Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Wisła Kraków nadal nie ma stadionu. Leekens: To najlepsze pokolenie w historii Belgii. Obraniak: Belgowie mogą ich zniszczyć

Autor: Marcin Łopienski
2018-07-10 12:20:26

Wtorkowa prasa prezentuje się naprawdę dobrze. Oczywiście dominuje w niej temat pierwszego półfinału na mistrzostwach świata, ale również znalazło się sporo tekstów przed pierwszym meczem Legii Warszawa w el. do Ligi Mistrzów. Wybraliśmy 30 materiałów z sześciu źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Leekens: To najlepsze pokolenie w historii Belgii”

„MACIEJ KALISZUK: Prowadził pan w reprezentacji Belgii prawie wszystkich obecnych podstawowych piłkarzy, w czasach gdy byli młodymi zawodnikami. Spodziewał się pan, że tak się rozwiną? 

GEORGES LEEKENS (BYŁY SELEKCJONER REPREZENTACJI BELGII): To najlepsze pokolenie w historii belgijskiej piłki. Oni potrzebowali czasu, by dojrzeć. Chłopcy stali się mężczyznami. Teraz są w najlepszym wieku do gry w piłkę, mają 25-27 lat. A przy tym to również najbardziej ambitna generacja. Dawniej nasi piłkarze cieszyliby się samego awansu do 1/8 finału czy ćwierćfinału. Oni chcą sięgnąć po tytuł. Nawet gdy wygrali 5:2 z Tunezją, to nie byli do końca zadowoleni. Poza tym dawniej 60 procent kadry występowało w Belgii, teraz wszyscy podstawowi zawodnicy grają w dobrych zagranicznych klubach.

Pana zdaniem są w stanie sięgnąć po złoto?

Oczywiście. Gdy pokonałeś Brazylię, możesz wygrać z Francją. Oczywiście to bardzo dobry zespół, ale nie będzie mieć łatwo z naszą drużyną. A jeśli nasi piłkarze zwyciężą, to wszystko jest możliwe. W finale nigdy nie wiesz, jaki będzie wynik. Ten zespół ma niesamowity potencjał. Sam nie wiem, jest granica jego możliwości.  

Podczas mundialu błyszczy Eden Hazard. Już gdy pan prowadził drużynę, był jej gwiazdą. To najzdolniejszy zawodnik z pana zespołu?

Oczywiście. Hazard był jednym z najlepszych moich graczy, ale musiałem być wobec niego bardzo ostry. Miał więcej możliwości niż pokazywał.

To właśnie za pana czasów doszło do słynnej afery z hamburgerem, gdy zmienił pan Hazarda, a ten poszedł prostu do szatni, wyszedł ze stadionu i poszedł zjeść hamburgera. 

Jeśli zdobędziemy złoto, mogę mu kupić 10 hamburgerów (śmiech). A gdy był młody, zachowywał się trochę jak playboy. Musiałem go uspokojać (za ten skandal zawiesił go nawet za dwa mecze – przyp. red.). Ale też wiem, że trzeba dać mu trochę wolności. 

W trakcie mundialu Hazard błyszczy pełnym blaskiem.

Wszedł na półkę z Ronaldo, Messim i Neymarem. A podczas mistrzostw świata zrobił dla zespołu więcej niż oni”.

Więcej TUTAJ

***

„Martinez prowadzi Belgów do mistrzostwa”

„Marcelo Lippi okazał się za drogi. Louis van Gaal – za nudny. Przyszedł na rozmowę kwalifikacyjną, ale już po kilkunastu minutach członkowie komitetu rekrutacyjnego belgijskiej federacji znudzeni tym, co mówi Holender, wiedzieli, że trzeba szukać dalej. I wtedy pojawił się on. Poprosił o sprzęt wideo, na którym najpierw pokazał wszystkie błędy reprezentacji podczas EURO 2016, a następnie pomysł, jak wyeliminować je raz na zawsze. Panowie szybko doszli do porozumienia i tak Roberto Martinez został nowym selekcjonerem kadry Czerwonych Diabłów. Dziś poprowadzi ją w półfinale mistrzostw świata.

Nie nadużywa władzy

Nigdy nie podnosi głosu. Woli piłkarzom spokojnie wytłumaczyć, co robią źle, zamiast rzucać butelkami o podłogę. – Jest jak ojciec, który nigdy nie krzyczy, ale doskonale wiesz, że coś zrobiłeś źle – opowiada Lee Trundle, były piłkarz Swansea City. – Ja też nie przypominam sobie, by kiedykolwiek podniósł głos – zgadza się pomocnik Lecha Poznań Tomasz Cywka, który współpracował z Martinezem w Wigan Athletic.

44-letni selekcjoner Belgii wie, że jest szefem, ale nie nadużywa władzy i nie kreuje się na lepszego niż jest. Jego poprzednik Marc Wilmots w rozmowach z piłkarzami lubił przypominać, że kiedyś wygrał z Schalke Puchar UEFA. Tyle że na gwiazdach dzisiejszej generacji nie robiło to wielkiego wrażenia. Martinez zdaje sobie sprawę, że nie ma czym się przechwalać. Najwyższy poziom, jaki osiągnął w czasie boiskowej kariery, to jeden występ w LaLiga w barwach Realu Saragossa (35 minut w meczu z Atletico). Owszem, w Wigan był raz w jedenastce sezonu i najlepszym strzelcem drużyny, ale na trzecim poziomie rozgrywek (1995–96)”.

Więcej TUTAJ

***

„Belg, który jest Francuzem”

„Odkąd zacząłem interesować się piłką, to bardziej byłem za Francją niż za Belgią – przyznał Eden Hazard w rozmowie ze stacją BeIN Sport.

Jako dziecko Eden chodził w koszulce Zinedine’a Zidane’a, a nie żadnej z belgijskich piłkarzy. Inna sprawa, że na przełomie wieków w tym kraju brakowało gwiazd, w które mogli być wpatrzeni chłopcy. – Z bratem Thorganem oglądaliśmy mundial w 98. Nic nie ujmując belgijskim piłkarzom, ale nie byli tak dobrzy jak Francuzi – opowiadał we wspomnianym wywiadzie. Les Bleus sięgnęli wówczas po złoto, Belgowie nie wyszli z grupy. 

Wychowanek Lille

Dlatego pewnie bez problemu przyszła mu aklimatyzacja w tym kraju. Miał 14 lat, gdy trafił do szkółki w Lille. Ale odwiedzić rodzinę w Belgii było mu pewnie łatwiej niż wielu chłopakom w jego wieku ćwiczącym w akademiach różnych klubów, bo to miasto położone w północno-zachodniej Francji leży zaledwie 100 kilometrów od rodzinnej miejscowości piłkarza La Louviere. 

To Francuzi w dużym stopniu ukształtowali go jako piłkarza (co pokazuje, że wspaniałe belgijskie pokolenie jest efektem pracy nie tylko tamtejszego systemu szkolenia), a teraz może ich skarcić. Hazard jest jedną z największych gwiazd tych mistrzostw świata. Zdobył dwie bramki, miał dwie asysty. Świetnie zagrał w ćwierćfinałowym meczu z Brazylią (2:1). Wreszcie spełnia pokładane w nim od lat nadzieję”.

Więcej TUTAJ

***

„Najlepszy i niezastąpiony”

„Był listopad 2011 r. 19-letni Thibaut Courtois już wówczas uchodził za jednego z najzdolniejszych bramkarzy Europy. Do kadry ówczesny selekcjoner Georges Leekens powoływał go już wcześniej, ale to właśnie wtedy, w spotkaniu z Francją po raz pierwszy postawił na niego. Bronił cały mecz, nie puścił gola, ale jego koledzy nic nie strzelili. 

Courtois został najmłodszym bramkarzem, który wystąpił w reprezentacji Belgii. W wieku 18 lat stanął na stałe między słupkami Genku i szybko kupiła go Chelsea. Tyle że na Stamford Bridge trwała jeszcze epoka Petra Čecha. Chelsea wypożyczyła go więc go do Atletico Madryt. To wypożyczenie przedłużała aż do 2014 r., gdy w końcu Belg zastąpił słynnego Czecha w bramce The Blues.

Wcześniej w Madrycie młody golkiper z miejsca został numerem jeden. W kadrze na taki status musiał poczekać jeszcze rok. Na początku eliminacji EURO 2016 nowy selekcjoner Marc Wilmots postawił na 20-latka. Od tej pory opuścił tylko dwa mecze o punkty drużyny narodowej, oba w październiku 2015 roku z powodu kontuzji. Podczas tegorocznego mundialu nawet w meczu z Anglią (1:0), gdy Belgowie grali w rezerwowym składzie, akurat on wystąpił. Popis dał w ćwierćfinale z Brazylią (2:1), gdy obronił osiem z dziewięciu strzałów rywali”.

Więcej TUTAJ

***

„Starcie dwóch osobowości”

„Razem świętowali zdobycie złotych medali mistrzostw świata w 1998 roku i mistrzostw Europy dwa lata później. Teraz Didier Deschamps i Thierry Henry znaleźli się w przeciwnych obozach. Ten pierwszy prowadzi kadrę Les Bleus, drugi jest asystentem szkoleniowca reprezentacji Belgii Roberto Martineza.

Po zakończeniu kariery Deschamps został uznanym trenerem. W 2012 roku mianowano go selekcjonerem francuskiej ekipy narodowej. Henry nie miał żadnego doświadczenia szkoleniowego. Postanowił je zebrać u boku Martineza w reprezentacji Belgii. 

Dlaczego nie trafił jednak pod skrzydła starszego kolegi? – To dwie silne osobowości, a takie nie powinny ze sobą pracować – tłumaczył prezes francuskiej federacji Noel Le Graet.

Inną kwestią są występy Henry’ego jako eksperta w angielskiej stacji Sky. – Nie powinieneś jednocześnie komentować meczów i pracować z reprezentacją. To amatorszczyzna – sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu poprzednik Martineza Marc Wilmots. Obecny selekcjoner się na to godzi”.

Więcej TUTAJ

***

„Sąsiedzka (nie)przyjaźń”

„W filmie „Nic do oclenia” (we Francji obejrzało go w kinach ponad 8 mln widzów) dwaj celnicy, Belg i Francuz, zostali wyznaczeni do wspólnych patroli przed otwarciem granicy między obydwoma krajami w 1993 roku. Obaj mają uprzedzenia wobec drugiego kraju, zwłaszcza Belg został wychowany przez ojca w antyfrancuskim duchu i sam stał się jeszcze bardziej zagorzałym przeciwnikiem tego państwa. Bo to bardziej Belgowie odczuwają niechęć do sąsiadów niż w drugą stronę. Oczywiście nie wszyscy, jak siostra filmowego ksenofoba, romansująca z francuskim żandarmem.

Reżyser i odtwórca roli francuskiego celnika Dany Boon chciał w ten sposób pożartować sobie ze wzajemnych animozji między tymi narodami. Bo to dwaj sąsiedzi, ale jak to bywa, czasem żyją jak Kargul z Pawlakiem. 

Rewanż za historię

Jak pisze dziennik „La Deniere Heure”, Belgowie uważają Francuzów za aroganckich, w XVII wieku zburzyli Grand Platz w Brukseli, a w XX wieku Carrefour przejął sieć ich supermarketów GB. – Ten mecz to okazja do rewanżu za wydarzenia z historii – mówi w wywiadzie dla tej gazety socjolog Vincent Yzerbyt”. 

Więcej TUTAJ

***

„Francuski patent na wygrywanie”

„Ostatni i jedyny raz w mistrzostwach świata Belgowie zagrali w meczu o trzecie miejsce w 1986 roku. Francuzi, podobnie jak cztery lata wcześniej podczas MŚ 1982 do spotkania z Polską, nie podeszli do tego starcia zbyt poważnie. Znów byli rozczarowani porażką z reprezentacją RFN w półfinale. Trener Henri Michel wymienił aż siedmiu zawodników. Cały mecz na ławce przesiedział m.in. Michel Platini. Po zdobyciu dwa lata wcześniej mistrzostwa Europy, Les Bleus liczyli na triumf także w Meksyku.

Dla Belgów trzecie miejsce byłoby dużym sukcesem, bo pierwszy i ostatni raz aż do obecnego mundialu, zaszli tak daleko, więc zagrali w optymalnym składzie. A mimo to przegrali 2:4.

Francuzi wygrali zresztą z Belgią wszystkie dotychczasowe mecze w wielkich turniejach, bo pokonali ją też w mistrzostwach świata w 1938 roku (3:1) i na EURO 84 (5:0).

W tej dekadzie lepiej szło jednak Belgom, którzy trzy lata temu zwyciężyli 4:3 w ostatnim starciu tych zespołów, a dwa wcześniejsze skończyły się remisami 0:0. Były to mecze towarzyskie”.

Więcej TUTAJ

***

„Główny porządku reprezentacji Francji”

„Ten wynik musi robić wrażenie – przebiegnięte 52 kilometry i 52 „ukradzione” rywalom piłki. Mierzący zaledwie 168 centymetrów środkowy pomocnik jest skarbem w zespole Didiera Deschampsa.

– Jest najlepszy na świecie na swojej pozycji. To gigant – mówił przewrotnie selekcjoner Francji, odnosząc się do wzrostu Kante.

– Musi mieć piętnaście płuc. Inaczej nie potrafię zrozumieć, jak może aż tyle biegać. Ten wielki to on, a nie ja – dodawał Paul Pogba, przerastający kolegę o głowę”.

Więcej TUTAJ

***

„Cichy lider francuskiej obrony”

„Skoro po meczu o obrońcy jest cicho, to znaczy, że rozegrał dobre spotkanie i nic nie można mu zarzucić. W Realu z podstawowych graczy zdecydowanie najrzadziej mówi się o Varanie, podobnie w drużynie narodowej, ale w obu przypadkach 25-latek jest nieoceniony dla zespołu. Przybył do Madrytu z opinią wielkiego talentu, dziś to już ukształtowany obrońca, o jakim każdy trener marzy.

Czas zatrzymać Lukaku

– Mówiłem sobie, że jak już strzelę, to w ważnym momencie. Jestem dumny z tego gola – stwierdził środkowy obrońca, który w ćwierćfinale z Urugwajem (2:0) zdobył pierwszą bramkę. Przede wszystkim jednak poradził sobie z upilnowaniem niezwykle groźnego Luisa Suareza. Teraz jego kolejnym celem będzie Romelu Lukaku, który przy takich warunkach fizycznych może narobić znacznie więcej szkody Francuzom. – Lukaku wykorzystuje każdą wolną przestrzeń pozostawioną przez rywali, ale my mu jej nie damy – zapowiedział 25-latek.

To drugi mundial obrońcy Realu, w mistrzostwach rozegrał 10 meczów i jak na razie przegrał tylko jeden z Niemcami (0:1) cztery lata temu w ćwierćfinale. Jak na swój wiek, ma już gigantyczne doświadczenie, a w spotkaniu z Danią (0:0) był nawet kapitanem Francuzów”.

Więcej TUTAJ

***

„Kante nie boi się konkurencji”

„Dziś Gwinejczyk dowie się, jak wygląda walka o Ligę Mistrzów. Wcześniej grał z AEK Larnaka w eliminacjach Ligi Europy, ale najbardziej elitarne rozgrywki w Europie do tej pory były dla niego nieosiągalne. 

Na początek na Legię czeka Cork City, rywal teoretycznie bardzo łatwy, schody mają zacząć się w kolejnych rundach. – Ciekawe podejście... Ale ja tak nie sądzę. Nie będą to łatwe spotkania, bo każdy żyje marzeniem o awansie. Z Irlandczykami nigdy nie gra się łatwo – stwierdza Gwinejczyk, który w Legii jest niecały miesiąc. 

Poważniej podchodzi do obozów

Kante z niecierpliwością oczekuje na mecze o stawkę, bookres przygotowawczy nie jest jego ulubionym.

– Kiedyś bardziej go nie lubiłem. Czasem, kiedy nadarzała się okazja, trenowałem lżej, próbowałem trochę odpuścić – przyznaje Gwinejczyk i dodaje, że w przeszłości nie podchodził w pełni zaangażowany do każdego treningu. – Gram w piłkę dla bycia przy niej. Ale teraz, z wiekiem, jestem bardziej profesjonalny. Nie powiem, że mnie cieszy, kiedy trenujemy trzy razy dziennie i głównie biegamy, ale wiem już, jak to jest ważne, by dobrze przygotować się do sezonu. Widzę potem efekty – stwierdza legionista. 

Zmiana w jego myśleniu miała też wpływ na to, że w ostatnich latach omijały go kontuzje. – Teraz pracuję nad swoim ciałem, ale też nad głową. W ostatnich dwóch latach mocno na tym się skupiałem. Uprawiam jogę, poznaję swoje ciało i jego mechanizmy – opowiada Kante”.

Więcej TUTAJ

***

„Legia nie chce utknąć w Corku”

„Zdecydowanym faworytem dwumeczu jest mistrz Polski. W II rundzie kwalifikacji LM na zwycięzcę irlandzko-polskiej rywalizacji czeka zwycięzca dwumeczu Spartak Trnava (Słowacja) – Zrinjski Mostar (Bośnia i Hercegowina).

Trener Klafurić zabrał na Wyspy 19 zawodników – jeden z nich powędruje dziś na trybuny. Do Cork nie mogli polecieć Miroslav Radović, Domagoj Antolić, Eduardo i Jarosław Niezgoda – ich wyeliminowały kontuzje. Kupiony z Wisły Kraków hiszpański napastnik Carlitos nadrabia zaległości i jest szykowany na kolejne rundy. 

Artur Jędrzejczyk i Michał Pazdan wciąż mają urlopy po mistrzostwach świata – treningi z drużyną wznowią 16 lipca, czyli dzień przed rewanżem z Cork.

Pazdan i tak nie mógłby wystąpić w Cork, bo musi pauzować za czerwoną kartkę z poprzedniego sezonu (w rewanżu z Sheriffem Tyraspol). Ale został zgłoszony do I rundy, by teraz odcierpieć karę. W tej sytuacji jedynym debiutantem w Legii będzie sprowadzony za darmo z Wisły Płock Jose Kante – gwinejski napastnik hiszpańskiego pochodzenia”. 

Więcej TUTAJ

***

„Tiba potrzebuje czasu”

„Od tygodnia Portugalczyk jest oficjalnie piłkarzem Lecha. Wystąpił do tej pory w dwóch grach towarzyskich. W pierwszej godzinę, w drugiej dwa kwadranse. Widać, że technicznie jest doskonale wyszkolony, często podnosi rękę i sygnalizuje kolegom, że chciałby otrzymać piłkę. Lubi regulować tempo gry – raz zagrać krótko, a innym razem przyspieszyć akcję szybkim przerzutem. – W spotkaniach o stawkę w dłuższym wymiarze wystąpi, kiedy będzie gotowy w stu procentach – mówi jednak trener Ivan Djurdjević.

Na razie nie jest, bo trzeba pamiętać, że w ojczyźnie sezon zakończył 11 maja i od tamtej pory pracował tylko indywidualnie. Teraz potrzebuje dwóch tygodni, żeby dojść do optymalnej formy. Owszem, może pomóc już choćby w czwartkowym (godz. 20.45) starciu pierwszej rundy eliminacji Ligi Europy z Gandzasarem Kapan z Armenii, ale jeszcze nie w pełnym wymiarze”.

Więcej TUTAJ

***

„David Stec wygranym przygotowań”

„Prawy obrońca jest blisko wywalczenia miejsca w podstawowym składzie, a z biało-zielonymi nie wystąpił, bo zachorował. W nocy z wtorku na środę Austriaka dopadły kłopoty żołądkowe i z tego powodu nie zmrużył oka. Następnego dnia zespół miał wolne, jednak defensor zamiast odpoczywać, dochodził do siebie po nieprzespanej nocy. Później ćwiczył indywidualnie i właśnie dlatego trener Kosta Runjaic nie wysłał 24-latka na boisko”.

Więcej TUTAJ

***

„Nowa szansa Pietrzaka”

„26-latek walczy o nowe otwarcie w krakowskim zespole, w którego barwach rozegrał piętnaście meczów w ekstraklasie, ale ostatni występ miał miejsce ponad półtora roku temu. Piłkarz najpierw leczył poważną kontuzję, później przegrywał rywalizację o miejsce w składzie, aż wreszcie został oddany na wypożyczenie. U trenera Macieja Stolarczyka pracuje na kolejną szansę.

Konkurencję ma sporą, bo oprócz Macieja Sadloka, dotychczasowego podstawowego lewego obrońcy, do zespołu dołączył 18-letni Marcin Grabowski z Lecha. Na razie wygląda na to, że to między Grabowskim a Pietrzakiem rozstrzygnie się walka o miejsce w składzie na pierwszą kolejkę. Sadlok w sparingach jest bowiem ustawiany jako stoper”.

Więcej TUTAJ

***

„Korona szuka obrońcy i pomocnika”

„Na ich miejsce szefowie sprowadzili do tej pory czterech zawodników, z czego tylko dwóch do gry w pierwszym zespole: Wato Arweładze go i dobrze znanego w Kielcach Macieja Górskiego.

– Obecnie mamy dużo zmartwień, ale liczę, że wszystko się ułoży – powiedział Gino Lettieri. Możliwe, że w najbliższych dniach kontrakt z Koroną podpisze Felico Brown Forbes. Kostarykanin z niemieckim paszportem, były gracz Amkaru Perm, w poprzednim sezonie rozegrał 13 meczów i strzelił 2 gole”. 

Więcej TUTAJ

***

„Szczęsny numerem jeden Juve”

„Wbrew początkowym informacjom i medialnym plotkom Wojciech Szczęsny nie zdecydował się na grę w kolejnym sezonie w koszulce z numerem 23. W poniedziałek poinformowano, że polski bramkarz przejmie „jedynkę" po Gianluigim Buffonie, który w maju zakończył swoją siedemnastoletnią karierę w Juventusie. – Nie ma żadnych wątpliwości. W nowym sezonie naszym numerem jeden w bramce będzie Szczęsny – zapowiedział trener Juventusu Massimiliano Allegri pod koniec poprzednich rozgrywek Serie A. Jednoznaczna deklaracja nie przeszkodziła jednak szefom Starej Damy wykonać ciekawego ruchu na rynku transferowym i kupić jednego z najlepszych włoskich bramkarzy – Mattię Perina z Genoi”. 

Więcej TUTAJ

 

"SPORT”

***

„Komplikuje się sprawa stadionu Wisły”

„Przypomnijmy. Wisła zalega miastu około 6,5 miliona złotych za wynajem stadionu. Miasto domaga się, aby klub spłacił 4,9 miliona złotych, a dopiero potem siądzie do rozmów na temat nowej umowy. Według magistratu, Miasto nie może podpisać umowy z podmiotem, który jest wobec niej zadłużony, bo byłoby to działania na szkodę gminy. Wszystkie wcześniejsze porozumienia w sprawie spłaty długu były zrywane przez Wisłę z powodu nieterminowych spłat.

Pod koniec zeszłego tygodnia Wisła wpłaciła na konto Urzędu Miasta milion złotych. Początkowo wydawało się, że będzie to dobry wstęp do dalszych rozmów. Wisła przedstawiła prawną wykładnię która, w opinii jej prawników, umożliwia podpisanie umowy, nawet w przypadku, gdy zadłużenie nadal istnieje. Ale pismo przygotowane przez klub nie przekonało miejskich prawników. Na dziś stoją oni na stanowisku, że klub musi zapłacić jeszcze 3,9 miliona złotych, by pojawiło się zielone światło na dalszą współpracę”.

Więcej TUTAJ

***

„Zapotrzebowanie na Europę”

„Klub uruchomił sprzedaż internetową, a także stacjonarną – w sklepie i kasach na Arenie Zabrze, a także paru punktach w mieście (m.in. w centrum handlowym M1). Mimo przeciwnika nie najwyższej klasy (choć akurat w weekend awansował do kolejnej rundy Pucharu Mołdawii), powrót „górników” na międzynarodowe areny po prawie ćwierć wieku nieobecności na nich cieszy się w mieście sporym zainteresowaniem.

Górnik zagra przeciw Zarii w najsilniejszym składzie, na jaki… go obecnie stać. Choć wczoraj znów pojawiły się pogłoski o zainteresowaniu Szymonem Żurkowskim w Serie A (Fiorentina), przekaz z Roosevelta jest jasny: „Nie ma (na razie) zgody na kolejne rozstanie czołowego zawodnika”. Inna rzecz, że do końca okienka transferowego jeszcze bardzo daleko, więc i w przypadku „Żurka”, i Tomasza Loski (Włochy, Anglia) wcale nie jest przesądzona ich gra w Górniku do końca rundy. Na razie jednak to wyłącznie spekulacje (zresztą podobnie jak w przypadku dwóch nowych graczy w Zabrzu, których angaż jeszcze w tym okienku zapowiadał podczas prezentacji drużyny prezes), a obaj zawodnicy szykują się do czwartkowego spotkania. Do treningów wrócił już też Michał Koj, kontuzjowany – przypomnijmy – ponad tydzień temu w towarzyskiej potyczce z Hajdukiem Split”.

Więcej TUTAJ

***

„To nie koniec wzmocnień Piasta”

„Jak na razie gliwiczanie zakontraktowali trzech piłkarzy – dwóch napastników i pomocnika. Najpilniejsze potrzeby drużyny zostały zaspokojone, ale kadra nie jest jeszcze zamknięta.

Najpierw pomysł

– Cały czas nad tym pracujemy. W ostatnich grach kontrolnych widać było, że drużyna się rozwija i w wielu elementach jej gra wygląda coraz lepiej. Czasu nie jest za dużo, ale jest go na tyle wystarczająco, że mamy jeszcze możliwość popracowania nad kilkoma aspektami – przyznaje trener Waldemar Fornalik, który na bieżąco rozmawia z dyrektorem sportowym. Bogdan Wilk pytany o proces decyzyjny, odsłonił trochę kulis. – Jeśli jest pomysł na pewnego zawodnika, to sztab opiniuje, wspólnie dyskutujemy i jeśli jest zgoda, to przedstawiamy to prezesowi. Tak wyglądało to przy okazji Sokołowskiego, Felixa czy Parzyszka – mówi Wilk. – Jeśli chodzi o rozmowy w obrębie pionu sportowego, to muszę przyznać, że dosyć szybko jesteśmy w stanie podjąć decyzję. Pada pomysł – niezależnie z czyjej strony, trenera czy mojej – i dyskutujemy. Jeśli się zgadzamy to rozmawiam z zawodnikiem i jego menedżerem. Później do akcji wkracza prezes, który jak dobrze pan wie… jest dobrym negocjatorem. On twardo walczy, choć czasami to przeciąga rozmowy – wyjaśnia Wilk”.

Więcej TUTAJ

***

„W Tychach wierzą w Stebleckiego”

„Angaż 26-latka to efekt deklaracji trenera Ryszarda Tarasiewicza o tym, że drużyna potrzebuje jeszcze napastnika i lewego pomocnika. Część tego planu na letnie okno transferowe została zrealizowana. Tyszanie widzą Stebleckiego na lewej flance, choć równie dobrze może też występować na pozycji ofensywnego pomocnika. Teraz przy Edukacji 7 będą się jeszcze rozglądali za snajperem, który wzmocni konkurencję na tej pozycji, obsadzonej jak dotąd przez Kamila Zapolnika i – pozyskanego latem – Piotra Giela”.

Więcej TUTAJ

***

„Zrobią wszystko dla Ruchu”

„Wolimy na boisku pokazać, co potrafimy niż składać deklaracje. Już w poprzednim sezonie było sporo mówienia, a wiadomo jak się skończyło – mówił nam wczoraj Maciej Urbańczyk jeden z ostatnich „mohikanów” jacy mieli przyjemność grać z Ruchem w ekstraklasie. A było to przecież tak niedawno. – To nie jest przyjemne zaliczyć dwa spadki w ciągu dwóch sezonów, a stało się to dwa razy pod rząd niestety z moim udziałem – ciągnie kapitan Ruchu. – I nieważne, że był to efekt wielu różnych czynników, bo z faktami się nie dyskutuje. Jako wychowanek Ruchu miałem wiele pytań dlaczego tak się stało, ale to już teraz nie ma znaczenia. Mogę zapewnić, że zrobimy wszystko, by zakończyć sezon awansem do pierwszej ligi, by do Chorzowa wróciły lepsze czasy. Jest w kadrze wielu młodych, ambitnych zawodników, którzy nie bujają w obłokach. To może być naszym atutem w przyszłości, tym bardziej, że będziemy w lepszym komforcie psychicznym, bo nie wystartujemy z ujemnymi punktami”.

Więcej TUTAJ

 

"GAZETA WYBORCZA”

„Kto porwie w półfinale?”

„Mistrzostwa świata skurczyły się do mistrzostw Europy, na mapie to wręcz maleńki wycinek naszego kontynentu. Dzisiaj Belgia zagra z Francją, jutro wyjdzie na boisko Anglia – oddzielona od nich wąskim morskim kanałem – i tylko jej rywalka Chorwacja leży trochę na uboczu, ale to wciąż ledwie mocniejszy rzut beretem. Kameralnie.

Nie mylić z – prowincjonalnie. Ani tym bardziej – biednie. Aż 40 z 92 pozostałych w turnieju piłkarzy zatrudnia obrzydliwie bogata liga angielska, a trenerzy dzisiejszych półfinalistów zignorowali przy powołaniach nazwiska, od których gdzie indziej rozpoczynano by ustalanie składu. Francuzi przebierają wśród dziesiątek zawodników wystarczająco zdolnych, by szaleć na mundialu, więc nikt nie piśnie słowa, gdy Didier Deschamps pomija atakujących Realu Madryt (Karim Benzema) czy Manchesteru United (Anthony Martial). A gdy Roberto Martinez odrzucił Radję Nainggolana, to protestowano z czystej sympatii do nonkonformistycznego wojownika z Romy (wstawiali się za nim kumple z kadry), a nie w lęku o utratę jakości przez drużynę”.

Więcej TUTAJ

***

„Półfinał międzykontynentalny”

„Kiedy spotkały się na mistrzostwach po raz ostatni – w 1986 r., zagrały o brąz – wszystko było jeszcze klarowne i proste.

Belgowie dzielili się co najwyżej na Flamandów i Walonów, za najbardziej odmiennego uchodził świetny rozgrywający Enzo Scifo – choć bowiem urodził się w swojskim La Louvire, to z małżeństwa imigrantów z Sycylii (we włoskiej Wikipedii do teraz figuruje jako Vincenzo). Etniczną jednolitość Francji również naruszała jedynie domieszka różnorodności – w osobach pomocnika Jeana Tigany, który przyszedł na świat w Bamako, dzisiaj stolicy Mali, wówczas leżącego w podporządkowanym Paryżowi Sudanie Francuskim, oraz Luisa Fernándeza pochodzącego z hiszpańskiej Tarify. Drobiazgi, ledwie jeden niebiały na 44 piłkarzy”.

Więcej TUTAJ

 

"RZECZPOSPOLITA”

„Rosjanie używali amoniaku”

„Na jednym ze zdjęć kibice dostrzegli ślad po zastrzyku na ręku zawodnika rosyjskiej reprezentacji Dziuby.

Zdaniem niektórych to dowód świadczący o tym, ze piłkarze stosują niedozwolone substancje. Lekarze rosyjskiej kadry wyjaśnił, że piłkarze mają pobieraną krew do kontroli.

Kolejne kontrowersje wywołało nagranie, na którym widać piłkarzy wdychających substancję znajdującą się na chusteczce. Również i tym razem pojawiły się głosy mówiące o tym, że Rosjanie stosują doping”.

Więcej TUTAJ

 

"FAKT”

„Karne przepustką do medalu?”

„Zespół prowadzony przez Zlatko Dalicia (52 l.) jest dopiero drugim zespołem w historii mundiali, który wygrał dwa konkursy jedenastek z rzędu. Wcześniej to osiągnięcie udało się tylko Argentynie w 1990 roku i zaprowadziło ją do finału. Chorwacki bramkarz Danijel Subaszić (34 l.) broniąc cztery rzuty karne w turnieju wyrównał osiągnięcia Argentyńczyka Sergio Goycochei (55 l.) oraz Niemca Haralda Schumachera (64 l.)”.

Więcej TUTAJ

***

„Dalić nie wystraszył się wojny”

„W trakcie mistrzostw świata przy wjeździe do miejscowości leżącej w Bośni i Hercegowinie, tuż przy granicy z Chorwacją, postawiono wielki baner ze zdjęciem Dalicia i podpisem: „Livno jest z ciebie dumne”. Mieszkańcy mają ku temu powody i to nie tylko ze względu na świetną postawę Vatreni w turnieju w Rosji”. 

Więcej TUTAJ

 

"SUPER EXPRESS”

„Obraniak: Ten atak może zniszczyć Francję”

„„Super Express”: - Belgowie imponują, ale Francja też jest silna. Kto wygra półfinał?

Ludovic Obraniak: - Dla mnie faworytem są Belgowie, tak 60 do 40. Wcześniej niekwestionowanym liderem do wygrania mundialu była Brazylia, ale sposób w jaki Belgowie sobie z nią poradzili musiał wszystkim zaimponować. Przewaga nad Francją? Przede wszystkim sektor ofensywny. Tercetu De Bruyne – Lukaku – Hazard może im zazdrościć cały świat. Są nie tylko dobrzy, ale wzajemnie się uzupełniający, każdy z nich ma trochę inne atuty, a razem tworzy to bombową mieszankę. Obawiam się, że ten belgijski atak może zniszczyć Francję.

- A Francuzi są w czymś lepsi od Belgów?

- Podoba mi się środek pola, gra N’Golo Kante i Pogby. To bardzo mocna strona Francji. Generalnie zanosi się na fantastyczny mecz, na który będziemy patrzeć z ogromną przyjemnością. Belgowie to nasi sąsiedzi, nasi kuzyni… W obu krajach podekscytowanie tym meczem jest ogromne.

- Miałeś okazję grać z Edenem Hazardem w Lille. Spodziewałeś się, że aż tak się rozwinie?

- Tak, już wtedy widać było jego ogromny potencjał. Zdobyliśmy razem mistrzostwo Francji, graliśmy w pucharach. Talent jakich mało. A przeciw Brazylii zagrał perfekcyjny mecz. Prawdziwy lider, piłkarz kompletny i nowoczesny.

Więcej TUTAJ

***

„Carine Hazard: Pięknie jest być matką gwiazdy mundialu”

„„Super Express”: - Zdaniem wielu to właśnie Eden gra najlepiej na tych mistrzostwach. Jakie to uczucie być mamą gwiazdy mundialu?

Carine Hazard: - Piękne. Ja też grałam w piłkę, w ataku, piłkarzem był mój mąż, wszyscy synowie mają do czynienia z piłką… Piłka była i jest obecna w naszym domu na każdym kroku, w każdym kącie. Zawsze żartujemy z Edenem, że on strzelał jeszcze w brzuchu, bo do trzeciego miesiąca ciąży z nim jeszcze grałam. A teraz mój syn błyszczy na mundialu. Piękne uczucie dla matki, choć nie chcę powiedzieć, że to właśnie Eden jest tu największą gwiazdą. Kilku innych piłkarzy też prezentuje się doskonale.

- Wybiera się pani do Rosji jeśli Belgia awansuje do finału?

- Będę już na półfinale, a później na kolejnym spotkaniu. Bez względu na, to czy to mecz o trzecie miejsce, czy wielki finał.

- Ojciec Romelu Lukaku, Roger, powiedział mi, że jego zdaniem to idealny moment dla Belgii, aby wygrać mundial i że głęboko wierzy, iż tak się stanie. A pani jak uważa?

- Chciałabym tego tak samo jak wszyscy Belgowie, ale nie umiem przewidzieć jak to się potoczy. Nie jestem dobra w typowaniu, więc nie przewidzę wyniku z Francją. To mecz bez faworyta, 50/50. Patrząc na Francuzów, nie widzę u nich słabych punktów, potwornie silna drużyna…

Więcej TUTAJ

***

„Macron ubierze Lecha”

„Lech Poznań szukał sponsora technicznego, który będzie w stanie stworzyć koszulki, nawiązujące do tradycji "Kolejorza". Projekt firmy Macron okazał się strzałem w "dziesiątkę". Nieznana dotąd za bardzo na polskim rynku marka postawiła na stworzenie trykotu z odwołaniem do herbu klubu ze stolicy Wielkopolski. Na nowych koszulkach Lecha znajdzie się więc na froncie fragment kolejowego skrzydła. Krój slim-fit z kolei nie będzie ograniczał ruchów piłkarzy w najbardziej ekstremalnych warunkach”.

Więcej TUTAJ

***

„Pierwszy test mistrzów Polski”

„Oprócz wspomnianej szóstki na Zieloną Wyspę nie polecieli również Cristian Pasquato, Hildeberto Pereira, Brian Iloski i Mateusz Praszelik, którzy zostali przeniesieni do rezerw. Mimo poważnych osłabień kadrowych każdy inny wynik, niż zwycięstwo Legii będzie niespodzianką.

Cork City to amatorski zespól założony w 1984 roku. Jest trzykrotnym mistrzem Irlandii, a jego najlepszy zawodnik Alan Bennett jest wart 400 tysięcy euro, czyli mniej więcej tyle, ile… za pół roku gry w stołecznej ekipie inkasuje Jędrzejczyk. Meczu, który rozpocznie się dziś o 20.45 nie transmituje żadna stacja telewizyjna”.

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE