Autor zdjęcia: SBNation

Luis Enrique z misją odnowy La Furia Roja

Autor: Krystian Porębski
2018-07-10 16:00:06

Luis Rubiales nie próżnuje, już wczoraj – 9 lipca – poznaliśmy nowego selekcjonera reprezentacji Hiszpanii. Kolejnym sternikiem La Furia Roja będzie Luis Enrique, dla którego jest to pierwsza przygoda jeśli chodzi o futbol reprezentacyjny. Czy były trener Barcelony poradzi sobie z problemami dręczącymi zespół z Półwyspu Iberyjskiego?

Rafa Benitez, Roberto Martinez, Quique Sanchez Flores, Michel, Ernesto Valverde, Pep Guardiola... kogo to hiszpańskie media nie wzywały do tego, by objąć schedę po zwolnionym Julenie Lopeteguim i ustępującym tymczasowym selekcjonerze, Fernando Hierro. Kandydatów wskazywano wielu, ale Luis Rubiales nie chciał czekać aż do końca mundialu – wolał podjąć decyzję już teraz. A to wszystko mimo tego, że główny decydent RFEF zapowiadał kilka dni temu, że konkretów jeszcze brakuje, że media dowiedzą się wszystkiego w swoim czasie. Przepływ informacji wewnątrz związku jest dość szczelny, bo choć faktyczny kandydat pojawiał się wśród plotek, to bez żadnych solidnych potwierdzeń i wskazania przez największe hiszpańskie dzienniki, że to właśnie on, na pewno, zostanie selekcjonerem.

Kandydatów było wielu, bo i wielu trenerów w ostatnich latach pokazało się z dobrej strony. Marcelino w Villarreal i teraz w Valencii, Valverde w Athleticu i Barcelonie, Machin w Gironie, Bordalas w Getafe, Garitano w Leganes... W dużej mierze pisaliśmy już o tych trenerach, podobnie jak o Quique Setienie, którego forsowali niektórzy hiszpańscy dziennikarze. Sam zainteresowany dla hiszpańskiego COPE uciął wszelkie spekulacje:

„Nikt się ze mną nie kontaktował w sprawie prowadzenia reprezentacji, to nie była realistyczna opcja. Nigdy nie zerwałbym kontraktu. Luis Enrique będzie świetnym selekcjonerem. To byłaby wielka pomyłka, jeśli zmienilibyśmy styl gry, ale musimy go odpowiednio wykorzystywać i grać lepiej”.

Zmiana pokoleniowa – część 2

Skoro sam maestro Setien, który zachwyca fanów La Liga i przede wszystkim Betisu, wyraża swoją aprobatę w stosunku Luisa Enrique – nie mamy prawa podważać jego kandydatury... Prawda? W takim razie warto przejść do kwestii, w których były trener Barcelony będzie miał bardzo wiele do zrobienia.

Hiszpania po erze wielkich sukcesów nieco spóźniła się ze zmianą pokoleniową. To wszystko za sprawą Vicente del Bosque, który przespał odpowiedni moment, do ostatniej chwili wierzył w zawodników, którzy dawno byli poza swoją życiową formą, a na powołania czekali młodsi, głodni gry, prezentujący się lepiej. Czasami z mniejszych klubów, nie największych marek. Sfinks, który z kadrą Hiszpanii odnosił największe sukcesy, został więźniem własnych tryumfów. Podobnie jak zarzucano Adamowi Nawałce – nie chciał rozbijać tego co sam zbudował, nie próbował zreorganizować gotowej ekipy aby była jeszcze lepsza. Poprzestał na tym co miał... i właśnie to było powodem wielkiej klęski na mistrzostwach świata w 2014 roku, kiedy Hiszpania jako obrońca tytułu nie wyszła nawet z grupy.

Przed Luisem Enrique podobne zadanie jak przed Vicente del Bosque (które zakończyło się porażką) oraz Lopeteguim (które trudno ocenić – bo Julen swojego dzieła nie dokończył). Średnia wieku kadry na mundial i tak wynosiła 28 lat, mimo tego, że pominięto wielu doświadczonych zawodników. La Furia Roja musi znaleźć przede wszystkim następce Andresa Iniesty, który w wieku 34 lat pożegnał się z kadrą, po trzydziestce są już przecież Aspas, Ramos, Pique, Monreal, Silva oraz Reina. Po 29 lat mają Diego Costa, Sergio Busquets czy Jordi Alba.  Kadra potrzebuje świeżej krwi.

W Hiszpanii zdecydowanie brakuje następców zwłaszcza jeśli chodzi o pozycje defensywne. Na próżno szukać kolejnego Ramosa, Pique czy Alby. A przecież środkowy obrońca Barcelony razem z Iniestą zakończył reprezentacyjną karierę. Być może Enrique uda mu się namówić na jeszcze dwa lata gry – to jednak rozwiązanie krótkowzroczne, bo defensywę trzeba wymienić całą – poza prawą obroną. Ale do personaliów jeszcze wrócimy.

 

 

 

Na ratunek prezesowi

„Luis Rubiales ostatecznie wybrał bardzo ryzykowną opcję na selekcjonera – Luisa Enrique. To dobry trener, ciągle młody i dynamiczny, ale jeśli chodzi o „dyplomację” - tutaj wiele mu brakuje. Jego przeszłość jest przepełniona przykładami ekstremalnych zachowań – nie tylko w stosunku do Realu – drużynie, przeciwko której wyrobił sobie taką fobię od momentu jego opuszczenia, że za każdym razem kiedy odwiedza Bernabeu wygląda i zachowuje się jak dziewczyna z Egzorcysty”.

Tak o nowym selekcjonerze wypowiada się Alfredo Relano na łamach hiszpańskiego AS-a. Uznany dziennikarz podkreśla, że wybór Lucho to kolejny „hazard” ze strony Rubialesa. Pierwszym – bardzo nieudanym – było zwolnienie Lopeteguiego. Na drugą porażkę nie może sobie pozwolić, dlatego wybrał człowieka z charakterem, który będzie miał autorytet, odmieni zachowania kadry na treningach i zgrupowaniach – które według hiszpańskich mediów były, delikatnie mówiąc, bardzo luźne.

Drugim powodem ma być szybkość w podjęciu decyzji. Relano zaznacza, że podjęcie pracy już w lipcu, jeszcze w czasie trwania mundialu (dla kontrastu, gdzie przecież Polska ma za trudnić nowego selekcjonera dopiero pod koniec miesiąca), to duży ukłon Enrique w stronę Rubialesa. Prezesa, który chciał pokazać swoją pozycję, siłę, autorytet związku, któremu jednak zależy na dobrym odbiorze i pokazania sprawności w działaniu. Stąd tak szybka decyzja. Dlatego nie można odbierać decyzji o zatrudnieniu – jakby nie patrzeć – dość kontrowersyjnego kandydata, jako celowego działania. Rubiales wybrał opcję najszybszą i w jego oczach najpewniejszą.  Pierwszy sprawdzian za około dwa miesiące, z Anglikami, na Wembley.

Elastyczny Lopetegui kontra konserwatywny Enrique

Quique Setien podkreślał, że Hiszpania nie może nagle odmienić swojego stylu gry i to święta prawda – bo kto wyobraża sobie... Hiszpanów grających z kontry? Nastawionych na defensywę? To byłoby jakieś science-fiction, choć trzeba przecież przyznać, że na początku „złotej ery” La Furia Roja, ekipa prowadzona przez świętej pamięci Luisa Aragonesa była bardzo pragmatyczna. Nastawiona na wynik. Często wygrywała jedną bramką, miała bardzo dobrze asekurowane tyły, w dużej mierze za sprawą Marcosa Senny.

Dziś o takiej grze nie ma raczej mowy, zwłaszcza, że brakuje do takiego stylu wykonawców. Po pierwsze brak pewnych defensorów, po drugie brak defensywnych pomocników w stylu Senny czy Xabiego Alonso. Po trzecie ani Lopetegui, ani Enrique nie uciekaliby się do tego typu rozwiązań.

Szkoleniowcy mają tak podobieństwa, jak i duże różnice w prowadzeniu drużyny. Na pewno w znacznie większej części Enrique jak i Lopetegui korzystają w ataku z bocznych obrońców od np. Vicente del Bosque, dlatego w wykonaniu reprezentacji prowadzonej przez byłego trenera Barcelony powinniśmy oglądać wiele zagrań na obieg i płaskich dogra w pole karne.

Podobieństwem jest również tempo gry zespołu. Zarówno ekipy prowadzone przez Lopeteguiego jak i Enrique cechuje dość duże tempo gry, przyspieszenie, ruchliwość – ona się oczywiście od siebie różni, ale do tego jeszcze wrócimy. Nie zmienia to jednak faktu, że to co widzieliśmy podczas mistrzostw świata pod wodzą nowego selekcjonera nie powinno się powtórzyć. Hiszpanie będą musieli grać szybciej – a tego w dużej mierze im brakowało.

Natomiast ta szybkość i wymienność dużo się jednak od siebie różni. Choć być może „konserwatywny” to w kierunku Luisa Enrique, który odmienił nieco grę Barcelony, to zbyt dalekie określenie, to przy Lopeteguim nabiera jednak mocy. Asturyjczyk ma swój pomysł na grę, który w Katalonii opierał się w dużej mierze na ruchu w ataku. Messi szukał wolnych przestrzeni, Suarez schodził bardziej w jego stronę, co tworzyło więcej przestrzeni Neymarowi. To właśnie Brazylijczyk był kluczową postacią hiszpańskiego szkoleniowca i to właśnie ten trener odpowiadał za najprawdopodobniej najlepszy dotychczasowy okres w karierze tego zawodnika. „Neymar dojrzał” mogliśmy usłyszeć zewsząd – a co odważniejsi dodawali, że zaraz czeka go złota piłka.

Problem w tym, że podobnych manewrów Enrique próbował już w Celcie, a to by oznaczało, że ma jeden, konkretny pomysł na grę – a to zawsze jest łatwe do rozszyfrowania. Oczywiście, element zaskoczenia to nie wszystko, bo raczej kolejny wolny Messiego, dośrodkowanie pole karne – po raz setny albo i więcej wykonane w ten sam sposób, bądź bieg przed siebie z piłką przywiązaną do nogi, który w zasadzie trudno nazwać dryblingiem, nie jest w żaden sposób zaskakujący. Jednak coś doprowadzonego do perfekcji trudno zatrzymać. Problem jednak w tym, że w ekipie La Furia Roja Enrique nie będzie miał ani jednego zawodnika choćby zbliżonego charakterystyką do Neymara czy Messiego. Zresztą do Suareza również.

Panowie różnią się więc w jednej bardzo zasadniczej kwestii. Lopetegui już na pierwszej konferencji prasowej zaznaczył, że nie ma konkretnych preferencji co do piłkarzy na daną pozycję. Nie założył z góry, że potrzebuje silnego napastnika bądź fałszywej dziewiątki – to było widać w jego powołaniach. Brał piłkarzy o różnej charakterystyce i to skutkowało dobrymi efektami. Problemem Enrique może być to, że z miejsca ustawi zespół w formacji 4-3-3, do której niekoniecznie znajdzie wykonawców.

Personalia prawdę powiedzą

Prawdziwą odpowiedzią na to jakim selekcjonerem będzie Luis Enrique będą powołania, nie taktyka. Jeśli nagle sięgnie po zawodników dla kadry straconych, jak Cesc Fabregas, Pedro, zdecydowanie na prawej obronie postawi na Sergiego Roberto kosztem Carvajala, Odriozoli czy pozostałych zdolnych i lepiej znających pozycję prawych obrońców i skorzysta z innych tego typu wynalazków... To od początku będzie można uznać, że to będą trudne lata dla La Furia Roja. Nawet jeśli ostatecznie Lucho znajdzie odpowiedni schemat.

 

 

 

Enrique może szukać tego co zna, a to może prowadzić do ponownego zawężenia kręgów zainteresowania selekcjonera. Przed Lopeteguim kadra to były w zasadzie Barcelona, Real i piłkarze z Premier League. Za kadencji Julena miejsce w reprezentacji mieli piłkarze wszystkich klubów La Liga, bez względu na markę, doświadczenie. Jeśli ktoś dobrze grał, dostawał szanse. Bask doskonale był rozeznany w najzdolniejszych – bo przez wiele lat pracował dla federacji jako trener ekip młodzieżowych i z wieloma piłkarzami, których do kadry wprowadzał, pracował już wcześniej. Dlatego kiedy gruchnęła wieść o jego zwolnieniu – zawodnicy nie poczuli się zdradzeni, a stanęli za selekcjonerem murem. Co jak wiemy, niczego nie zmieniło.

Przed Lucho bardzo trudne zadanie, bo zastąpienie takich piłkarzy jak Pique czy Iniesta jest wielkim wyzwaniem. Kandydatury nasuwają się same – zwłaszcza dla Andresa jest już kilku czekających na jego miejsce, a na innych pozycjach mocno do bram reprezentacji pukają tacy zawodnicy jak Marc Bartra czy Rodri Hernandez. Jeśli Enrique okaże wystarczająco odwagi, aby postawić na nazwiska mniej znane, mniej popularne to będzie to bardzo dobry wyznacznik na przyszłość. Natomiast jeśli wygrzebie w stylu Vicente del Bosque piłkarzy bliżej emerytury, którzy najlepsze lata mają za sobą... Możecie odpowiedzieć sobie sami, jak zakończy się misja odnowy La Furia Roja przez Luisa Enrique.


KOMENTARZE