Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Fortuna Dusseldorf

Adam Bodzek dla 2x45: Przed EURO 2012 mogłem głośno powiedzieć, że chcę do kadry, ale nie chciałem się pchać na siłę

Autor: rozmawiał Bartosz Adamski
2018-06-02 14:50:20

Adam Bodzek jest Polakiem mieszkającym od ósmego roku życia w Niemczech. Jego przypadek w dzisiejszych czasach jest wręcz niespotykany - obecnie ma 33 lata i zaledwie dwa kluby w swoim seniorskim dorobku. Nigdy nie zszedł też poniżej 2. Bundesligi, a mimo to nie interesowali się nim kolejni selekcjonerzy reprezentacji Polski. Telefony od dziennikarzy również przeważnie milczały. Jak sam mówi, czasem brakuje mu słów po polsku, ale i tak radzi sobie bardzo dobrze. W rozmowie z nami opowiada m.in. dlaczego nigdy nie trafił do kadry, czy czuje przywiązanie do Niemiec i kiedy zagra w polskiej lidze.

Bartosz Adamski (2x45.info): - Na początek gratulacje z okazji awansu do Bundesligi. Świętowanie było mocne?
Adam Bodzek:
- Świętowanie musiało być, w końcu to dla nas duży sukces. Dostaliśmy też puchar za wygranie ligi, więc okazja do fety była.

- Dla ciebie to także powrót. W końcu 45 meczów w Bundeslidze zagrałeś.
- Tak, pierwszy raz z MSV Duisburg, później z Fortuną, a teraz trzeci awans. To cieszy.

- Dusseldorf staje się twoim drugim domem, w końcu już od siedmiu lat tam jesteś.
- O żadnej zmianie nie myślę. Jestem w obecnym klubie od 2011 roku i wszystko mi pasuje, nie mam powodu do odejścia.

- W Fortunie jesteś szczególnie szanowany. Z jednej strony mianowano cię zastępcą kapitana Olivera Finka, z drugiej aż jedenaście razy wychodziłeś na boisko z opaską kapitańską.
- Wydaje mi się, że mnie szanują. Jestem w klubie od siedmiu lat - przeżyłem z nim dobre i złe czasy. Ludzie to doceniają. A z tą opaską kapitańską - po prostu zastępowałem Olivera.

- Stawiają cię za wzór młodym chłopakom?
- Tak.

- Co jesteście w stanie ugrać w Bundeslidze?
- Przede wszystkim musimy się utrzymać.

- Nawet się nie łudzicie, że są szanse na coś więcej?
- Celem dla nas jest utrzymanie się w Bundeslidze przez kilka lat. Nikt nie chce dopuścić do tego, co było ostatnio - od razu spadliśmy. Na drugim szczeblu rozgrywkowym trzeba było budować wszystko od początku. To nie jest łatwe.

- Dlaczego w ogóle odszedłeś z Duisburga?
- Przydarzyła mi się kontuzja, nie mogłem grać przez dwanaście tygodni. Problemem był również trener Milan Sasic.

- Pokłóciliście się?
- Trochę. Jemu się nie podobało to, jak gram, a ja miałem wątpliwości co do tego, czy jest dobrym trenerem. Nie byliśmy dla siebie stworzeni.

- Twoja historia jest niespotykana. Masz prawie 33 lata, a w seniorach dotychczas grałeś w zaledwie dwóch klubach.
- Co nie? W tych czasach mało jest zawodników, którzy mają tylko dwa kluby w swoim dorobku. Tendencja jest raczej taka, że zmienia się zespół co dwa lata. Powiem ci nawet więcej - ja ani razu nie musiałem się przeprowadzać! Mieszkam dokładnie w tym samym miejscu, gdzie mieszkałem, gdy przyjechaliśmy z Polski. Całe szczęście, że udało mi się dogadać z Fortuną. Jestem zadowolony z życia w tym regionie, niczego mi nie brakuje. Też nie myślę o tym, co by było, gdybym zdecydował się na transfer do innego klubu.

- Rozumiem, że granie w 2. Bundeslidze zupełnie nie było dla ciebie przeszkodą?
- Nie miałbym problemu, gdybym nawet do końca kariery grał na drugim szczeblu. Może gdyby przyszła konkretna oferta z innego klubu, to bym się zdecydował na przeprowadzkę, ale nic na siłę. Zwróć uwagę, że jeśli wykluczymy dwa poprzednie sezony, to zawsze byliśmy tuż za zespołami, które awansowały, w ścisłej czołówce. Jak spadliśmy, próbowaliśmy się odbudować i nieźle nam to wychodziło - byliśmy jedną z lepszych drużyn w 2. Bundeslidze.

- Awans do 2. Bundesligi był teraz dla was celem?
- No właśnie nie.

- Czyli to była niespodzianka również dla was.
- Trochę tak. Union Berlin, Ingolstadt, Nurnberg, Bochum - to oni byli wymieniani wśród faworytów i sami chcieli awansować. My stąpaliśmy twardo po ziemi - w ostatnim sezonie dopiero w przedostatniej kolejce utrzymaliśmy się w 2. Bundeslidze. Teraz zaważył dobry start, a później tak się układało, że ciągle byliśmy w czubie i awans przyszedł naturalnie. Muszę zaznaczyć, że drużynę też teraz mieliśmy dobrą. Oglądałem innych i widziałem, że u nich nie wszystko funkcjonuje tak, jak by chcieli. Szansa była i my ją wykorzystaliśmy.

- Nigdy wcześniej nie pojawiało się zainteresowanie twoją osobą ze strony innych klubów?
- Na pewno nie planowałem, że będę grał tylko w dwóch klubach. Tak się po prostu ułożyło. Gdy kończył mi się poprzedni kontrakt w Dusseldorfie, oferty się pojawiły. My mieliśmy jednak dobrą ekipę, pojawiły się ambicje, żeby wrócić do 1. Bundesligi, więc zostałem. Nie zawsze było jednak kolorowo - zgrzyty z trenerami i klubowymi menedżerami się pojawiały. Od dwóch lat jest jednak spokój i możemy normalnie pracować.

- W Duisburgu witają cię z otwartymi ramionami?
- Tak, jasne. Grałem tam przecież od wieku juniorskiego. W ogóle byłem jednym z nielicznych, którym udało się przedostać do pierwszego zespołu. Nie było tego... Jak to się mówi?... Widzisz, niekiedy brakuje mi jeszcze słowa po polsku, za rzadko rozmawiam w ojczystym języku.

- To będę częściej dzwonił!
- (śmiech)

- Ale powiem ci, że bardzo dobrze sobie radzisz jak na tyle lat w Niemczech i tak ograniczone kontakty z Polską.
- Czasem tylko porozmawiam z rodziną, ale to maksymalnie dwa-trzy razy w miesiącu.

- A czujesz się ogólnie doceniany w Niemczech?
- Tak.

- Zupełnie inaczej niż w Polsce, prawda?
- Trudno mi właśnie powiedzieć, jak to w Polsce jest. Czasem dzwoni rodzina i mówi, że coś napisali w gazecie czy na portalu. Zazwyczaj to jednak jest jakieś wspomnienie, i tyle.

- Podejrzewam, że po awansie do Bundesligi jestem dopiero drugim dziennikarzem z Polski, który do ciebie zadzwonił. Przede mną udało się to Marcinowi Doboszowi z Przeglądu Sportowego.
- Zgadza się. Może druga liga nie jest ciekawa dla Polaków? Jak nie chcą o tym czytać, to co się dziwić? Bundesliga to jednak prestiż. W ogóle ktoś pokazuje w Polsce drugą ligę niemiecką?

- Tak, stacja Eleven transmituje. Twoje mecze też tam się zdarzały dość często.
- No dobra, ale Bundesliga przyciąga nieporównywalnie więcej zainteresowania.

- Dziwi mnie jednak, że nigdy nie było tobą większego zainteresowania, a poniżej 2. Bundesligi nigdy nie zszedłeś.
- Dziennikarze dzwonili tylko jak grałem w Bundeslidze - czy to w Duisburgu, czy w Fortunie Dusseldorf. Wtedy pojawiało się zainteresowanie - co tam u mnie, tego typu sprawy. Gdy wracałem na drugi poziom, telefon milczał.

- Teraz po niemiecku operujesz na pewno lepiej niż po polsku, masz kontakt praktycznie tylko z Niemcami na co dzień. Wiem, że po przyjeździe było jednak ciężko.
- Kompletnie nic nie umiałem. Poszedłem jednak do szkoły i tam sobie musiałem dać radę.

- Szkoła życia.
- (śmiech) Dokładnie.

- Szybko się nauczyłeś języka?
- Byłem ośmioletnim dzieckiem, więc łatwiej mi to przyszło. Słówka i gramatykę łapałem wszędzie - w szkole, czy grając z kumplami na boisku. Rodzice mieli dużo trudniej.

- W domu pewnie mówiło się tylko po polsku.
- Tak, z rodzicami tylko po polsku mówię, żeby nie zapomnieć języka. Chociaż czasem słowa jakiegoś brakuje, więc wychodzi półpolski-półniemiecki (śmiech).

- I jeszcze pewnie nutka gwary śląskiej.
- O, tak! Trzeba sobie radzić (śmiech).

Radość po awansie do Bundesligi. Adam Bodzek na pierwszym planie (numer 13). Źródło: fourfourtwo.com

- Zaglądasz czasem do Polski?
- Chciałbym być częściej. Spora część rodziny została w Zabrzu - ciocia, wujek, babcia. W sezonie szansa na wyjazd do Polski jest tylko jak mamy dwa dni wolne albo weekend z pauzą na reprezentację. Teraz mamy przerwę pomiędzy rozgrywkami. Na pewno zajrzę w rodzinne strony.

- Franciszek Smuda nigdy do ciebie nie dzwonił, żeby cię namówić na grę w reprezentacji Polski? Przed EURO 2012 szukał zawodników z polskimi korzeniami. Powołał m.in. Adama Matuszczyka czy Eugena Polanskiego.
- Jedyny kontakt, jaki miałem z PZPN-em, to gdy dzwonił do mnie świętej pamięci Włodzimierz Smolarek w 2009 roku. Trzy lata później awansowaliśmy z Fortuną do Bundesligi, ale żadnego telefonu nie było. Adam Matuszczyk wtedy zmienił klub i przyszedł do nas z Kolonii na sześć miesięcy.

- I nie podpowiadałeś wtedy Matuszczykowi, żeby szepnął Smudzie słówko o tobie?
- Nic takiego mu nie proponowałem. Rozmawialiśmy dość ogólnie o kadrze, ale bez wchodzenia w szczegóły.

- Może właśnie trzeba było głośno powiedzieć: "Ja też chcę do kadry!".
- Jeśli to by było takie proste, to chyba faktycznie popełniłem błąd (śmiech). A mówiąc szczerze, to może rzeczywiście by mi to pomogło, ale nic na siłę.

- Podstawy ku temu miałeś. Chyba się ze mną zgodzisz, że sezon 11/12 był jednym z twoich najlepszych w karierze.
- Tak, na pewno był jednym z przełomowych. Może trener Smuda nie wiedział, że mam polski paszport?... Chociaż nie, przecież rozmawiałem ze Smolarkiem. On zaprosił mnie do Kolonii na spotkanie z PZPN-em.

- Tematu gry w niemieckich barwach nigdy nie było?
- Nie.

- Odmawiałeś czy po prostu nigdy się do ciebie nie zgłosili?
- Niemcy nie byli mną zainteresowani.

- A co by było, gdyby pojawiło się takie zainteresowanie?
- (chwila zastanowienia) Nigdy o tym nie myślałem. Pewnie wybrałbym pierwszą propozycję. To jest naprawdę dobre pytanie.

- To inaczej - gdyby pojawiła się w jednym czasie propozycja gry dla Polski i Niemiec, to co byś wybrał?
- W tamtych czasach jednak chyba bliżej mi było do Polski. W końcu tak długo w Niemczech jeszcze nie byłem, teraz to już zleciało tych lat.

- Któremu krajowi więcej zawdzięczasz - Polsce czy Niemcom?
- Powiem inaczej: jak jest mecz Niemcy - Polska, to zawsze jestem za ojczystym krajem. A generalnie, to kibicuję obu reprezentacjom.

- Wiem, że jesteś kibicem Górnika Zabrze.
- Jak każdy urodzony w Zabrzu (śmiech). Ostatnio jednak na meczach nie mam możliwości być, bo Ekstraklasa gra w tym samym czasie co Bundesliga. Gdy my mamy przerwę, to w Polsce też jest. Zazwyczaj jednak kuzynka i ciocia przesyłają mi zdjęcia, kiedy są na stadionie. Zresztą dość fajnie ta nowa arena wygląda. Wszystko ładnie się układa, bo sezon też wypadł dobrze.

- Powiedziałbym nawet, że bardzo dobrze.
- Może zakwalifikują się jeszcze do Ligi Europy.

- Już się zakwalifikowali.
- Ale mówię o fazie grupowej, bo muszą jeszcze przejść eliminacje.

- A, to tak. Wiesz, dla większości polskich drużyn przebrnięcie pierwszych rund jest już sukcesem, dlatego my uznajemy Ligę Europy już od eliminacji (śmiech).
- Oby teraz było lepiej!

- To co, razem z Łukaszem Podolskim niedługo zagrasz w barwach Górnika? Jesteście przecież z tego samego rocznika.
- Słyszałem, że Łukasz faktycznie powiedział, że chce skończyć karierę w Górniku. Jeśli o mnie chodzi, to czemu nie? Gdyby była szansa, to chętnie. Zawsze fajnie wrócić do miejsca, gdzie się urodziłem.

- To na koniec kariery wracasz?
- Łatwo powiedzieć, ale ja nie jestem Łukaszem Podolskim. Mam jeszcze rok kontraktu w Dusseldorfie, chcę zagrać w Bundeslidze. Po następnym sezonie będę miał już 34 lata. Nie wiadomo, czy Górnik będzie mnie chciał.

- Ale rozumiem, że ty jesteś na tak?
- Fajnie by było. Deklarować nic nie będę, bo to nie jest zależne tylko ode mnie. Ja jednak jestem jak najbardziej chętny.

 

 

 


KOMENTARZE