var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: Zagłębie Sosnowiec

Raport 2x45: Trudne zadanie Dominika Nowaka i Dariusza Dudka. Tylko dwóch trenerów beniaminków wytrzymało dłużej niż dwa sezony

Autor: Marcin Łopienski
2018-07-08 18:00:26

O tym, że praca trenerska w polskiej piłce nie należy do najłatwiejszych, wiemy wszyscy. Niedocenieni, pozbawieni zaufania i spokoju pracy. O braku odpowiedniej infrastruktury, dużej sumy pieniędzy na wzmocnienia już nie wspominamy. Jak wygląda przypadek trenerów beniaminków, którzy opromienieni awansem do Ekstraklasy muszą radzić sobie z nową rzeczywistością? Większymi wymaganiami, wyższym poziomem i większym rozmiarem porażki. Sprawdziliśmy.

W 2014 roku Michał Probierz na ponowne przywitanie się z Jagiellonią Białystok powiedział bardzo ważne słowa: „Trener podpisując kontrakt, w jednej dłoni trzyma długopis, w drugiej walizkę”. Zdanie aktualnego trenera Cracovii będzie motywem przewodnim tego tekstu. Bo praca szkoleniowców w Ekstraklasie nie należy do najłatwiejszych. Pracują w trudnych warunkach, pod presją czasu i wysokich wymagań nieprzygotowanych do swej roli przełożonych. W tym tekście przyjrzymy się opiekunom beniaminków, którzy w ostatnich sezonach awansowali do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Bodźcem do zgłębienia akurat tej tematyki byli działacze Miedzi Legnica, którzy zdecydowali się podpisać nowy, pięcioletni kontrakt z Dominikiem Nowakiem. Szkoleniowcem, który wykonał świetną robotę na zapleczu Ekstraklasy, z przekonaniem wygrywając I ligę. Umowa byłego trenera Wigier Suwałki, w skali polskiego futbolu, nie jest ewenementem. Wszyscy pamiętamy „dziesięciolatkę” Wojciecha Stawowego, która zakończyła się po miesiącu. Jeśli porównalibyśmy ówczesną Cracovię do współczesnej Miedzi, to beniaminek Ekstraklasy wygląda na klub uporządkowany, z odpowiedzialnymi właścicielami i planem na przyszłość. Tylko czy możemy dziś dać gwarancję, że Nowaka nie spotka los jego kolegi po fachu? Nie. Dlatego sprawdzamy jak to wyglądało ostatnimi czasy.


Nawałka najlepszy ze wszystkich

Trenerem, który najdłużej utrzymał się na fotelu szkoleniowca pierwszej drużyny po awansie do Ekstraklasy był Adam Nawałka. Ciągle urzędujący selekcjoner reprezentacji Polski objął 14-krotnego mistrza Polski 1 stycznia 2010 roku, pół roku później uzyskał promocję do najwyższej klasy rozgrywkowej i przez ponad trzy sezony pracował w Zabrzu. W tym czasie nie osiągał wielkich sukcesów, bo do takich nie można zaliczyć odpowiednio szóstego, ósmego i piątego miejsca, ale miał na tyle mocną pozycję, że prezydent miasta (większościowy właściciel klubu) nie wyobrażała sobie innego trenera. W trakcie sezonu 2013/14 po Nawałkę zgłosił się Polski Związek Piłki Nożnej i jego licznik dni w Górniku zatrzymał się na liczbie 1218 dni (za początek sezonu umownie przyjęliśmy datę 1 lipca).

Drugi najlepszy rezultat zanotował Piotr Stokowiec, który po zwolnieniu z Jagiellonii Białystok w sezonie 2013/14 objął Zagłębie Lubin, z którym spadł do I ligi, aby sezon później awansować do Ekstraklasy. Były trener Polonii Warszawa w pierwszym roku po awansie zanotował duży sukces: zajął miejsce na najniższym stopniu podium, co wiązało się z możliwością gry w europejskich pucharach.

Tam Zagłębie przeżyło piękną przygodę, która – jak to mamy w zwyczaju – skończyła się już na rundzie wstępnej. „Miedziowi” pokonali w dwumeczu Slawię Sofia, w karnych Partizan Belgrad, ale odpadli z Sonderjysk. Kulisy tych rywalizacji przedstawia film „Pocałunek śmierci” zrealizowany przez stację Canal+. Jak się okazało w 2017 roku, ta emocjonująca przygoda z europejską rywalizacją była ostatnim wielkim zrywem tej drużyny i Piotra Stokowca. Szkoleniowiec dokończył sezon 2016/17, ale już w trakcie kolejnego został zwolniony i zastąpiony przez Mariusza Lewandowskiego. Mimo wszystko wynik dwóch pełnych sezonów i 880 dni jest najlepszym po Nawałce wynikiem w naszym zestawieniu.


Pożegnanie po sezonie

Na najniższym stopniu podium uplasowali się Marcin Brosz i Jurij Szatałow. Aktualny szkoleniowiec Górnika Zabrze wykonał kawał dobrej roboty w Piaście Gliwice, w którym pracował od czerwca 2010 roku. Efektem jego zatrudnienia w drużynie „Piastunek” był nie tylko awans w 2012 roku do Ekstraklasy, ale – co zdziwiło całe środowisko ligowej piłki – Piast zajął czwarte miejsce w lidze, a dzięki Legii Warszawa, która zdobyła mistrzostwo Polski i Puchar Polski i zagrał epizod w eliminacjach do Ligi Europy. W kolejnym sezonie było już gorzej, a Brosz pożegnał się z posadą 7 maja 2014 roku. Dało mu to w sumie w Ekstraklasie 675 dni.

Identyczny wynik wykręcił Szatałow, który w 2014 roku awansował z Górnikiem Łęczna do najwyższej klasy rozgrywkowej, a w pierwszym sezonie nie bez problemów, ale jednak utrzymał drużynę na powierzchni. W kolejnych rozgrywkach Górnikowi szło jak po grudzie, drużyna ponownie balansowała na granicy strefy spadkowej, a doświadczony szkoleniowiec na początku maja postanowił zrezygnować z piastowania swojej funkcji. W decydujących spotkaniach zespół poprowadził Andrzej Rybarski i tym razem jemu udało się na finiszu wyprzedzić Górnik Zabrze i Podbeskidzie Bielsko-Biała.

W podobnej sytuacji znalazł się również Robert Kasperczyk – twórca sukcesów klubu z Bielsko-Białej, dziś szef skautingu Cracovii. Za jego czasów Podbeskidzie w 2011 roku awansowało do Ekstraklasy, z Pucharu Polski potrafiło wyeliminować Legię Warszawa i Wisłę Kraków, a tacy zawodnicy jak Patejuk i Robert Demjan należeli do najlepszych zawodników w lidze. Cierpliwości działaczom spod Klimczoka starczyło do 22 października 2012 – wtedy w trakcie rundy jesiennej kolejnego sezonu pracę stracił Kasperczyk. Łącznie w Ekstraklasie pracował 479 dni.


Trener na jeden sezon

W dalszej kolejności są ci trenerzy, którzy po awansie do Ekstraklasy zdołali przepracować tylko jeden sezon. Paradoks ich sytuacji polegał na tym, że wszyscy zdołali utrzymać drużyny w lidze, a każdy z nich dał tej drużynie coś więcej. Bruk-Bet Termalica za czasów Piotra Mandrysza grała niezłą piłkę dla oka, a Zawisza Bydgoszcz z Ryszardem Tarasiewiczem wygrała Puchar Polski. Do tego grona tylko teoretycznie aktualnie zalicza się Marcisz Brosz, który w poprzednim sezonie zagwarantował Górnikowi Zabrze grę w eliminacjach do Ligi Europy. Były opiekun Korony Kielce nadal będzie trenował zespół 14-krotnego mistrza Polski, więc stąd wrzuciliśmy go tutaj z lekkim przymrużeniem oka. Jak wygląda to czasowo? Tarasiewicz wykręcił 364 dni, a Mandrysz 365 dni.

Do tego zacnego grona musimy również dołożyć Marcina Kaczmarka – człowieka instytucję w Wiśle Płock, który przegrał z ego jednostki. Wszyscy pamiętamy lato poprzedniego roku, kiedy wydawało się, że posada Kaczmarka jest równie pewna, co pieniądze złożone w banku szwajcarskim, Dominik Furman zwolnił swojego trenera. Po 369 dniach szkoleniowca w Ekstraklasie.


Miotła tymczasowa

Teraz pragniemy ostrzec wszystkich tych, którzy ciągle żyją w bajce o spokojnym życiu trenera. W końcu dotarliśmy do kluczowego punktu programu. Od tej chwili każda kolejna historia będzie gorsza i mniej zrozumiała.

Zaczniemy od Wojciecha Stawowego. Trenera znanego z prowadzenia Cracovii, do której wracał aby posmakować dobrze znanego owocu. Owocu przedwczesnego zwolnienia. W 2012 roku szkoleniowiec nie podpisał długoterminowej umowy, ale rok później wprowadził ją w Ekstraklasy. Obiecywał ładną grę i występy w Lidze Mistrzów. Słowa dotrzymał tylko w pierwszym przypadku. Cracovia za jego kadencji grała naprawdę ciekawą piłkę, ale zawodnicy nie do końca pasowali do taktyki preferowanej przez Stawowego. Dlatego 13 maja „Pasy” pożegnały się z wąsaczem i kilka tygodni później utrzymały się w Ekstraklasie. Trener wykręcił szalone 316 dni.

Podobną historię ma za sobą Kamil Kiereś, który w sezonie 2014/15 robił co mógł aby utrzymać GKS Bełchatów w elicie. O jego wielkiej ambicji niech świadczy to, że trener 23 marca został z klubu zwolniony, ale wrócił 21 maja, aby zostać zwolnionym 30 czerwca. Kabaret? Musimy przyznać, że tak naprawdę każde określenie jest w tym przypadku dobre. Bo działania zarządzających klubem doprowadziły do spadku klubu. Dziś Kiereś jest w Olsztynie, gdzie również musi radzić sobie z ciężkimi warunkami, ale gorzej wiedzie się GKS-owi, który pałęta się po II lidze. Jaki wynik wykręcił trener? Łącznie 305 dni.

Grzegorza Nicińskiego i Artura Skowronka łączy to, że obaj debiutowali w swoich kubach w Ekstraklasie i obydwaj zostali zwolnieniu w bardzo podobnym czasie. Arka Gdynia weszła w sezon 2016/17 z wysokiego C. Ofensywnie grająca, zwyciężająca seryjnie na własnym stadionie – taka gra mogła się podobać, ale nie przetrwała pierwszego większego kryzysu. Tzn. trener Niciński jego nie przetrwał, później piłkarze pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego utrzymali się w Ekstraklasie i wygrali Puchar Polski. Natomiast Skowronek przejmował Pogoń po Ryszardzie Tarasiewiczu, który zrobił z nią awans, ale w Ekstraklasie musiała radzić sobie z młodym, niedoświadczonym trenerem. Eksperymenty Skowronka były znośne tylko do 19 marca 2013, zastąpił go Dariusz Wdowczyk. Łącznie szkoleniowcy uzbierali odpowiednio: 283 i 261 dni.

W podobnej sytuacji w ubiegłym sezonie znalazł się Radosław Mroczkowski. Jego Sandecja Nowy Sącz w rewelacyjny sposób awansowa do Ekstraklasy, ale od początku brakowało jej praktycznie wszystkiego do profesjonalnej piłki: stadionu, zawodników o odpowiednim poziomie i świadomych zarządzających. Jedynie trener był na tyle trzeźwo myślący, że przekonywał o problemach, ale tacy w polskiej piłce mają zawsze najciężej. I jego misja skończyła się 11 grudnia 2017 roku. Trwała w Ekstraklasie jedynie 163 dni.


Spadochroniarze

Na sam koniec zostawiliśmy tych, którzy najlepiej pasują do słów Michała Probierza z początku tekstu. Jeśli przeanalizujemy ich historie, to właściwie do tej walizki mogliby wrzucić jedynie szczoteczkę do zębów i komplet bielizny. Przez te kilka dni wystarczyłby im klubowy dres.

Sezon 2010/11 w Widzewie rozpoczął Andrzej Kretek, który zastąpił Pawła Janasa – zdobywcy I ligi. Nowy szkoleniowiec pozostał na stanowisku całe 137 dni, a jego następca Czesław Michniewicz również odszedł z klubu w trakcie sezonu. O tym co działo się w ŁKS-ie Łódź w sezonie 2011/12 nie wie chyba nikt. Po awansie do Ekstraklasy trenerem zespołu był Andrzej Pyrdoł, który wytrzymał na stanowisku 31 dni, 1 sierpnia na 35 dni zastąpił go Dariusz Bratkowski, potem na 60 dni Michał Probierz. Wreszcie po odejściu do Grecji zespół na 3 dni przejął Tomasz Wieszczycki, którego zastąpił Ryszard Tarasiewicz. Jednak on też nie dokończył sezonu.

Dominikowi Nowakowi i Dariuszowi Dudkowi życzymy jak najlepiej. Sukcesów na polu szkoleniowym, zrealizowanych kontraktów, rozpakowanych walizek i przede wszystkim pobicia rekordu Adama Nawałki lub dobicia do rezultatu Piotra Stokowca. Bo jak pokazuje historia, o dobrej pracy trenera w I lidze w Ekstraklasie pamiętają bardzo krótko.

 

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie