var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: własne

Juskowiak: Nawałka nie ma już nic do zaoferowania. Czy na bukmacherce da się zarobić? Stojković: Kiedyś Polacy byli nieosiągalni

Autor: zebrał Bartosz Adamski
2018-06-30 11:21:17

Prasa wciąż podsumowuje nieudany mundial w wykonaniu Polaków. Dobrych tekstów i ciekawych spostrzeżeń nie brakuje. Mamy ponadto ciekawy wywiad z prezesem firmy bukmacherskiej. Ogółem wybraliśmy 31 artykułów z sześciu źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Juskowiak: Nawałka nie ma nic więcej do zaoferowania drużynie"

"Robert Błoński: Kibicowskie „Polacy, nic się nie stało”, czy raczej cytat z Artura Boruca: „Mundial jest raz na cztery lata, a my go totalnie spieprzyliśmy”?
Andrzej Juskowiak (były reprezentant Polski, król strzelców igrzysk olimpijskich 1992, dziś ekspert TVP):
Nie, no oczywiście, że się stało... Nie można przejść obojętnie obok wyniku, bo oczekiwania awansu do 1/8 finału były poparte kilkoma argumentami: wynikami w eliminacjach, doświadczeniem z poprzedniego turnieju, klasą rywali. Nie byli wybitnie mocni – nie mierzyliśmy się z potęgami, choć akurat klasa Niemców została zweryfikowana przez Meksyk i Koreę Płd. Ale to chyba chwilowy kryzys sąsiadów. Wracając do nas: jesteśmy w głębszym kryzysie, reprezentacja w tym składzie się wypaliła. Były sygnały, że coś jest nie tak, ale nikt nie dopuszczał myśli, że na mundialu może być tak źle. Niestety, byliśmy bezradni jak dzieci we mgle i to jest najgorsze. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak mogliśmy popełniać takie błędy, jak z Senegalem. Sami sobie strzelaliśmy gole. Poza tym nie umieliśmy stworzyć okazji do zdobycia bramki z akcji. Niby mamy Roberta Lewandowskiego, ale w najważniejszych momentach zawiódł. Niemcy mają rację krytykując go za to, że nie potrafi decydować o wynikach w fazie pucharowej Champions League. W wielkich turniejach rozegrał 11 meczów, strzelił dwa gole – to jest słaba powtarzalność. Do tego, jako od kapitana trzeba wymagać więcej. Komentowałem mecz z Kolumbią i było widać, jak lider rywali James Rodriguez haruje dla drużyny. Nie chodzi tylko o umiejętności, ale o przebiegnięte kilometry, zaangażowanie. Z Senegalem Robert nie był pierwszym obrońcą, tylko raz odebrał piłkę i wywalczył rzut wolny. Można się pastwić nad naszym zespołem, to żadna sztuka, ale widzę w nim mentalny problem. W 2012 roku, w pierwszym meczu Wojtek Szczęsny ratował zespół przed utratą gola, ale sam dostał czerwoną kartkę. Nie myślał o sobie, że wyleci z boiska i w turnieju już może nie zagra. Nie kalkulował. Sześć lat później w Rosji sytuacja była identyczna. Wybiegł poza pola karne, nie trafił w piłkę, uprzedził go Niang, ale Wojtek go nie powstrzymał. Faul z EURO był dla niego przykrym i dramatycznym wydarzeniem, ale poświęcił się dla zespołu. Z Senegalem już nie. Ta sytuacja pokazuje rozwój mentalny zawodników i drużyny – każdy chce grać, ale zespół nie jest najważniejszy. Piłkarze są bardziej wyrachowani, stonowani – nie chcę powiedzieć, że zblazowani. Brakowało mi iskry i ognia w oczach. Mowa ciała Wojtka też nie robiła wrażenia, była słaba, bez emocji... Bramkarza muszą się bać swoi obrońcy, a dopiero później napastnicy rywala. Tego nie widziałem. Przy golu na 0:2 z Senegalem błąd popełniło przynajmniej trzech naszych graczy, ale do siebie nikt nie miał pretensji, każdy szukał winy u kolegi. Na boisku muszą być emocje. Jedyne pretensje, jakie mieliśmy – to do sędziego, że pozwolił wbiec Niangowi na boisko. Wszystko za bardzo poszło w kierunku wizerunku, a nie grania w piłkę i determinacji. Kiedy Ronaldo wykonywał rzut wolny z Hiszpanią, po którym trafił na 3:3, to wyglądał jak rozjuszony byk. Jeszcze spodenki podciągnął, żeby pokazać rywalom mięśnie i moc. Widziałem w nim złość i pewność. Lewandowski, przed wolnym z Senegalem, podskakiwał na palcach jak baletnica. A po strzale piłka leciała i leciała... Wielu naszych piłkarzy było nieprzygotowanych, nie prezentowali optymalnej formy, ale u każdego brakowało mi cech wolicjonalnych. Czasem nie idzie, jest ciężko, ale zawsze trzeba „dać z wątroby” i pokazać charakter – tego zabrakło."

Więcej TUTAJ

***

"Nawał niewiadomych. Krajobraz po klęsce reprezentacji Polski"

"Co się stało z przewidywalnym selekcjonerem? To jedna z polskich tajemnic tego mundialu. Przez ponad cztery lata pracy Nawałka udowodnił, że jest stabilny. Być może to uśpiło nas wszystkich, również trenera, bo wcześniej większość jego decyzji okazywała się strzałem w dziesiątkę. Obiecał, że ma pomysł na nieskutecznego w kadrze Lewandowskiego? Słowa dotrzymał, napastnik został najlepszym strzelcem eliminacji. Uparł się na Krzysztofa Mączyńskiego? Pomocnik w końcu zaczął odpłacać solidnością w środku pola. Wyciągnął z kapelusza Sebastiana Milę? Ten był jednym z bohaterów zwycięstwa z Niemcami.

W meczu z Senegalem selekcjoner padł ofiarą przywiązania do nazwisk. Arkadiusz Milik i Jakub Błaszczykowski stoczyli walkę, bo tak trzeba nazwać zasuwanie codziennie po kilka godzin w trakcie rehabilitacji po poważnych kontuzjach, żeby wrócić do zdrowia. To im się udało, wrócić do formy już nie. Nie zdążyli, czasu okazało się za mało. Dziś można się mądrzyć, że nieszczególnie pomogli drużynie, ale co by było, gdyby selekcjoner ogłosił, że nie zabiera ich na mundial, a w ich miejsce jadą Przemysław Frankowski i Kamil Wilczek? Pewnie zostałby ogłoszony wrogiem publicznym numer jeden. Być może wyciągnął wnioski z decyzji poprzedników, bo przecież Jerzy Engel w 2002 roku i Paweł Janas cztery lata później zdecydowali się pozbyć liderów, a tamte decyzje do dziś są wspominane jako jedne z głównych przyczyn niepowodzeń."

Więcej TUTAJ

***

"Nawałka w cieniu pomników. Selekcjoner nie dorównał wielkim poprzednikom"

" – Media nazywały już tę drużynę „Orłami Nawałki" i o to mam jednak pretensje. Przepraszam bardzo, ale na orła trzeba sobie zasłużyć, tak jak sobie zasłużyła nasza drużyna Kazimierza Górskiego. W Rosji to były co najwyżej pisklęta, które chciały zostać orłami, ale nie wyszło. Ćwierćfinał w EURO 2016? Jasne, doceniam. Dopiero mundial jest turniejem dla prawdziwych mężczyzn. Liczą się mecze o stawkę i to, co w nich ugrasz i pokażesz. A co nasz zespół pokazał w meczach z Senegalem i Kolumbią? No nie, w tych starciach zdecydowanie nie było na boisku orłów – ocenia Zygmunt Kalinowski, rezerwowy bramkarz naszej medalowej ekipy z MŚ w 1974 roku.

– Drużyna Nawałki? Nawet nie chcę się wypowiadać, bo już się nie znam na tej współczesnej piłce, w której równie ważna jak gra na boisku jest gra w reklamach. Potężna komercja wyłazi z każdego kąta. Za moich czasów inaczej patrzyłem na piłkę i chyba co innego się w niej liczyło. Kiedyś usłyszałem, że piłkarze z mojego pokolenia nie powinni zabierać głosu w sprawach dzisiejszego futbolu, bo grali w innych czasach. Posłuchałem i nie komentuję – z przekąsem zaznacza Jerzy Gorgoń, jeden z najlepszych obrońców w dziejach polskiej piłki, który grał w MŚ w 1974 i w 1978 roku. Widać, że dla Orłów Górskiego próba zestawiania obecnej kadry z medalowymi drużynami budziła zastrzeżenia już wcześniej, choć zwykle nie chcieli o tym rozmawiać."

Więcej TUTAJ

***

"Linetty, czyli człowiek widmo"

"23-latek w eliminacjach mistrzostw świata wystąpił w siedmiu meczach. Rozegrał 398 minut,co plasuje go na 12. miejscu ze wszystkich kadrowiczów walczących o wyjazd do Rosji. W kadrze nigdy specjalnie się nie wyróżnił. Jego najlepszy mecz to ten w Bukareszcie z Rumunią (3:0), gdzie biało-czerwoni zaimponowali jako zespół. Mimo, że generalnie nie błyszczał (taki zarzut można wytoczyć pod adresem innych w ostatnich eliminacjach) należało go traktować jako piłkarza, który spełniał rolę uniwersalnej ósemki. Tak zwanego zawodnika box-to-box, czyli zachowującego balans pomiędzy grą w defensywie, a wspierającego także ataki zespołu. Bardziej kreatywnego niż Grzegorz Krychowiak, mniej pracującego ofensywnie niż Piotr Zieliński.

Jego rola w przedmundialowych sparingach została jednak zmarginalizowana. Z piłkarza krążącego wokół podstawowego składu w sześciu spotkaniach towarzyskich zagrał tylko 125 minut spadając w rankingu selekcjonera na 21. pozycję. Pod tym względem gorszych było tylko trzech piłkarzy, którzy pojechali na turniej: Rafał Kurzawa (103 min.), Bartosz Białkowski (44 min.) i Sławomir Peszko (0 min.). Dwóch z nich odegrało większą rolę niż Linetty, który został przyspawany do ławki rezerwowych. Dość porażające zważywszy, że pomocnik ma za sobą całkiem solidny sezon w Serie A. Zagrał w aż 29 meczach i miał przyzwoite liczby: 2132 minuty, 3 gole i 3 asysty. Był podstawowym piłkarzem zespołu, który przez większą część sezonu robił za pozytywną niespodziankę w lidze włoskiej – ulubionej Nawałki. Wydawało się, że czego chcieć więcej. Jak można bardziej zapunktować w sezonie, w którym pozostali środkowi pomocnicy mieli swoje problemy? Od Grzegorza Krychowiaka grającego w kratkę West Bromwich Albion, spadkowiczu Premier League, po Krzysztofa Mączyńskiego walczącego z kontuzjami, aby tę bitwę ostatecznie przegrać w Arłamowie."

Więcej TUTAJ

***

"Lech marzy o sprowadzeniu Carlitosa"

"Kolejorz w letnim okienku transferowym nie ma zamiaru oszczędzać. Nie chce jednak hurtowo sprowadzać piłkarzy, tylko wykonać 2-3 konkretne „strzały”, które wydatnie podniosą jakość drużyny, czego chciałby trener Ivan Djurdjević. Poznaniacy wyrównali już klubowy rekord - za milion euro sprowadzili (a właściwie sprowadzają, bo sprawa oficjalnie nie jest wciąż potwierdzona) portugalskiego pomocnika Pedro Tibę. Wiele wskazuje jednak na to, że siedmiocyfrowa kwota może paść jeszcze raz w najbliższym czasie.

A wszystko za sprawą zainteresowania Carlitosem, co nie jest nowością. Lech już w kwietniu sondował możliwość pozyskania tego piłkarza, ale wtedy wydawało się to utopią. Przede wszystkim ze względu na cenę, która wówczas przekraczała dwa miliony euro. 28-latek po sezonie, w którym zdobył 24 bramki w ekstraklasie i wywalczył koronę króla strzelców, miał mocną kartę przetargową, żeby trafić do mocniejszej ligi. Wiemy, że jest zdecydowany, żeby opuścić Wisłę Kraków. Marzy mu się hiszpańska Primera Division, ale problemem jest brak ofert. Było zapytanie z Segunda Division z Realu Saragossa, ale w ostatnim czasie sprawa ucichła. Nie zostały sfinalizowane także rozmowy z Dinamem Zagrzeb, które prowadził Nenad Bjelica, były trener Kolejorza."

Więcej TUTAJ

***

"Stanowski: Końcówka meczu z Japonią przejdzie do historii jako 10 minut hańby"

"Zastanawiam się, co się właściwie stało, że wygrany mecz przeobraził się w żenujący pokaz lekceważenia kibiców, futbolu jako takiego oraz zasad fair-play. Czy po prostu zabrakło refleksu? Czy nasi piłkarze byli tak zaskoczeni tym, co wyprawiają Japończycy, że nie zareagowali w porę i nie pomyśleli, jak to z boku wygląda? Każdy z piłkarzy sądził, że te zabawy z piłką zaraz się zakończą i zacznie się w miarę normalny mecz? Czy gdyby do końca spotkania było nie dziesięć, ale trzydzieści minut, to wtedy któryś z naszych by się zdenerwował i ruszył ostrzej na rywala? A może byśmy tak stali pół godziny, przy zadowoleniu trenera, który realizował „niski pressing”? Japonia chciała spokojnie dograć ten mecz, ale pewnie nie sądziła, że nie spotka się z jakimkolwiek oporem.

Jakby mało nam było podczas tego Mundialu kompromitacji, zbłaźniliśmy się na kolejnym polu. Sprowadziliśmy samych siebie do roli pacynek, które – jak to pacynki - bezwolnie wykonają każdy ruch. Senegal chciał z nami wygrać mecz i trzeba jasno napisać, że się na nas nie zawiódł. Kolumbia również chciała z nami wygrać mecz i też trzeba jasno napisać, że się na nas nie zawiodła. A Japonia chciała przegrać 0:1 i nie złapać żółtej kartki, w czym my – jako drużyna na tych mistrzostwach usłużna – nie mieliśmy zamiaru przeszkadzać. To jest najsmutniejsze podsumowanie turnieju: byliśmy drużyną, która nie tylko nie potrafiła grać w piłkę, ale byliśmy drużyną, od której każdy przeciwnik uzyskiwał dokładnie to, czego chciał. Sługusy świata."

Więcej TUTAJ

***

"Borek: Projekt kadry musi być szybko zdefiniowany"

"Jeżeli chodzi o Nawałkę i jego przyszłości, to zanim w jego sprawie wypowie się prezes PZPN Zbigniew Boniek, trzeba się dowiedzieć czy Adam jako selekcjoner nadal ma w sobie pasję, ogień, żar i czy chce dalej pracować na tym stanowisku. Na bazie tego jakie dochodzą do nas sygnały, to wygląda na to, że coś się w kadrze wypaliło. To jest ta sama drużyna, ale już nie taka sama. To ci sami piłkarze, ale już zupełnie inni pod wieloma względami.

Uważam, że dziś nie ma u nas w kraju trenera Polaka, który mógłby się zmierzyć z tym, co zrobił dla polskiej piłki Adam Nawałka. On zrobił gigantycznie korzystny bilans spotkań. Trzeba też wyróżnić jego niesamowity etos pracy. Nam jako dziennikarzom czy kibicom może się nie podobać ten syndrom oblężonej twierdzy i lekkie odizolowanie drużyny od reszty świata. Sytuacja jest taka, że nie ma za bardzo czasu i decyzje trzeba podjąć szybko. Już 7 września gramy w Bolonii z Włochami i zaczyna się Liga Narodów. Pamiętajmy, że zmienił się system eliminacji EURO 2020 i będą one trwały zaledwie osiem miesięcy. Ich początek jest przewidziany na marzec przyszłego roku."

Więcej TUTAJ

***

"Włodarczyk: Soczi i Morze Czarne myśli"

"Kadra opuściła Soczi. Tym samym w pięknym kurorcie nad Morzem Czarnym został już tylko poważny futbol: Brazylijczycy mający tu swoją bazę i ekipy Urugwaju oraz Portugalii, które zameldowały się w mieście przed rozegraniem jednego z najciekawszych meczów 1/8 finału. Mundial niebywale odjechał nam poziomem. Oczekiwania vs rzeczywistość związane z występem Polski rozjechały się tak bardzo, jak gigantyczne są odległości pomiędzy miastami-gospodarzami tego turnieju. W pozytywnym kontekście Soczi będzie mi się kojarzyć tylko i wyłącznie przez pryzmat przybywających tu innych ekip. Kapitalnym widowiskiem był mecz Hiszpanii z Portugalią i show w wykonaniu Cristiano Ronaldo. Dziś mój ostatni mecz na tych mistrzostwach i mam nadzieję, że CR7 znów zagra recital.

Świetne wrażenie zostawiali po sobie kibice kolejnych reprezentacji, które mierzyły się na urokliwie położonym stadionie Fiszt. Panamczycy, Peruwiańczycy czy Australijczycy... Nas na tym mundialu jakby nie było pod każdym względem. Szacunek dla tych fanów, którzy przyjechali do Rosji – wydali swoje pieniądze i poświęcili czas, aby wspierać kadrę – ale oni też zostali przygnieceni przez nawałnicę fanów z Ameryki Południowej. Mundial się dla nas skończył, a ja nie przeżyłem tu ani jednej pozytywnej chwili związanej z naszym zespołem. Atmosfera od początku była napięta. Reprezentację dopadł syndrom oblężonej twierdzy spotęgowany ciężkim i wilgotnym powietrzem subtropikalnego klimatu regionu oraz wszechobecną kontrolą rosyjskich służb bezpieczeństwa przeczesującą plecaki za każdym razem, gdy postawiło się stopę w hotelu lub ośrodku treningowym kadry."

Więcej TUTAJ

***

"Paciencia: Po mistrzostwie Europy apetyty wzrosły"

"Portugalia natomiast od początku mundialu ma spore problemy w grze obronnej. Dlatego, jeśli nasza reprezentacja chce wyeliminować Urugwaj, to w tym spotkaniu będzie musiała zrobić znacznie więcej i zagrać o wiele lepiej niż w fazie grupowej, Bo jeśli miałbym powiedzieć, czy Portugalia jest kandydatem do tytułu, to otwarcie twierdzę, że nie. Przynajmniej na razie – z racji tego, jak się prezentowała do tej pory. Trzeba jednak pamiętać, że podczas EURO we Francji w 2016 roku ta drużyna też nie grała dobrze i nie była faworytem, a mimo to zdobyła mistrzostwo.

W tej chwili Portugalia znajduje się na takiej samej drodze co dwa lata temu: nie gra dobrze, ale nie daje się nikomu pokonać i to jest najważniejsze. Gdyby jednak reprezentacja Portugalii odpadła już w 1/8 finału, to w kraju zostałoby to bardzo źle odebrane, byłoby ogromne rozczarowanie. Oczekiwania są bowiem takie, że po triumfie w mistrzostwach Europy tak dobrzy piłkarze, jakich mamy, są zobligowani do dokonania jeszcze czegoś większego, czyli zdobycia mistrzostwa świata."

Więcej TUTAJ

***

"Czeryszew: Rosyjscy piłkarze odzyskali zaufanie"

"MACIEJ KALISZUK: Grał pan, a potem pracował jako trener przez wiele lat w Hiszpanii. Czego spodziewa się pan po meczu tej drużyny z Rosją?
DMITRIJ CZERYSZEW (były reprezentant Rosji, ojciec obecnego reprezentanta Dienisa):
Uważam, że Rosja poradzi sobie z Hiszpanią. Oczywiście rywale są teoretycznie silniejsi, grają w najlepszych klubach świata, ale nasz zespół jest bardziej zjednoczony. Osiągamy wyniki, których nikt się nie spodziewał. Na naszych zawodników spadła wielka krytyka, teraz odzyskali zaufanie. 

Ale po dwóch zwycięstwach przyszła porażka 0:3 z Urugwajem. Nie niepokoi to pana?
Cieszę się, że Rosja awansowała do 1/8 finału. To najważniejsze dla futbolu rosyjskiego. Wynik z Urugwajem nie miał takiego znaczenia.

Szansę dla Rosji upatruje pan w tym, że Hiszpania nie gra w tym turnieju na miarę możliwości?
Błędem była zmiana trenera w takim momencie. Nie rozumiem, dlaczego to zrobili tuż przed mistrzostwami. Widać, że zespół dopadł kryzys. Ta ekipa będzie miała wiele kłopotów. Wcześniej uważałem ją za jednego z faworytów."

Więcej TUTAJ

***

"Zbozień trzyma kciuki za Rosjan"

"– To trener Czerczesow sprowadził mnie do Rosji – przypomina piłkarz gdynian. Na transfer do Permu zapracował udanymi występami w Piaście Gliwice. Już wtedy dał się poznać jako ofensywnie grający boczny obrońca. Sezon 2013/14, kiedy został pozyskany przez Amkar, rozpoczął dubletem w wyjazdowym spotkaniu z Cracovią. Z Piasta odszedł zimą. Opuścił zgrupowanie gliwiczan w Alicante i ruszył na wschód Europy. Amkar zapłacił za Zbozienia 200 tys. euro. Dostał trzy razy wyższe uposażenie niż w Piaście. To był jego kontrakt życia. Z kolei szkołę życia przeszedł ze Stanisławem Czerczesowem. – Gdy pierwszy raz się z nim spotkałem w trakcie obozu przygotowawczego, wziął mnie do siebie, przeszył groźnym wzrokiem z góry na dół. Nie wiedziałem nawet, jak się zachować. Po chwili jednak uśmiechnął się, wyciągnął rękę i mocno uścisnął moją dłoń. Myślę, że ten mocny uścisk wiele o nim mówi. Sugeruje, że mamy do czynienia z bezpośrednim i szczerym człowiekiem – mówi „PS" Zbozień.

Szybko musiał przystosować się do zasad twardego trenera. U Czerczesowa nie ma bowiem „zmiłuj się". – Dyktator, prowadzi zespół twardą ręką i jest przy tym super człowiekiem. Kieruje się zasadą zero-jedynkową. Do pracy przychodzisz, aby wykonywać swoje określone obowiązki. I nie ma, że boli. Prywatnie jest bardzo wesoły, uśmiechnięty. Zresztą widać to na konferencjach. Lubi wdawać się w polemikę z dziennikarzami – dodaje obrońca Arki."

Więcej TUTAJ

***

"Duma i odrzucenie. Chorwaci podzieleni mimo sukcesów kadry"

"Nastroje są skrajne. Z jednej strony jest oświadczenie fanów ze Splitu i Zagrzebia: „My bijemy się za kraj, a piłkarze za nas. Będziemy mistrzami!”. Zachwyt nad rozsądkiem Dalicia, który zrezygnował z nocowania w miastach rozgrywania meczów, bo według niego piłkarze z powodu emocji i tak nie zmrużyliby oka w hotelu, więc lepiej szybciej dostać się do bazy pod Petersburgiem. Tam łatwiej o regenerację. Pochwała pielęgnującego relację z synem Ivana Perišicia, ponieważ gdy koledzy z drużyny świętowali na murawie zwycięstwo nad Argentyną (3:0), skrzydłowy spacerował po niej z czteroletnim synem Leonardem. Nawet wideoanalityk, sprowadzony przez Dalicia ze Szkocji, jest przedstawiany jako kluczowy element sukcesu."

Więcej TUTAJ

***

"Iniesta, czyli geniusz niekwestionowany"

"W dwóch pierwszych spotkaniach po 70 minutach Iniesta był zmieniany przez selekcjonera Fernando Hierro, co od razu wywołało głosy, że nie jest gotowy na rozgrywanie pełnych spotkań i zawsze zabiera jedną zmianę. Z Marokiem zawodnik Barcelony (od niedzieli formalnie japońskiego Vissel Kobe) zagrał jednak 90 minut i w trudnym momencie podniósł zespół. Na takie przejawy geniuszu się czeka – kiedy Hiszpanie przegrywali 0:1, dotknął piłkę w polu karnym dwa razy. Pierwsze było przyjęciem, ale też od razu minięciem rywala, a drugie asystą do Isco. Miejsca było niewiele, ale mało kto tak czuje przestrzeń, jak Iniesta.

– Pierwsze przyjęcie piłki to już pierwszy zwód. Przyjmujesz ją tak, by od razu zgubić rywala albo stworzyć przestrzeń dla kolegów. To największa różnica między największymi a resztą – opowiadał w „El Pais” reprezentant Hiszpanii Dani Parejo, który nie załapał się do 23-osobowej kadry.

I idealnie oddał to, co robi Iniesta. Już pierwszym zagraniem potrafi minąć przeciwnika, tak jak zrobił to w ostatnim meczu w Kaliningradzie."

Więcej TUTAJ

***

"Ostatnia szansa złotego pokolenia Argentyńczyków"

"– Nie awansowalibyśmy bez kibiców. Czuliśmy się tak, jakbyśmy grali w Argentynie – przekonywał Sampaoli po spotkaniu z Nigerią. W podobnym tonie wypowiadali się też piłkarze. Mimo słabej gry ekipy z Ameryki Południowej coraz częściej pada pytanie: „Dlaczego reprezentacja, która ma w składzie Messiego, miałaby nie wygrać mundialu?”. – Często, tuż przed snem, zdarza mi się włączać nagrania z golami Leo. Wtedy odzyskuję wiarę – mówiła Lucrecia Martel, znana argentyńska reżyser.

Powodów do pesymizmu też jest jednak dużo. – Granie przeciwko Argentynie jest banalne. Mają pięciu obrońców, pięciu napastników i nie mają środka pola. Na boisku możesz robić praktycznie, co chcesz – analizował Cesc Fabregas, pomocnik Chelsea. Valdano zwracał uwagę, że w linii pomocy Albicelestes „nie ma nikogo przypominającego Lukę Modricia lub Ivana Rakiticia”. – Meczów nie wygrywa się tylko sercem czy nadzieją. Potrzebujesz też umiejętności. A tych, oprócz Messiego, brakuje. Nie możemy od Leo wymagać, aby sam był całym zespołem – narzekał mistrz świata z 1986 roku.

Wygrana z Nigerią polepszyła atmosferę i przynajmniej na chwilę przestano mówić o kłopotach. Tymczasowo zapomniano o beznadziejnej formie bramkarzy, o ogromnych trudnościach w defensywie, dramatycznej grze Di Marii, Mascherano nienadążającym za rywalami. Zdjęta została też presja z Sampaolego, który po mundialu też ma się rozstać z kadrą, mimo kontraktu aż do 2022 roku. Na trenera spadła ogromna krytyka. Miał źle przygotować kadrę, powołać niepotrzebnych i słabych zawodników (w Rosji nie ma np. Mauro Icardiego) czy nie korzystać z Paulo Dybali, gwiazdy Juventusu. Do tego selekcjonerowi zarzuca się ogromną liczbę błędów związanych z taktyką. – Argentyńczycy nie wiedzieli, jak mają grać! Jorge ponosi całą winę – mówił Maradona. Doszło nawet do tego, że w końcówce meczu z Nigerią Sampaoli pytał Messiego, czy powinien wpuścić Agüero na boisko. Tę sytuację bagatelizował Mascherano: – Najlepsi szkoleniowcy pytają swoich zawodników o zdanie."

Więcej TUTAJ

***

"Bez kapitana ani rusz. Anglicy są uzależnienie od Kane'a"

"Harry Kane wszedł w rosyjskie mistrzostwa razem z drzwiami. W pierwszym starciu, z Tunezją (2:1), zdobył dwie bramki. Z Panamą (6:1) było jeszcze lepiej – ustrzelił hat tricka. Czyli z ośmiu angielskich bramek w Rosji, aż pięć padło po strzałach napastnika Tottenhamu. Po fazie grupowej dwukrotny najlepszych snajper Premier League jest liderem strzelców mundialu, a na koronę króla strzelców ma tak dużą ochotę, że podobno bardzo zależało mu, by zagrać także w meczu o nic z Belgią. Southgate miał inne zdanie – uznał, że nie może ryzykować, że jego najważniejszy zawodnik dozna kontuzji, dlatego posadził kapitana na ławce rezerwowych.

– Najważniejsze mecze podczas mistrzostw są w fazie pucharowej. Jeśli jesteś trenerem, musisz podejmować najlepsze decyzje dla całego zespołu, a nie jednego zawodnika – tłumaczył Southgate. I być może w ogóle nie musiałby odpowiadać na takie pytania, gdyby nie fakt, że gracze, którzy zagrali zamiast Kane’a – Marcus Rashford i Jamie Vardy – rozczarowali."

Więcej TUTAJ

***

"Twierdza nie chce paść. Duńczycy stawiają przede wszystkim na szczelną obronę"

"W dwóch pierwszych spotkaniach z Peru (1:0) i Australią (1:1) selekcjoner Åge Hareide ustawiał zespół w systemie 1–4–2–3–1. Na mecz z Francją, który decydował o awansie do 1/8 finału, porzucił sprawdzoną taktykę. Dania przeszła na grę z defensywnym pomocnikiem ustawionym przed czterema obrońcami. Hareide postawił na zasieki. Zaryglował środek pola nominalnym stoperem Andreasem Christensenem, a na środek defensywy wstawił za niego debiutującego w turnieju Mathiasa Jörgensena. To się sprawdziło i wygląda na to, że Luka Modrić i spółka także będą mieli przed sobą fortyfikacje pokroju położonego w Danii zamku Hamleta. Zadanie trudne, ale nie niewykonalne. Twierdzę w Helsingör zdobyli przecież kiedyś Szwedzi... – Chorwacja jest moim zdaniem faworytem, ale jeśli Duńczycy zagrają jak z Francją, kiedy Christensen biegał za Griezmannem, a do tego wybuch formy zaliczy Christian Eriksen, Chorwaci będą mieli duże problemy – mówi „PS” Arkadiusz Onyszko, który spędził w lidze duńskiej ponad 10 lat, a w trakcie mistrzostw jest ekspertem TVP. – Ci, którzy uważają, że Dania jest najnudniejsza, patrzą głównie na ostatni mecz. On decydował o wyjściu z grupy, a Duńczycy przed mistrzostwami nie ukrywali, że drugie miejsce jest ich celem, bo Francja jest dla nich nieosiągalna. Nie kombinowali i mają, co chcieli – zauważa były bramkarz m.in. Viborga, Odense i reprezentacji Polski.

– Duńczycy bardzo dobrze zaczęli turniej, ale im dłużej trwał… Końcówkę mieli już trochę słabszą, chociaż i tak możemy im zazdrościć. Każdy chce wyjść z grupy i zrobi wszystko, żeby tego dokonać, obojętnie w jaki sposób. Czy to jest ładna piłka, czy zła, to nie ma znaczenia. A teraz naprawdę się okaże, kto zasługuje na coś więcej – dodaje Rafał Niżnik. Były zawodnik Bröndby grał w tym klubie, kiedy jego trenerem był obecny selekcjoner reprezentacji Danii i też spodziewa się, że Hareide postawi na ustawienie z Christensenem w drugiej linii."

Więcej TUTAJ

***

"Mateusz Mak ma zostać w Piaście"

"Obecnie nic mu nie dolega, a jak sam mówi, nie ma takiej kontuzji po której by nie wrócił. Od początku przygotowań pracuje z Piastem, zagrał także w sparingu z GKS Bełchatów. Jego obecna umowa wygasa jednak już w sobotę. Daniel Weber, menedżer piłkarza, prowadzi negocjacje z klubem w sprawie przedłużenia kontraktu.

Są na to duże szanse, bo Mak chce pozostać w Piaście, a w drużynie brakuje ofensywnych zawodników. Z klubem pożegnał się słoweński skrzydłowy Saša Živec, który chciał podwyżkę. W ataku kadra też jest na razie dosyć skromna. Nie ma już Karola Angielskiego, czy Mateusza Szczepaniaka. Pierwszy z nich przeszedł do Wisły Płock, a Szczepaniak powrócił po wypożyczeniu do Cracovii. Na liście potencjalnych wzmocnień są między innymi hiszpańscy napastnicy, ale wciąż żaden z nich nie trafił na Okrzei. Po zakończonym sezonie zastanawiano się także w Piaście nad sprowadzeniem Pawła Brożka, ale szybko zrezygnowano z tego pomysłu."

Więcej TUTAJ

***

"Kuciak stracił opaskę w Lechii"

"Odebranie funkcji Kuciakowi nie oznacza, że nagle szkoleniowiec gdańszczan stracił zaufanie do swojego bramkarza. Po prostu uznał, że dla dobra drużyny tę prestiżową rolę powinien pełnić ktoś z pola. Taki zawodnik ma bowiem większy wpływ na poczynania drużyny. Ma też inną perspektywę obserwacji zachowań kolegów. O tym, że szykuje się zmiana kapitana można było domyślać się w trakcie pierwszego sparingu Lechii z APOEL Nikozja. W pierwszej połowie opaskę miał Flavio Paixao, w drugiej Paweł Stolarski. Na razie funcja będzie wymienna."

Więcej TUTAJ

***

"Zagłębie wybaczyło Nesporowi"

"Były snajper Piasta Gliwice nie pojechał na pierwsze zgrupowanie KGHM Zagłębia, bo władze klubu ukarały go za zachowanie po sparingowym meczu ze Śląskiem Wrocław (0:2). Nešpor lekkomyślnie opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie, na której siedzi przy piwku z dwoma piłkarzami lokalnego rywala. Reakcja była natychmiastowa: nowy prezes Zagłębia Mateusz Dróżdż oświadczył, że Nešpor z powodu niesportowego zachowania nie pojedzie na krótki obóz w Prusimiu. Zdaniem prezesa zawodnik w ten sposób dostał czas na "przemyślenie swojego postępowania.

To był znak, że Czecha za chwilę w Lubinie może już nie być. Ma ważny kontrakt do końca następnego sezonu, ale już przed rokiem chętnie został wypożyczony do albańskiego Skënderbeu Korcë. Furory tam nie zrobił i zimą znowu był w Zagłębiu. Wcześniej nie miał wysokich notowań u trenera Piotra Stokowca, lecz jego następcy Mariusza Lewandowskiego też nie zdołał do siebie przekonać. Wiosną grał wyłącznie w trzecioligowych rezerwach. Strzelił dwa gole z rzutów karnych, a teraz właśnie jedenastkę zmarnował we wspomnianym sparingu ze Śląskiem."

Więcej TUTAJ

 

"SPORT"

"Transfer Parzyszka do Piasta na ostatniej prostej"

"Zupełnie inaczej jest z Piotrem Parzyszkiem, nad sprowadzeniem którego gliwiccy działacze pracują od pewnego czasu i czynili to w ciszy, aż do wczoraj, gdy holenderskie media poinformowały o możliwym przejściu napastnik z PEC Zwolle do Piasta. Nam udało się potwierdzić owe informacje i uzyskać kilka ważnych szczegółów. Parzyszek porozumiał się w gliwiczanami w sprawie swojego indywidualnego kontraktu, w weekend ma przylecieć na Górny Śląsk, by potem przejść testy medyczne i rozpocząć treningi z Piastem. Do finalizacji trzyletniej umowy potrzeba więc pozytywnych wyników badań i porozumienia na piśmie pomiędzy oboma klubami. Parzyszka wiąże bowiem jeszcze przed dwa lata kontrakt z Zwolle. W poprzednim sezonie Polak wystąpił w 25 meczach i strzelił 6 goli. Jak informują jednak holenderskie media pozycja napastnika zaczęła słabnąć, a trener nie był zadowolony z jego dorobku bramowego. Z tego powodu Zwolle finalizuje zakup za 750 tys. euro napastnika Excelsioru Rotterdam – Mika van Duinena. Można się domyślać, że Holendrzy nie zapłacą takiej kwoty za rezerwowego… Wracając do Parzyszka to podobno ma on zapytania także z Turcji (Bolsupor) i Danii, ale najbardziej konkretny jest Piast, który jak już pisaliśmy pilnie potrzebuje solidnego snajpera, a takim 24-latek wydaje się być. Parzyszek dobrą markę wyrobił sobie przede wszystkim w De Graafschap, gdzie w 104 meczach strzelił 57 goli. Był jednak uwielbiany także przez kibiców Zwolle."

Więcej TUTAJ

***

"Stojković: Kiedyś Polacy grali lepiej niż ktokolwiek inny"

"Michał ZICHLARZ: Dlaczego takie reprezentacje jak Serbia czy Polska nie osiągnęły na tym mundialu nic więcej niż faza grupowa? Gdzie szukać przyczyny?
Vladimir STOJKOVIĆ:
– Taka impreza jak mistrzostwa świata to nie liga, gdzie gra się na okrągło przez cały rok. To turniej i ledwie kilka meczów. Spójrz na takie spotkania, jak Brazylia – Kostaryka czy nasze starce ze Szwajcarią. Tam wiele zależało od elementu szczęścia, bramki padały w samych końcówkach. Przykro, że tak się stało, że nie skończyło się dla nas dobrze, ale takie jest życie.

A co może pan powiedzieć o reprezentacji Polski?
Vladimir STOJKOVIĆ:
– Na pewno to zaskoczenie na minus. Graliśmy z Polską nie raz w przeszłości i pamiętam dobrze, jak te mecze wyglądały. Polacy grali lepiej niż ktokolwiek, wszyscy wiedzieli tam co mają robić, jak się zachować, dużo biegali. To była sprawnie funkcjonująca maszyna. Ale jak mówię, taka jest piłka, to jak hazard, raz jesteś na górze, a innym razem zupełnie nie idzie."

Więcej TUTAJ

***

"Z wciśniętym klawiszem pauzy"

"Mecz biało-czerwonych z Japonią, choć wygrany, dopełnił czary goryczy. Zespół Adama Nawałki przebiegł w Wołgogradzie zaledwie 99 kilometrów. Nikogo to jednak nie powinien dziwić, skoro przez ostatnie 10 minut nasi zawodnicy nie mieli ochoty – a chyba także i sił – ganiać za piłką rozgrywaną przez Azjatów.

– Spotkanie z Japonią było kwintesencją postawy biało-czerwonych w tegorocznych finałach mistrzostw świata – uważa były trener kilku ekstraklasowych klubów, Maciej Bartoszek. – Generalnie nasi piłkarze biegali niewiele, na dodatek w jednym tempie. W końcówce czwartkowego meczu chęci do założenia pressingu były mało widoczne, czy wręcz niewidoczne w ogóle, co mogło jednak wynikać nie tylko z kalkulacji – wynik przecież się zgadzał – ale też z braku sił. Nasz zespół nie miał przecież odpowiedniej fizyki, co było widoczne właściwie od pierwszego gwizdka w meczu z Senegalem aż do ostatniego w starciu z Japonią. Dlatego w momencie, kiedy Japończycy zaczęli szanować piłkę, co było z ich strony opłacalne, u nas nastąpiło wciśnięcie pauzy. A brak woli walki na mundialu trudno wytłumaczyć inaczej, niż motoryczną niemocą. Między bajki włóżmy powiedzenie, że lepiej mądrze stać niż głupio biegać, nasi piłkarze doskonale zdawali sobie przecież sprawę, iż z boku wygląda to fatalnie. Prawda jest jednak taka, że trenerzy ligowi w Polsce zaczynają mieć obawy, jeśli liczba przebiegniętych przez drużynę kilometrów zaczyna z granicy 110 spadać w kierunku 100. Bo to pierwszy sygnał świadczący o kłopotach. A jeśli zaliczony dystans nie sięgnął 100 kilometrów, nawet jeśli warunki w Wołgogradzie były bardzo trudne, to nie ma w zasadzie sensu tego faktu komentować. Mówi bowiem wszystko o fizycznej dyspozycji, w jakiej reprezentacja Polski pojechała na mundial. Prawda jest taka, że Adam Nawałka, jego sztab, zawodnicy, PZPN, ale także kibice – my wszyscy nie zasłużyliśmy na to, co widzieliśmy podczas trzech meczów w finałach mistrzostw świata. Przede wszystkim piłkarze liczyli na coś więcej. A zatem im w pierwszej kolejności należy się wytłumaczenie, dlaczego wyglądali tak kiepsko."

Więcej TUTAJ

***

"Rosyjski żart"

"Samo wybudowanie stadionu „Striełka” w Niżnym Nowogrodzie, gdzie rozegranych zostanie w sumie sześć meczów tegorocznego mundialu, to 18 mld rubli czyli około miliarda złotych.

Wszystko w kraju, gdzie wielu emerytów dostaje miesięcznie po 12 000 tys. rubli na rękę czyli niewiele ponad 700 złotych."

Więcej TUTAJ

***

"Pele też nie dał rady"

"Pierwsi byli Włosi, chociaż trudno mówić o obronie mistrzostwa świata po… 12 latach przerwy, spowodowanej II wojną światową. Mistrzowie świata z 1938 roku nie wyszli z grupy na mundialu 1950, a decydującą okazała się porażka ze Szwecją 2:3 Reprezentacja Brazylii, z Pele i Garrinchą w składzie, przyjechała w 1966 roku do Anglii po to, aby zdobyć trzecie z rzędu mistrzostwo świata. Wszystko zaczęło się zgodnie z planem, bo od pokonała 2:0 Bułgarii, ale w meczu tym działy się rzeczy, które miały znaczący wpływ na losy „Canarinhos” w tamtym turnieju. „Król futbolu” strzelił bramkę, skończył mecz z… rozciętym łukiem brwiowym, a kilkanaście razy został wręcz skopany przez przeciwnika i nie zagrał przeciwko Węgrom. Brazylia przegrała drugie spotkanie 1:3 i sytuacja stała się mocno podbramkowa. Bo ekipa Portugalii, ostatni grupowy rywal obrońców tytułu, z Eusebio w składzie, grała fenomenalnie."

Więcej TUTAJ

***

"Fornalak: Jeszcze za wcześnie na deklaracje"

"Zbigniew CIEŃCIAŁA, Maciej GRYGIERCZYK: Jak obecna sytuacja drużyny ma się do deklaracji włodarzy, że jedynym celem musi być awans do pierwszej ligi?
Dariusz FORNALAK:
– Zobaczymy. Nikt nie chce oglądać Ruchu, który przegrywa i dołuje. Wszyscy życzymy sobie, żeby nasze marzenia się ziściły, ale musimy patrzeć na rzeczywistość realnie. Cele postawimy sobie na pewno. Moim zdaniem jednak, w tej chwili jest jeszcze za wcześnie, by deklarować stuprocentowo nasze „chciejstwo”. Ono jest – i to bardzo duże – ale przeanalizujemy sobie wszystko dokładnie w momencie, gdy kadra zespoły będzie zamknięta. Dopiero wtedy będziemy wiedzieć, czego możemy od siebie wymagać. Powiedzieć, że gra się o najwyższe cele, można zawsze, ale podstawy muszą być spełnione. Fakty są takie, że na razie jesteśmy rozbici na dwa obozy. Juniorzy nie zakończyli sezonu, dlatego nawet nie trenujemy w grupie, która będzie przystępowała do rozgrywek ligowych. Z drugiej strony, to była nasza świadoma decyzja. Chcemy, by młodzież awansowała do CLJ i temu jest wszystko podporządkowane. Już od piątku priorytety muszą jednak ulec zmianie.

Jakie powinny być proporcje między młodzieżą a pozostałymi zawodnikami?
Dariusz FORNALAK:
– Trudno mówić o konkretnych liczbach. Musimy mieć świadomość tego, jacy ludzie ewentualnie tu do nas przyjdą. Niezbędne minimum to posiadanie w każdej formacji człowieka, który trochę w piłkę pograł, przeżył wiele boiskowych sytuacji, grał na różnych szczeblach i będzie dla tych młodych ludzi autorytetem, skutecznie ich pokieruje. Kilku takich doświadczonych ludzi jest temu zespołowi niezbędnych."

Więcej TUTAJ

***

"Żurek: Niski, czyli mały"

"Polski selekcjoner prostotę, elegancję i klasę pojmuje jednak nieco inaczej. Na konferencji prasowej po porażce z Kolumbią zachowywał się tak, jakby wszedł do sali, w której nagrywa się audiobooki dla niewidomych i słabowidzących. Dobrze, że tego nie widzieliście, a teraz ja wam opowiem jak było – na tej zasadzie. I usłyszeliśmy, że wszystko do turnieju przygotowane jest perfekt, stąd walka i zaangażowanie od pierwszej do ostatniej minuty. Jak ktoś słusznie zauważył – bełkot szaleńca. Obłęd.

Mimo wszystko uważam, że krytyka, jaka spada dzisiaj na pana Adama – choć słuszna – jest mocno przesadzona. Ostrzał co najmniej taki, jakby ktoś na podrobionych dokumentach zatrudnił się w wieży kontroli lotów i doprowadził do zderzenia dwóch Jumbo Jetów. A to przecież nie tak. Trener przegrał mundial – tylko tyle."

Więcej TUTAJ

***

"Czekaj odbudował się w Rozwoju"

"Michał Czekaj podpisał roczny kontrakt z Garbarnią. Angaż w beniaminku I ligi oznacza dla niego nie tylko powrót na stałe do rodzinnego miasta, ale też – na stadion klubu, którego jest wychowankiem. „Brązowi” rywali będą podejmować przy Reymonta, gdzie 26-letni środkowy obrońca spędził najlepszy okres swojej przygody z piłką. W barwach Wisły Kraków grał nie tylko w ekstraklasie, ale nawet Lidze Europy. Zahamowały go poważne problemy zdrowotne i kontuzje."

Więcej TUTAJ

 

"GAZETA WYBORCZA"

"Historie pisane mundialami"

"Kazimierz Kmiecik, były piłkarz Wisły Kraków, dziś członek jej sztabu szkoleniowego

Z dzieciństwa pamiętam mistrzostwa w Anglii w 1966 r., gdy złoto zdobyli gospodarze, a Eusebio został królem strzelców. Już wtedy podpatrywałem grę napastników. Miałem 15 lat, występowałem w reprezentacji Krakowa. Potem moim idolem został Johan Cruyff, z którym udało mi się zagrać na mistrzostwach świata.

Transmisje oglądałem na czarno-białym telewizorze. Pokazywano tylko najważniejsze mecze, więc czekało się głównie na skróty. W Polsce zainteresowanie zaczęło rosnąć dopiero po mistrzostwach w 1974 r. Po szóstym miejscu w 1978 r. znowu przyszedł marazm, ale po trzecim w 1982 r. kibice się nakręcili. Bo w Polsce tak jest – gdy idzie dobrze, ludzie kibicują i wspierają drużynę, ale gdy się noga powinie, zaczynają krytykować."

Więcej TUTAJ

 

"POLSKA THE TIMES"

"Miss EURO 2016: Między fankami nie ma rywalizacji"

"Tomasz Biliński: Jakie emocje wzbudziły w Pani mecze Polaków na mundialu?
Marta Barczok:
Ogromne, bo jestem pierwszy raz na mistrzostwach świata. Bardzo się wzruszyłam podczas hymnu. Po pierwszym meczu czułam duży smutek, po drugim golu dla Senegalu płakałam chyba z dziesięć minut. W starciu z Kolumbią miałam nadzieję, że nawiążemy równorzędną walkę, ale niestety rywal nas zmiażdżył i zniszczył nasze szanse na wyjście z grupy.

Na trybunach, tak jak na boisku, też jest rywalizacja, tyle że między fankami, które starają się przyciągnąć uwagę m.in. operatorów czy fotoreporterów?
Nie, przynajmniej ja żadnej rywalizacji nie odczuwam. Uważam, że to fajne i powinnyśmy się łączyć, żeby jak najwięcej z nas zostało zauważonych na mundialu. Życzę każdej dziewczynie powodzenia. To bardzo fajne. Podczas mistrzostw Europy we Francji dwa lata temu zostałam zauważona i okrzyknięto mnie Miss Euro i najładniejszą fanką z Polski. Dzięki temu dziś mogę spełniać swoje marzenia. W Rosji także już zwrócono na mnie uwagę. Będąc w Moskwie, jedna z tamtejszych telewizji nagrała o mnie całodniowy reportaż. To bardzo fajne wyróżnienie."

Więcej TUTAJ

 

"RZECZPOSPOLITA"

"Polska dawaj, leżymy!"

"Dlaczego Polacy pozwolili Japończykom spokojnie wymieniać między sobą podania? Pierwszy powinien do nich ruszyć Robert Lewandowski. Jest kapitanem i jako napastnik miał najbliżej. Jego śladem powinni pójść inni. Ale Lewandowski powiedział, że to Japonia miała piłkę, a my mieliśmy dobry wynik. Więc stali i patrzyli. Ja takiej postawy nie rozumiem.

Przy linii autowej stał też Jakub Błaszczykowski i czekał na zmianę. Adam Nawałka powinien wpuścić go na boisko wcześniej, ale wolał sprawić przyjemność Sławomirowi Peszce, mimo że na to nie zasłużył, a Błaszczykowskiemu mógłby nosić buty. Zmiana Błaszczykowskiego okazała się niemożliwa, bo Japończycy trzymali piłkę. Jeśli prawdą jest, że to Nawałka powiedział Kamilowi Grosickiemu aby się położył na boisku, bo to jedyny sposób na przerwanie gry przez sędziego i umożliwienie zmiany, to mamy do czynienia z  rewolucją w taktyce. Oto trener, zamiast powiedzieć zawodnikowi: atakuj!, mówi - kładź się!"

Więcej TUTAJ

 

"FAKT"

"Czy na bukmacherce da się zarobić?"

"Filip Cieśliński: Tymczasem Wy żyjecie z błędów Waszych klientów.
Konrad Komarczuk (prezes Fortuny):
Ludzie grają dla dwóch powodów. Po pierwsze: chcą nas ograć, sprawdzić się, pokazać, że są lepsi. To gra umiejętności. Jak chcesz zagrać w grę losową, to polecam kulki, a nie bukmacherkę. Po drugie: chcą wygrać pieniądze. Gracz, który będzie cały czas przegrywał, wreszcie od nas odejdzie. Z naszego punktu widzenia, najgorszą sytuacją jest więc taka, w której cały czas byśmy wygrywali. Tracimy klienta. On musi wygrywać, pozostać na pewnym poziomie zadowolenia. Po dniu, w którym gracze tracili pieniądze na porażce Niemiec z Meksykiem, poniedziałek, kiedy to znów zaczęli wygrywać stawiając na faworytów, był dla nas świetnym oddechem. Wszystko przegraliśmy, gracze zostali zasileni, dostali zwrot finansowy, wróciły im chęci do gry. Robimy biznes, on musi być zrównoważony.

To ile da się wygrać na bukmacherce?
Mamy gracza, który włożył 80 tysięcy złotych w porażkę w Niemiec z Meksykiem. Dodał zwycięstwo Anglii z Panamą i Brazylii z Kostaryką. Wypłaciliśmy mu 230 tysięcy. Na mundial pojawiło się sporo ”grubych ryb” i my bierzemy praktycznie wszystkie kupony bez żadnego limitowania.

Mundial to czas kompletnego mundialowego wariactwa? Nie wiecie w co włożyć ręce?
Teraz spijamy to, co przygotowywaliśmy od lutego. Teraz wiele już nie zmienimy. Wszystkie promocje jakie mamy, cała komunikacja medialna – to było gotowe miesiąc temu. Obudzenie w czasie mistrzostw i kombinowanie czegoś teraz byłoby bez sensu, jest już za późno. Najwięcej roboty mają teraz w naszych punktach sprzedaży. Byłem ostatnio w kilku, kolejki wychodzą niemal na zewnątrz, szczególnie przed meczami."

Więcej TUTAJ

 

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się