var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

W fabryce pozoru wszystko piękne, co na wierzchu

Autor: Janekx89
2018-05-25 18:15:00

W najnowszym #KryptoFutbol Janekx89 przygotował sporo informacji o pracy agentów. Nie zabrakło rzecz jasna również newsów transferowych. Mamy też odpowiedź na pytanie - co dalej z felietonami? Zachęcamy do dyskusji z autorem na Facebooku pod artykułem lub linkiem do niego i na Twitterze pod hasztagiem #KryptoFutbol.

Sezon Ekstraklasy zakończony. Gdzieniegdzie z hukiem euforii, gdzieniegdzie słychać było poszlochiwania po rozczarowaniu, a w Poznaniu marzenia prysnęły z dymem, którym pseudokibice Lecha podsumowali sezon. "Podziękowali" klubowi burdami i zniszczeniem najpierw ogrodzenia, a następnie murawy. Wcześniej były doniosłe okrzyki, chociażby utarta już przyśpiewka: "Gola, gola, strzelcie kurwom gola", którą komentujący ten mecz dla TVP nestor Andrzej Strejlau skomentował jako "gorący, głośny doping, którym kibice starają się wymusić ekspansywną grę".

Przerwanie meczu i wydarzenia mające na celu zaprotestowanie przez najzagorzalszą cześć kibiców zapowiadałem przed ponad tygodniem. Niestety, jak czas pokazał, włodarze Lecha słabo byli do tego przygotowani. Przetrzepywano ludzi wchodzących do siłowni mieszczącej się na stadionie, a fanatycy z Kotła jakby chcieli, to wnieśliby nawet radziecką rakietę. Prezes Klimczak w jednym z wywiadów jako sukces obwieszcza, że pirotechniki nie zostało wniesione wiele. No nie zostało, bo wycofano się z planu wniesienia rac i postawiono na świece dymne i dymownice. Znajomy fotograf opowiadał, że przygotowane były tylko trzy wiadra do gaszenia ewentualnych rac, a gaśnice pochowane w narożnych tunelach ewakuacyjnych.

Tumult po sezonie opada, więc rozpędza się transferowa giełda. I niestety Lech jak fatalnie zakończył sezon, tak też dziwnie rozpoczyna okienko, które ma rzekomo być kluczowe dla przyszłości klubu. W poprzednim tekście sugerowałem, że informacja, jaka obiegła media w poprzednim tygodniu, jakoby Damian Kądzior miał zostać zawodnikiem Lecha na podstawie aktywowanej klauzuli, była zdecydowanie na wyrost. Klub wykorzystał obieg tej informacji do uspokojenia, chociaż części kibiców, a sama informacja, jak domniemałem i teraz wiem na pewno, wyszła od agencji menedżerskiej Fabryka Futbolu. Także ostatnio w akapicie o Lechu Poznań dodałem taką informację: Rutkowski junior niby pełni nieformalną rolę dyrektora sportowego, a na rozmowy chociażby wczoraj, z Damianem Kądziorem, wysyłał zaprzyjaźnioną lokalną agencję menedżerską, która ponoć działa w imieniu, a może jednak jako... ciało klubu?

Jak się okazało nie tyle wysłał, a wręcz takie praktyki tej Agencji są na porządku dziennym. Podpinają się do wszelkich transferów, jakie dokonywane są przez klub z Poznania. Kądzior ma umowę z innym agentem - Kamilem Burzcem, pracującym w rodzinnej agencji Profus Managament. To właśnie ten agent wynegocjował z Górnikiem Zabrze klauzulę odstępnego wpisaną zeszłego lata po transferze z Wigier Suwałki, która teraz miałaby zostać wykorzystana. Jak sprawdziłem, agencja FF odezwała się do zawodnika i próbowała wykorzystać - czy nawet wykorzystała - jego naiwność, dając mocno do zrozumienia, że skoro rozmawiają w imieniu Lecha, to także tylko oni mogą ten transfer przeprowadzić. Czy to ma coś wspólnego z etyką i zdrową konkurencją, pozostawiam do waszej oceny. Zmanipulowany zawodnik miał podpisać autoryzację na transfer dla tej agencji. Formalny agent o rzekomej aktywacji klauzuli zawodnika ze swej stajni miał się dowiedzieć z medialnych doniesień. Z tego, co wiem, rozpętała się wtedy mała burza i ten transfer został storpedowany. Zawodnik tłumaczył to zamieszaniem przed swoim ślubem, potraktował pracowników agencji menedżerskiej jako notabene pracowników klubu. Docierają także sygnały, że informacja o przejściu do Lecha nie wpłynęła pozytywnie na postrzeganie Kądziora przez Adama Nawałkę, który liczył że zawodnicy także na obozie w Juracie i Arłamowie walcząc o wyjazd do Rosji analogicznie powalczą o swą przyszłość i ewentualne transfery.

Co najśmieszniejsze, przed rokiem, gdy bodajże Marek Jóźwiak razem z francuskim agentem dostarczyli do Jagiellonii Białystok ofertę z klubu Ligue 1 Caen za Przemysława Frankowskiego, dowodzący FF byli wielce oburzeni, że ktoś śmie mieszać się do transferu ich zawodnika, co pokazuje jak podwójną moralność w swych działaniach stosuje ta grupa. Istotnym jest także fakt, ze oferta z Caen trafiła do klubu i dopiero po zaakceptowaniu przez Jagę, zawodnik miał zadecydować, czy podpisze kontrakt z Francuzami.

Nie bez powodu popularne jest określenie "Fabryka Pozoru" - wszystko piękne, co na wierzchu, a co złego to nie my. Ostatnio nie wszystko się odbywa w ramach pozorów, skoro w samym tylko maju twitterowy profil FF skład Lecha na mecz Ekstraklasy podał trzykrotnie, natomiast innych klubów - maksymalnie raz. Wymowne.

Określani (i słusznie) jako jedna z największych agencji w kraju, zbyt często skupiają się na nie swoich zawodnikach, a kolejni piłkarze z ich stajni uciekają. Najświeższe przykłady to Jacek Góralski i Przemysław Frankowski. Dziwi mnie to, że jednak tak ciekawe dla kibica piłki nożnej informacje nie ujrzały wcześniej światła dziennego. Odpalając listę zawodników agencji na branżowym portalu Transfermarkt, Franek i Góral według wycen są w pierwszej piątce. Jednak ich już w FF nie ma i nie chcą mieć z tą agencją nic wspólnego. Frankowski podpisał już umowę z inną dużą agencją, ma się starać o rozwiązanie poprzedniej, a Góralski jest blisko parafowania umowy z jednym z kluczowych agentów w Polsce. Wcześniejsze przykłady zawodników, którzy zawinęli się z Fabrycznego pokładu, to ligowcy Jakub Czerwiński i Dawid Kort. Ktoś może powiedzieć, że Kort to obecnie zawodnik na zakręcie. Owszem, ale wtedy był na fali, wrócił do Pogoni i miał stanowić o jej sile. Czerwiński po transferze z Pogoni dostał w Legii niezbyt wysoki kontrakt, podpisywany na wariata ostatniego dnia okienka transferowego po tym, jak Legia sprzedała Lewczuka do Bordeaux i aktywowała klauzulę wykupu znanego ze swej wygolonej na łyso głowy obrońcy. Jak wieść niesie dostał niezbyt wysoki kontrakt kosztem prowizji dla agencji, a przy problemach w Legii z graniem i chęci zmiany klubu, nie dostał należytej pomocy. Dlatego też doszło do rozstania.

Zawodnikiem, który miał zostać w trochę podobny sposób jak Kądzior zakręcony przez FF, był Kamil Mazek. Parafował umowę z Zagłębiem Lubin, będąc związanym z poprzednim - a wtedy ówczesnym agentem - Cezarym Kucharskim. Ta sprawa ma mieć dalszy ciąg także na drodze cywilnego postępowania sądowego, może się to skończyć dla zawodnika zobowiązaniem do wypłaty ogromnego odszkodowania. Czy wtedy pośrednicy umieszczający Mazka w miedziowym klubie pomogą zawodnikowi? Szczerze wątpię...

Zwykle przed zagranicznym transferem do Lecha danego zawodnika, którego wcześniej pozytywnie zaopiniuje komitet transferowy, odbywają się podchody pod tego piłkarza. Dzwonią do zagranicznych piłkarzy i przekonują, że transfer do Lecha jest możliwy tylko z ich pomocą. To oni muszą przyprowadzić "za rączkę" piłkarza do klubu z Bułgarskiej. Następnie, gdy zawodnik już trafi do Lecha, umieszcza się go często, jak ostatnio Tetteha czy Kostewycza oficjalnie i formalnie w "fabrykowej" stajni.

Dobitnym przykładem na stwarzanie pozorów było wrzucenie zdjęcia z zimowego obozu w Turcji, gdzie na hotelowym tarasie na kawce siedzieli dowodzący agencją, a obok nich Czesław Michniewicz (selekcjoner młodzieżówki), Ireneusz Mamrot (trener Jagiellonii) i Michał Probierz z Cracovii. Fotka typowo pod publikę. Wtedy pomyślałem sobie: O, niezła pokazówka, później będą pokazywać zawodnikom i wypuszczać, jakie to mają znajomości. Nie trzeba było długo czekać, gdy jeden z naganiaczy FF do młodego zawodnika wysłał właśnie to zdjęcie.

 

 

 

Felieton ten nie ma na celu mojego ataku na FF, bo w tym środowisku agencyjnym - jak tak śledzę je uważnie od ponad pięciu już lat - ciężko szukać totalnie białych owiec. Chodzi mi jedynie o pokazanie, że sytuacja z Kądziorem udowodniła, jak wdrożone w siebie są dwa rzekomo niezależne podmioty i jak nieczysto gra agencja mocno lansowana na transparentną. W piątkowym wywiadzie na TVP Sport z Piotrem Reissem także możecie doszukać się pewnych analogii, gdy wspomina o powiązaniach i zależności Lecha od menedżerów.

Kądzior po ewentualnym transferze do "Kolejorza", oczywiście mając poczucie zobowiązania względem pośredników dopinających jego transfer, miałby później podpisać stałą umowę na współpracę, wystawiając pod wiatr agenta, z którym współpracuje od kilku dobrych lat. Który zainwestował w niego wiele swego czasu i ponosił także koszta. Kamila Burzca osobiście nie znam, w przeciwieństwie do wielu innych agentów z tak zwanego mainstreamu nie rozmawiałem z nim nigdy telefonicznie. Najdłuższa wymiana zdań, jaką mieliśmy, to wtedy, gdy odezwał się pisząc, co ja wyprawiam i dlaczego rzekomo podaje się za niego. Takie sygnały dostał od kolejnej osoby ze środowiska, że rzekomo ja to on. Zrobiłem wielkie oczy i się zaśmiałem, bo skojarzyłem fakty. Już wcześniej dostawałem sygnały, że mam być właśnie nim. Absurdalna sytuacja zaczęła się zapewne od tego, gdy niegdyś napisałem coś o Patryku Tuszyńskim, ówczesny trener Jagiellonii Michał Probierz był przekonany, że muszę być agentem obecnego napastnika Zagłębia Lubin, skoro posiadam dokładne informacje o jego transferze do Turcji. Jak to w tym środowisku bywa, plotka się rozniosła i żyła długi czas, nim dotarła do mnie. Spotęgowały ten fakt publiczne sugestie i wpisy jednego z czołowych dziennikarzy piłkarskich przy jednej z wielu dyskusji o mej tożsamości. Sugerował, że jestem agentem, następnie podając inicjały KB.

 

 

 

Głośna była przed kilkoma laty była sprawa wyrzucenia dyrektora Marka Śledzia z Akademii Lecha, następnie zaskakujące wprowadzenie certyfikacji agencji, z którymi mogą podpisywać umowy młodzi wychowankowie klubu. Na rodziców wywierana była presja. Jeden z rodziców wychowanka ALP nawet rozważał skierowanie sprawy na drogę sądową o mobbing swojego syna, gdy odmówił parafowania umowy z sugerowaną dość sugestywnie agencją.

Fragment "Prześwietlenia" dziennikarza Przeglądu Sportowego, Łukasza Olkowicza z byłym dyrektorem Akademii Lecha, Markiem Śledziem:

"Łukasz Olkowicz: Dlaczego w ogóle odszedł pan z Lecha?
Marek Śledź:
Zamieszało lobby menedżerskie. Myślę, że jakiś szampan strzelił po moim odejściu. Nie godziłem się na obecność agentów w klubie, dlatego nie byłem ich ulubieńcem. Młody piłkarz budowany przez sztab w klubie nie potrzebuje innych doradców niż rodzice i ci, którzy go prowadzą. Co taki menedżer może dać 15-latkowi? Za wyjątkiem karmienia nadzieją lub oferowania pieniędzy czy innych dóbr materialnych.

Ale czy da się bez tego obejść? Menedżerowie interesują się coraz młodszymi zawodnikami, to znak czasu.
Marek Śledź:
Uchronić się nie da, ale nie wolno bezgranicznie im się poddawać. Jeśli już są, to niech funkcjonują w oparciu o zasady etyczne, budując siebie jako współpartnerów projektu dotyczącego zawodnika.

Stąd w Lechu pomysł z certyfikacją agencji menedżerskich?
Marek Śledź:
Nie chciałem się na to zgodzić. Proszę sobie wyobrazić, że niemalże musiałbym sugerować zawodnikom podpisywanie umów ze wskazanymi agentami. Nie mogłem nikogo stawiać przed takim wyborem. Pół Polski mówiłoby, że mam z tego profity."

Zimą trwała batalia Lecha Poznań z agentem Kamila Jóźwiaka, który chciał dobra zawodnika starając się o zapis w kontrakcie o minutach gry zawodnika, ażeby nie powtórzyła się sytuacja z jesieni, gdy wpychane do składu na siłę były takie wynalazki jak Niklas Bärkroth, Mario Situm czy Mihai Radut. Gdy Lech się nie godził na warunki zaproponowane przez agencję, swoje działania przedstawiciel piłkarza nakierunkował na zagraniczny transfer. Wybuchła afera, medialne przepychanki, które oczywiście próbowała wykorzystać lokalna agencja, działająca niby jako dobrzy wujkowie, którzy ugaszą pożar, ale na zasadzie: zerwij umowę z poprzednim, a podpisz z nami, zostań w Lechu na jego warunkach.

Więcej energii zimą mogli przełożyć na działania ku pomocy Maciejowi Gostomskiemu, który podpisał kontrakt z Cracovią ważny od nowego sezonu, o którym prezes Korony dowiedział się po moim wpisie. Bramkarz po obozie przygotowawczym został odsunięty od drużyny i trenował z juniorami, przebierając się w treningową odzież w swoim mieszkaniu. Wtedy więcej czasu niż problem, jaki miał ich zawodnik, zajęło dochodzenie kim jest gość, który podał informację o podpisaniu kontraktu z nowym klubem. Rozpytywali na obozie w Turcji piłkarzy, działaczy czy trenerów.

Gostomski dopiero w ostatnich dniach rozwiązał kontrakt na niekorzystnych dla siebie warunkach, tracąc znaczną część premii za górną ósemkę w wywalczeniu, której miał przecież duży udział, rozgrywając jesienią kilkanaście spotkań pomimo początkowego stawiania przez trenera na ściągniętego przez siebie innego golkipera. Jedyny plus tej sytuacji to fakt, że od 1 czerwca będzie mógł się formalnie związać z Cracovią i zacznie od początku treningi. Gostomski na kilka dni przed rozprawą wycofał swój wniosek z Izby ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych przy Polskim Związku Piłki Nożnej i dopiero wtedy Korona zasugerowała rozwiązania kontraktu. Zmęczony sytuacją nie chciał już ryzykować ewentualnych treningów z juniorami do 30 czerwca, gdyż "Pasy" rozpoczynają przygotowania już 11 czerwca, a po dwóch tygodniach wyruszają na zgrupowanie w Słowenii. Zastanawiającym jest fakt, że w bliźniaczo podobnej sytuacji Radosława Cierzniaka w Wiśle Kraków, którą na pewno pamiętacie, kontrakt wtedy szybko rozwiązano i jako wolny zawodnik trafił do Legii.

Żeby nie było, że tylko ganię. Na pochwałę zasługuje sytuacja, gdy Przemysław Bereszyński, ojciec Bartosza, odszedł z pracy w Lechu po tym, jak po transferze syna do Legii był szykanowany przez lokalnych kiboli. Pomocną dłoń wyciągnęła wtedy właśnie agencja syna, z którą dobrze się znał. Był swoistym edukatorem dla piłkarzy sugerując działania ku rozwojowi fizycznemu i mentalnemu. Aktualnie jest trenerem młodzieży w Warcie Poznań, prowadzi drużynę U-19 występującą w Centralnej Lidze Juniorów.

Po "deregulacji" rynku agentów i zniesieniu licencji, każdy może zostać pośrednikiem transakcyjnym. Wystarczy raz w roku udokumentować wpłatę tysiąca złotych. Dlatego też dochodzi często do wielu absurdalnych sytuacji, jak oferowanie danego piłkarza przez trzech agentów do tego samego klubu, na zasadzie "a może się uda". Gdy klub wyrazi zainteresowanie i dany pośrednik dostanie ofertę dla zawodnika, często dopiero wtedy udaje się z nią do zainteresowanego i oczekuje autoryzacji na transfer. Kolejność powinna być oczywiście inna, ale prawo rynku do tego doprowadziło. Klubom wystawiane za przeprowadzenie transferu są faktury o tytule: "Za usługę skautingową", żeby unikać zgłaszania do PZPN-u i oficjalnej rejestracji. W ostatnim czasie jeden z zawodników młodego pokolenia jest nagabywany przez byłego kolegę z boiska swojego agenta, który w czasach kariery zawodniczej był agentem dla aktualnego "opiekuna" zawodnika. Takie to zagmatwane sprawy menedżerskie.

***

OKIENKO TRANSFEROWE

Odnośnie do transferów, najważniejsze informacje zamieściłem na swoim twitterowym profilu, gdzie będę na bieżąco wrzucał znane mi wieści.

Trwają przesadne licytacje klubów Ekstraklasy o piłkarzy z 1.ligi. Trochę to zaskakujące, że nagle wiele klubów zagięło parol na polskich młodych piłkarzy.

Dyrektor sportowy Śląska Dariusz Sztylka działa intensywnie, ale mocno wątpliwym jest czy drużyna, a szczególnie środek pola zbudowany na zawodnikach z zaplecza wywinduje WKS na minimum szóstą pozycje na zakończenie następnego sezonu. Mieliśmy modę na Izraelczyków, Hiszpanów, Serbów, Słowaków, a nawet zaciąg rumuński. Teraz nastała moda na zawodników z zaplecza. Zapowiada się ciekawie, kilku się na pewno przebije, ale zbyt mocna lawina według mnie ruszyła. Jak wiadomo, gdy jest zapotrzebowanie, to i kwoty wzrastają. Tych zawodników nie jest na pewno tylu, ilu do ściągnięcia w planach mają działacze i trenerzy Ekstraklasy.

Michał Janota ze Stali Mielec i Wojciech Trochim z Sandecji Nowy Sącz to najpoważniejsi kandydaci do zastąpienia Mateusza Szwocha w Arce Gdynia.

W Lechu Poznań zapowiada się na zatrudnienie wreszcie dyrektora sportowego, miałby nim zostać pracujący już w klubie od dawna, sprawdzony w kilku rolach Tomasz Rząsa.

Nadal nie wiadomo, kto prowadzi Legię w następnym sezonie. Szansę zaprezentowania siebie i swojego planu według Krzysztofa Srogosza z Eurosport-Interia otrzymał Jerzy Brzęczek. Doradca zarządu Legii Dr Bernhard Heusler ponoć wbrew opiniom nie nalega mocno na kandydaturę Ursa Fischera. Przekonuje wręcz prezesa Mioduskiego, że jeśli ma zmienić trenera i podziękować ozłoconemu triumfami Deanowi Klafuriciowi, to w jego miejsce żeby zatrudnił Polaka. Dlatego pojawiła się wizja z Brzęczkiem jako trenerem Wojskowych. Była także opcja portugalska mocno rozważana i utajana, trener ten ponoć coś kombinował i liczył na angaż we Francji, więc przy Łazienkowskiej raczej wyleczono się z tego pomysłu.

Sebastian Milewski z Zagłębia Sosnowiec przy transferze zagranicznym Szymona Żurkowskiego raczej trafi Górnika Zabrze.

Legia złożyła ofertę za Przemysława Frankowskiego z Jagiellonii, co ciekawe Jaga dostałaby z tego transferu tylko 50% sumy transferowej. 40% wpadnie na konto Andrzeja Kuchara, byłego właściciela Lechii Gdańsk dysponującego po jej sprzedaży prawami do Frankowskiego, natomiast 10% otrzyma Cezary Kucharski, były agent "młodego Franka". Kucharski zrzekł się prowizji przy transferze z Lechii do Jagiellonii w lipcu 2014 roku. Frankowski spędził w Białymstoku cztery lata i bardzo chce zmienić klub.

Z Jagiellonii odejdą zapewne także Ivan Runje i Taras Romanczuk, którzy budzą zainteresowanie wielu klubów, a sami także chcą zmienić otoczenie. Łukasz Burliga otrzymał trzy oferty i raczej odejdzie Jagiellonii, w jego miejsce Jaga dogaduje już innego PO z Ekstraklasy.

***

CO DALEJ?

Pojawiają się pytania, co dalej z moją twórczością pisaną. Na razie robię planową przerwę. Tak jak pisałem w pierwszym felietonie-tekście, umówiony byłem z naczelnym tego portalu, Bartkiem Adamskim, że pisał będę do końca sezonu Ekstraklasy. Dałem słowo i się z tego wywiązałem. Muszę odpocząć trochę od piłki, dosłownie zresetować głowę. Nazbierało mi się do przeczytania kilkanaście książek także piłkarskich, uwielbiam czytać, a w tym roku to zaniedbałem. Wstyd się przyznawać, ale w 2018r. przeczytałem zaledwie dwie książki, a za miesiąc stuknie połowa roku.

Pisanie mnie strasznie absorbuje i wciąga, jestem osobą względnie ambitną i często się denerwuje, jak coś mi nie wychodzi. Bywało więc, że kasowałem cały akapit, by zacząć tworzyć od nowa. Pisanie to dla mnie pasja i zajawka, a ostatnio mam także o wiele więcej obowiązków i zobowiązań zawodowych. Będę chciał dalej pisać, tym bardziej, że był pozytywny odbiór tego, co wam tutaj przekazywałem. Nie były to na dobrą sprawę felietony, tylko często publicystyczne teksty z informacjami.

Nie mówię żegnajcie, tylko do sczytania!

Szczegóły będę wrzucał u siebie na profilu twitterowym, ewentualnie jakby ktoś miał sensownie pytania może pisać na maila jx89@o2.pl. Aktywność na Twitterze w ostatnich dniach próbowałem ograniczyć do minimum. Staram się wrzucać informacje i znikać, choć bywa z tym różnie.

Pełen werwy postaram się wrócić przed samym mundialem ;)

Dziękuję, że czytaliście i dyskutowaliście o tym co pisałem. Pozdrawiam serdecznie piłkarskich świrów!

 

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się