var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Fortuna Dusseldorf

Adam Bodzek dla 2x45: Przed EURO 2012 mogłem głośno powiedzieć, że chcę do kadry, ale nie chciałem się pchać na siłę

Autor: rozmawiał Bartosz Adamski
2018-06-02 14:50:20

Adam Bodzek jest Polakiem mieszkającym od ósmego roku życia w Niemczech. Jego przypadek w dzisiejszych czasach jest wręcz niespotykany - obecnie ma 33 lata i zaledwie dwa kluby w swoim seniorskim dorobku. Nigdy nie zszedł też poniżej 2. Bundesligi, a mimo to nie interesowali się nim kolejni selekcjonerzy reprezentacji Polski. Telefony od dziennikarzy również przeważnie milczały. Jak sam mówi, czasem brakuje mu słów po polsku, ale i tak radzi sobie bardzo dobrze. W rozmowie z nami opowiada m.in. dlaczego nigdy nie trafił do kadry, czy czuje przywiązanie do Niemiec i kiedy zagra w polskiej lidze.

Bartosz Adamski (2x45.info): - Na początek gratulacje z okazji awansu do Bundesligi. Świętowanie było mocne?
Adam Bodzek:
- Świętowanie musiało być, w końcu to dla nas duży sukces. Dostaliśmy też puchar za wygranie ligi, więc okazja do fety była.

- Dla ciebie to także powrót. W końcu 45 meczów w Bundeslidze zagrałeś.
- Tak, pierwszy raz z MSV Duisburg, później z Fortuną, a teraz trzeci awans. To cieszy.

- Dusseldorf staje się twoim drugim domem, w końcu już od siedmiu lat tam jesteś.
- O żadnej zmianie nie myślę. Jestem w obecnym klubie od 2011 roku i wszystko mi pasuje, nie mam powodu do odejścia.

- W Fortunie jesteś szczególnie szanowany. Z jednej strony mianowano cię zastępcą kapitana Olivera Finka, z drugiej aż jedenaście razy wychodziłeś na boisko z opaską kapitańską.
- Wydaje mi się, że mnie szanują. Jestem w klubie od siedmiu lat - przeżyłem z nim dobre i złe czasy. Ludzie to doceniają. A z tą opaską kapitańską - po prostu zastępowałem Olivera.

- Stawiają cię za wzór młodym chłopakom?
- Tak.

- Co jesteście w stanie ugrać w Bundeslidze?
- Przede wszystkim musimy się utrzymać.

- Nawet się nie łudzicie, że są szanse na coś więcej?
- Celem dla nas jest utrzymanie się w Bundeslidze przez kilka lat. Nikt nie chce dopuścić do tego, co było ostatnio - od razu spadliśmy. Na drugim szczeblu rozgrywkowym trzeba było budować wszystko od początku. To nie jest łatwe.

- Dlaczego w ogóle odszedłeś z Duisburga?
- Przydarzyła mi się kontuzja, nie mogłem grać przez dwanaście tygodni. Problemem był również trener Milan Sasic.

- Pokłóciliście się?
- Trochę. Jemu się nie podobało to, jak gram, a ja miałem wątpliwości co do tego, czy jest dobrym trenerem. Nie byliśmy dla siebie stworzeni.

- Twoja historia jest niespotykana. Masz prawie 33 lata, a w seniorach dotychczas grałeś w zaledwie dwóch klubach.
- Co nie? W tych czasach mało jest zawodników, którzy mają tylko dwa kluby w swoim dorobku. Tendencja jest raczej taka, że zmienia się zespół co dwa lata. Powiem ci nawet więcej - ja ani razu nie musiałem się przeprowadzać! Mieszkam dokładnie w tym samym miejscu, gdzie mieszkałem, gdy przyjechaliśmy z Polski. Całe szczęście, że udało mi się dogadać z Fortuną. Jestem zadowolony z życia w tym regionie, niczego mi nie brakuje. Też nie myślę o tym, co by było, gdybym zdecydował się na transfer do innego klubu.

- Rozumiem, że granie w 2. Bundeslidze zupełnie nie było dla ciebie przeszkodą?
- Nie miałbym problemu, gdybym nawet do końca kariery grał na drugim szczeblu. Może gdyby przyszła konkretna oferta z innego klubu, to bym się zdecydował na przeprowadzkę, ale nic na siłę. Zwróć uwagę, że jeśli wykluczymy dwa poprzednie sezony, to zawsze byliśmy tuż za zespołami, które awansowały, w ścisłej czołówce. Jak spadliśmy, próbowaliśmy się odbudować i nieźle nam to wychodziło - byliśmy jedną z lepszych drużyn w 2. Bundeslidze.

- Awans do 2. Bundesligi był teraz dla was celem?
- No właśnie nie.

- Czyli to była niespodzianka również dla was.
- Trochę tak. Union Berlin, Ingolstadt, Nurnberg, Bochum - to oni byli wymieniani wśród faworytów i sami chcieli awansować. My stąpaliśmy twardo po ziemi - w ostatnim sezonie dopiero w przedostatniej kolejce utrzymaliśmy się w 2. Bundeslidze. Teraz zaważył dobry start, a później tak się układało, że ciągle byliśmy w czubie i awans przyszedł naturalnie. Muszę zaznaczyć, że drużynę też teraz mieliśmy dobrą. Oglądałem innych i widziałem, że u nich nie wszystko funkcjonuje tak, jak by chcieli. Szansa była i my ją wykorzystaliśmy.

- Nigdy wcześniej nie pojawiało się zainteresowanie twoją osobą ze strony innych klubów?
- Na pewno nie planowałem, że będę grał tylko w dwóch klubach. Tak się po prostu ułożyło. Gdy kończył mi się poprzedni kontrakt w Dusseldorfie, oferty się pojawiły. My mieliśmy jednak dobrą ekipę, pojawiły się ambicje, żeby wrócić do 1. Bundesligi, więc zostałem. Nie zawsze było jednak kolorowo - zgrzyty z trenerami i klubowymi menedżerami się pojawiały. Od dwóch lat jest jednak spokój i możemy normalnie pracować.

- W Duisburgu witają cię z otwartymi ramionami?
- Tak, jasne. Grałem tam przecież od wieku juniorskiego. W ogóle byłem jednym z nielicznych, którym udało się przedostać do pierwszego zespołu. Nie było tego... Jak to się mówi?... Widzisz, niekiedy brakuje mi jeszcze słowa po polsku, za rzadko rozmawiam w ojczystym języku.

- To będę częściej dzwonił!
- (śmiech)

- Ale powiem ci, że bardzo dobrze sobie radzisz jak na tyle lat w Niemczech i tak ograniczone kontakty z Polską.
- Czasem tylko porozmawiam z rodziną, ale to maksymalnie dwa-trzy razy w miesiącu.

- A czujesz się ogólnie doceniany w Niemczech?
- Tak.

- Zupełnie inaczej niż w Polsce, prawda?
- Trudno mi właśnie powiedzieć, jak to w Polsce jest. Czasem dzwoni rodzina i mówi, że coś napisali w gazecie czy na portalu. Zazwyczaj to jednak jest jakieś wspomnienie, i tyle.

- Podejrzewam, że po awansie do Bundesligi jestem dopiero drugim dziennikarzem z Polski, który do ciebie zadzwonił. Przede mną udało się to Marcinowi Doboszowi z Przeglądu Sportowego.
- Zgadza się. Może druga liga nie jest ciekawa dla Polaków? Jak nie chcą o tym czytać, to co się dziwić? Bundesliga to jednak prestiż. W ogóle ktoś pokazuje w Polsce drugą ligę niemiecką?

- Tak, stacja Eleven transmituje. Twoje mecze też tam się zdarzały dość często.
- No dobra, ale Bundesliga przyciąga nieporównywalnie więcej zainteresowania.

- Dziwi mnie jednak, że nigdy nie było tobą większego zainteresowania, a poniżej 2. Bundesligi nigdy nie zszedłeś.
- Dziennikarze dzwonili tylko jak grałem w Bundeslidze - czy to w Duisburgu, czy w Fortunie Dusseldorf. Wtedy pojawiało się zainteresowanie - co tam u mnie, tego typu sprawy. Gdy wracałem na drugi poziom, telefon milczał.

- Teraz po niemiecku operujesz na pewno lepiej niż po polsku, masz kontakt praktycznie tylko z Niemcami na co dzień. Wiem, że po przyjeździe było jednak ciężko.
- Kompletnie nic nie umiałem. Poszedłem jednak do szkoły i tam sobie musiałem dać radę.

- Szkoła życia.
- (śmiech) Dokładnie.

- Szybko się nauczyłeś języka?
- Byłem ośmioletnim dzieckiem, więc łatwiej mi to przyszło. Słówka i gramatykę łapałem wszędzie - w szkole, czy grając z kumplami na boisku. Rodzice mieli dużo trudniej.

- W domu pewnie mówiło się tylko po polsku.
- Tak, z rodzicami tylko po polsku mówię, żeby nie zapomnieć języka. Chociaż czasem słowa jakiegoś brakuje, więc wychodzi półpolski-półniemiecki (śmiech).

- I jeszcze pewnie nutka gwary śląskiej.
- O, tak! Trzeba sobie radzić (śmiech).

Radość po awansie do Bundesligi. Adam Bodzek na pierwszym planie (numer 13). Źródło: fourfourtwo.com

- Zaglądasz czasem do Polski?
- Chciałbym być częściej. Spora część rodziny została w Zabrzu - ciocia, wujek, babcia. W sezonie szansa na wyjazd do Polski jest tylko jak mamy dwa dni wolne albo weekend z pauzą na reprezentację. Teraz mamy przerwę pomiędzy rozgrywkami. Na pewno zajrzę w rodzinne strony.

- Franciszek Smuda nigdy do ciebie nie dzwonił, żeby cię namówić na grę w reprezentacji Polski? Przed EURO 2012 szukał zawodników z polskimi korzeniami. Powołał m.in. Adama Matuszczyka czy Eugena Polanskiego.
- Jedyny kontakt, jaki miałem z PZPN-em, to gdy dzwonił do mnie świętej pamięci Włodzimierz Smolarek w 2009 roku. Trzy lata później awansowaliśmy z Fortuną do Bundesligi, ale żadnego telefonu nie było. Adam Matuszczyk wtedy zmienił klub i przyszedł do nas z Kolonii na sześć miesięcy.

- I nie podpowiadałeś wtedy Matuszczykowi, żeby szepnął Smudzie słówko o tobie?
- Nic takiego mu nie proponowałem. Rozmawialiśmy dość ogólnie o kadrze, ale bez wchodzenia w szczegóły.

- Może właśnie trzeba było głośno powiedzieć: "Ja też chcę do kadry!".
- Jeśli to by było takie proste, to chyba faktycznie popełniłem błąd (śmiech). A mówiąc szczerze, to może rzeczywiście by mi to pomogło, ale nic na siłę.

- Podstawy ku temu miałeś. Chyba się ze mną zgodzisz, że sezon 11/12 był jednym z twoich najlepszych w karierze.
- Tak, na pewno był jednym z przełomowych. Może trener Smuda nie wiedział, że mam polski paszport?... Chociaż nie, przecież rozmawiałem ze Smolarkiem. On zaprosił mnie do Kolonii na spotkanie z PZPN-em.

- Tematu gry w niemieckich barwach nigdy nie było?
- Nie.

- Odmawiałeś czy po prostu nigdy się do ciebie nie zgłosili?
- Niemcy nie byli mną zainteresowani.

- A co by było, gdyby pojawiło się takie zainteresowanie?
- (chwila zastanowienia) Nigdy o tym nie myślałem. Pewnie wybrałbym pierwszą propozycję. To jest naprawdę dobre pytanie.

- To inaczej - gdyby pojawiła się w jednym czasie propozycja gry dla Polski i Niemiec, to co byś wybrał?
- W tamtych czasach jednak chyba bliżej mi było do Polski. W końcu tak długo w Niemczech jeszcze nie byłem, teraz to już zleciało tych lat.

- Któremu krajowi więcej zawdzięczasz - Polsce czy Niemcom?
- Powiem inaczej: jak jest mecz Niemcy - Polska, to zawsze jestem za ojczystym krajem. A generalnie, to kibicuję obu reprezentacjom.

- Wiem, że jesteś kibicem Górnika Zabrze.
- Jak każdy urodzony w Zabrzu (śmiech). Ostatnio jednak na meczach nie mam możliwości być, bo Ekstraklasa gra w tym samym czasie co Bundesliga. Gdy my mamy przerwę, to w Polsce też jest. Zazwyczaj jednak kuzynka i ciocia przesyłają mi zdjęcia, kiedy są na stadionie. Zresztą dość fajnie ta nowa arena wygląda. Wszystko ładnie się układa, bo sezon też wypadł dobrze.

- Powiedziałbym nawet, że bardzo dobrze.
- Może zakwalifikują się jeszcze do Ligi Europy.

- Już się zakwalifikowali.
- Ale mówię o fazie grupowej, bo muszą jeszcze przejść eliminacje.

- A, to tak. Wiesz, dla większości polskich drużyn przebrnięcie pierwszych rund jest już sukcesem, dlatego my uznajemy Ligę Europy już od eliminacji (śmiech).
- Oby teraz było lepiej!

- To co, razem z Łukaszem Podolskim niedługo zagrasz w barwach Górnika? Jesteście przecież z tego samego rocznika.
- Słyszałem, że Łukasz faktycznie powiedział, że chce skończyć karierę w Górniku. Jeśli o mnie chodzi, to czemu nie? Gdyby była szansa, to chętnie. Zawsze fajnie wrócić do miejsca, gdzie się urodziłem.

- To na koniec kariery wracasz?
- Łatwo powiedzieć, ale ja nie jestem Łukaszem Podolskim. Mam jeszcze rok kontraktu w Dusseldorfie, chcę zagrać w Bundeslidze. Po następnym sezonie będę miał już 34 lata. Nie wiadomo, czy Górnik będzie mnie chciał.

- Ale rozumiem, że ty jesteś na tak?
- Fajnie by było. Deklarować nic nie będę, bo to nie jest zależne tylko ode mnie. Ja jednak jestem jak najbardziej chętny.

 

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się