagiellonii, skrywający w dłoniach zapłakane oczy. Dość wymowne zdjęcie, tak jakby dzieciak stracił już nadzieje na wywalczenie przez jego ukochaną drużynę upragnionego, bo pierwszego złotego medalu.

Fot: Mariusz Piotrowski, Jagiellonia.pl


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się