Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Listkiewicz: To kłamstwo, że ignorowaliśmy VAR. Sporu Wisły Kraków z miastem ciąg dalszy. Bjelica: Pokonamy Anglików 1:0

Autor: Marcin Łopienski
2018-07-11 11:59:00

Środowa prasa prezentuje się naprawdę nieźle. Dominuje w niej temat półfinałowych meczów na mistrzostwach świata oraz głośnego problemu Wisły Kraków ze stadionem. Jest również sporo tekstów o transferze Cristiano Ronaldo. Wybraliśmy 29 materiałów z sześciu źródeł.

„PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Listkiewicz: To kłamstwo, że ignorowaliśmy VAR”

„Dariusz Faron: Jak ocenia pan występ waszego zespołu sędziowskiego w mistrzostwach świata?

Tomasz Listkiewicz (sędzia asystent Szymona Marciniaka): Każdy ocenia samego siebie przez pryzmat oczekiwań. My trochę nierozsądnie „napompowaliśmy balonik”. Odnosząc się do tego, co mówiliśmy przed MŚ i w jakim tonie się wypowiadaliśmy, można powiedzieć, że jest niedosyt. Z drugiej strony zebraliśmy wspaniałe doświadczenia i wyciągniemy z nich wnioski. Jesteśmy dumni z tego, jak sobie poradziliśmy. Może nie odnieśliśmy wielkiego sukcesu, ale wróciliśmy do Polski z podniesionym czołem. Nie mamy się czego wstydzić.

Sam pan powiedział jednak, że jest niedosyt. Odesłanie do domu po fazie grupowej to chyba zimny prysznic.

Tak to już chyba w życiu jest: gdy idzie za dobrze i osiąga się sukces za sukcesem, trochę traci się perspektywę. Teraz już wiemy, że nic nie może się równać z mistrzostwami świata. Byłem przygotowany na wielką imprezę, pracowałem z psychologiem sportowym, ale gdy wyszedłem na pierwszy mecz, serce waliło tak, że chciało wyskoczyć z piersi. Nie sądziłem, że to tak silne doznanie. Zabrakło nam doświadczenia.

Jak FIFA oceniła waszą postawę w meczach Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja?

Nie mogę mówić o szczegółach, ale jeśli chodzi o pierwsze spotkanie, odbiór był bardzo dobry. Zresztą gdybyśmy zawalili, nie dostalibyśmy do sędziowania meczu Niemców ze Szwedami, w którym mistrzowie świata walczyli o życie.

Po drugim starciu recenzje wystawione przez szefów były zapewne gorsze.

Jeśli w kluczowej sytuacji popełnia się błąd, trudno mówić, że mecz był poprowadzony dobrze. Z drugiej strony – po raz kolejny to powtórzę – nie mamy się czego wstydzić. Szwedzi, którzy mogli poczuć się skrzywdzeni, po meczu przyszli do nas i przybili piątki. Zarówno zawodnicy, jak i selekcjoner nie mieli żadnych pretensji. Wiedzieli, że w końcówce po prostu stracili kontrolę nad spotkaniem i dlatego wynik im się wymknął. Trener zapytał później o tę sporną sytuację, poklepał nas po plecach i wrócił do swoich zawodników. A piłkarze mówili dziennikarzom, że sędzia uniósł ciężar meczu. Myślę, że Szymon jest gotowy na to, by sędziować najtrudniejsze spotkania. Nawet jeśli arbiter popełni błąd, nie może tracić pewności siebie. Sytuacja z karnym miała miejsce na początku meczu, później podjęliśmy kilka trudnych, słusznych decyzji. Ale żeby nie było, że próbuję zakłamywać rzeczywistość – błąd jest błędem, nie ma sensu opowiadać teraz, że Szwedom nie należał się karny”.

Więcej TUTAJ

***

„Bitwa pokoleń”

„Dla jednych to prawdopodobnie ostatnia okazja do zdobycia medalu w dużym turnieju. Wskazówek zegara nie da się cofnąć. Drudzy mają nadzieję, że to pierwsza szansa z wielu. Dziś w Moskwie Chorwacja zagra z Anglią o finał mistrzostw świata. Piękni trzydziestoletni kontra młodzi gniewni.

Stać ich więcej niż na finał

Rodacy oszaleli na punkcie zespołu selekcjonera Zlatko Dalicia. W Chorwacji spotkania mundialu oglądane są wszędzie, nawet w najdziwniejszych miejscach, by wymienić tylko ścianę kościoła w Omišu, na której wyświetlano obraz z rzutnika podczas meczu Vatreni z Rosją. W miastach iorazi transparenty sławiące poszczególnych zawodników lub trenera, najnowszy w Varaždinie. Prezydent republiki Kolinda Grabar-Kitarović wariowała w szatni kadry po zwycięstwie w ćwierćfinale, prowadząc po pomieszczeniu za rękę Dalicia. Właściciel chorwackiej restauracji w Moskwie zapowiedział darmowe jedzenie dla szkoleniowca przez rok, byle tylko zdobył złoto. A legendarny selekcjoner, brązowy medalista z 1998 roku, Miroslav Blažević przekonywał, że obecny zespół stać na więcej niż jego, czyli finał”.

Więcej TUTAJ

***

„Rewanż za klęskę w deszczu”

„21 listopada 2007 roku to czarna data dla angielskiego futbolu. W ostatniej kolejce eliminacji mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii Anglikom do awansu wystarczył remis. Na Wembley przyjechała pewna już gry w turnieju Chorwacja. Wszystko miało przebiec bez problemów. Skończyło się jednak pamiętną porażką.

Piorunujący początek

Mecz rozgrywano w ulewnym deszczu i na grząskim boisku, co dało o sobie znać już w ósmej minucie. Niko Kranjcar strzelił z dystansu, a Scott Carson w zaledwie drugim meczu w kadrze, pozwolił piłce odbić się tuż przed nim i ta wpadła do bramki.

Anglia ruszyła do zmasowanego ataku, ale sześć minut później Chorwaci zadali drugi cios – Ivica Olić strzelił na 2:0 po pięknym podaniu Eduardo. Gospodarze byli pod ścianą”.

Więcej TUTAJ

***

„Burzliwa historia Dalicia”

„Od kilkunastu dni wjazdu do Livna, miejscowości w południowej Bośni i Hercegowinie, strzeże wielki baner z eleganckim mężczyzną unoszącym rękę w geście triumfu w jednym rogu i napisem „Livno se ponosi tobom!” w drugim. „Livno jest z ciebie dumne”. A w tle chorwacka flaga. Chlubą mieszkańców jest Zlatko Dalić, selekcjoner Hrvatskiej. 26 lat temu też bronił dostępu do rodzinnego miasta. Tyle że nie w koszuli i krawacie, ale w mundurze.

Kiedy w 1991 roku wybuchła wojna na Bałkanach, Dalić występował w środku pomocy Veležu Mostar. Był krótko po 25. urodzinach. Myślał o kopaniu piłki, nie okopów. Ale nie miał wątpliwości, gdy konflikt dotarł do granic Livna. Zameldował się w sztabie Chorwackiej Rady Obrony (HVO) i zaoferował wsparcie.

– Bo uznałem, że każdy powinien zrobić, co w jego mocy, by pomóc – wyjaśniał później”.

Więcej TUTAJ

***

„Skrzydła Chorwacji ze Splitu”

„W stolicy Dalmacji liczy się tylko Hajduk. Na ścianach ulic, zderzakach samochodów, koszulkach przechodniów widać charakterystyczny herb z biało-czerwoną szachownicą. Miejscowi chłopcy marzą, by przed wyjazdem do bogatej zagranicznej ligi wystąpić w koszulce ekipy ze stadionu Poljud. Marzył i Rebić. W ramach testów poleciał z młodzieżową drużyną na turniej do Włoch, ale po powrocie do kraju usłyszał, że się nie nadaje. Miał dość, chciał dać sobie spokój z piłką. Gdyby nie przyjaciel jego ojca, Willy Caballero z Argentyny nie wpuściłby fantastycznego uderzenia Ante w spotkaniu fazy grupowej mundialu. Niejaki Višnju Žužul polecił chłopca do mniejszego klubu – RNK Split i tam jego talent rozkwitł. I co ważne, pomocnik zrozumiał, żeby nigdy się nie poddawać.

Kiedy ostatniego dnia letniego okna transferowego w 2017 roku przedłużono wypożyczenie Chorwata do Eintrachtu Frankfurt, mógł poczuć się jak w bajce o złotowłosej i trzech niedźwiadkach. W czasie nieobecności Rebicia w jego klubowym lokum zamieszkał Luka Jović. Jego numer przejął Kevin Prince Boateng. Nawet jego fotel w autokarze został zajęty – siedział na nim Jetro Willems. Rebić nie przejął się, rozegrał jeden z najlepszych sezonów w karierze i doprowadził Eintracht do zdobycia Pucharu Niemiec. Podobno po turnieju w Rosji trafi do Bayernu”.

Więcej TUTAJ

***

„Chłopaki z sąsiedztwa”

„Trenerzy najbardziej zapamiętali strach. Bali się ciągle, ale mimo to wychodzili na boisko z dzieciakami, żeby chociaż na chwilę zapomnieć o toczącej się wojnie. Przypominali o niej żołnierze z pobliskich wzgórz, skąd spadały na murawę granaty. Wtedy chłopcy przestawali się ścigać o piłkę. Gonili, kto pierwszy do schronu. W takich warunkach na początku lat 90. na obiektach NK Zadar zaczynali dwaj bohaterowie reprezentacji Chorwacji w mistrzostwach świata w Rosji – Luka Modrić i Danijel Subašić.

Zachwycający chuderlak

Był kościsty, niski jak na swój wiek. Nie wyglądał zdrowo, choć pewnie można było to zrzucić na wojenne kłopoty z wyżywieniem. Mimo to Miodrag Paunović był nim zachwycony. Dzieciak ewidentnie miał w sobie coś wyjątkowego. Bez względu na wszystko, chłopiec przychodził na stadion. Po zakończeniu jednego z treningów szkoleniowiec nie wytrzymał.

– Zagra kiedyś w Realu Madryt – powiedział, wskazując chuderlaka. Taka deklaracja zawsze brzmi dziwnie, a jeszcze dziwniej, kiedy wokoło wybuchają bomby i dożycie jutra staje się wyzwaniem. Większa część zespołu śmiała się pod nosem. Jednak Paunović miał rację. Chłopcem był Modrić”.

Więcej TUTAJ

***

„Angielski pociąg miłości”

„Wygląda to tak: najpierw staje Jordan Henderson, za nim John Stones, a później Harry Maguire i Harry Kane. Czasem wystarczy trzech piłkarzy. Zresztą kolejność i liczba graczy nie są aż tak istotne, najważniejsze, że przy rzutach rożnych rywale głupieją, a Anglia zdobywa bramki. To jeden z wielu wariantów, jakie na mistrzostwa świata przygotował selekcjoner Gareth Southgate. Dzięki temu angielska kadra jest najlepiej wykonującą stałe fragmenty gry reprezentacją podczas mistrzostw świata.

Pytał całą noc

Southgate niczego podczas tego turnieju nie pozostawia przypadkowi. Kilkanaście miesięcy temu usiadł w gabinecie w St. George Park ze swoim sztabem szkoleniowym i policzył, że podczas poprzedniego mundialu jedenaście procent goli padło po rzutach rożnych. W przypadku Anglii wyszło zero.

Przed rosyjską imprezą ostatnim angielskim golem na wielkim turnieju po stałym fragmencie gry było trafienie Matthew Upsona podczas MŚ 2010 przeciwko Niemcom (1:4). Podczas EURO 2012, MŚ 2014 i EURO 2016 Anglicy wykonali w sumie 72 rzuty rożne i żadnego nie zamienili na gola. 47-letni selekcjoner wiedział, że musi zrobić coś, by tę statystykę znacznie poprawić. Wsiadł więc w samolot, poleciał do USA i zabrał się do pracy”.

Więcej TUTAJ

***

„Odkurzony Young”

„Kiedy pierwszy raz wystąpił w kadrze, Anglicy wciąż zastanawiali się, czy Frank Lampard i Steven Gerrard mogą grać razem w środku pola, David Beckham podkręcał piłkę z prawej strony, a akcje wykańczali Peter Crouch z Michaelem Owenem. Jedenaście lat temu Ashley Young rozpoczął przygodę z drużyną narodową, ale od tamtej pory uzbierał niecałe 40 meczów w jej koszulce. Podczas mistrzostw w Rosji został na nowo odzyskany dla reprezentacji.

Telefon do Dubaju

Nazwisko w jego przypadku jest bardzo złudne. Niby Young (ang.: młody), ale w kadrze, którą Southgate zabrał na mundial, jest najstarszy. Z tego samego 1985 roku jest jeszcze Gary Cahill, ale on urodził się w drugiej połowie grudnia. Piłkarz Manchesteru United 33 lata skończył w poniedziałek, dwa dni przed półfinałowym starciem z Chorwacją, i zapewnia, że jest jeszcze w stanie dużo dać reprezentacji. Patrząc, jak prezentuje się podczas MŚ, nie ma podstaw, by mu nie wierzyć.

Może i jest najstarszy, ale wcale nie może czuć się najbardziej doświadczony, jeśli chodzi o reprezentowanie kraju. Raheem Sterling jest dziewięć lat młodszy, a uzbierał już cztery mecze w kadrze więcej (42, Young ma 38). On oraz Gary Cahill, Phil Jones, Jordan Henderson i nawet Danny Welbeck mają już za sobą wyjazd na mundial, a Young nie. Ale podczas MŚ to oni (z wyjątkiem Hendersona) siedzą na ławce, a on gra w podstawowym składzie. Może dlatego rosyjski turniej porównuje do wspaniałych wakacji. – Na razie są piękne, a jeśli dojdziemy do finału, będą najlepsze w moim życiu – podkreśla”.

Więcej TUTAJ

***

„Ile do Juventusu wniesie Ronaldo?”

„Niemało dylematów ma Massimiliano Allegri przed nowym sezonem. Transfer Ronaldo dał mu kolejne argumenty do ręki, by stosować wymiennie różne taktyczne rozwiązania. Prawdopodobnie tak, jak w każdym sezonie pracy w Turynie, najlepszą formę będzie przygotowywać na luty i marzec, gdy rozpocznie się faza pucharowa Ligi Mistrzów. Już teraz Juventus nazywany jest kameleonem, zdolnym do zmiany koloru skóry na jedno żądanie Allegriego. 

Pierwsze przymiarki wskazują na to, że 50-letni trener będzie najczęściej wybierał między systemami 4-3-2-1, 4-3-3 a 4-2-3-1.

Do tej pory w oknie transferowym udało się Juventusowi kupić oprócz Ronaldo Joao Cancelo, Emre Cana i Mattię Perina. Z wypożyczenia do Atalanty wraca natomiast utalentowany obrońca Mattia Caldara. Teraz, by spełnić warunki finansowego Fair Play, turyńczycy muszą sprzedać kilku zawodników i pierwszymi w kolejce do odejścia są: Marko Pjaca, Daniele Rugani oraz Gonzalo Higuain. Szczególnie ten ostatni może naciskać na transfer (choć na razie jego agent o takiej ewentualności milczy), bowiem po transferze Ronaldo istnieje wariant, według którego będzie rzadziej występować w pierwszym składzie Juventusu. Ponadto w odwodzie wciąż pozostaje jeszcze Mario Mandžukić – człowiek Allegriego do zadań specjalnych”.

Więcej TUTAJ

***

„Godne pożegnanie Ronaldo”

„Cristiano Ronaldo jest najlepszym strzelcem w historii Realu Madryt – 451 bramek w 438 meczach. Zdobył 16 tytułów, w tym cztery puchary za zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Sięgnął również po cztery Złote Piłki.

Real Madryt godnie żegna swoją gwiazdę. W mediach społecznościowych pojawił się filmik, w którym "Królewscy" przypominają najważniejsze momenty Cristiano Ronaldo w Madrycie, gole, triumfy. Musicie koniecznie to zobaczyć!”.

Więcej TUTAJ 

***

„Di Natale: Fani Juve są w ekstazie”

„Czy Juve słusznie robi, wydając ponad 100 mln euro na 33-letniego piłkarza? Czy dobrze jest polegać na doświadczonym graczu znanym ze swojej indywidualności? A przede wszystkim, czy Juventus z nim w składzie wygra Ligę Mistrzów? Pytania są uzasadnione”. 

Więcej TUTAJ

***

„Zaranek: Triumf imigrantów”

„Ludzie wiedzieli jedno – wszyscy mieli w rękach broń, więc trzeba uciekać. Może z tego stresu Therese zaczęła rodzić w łodzi. Wcześniej wybrała dla syna imię Antonio, ale urodził się na rzece, więc dodała jeszcze Rio. 30 lat później w Brazylii Rio Mavuba (w paszporcie jako miejsce urodzenia wpisane ma: „na morzu”) zagrał w mistrzostwach świata. Obok niego: Lloris, Varane, Griezmann, Matuidi, Pogba, Giroud. Ci wszyscy, którzy teraz walczą w Rosji o medale.

Therese (Angolanka) i Mafuila (Kongijczyk) nie mieli wpływu na to, jaki kraj będzie reprezentował ich syn. Zmarli, gdy miał 14 lat. Rio wybrał Francję, swoją nową ojczyznę, która przyjęła uciekinierów. Wilfried i Fayza nie mieli żalu, że Kylian nie gra dla Kamerunu czy Algierii. Dziś są dumni, że Mbappe jest idolem francuskich kibiców. Ku irytacji skrajnie prawicowego polityka Jeana-Marie Le Pena, który stwierdził, że „rekrutowanie obcokrajowców i nazywanie ich narodową reprezentacją Francji jest obrazą dla Narodu”, obecny skład drużyny Didiera Deschampsa składa się w 78,3 procentach z piłkarzy urodzonych za granicami Francji lub potomków obcokrajowców. Aż 14 z 23 zawodników ma afrykańskie korzenie”.

Więcej TUTAJ

***

„Śląsk chce się pozbyć Vacka”

„Wraz z przyjazdem Irańczyka Farshada Ahmadzadeha Śląsk zakończył transfery do klubu (chyba że do końca sierpnia trafi się jakaś niezwykła okazja), ale do załatwienia są jeszcze dwa transfery „wychodzące”. Klub chce się pozbyć zwłaszcza Kamila Vacka, któremu, mimo słabego sezonu 2017/18, zgodnie z podpisanym rok temu kontraktem należy się podwyżka. Teraz jego pobory będą wynosiły około 70 tys. złotych miesięcznie. 

Vacek pojechał niedawno nawet na obóz ze Śląskiem do Trzebnicy, ale jego sytuacja jest klarowna: zrobiono po to, by podtrzymać jego dyspozycję motoryczną i zwiększyć dzięki temu szanse, że znajdzie innego pracodawcę. Wymowna była prezentacja i przyjazd na trwające już w Trzebnicy zgrupowanie wspomnianego Ahmadzadeha. Dostał koszulkę z numerem dziesięć, choć poprzednia „dycha”, czyli Vacek, jeszcze trenowała z pierwszą drużyną”. 

Więcej TUTAJ

 

„SPORT”

„Obie strony są winne sytuacji Wisły Kraków”

„Krakowski klub jest o krok od przenosin na inny stadion. Wisła nie ma pieniędzy, by uregulować wymagany dług wobec miasta (potrzeba jeszcze 3,9 miliona złotych). Wedle naszych informacji, wszystko wskazuje na to, że krakowska drużyna rozpocznie sezon na stadionie w Tychach.

Do obecnej sytuacji doprowadziło zadłużenie wobec Miasta, które w dużej części powstało jeszcze za kadencji Bogusława Cupiała. Inna sprawa, że aktualne władze klubu nie zdołały doprowadzić do poprawy sytuacji, a tylko patrzyli, gdy dług rośnie. W końcu urzędnicy się zbuntowali. Wiceprezydent Katarzyna Król po raz kolejny podkreśliła wczoraj, że bez spłaty wymaganej części długu, dalsza współpraca jest niemożliwa.

We wtorek, przy okazji posiedzenia Komisji Budżetowej, doszło do spotkania z przedstawicielami Wisły (dyrektor wykonawczy Danielem Gołdą i Piotrem Kobasem). Rozmowa przebiegała w toksycznej atmosferze. W ciasnej salce na poddaszu magistratu z minuty na minutę robiło się coraz bardziej duszno”.

Więcej TUTAJ

***

„Ryczkowski pasuje do filozofii Brosza”

„Przygoda z piłką Ryczkowskiego od wielu lat związana była z warszawskimi klubami Polonią i Legią, ale mimo debiutu w elicie, utalentowany pomocnik szanse na prawdziwe granie otrzymał dopiero na zapleczu ekstraklasy. Wiosnę 2017 roku piłkarz spędził w Wigrach, a cały poprzedni sezon w Chojniczance. Tam pokazał się ze świetnej strony, zagrał w 30 meczach i zdobył 8 bramek.

Nic dziwnego, że dla trenera Marcina Brosza, szukającego młodych zawodników, częstokroć w niższych ligach, stał się ciekawym celem. – Doskonale wiem, jakim klubem jest Górnik, ale też jaką politykę transferową preferuje trener Marcin Brosz. Oglądałem zabrzan w poprzednim sezonie, podobała mi się ich gra. Wielu chłopaków się rozwinęło i pokazało. Gdy przyszła oferta z Górnika to tylko chwilę się zastanawiałem, po czym zdecydowałem się dołączyć do śląskiej drużyny – mówi nam Adam Ryczkowski”.

Więcej TUTAJ

***

„Steczyk: Chcę zastąpić Lewego w Bundeslidze”

„Dominik Steczyk – dla polskiego kibica postać chyba wciąż mocno anonimowa. Owszem, od kilku lat jest reprezentantem Polski w kategoriach juniorskich, ale ruszył w piłkarski świat już jako 15-latek. BVB, VfL Bochum, no i teraz – od kilku tygodni, kiedy to podpisał dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia o kolejne dwa lata – FC Nuernberg – oto jego „droga po sławę” na niemieckich boiskach. Bo nie da się ukryć, że dziś wychowanek „Żaczka” Katowice (a później – akademii piłkarskiej Młoda GieKSa) mówi z dużą pewnością siebie. – Marzy mi się, żeby w Bundeslidze zastąpić… Roberta Lewandowskiego.

Kiedy rozmawialiśmy parę miesięcy temu, aktualny był temat pańskich przenosin z Bochum do Borussii Moenchengladbach. Skąd więc nagle Norymberga?

Dominik STECZYK: – Możliwości było kilka, nie tylko Borussia MG, ale też Arminia, Borussia Dortmund oraz Twente Enschede w Holandii. Liga sprzyjająca młodzieży, wielki klub, , ale… akurat spadł. A mnie występy w II lidze nie pasowały. Ludziom z Norymbergi zaś wpadłem w oko podczas sparingu Bochum z Hoffenheim. Musieli mnie zresztą obserwować wcześniej, bo zaraz po meczu skontaktowali się z moim trenerem oraz menedżerem. Pojechałem na rozmowy, dograliśmy szczegóły i… jestem.

Pobyt w Bochum – i warunki rozwoju – bardzo pan sobie przez długi czas chwalił. Skąd pomysł zmiany?

Dominik STECZYK: – W Bochum dostawałem szansę treningów z pierwszym zespołem, ale wiedziałem, że tam jestem i będę co najwyżej trzecim napastnikiem, z niewielką szansą na granie. Poza tym VfL nie ma zespołu U-23, a w Norymberdze taki jest. Jeśli nie uda się od razu przebić do pierwszej drużyny seniorów, mogę się w nim ogrywać.

W FCN konkurencja na pewno nie będzie mniejsza…

Dominik STECZYK: – Wiem wiem. Mikael Ishak to jeden z najlepszych napastników 2. Bundesligi w ubiegłym sezonie. Ale… nie mam nic do stracenia. Idę po swoje, by pokazać, że jestem lepszy! Przede mną decydujący okres – albo się przebiję i zaistnieję, albo… Nie; na razie nie biorę pod uwagę tego, że może mi się nie udać”.

Więcej TUTAJ

***

„Brede: Drużyna jest w przebudowie”

„Jakub KUBIELAS: W trakcie sparingu z Piastem Gliwice kilka razy był widoczny problem w organizacji waszej gry. Czasami dziury w środku pola były zatrważająco duże…

Krzysztof BREDE: – Na pewno, a szczególnie w drugiej połowie, było to widoczne. W pierwszej odsłonie wprawdzie straciliśmy dwa gole, ale po bardziej po prostych błędach. W drugiej odsłonie organizacji gry się posypała. Środek pola przegraliśmy w tym spotkaniu zdecydowanie. Szczególnie po tym, jak dokonaliśmy dwóch zmian. Rywalizacja trwa. W każdym sparingu coś się dla mnie rozjaśnia, czyli to, na kogo będę mógł liczyć od początku, a kto będzie musiał walczyć o miejsce w składzie. Po to są gry kontrolne, abyśmy wszystko mogli zaobserwować. Widzimy wszystkie błędy i je analizujemy. Musimy być o to mądrzejsi.

Obserwując w drugiej połowie konfrontacji z Piastem, Roberto „Chopi” Gandarę można było odnieść wrażenie, że porusza się po boisku wręcz… dostojnie.

Krzysztof BREDE: – To jest subiektywna ocena, którą każdy może wydać. Analizowaliśmy jego osobę wraz z całym pionem sportowym. Wiemy, na co tego zawodnika stać. To na pewno piłkarz, który może nam pomóc. Musimy pamiętać, że pozyskaliśmy Roberto niedawno, a zawodnik był po okresie urlopowym, czyli nie trenował z nami od początku. W Hiszpanii przerwa między rundami trwa dłużej. U nas trwała przecież zaledwie dwa tygodnie. Dlatego utrata formy fizycznej jest zdecydowanie mniejsza. Nasz nowy zawodnik miał aż cztery tygodnie przerwy. Dlatego zdajemy sobie z tego sprawę, że musimy go przygotować do rozgrywek, a wiemy, że czasu nie mamy zbyt wiele. Niektórzy nasi piłkarze mają już za sobą ponad 20 jednostek treningowych, a niektórzy zaliczyli ich dużo mniej, jak właśnie Roberto. Nadrobienie zaległości nie jest łatwe, ale mamy jeszcze dwa tygodnie i zrobimy wszystko, aby być jak najlepiej przygotowanym do rozgrywek. Nawet po sparingach zawodnicy „dorabiają” pracę, którą mają do wykonania. Wszystkim wydaje się, że to jest łatwe, a to nieprawda. Bo nie wszyscy zawodnicy zaczynają z tego samego poziomu. Nasza w tym głowa, aby doprowadzić to do porządku.

Z czym pan się zmierzył, a może zderzył, przychodząc do Podbeskidzia?

Krzysztof BREDE: – Podbeskidzie było w zeszłym sezonie zespołem dobrze zorganizowanym w niskiej obronie. Traciło mało bramek i to nie była zła drużyna, ale taka mająca solidnych piłkarzy. Moje spostrzeżenie na piłkę jest jednak nieco inne, dlatego chciałbym przeorganizować sposób gry Podbeskidzia na bardziej ofensywny. Nad tym pracujemy. Zresztą w klubie zachodzą zmiany i na pewno pozytywnie zaskoczyło mnie zaangażowanie wszystkich ludzi. Na wszystko potrzeba jednak czasu. Każdego dnia się zderzamy z jego deficytem i to jest spory problem. Martwi mnie, że przeorganizowanie tego wszystkiego sporo zajmuje. Ale pracujemy bardzo intensywnie”.

Więcej TUTAJ

***

„Rewolucja kadrowa w Bytomiu”

„To pokłosie nieudanych spotkań barażowych z Ruchem Radzionków o awans do trzeciej ligi. W nowym sezonie niebiesko-czerwonych prowadzić będzie Marcin Domagała, który zastąpił na stanowisku Jacka Trzeciaka. Pracę w Bytomiu zakończył też jego asystent Aleksander Mużyłowski, a nowym dyrektorem sportowym został Zbigniew Cieńciała.

Domagała od października 2017 roku prowadził IV ligowy GKS Gwarek Ornontowice, który rozgrywki Haiz IV ligi grupy pierwszej zakończył na 9. miejscu. W przeszłości 42-letni trener pracował dla gliwickiego Piasta prowadząc drużyny juniorów oraz zespół w Centralnej Lidze Juniorów. W sezonie 2014/15 szkolił rezerwy Piasta, która toczyła boje z naszą drużyną w rozgrywkach trzeciej ligi śląskiej. Był też w Piaście asystentem trenera Dariusza Wdowczyka. Domagała związał się z Polonią roczną umową z opcją przedłużenia”.

Więcej TUTAJ

 

"GAZETA WYBORCZA”

„Zabrać piłkę do domu”

„Napięcie rośnie, ale też mundial już smutnieje, pustoszeje, gaśnie. Raczej bywa, niż jest. Z moskiewskich ulic zniknął rozkołysany tłum śpiewający wszystkimi językami świata, a fani angielscy i chorwaccy dopiero spłyną, w przededniu półfinału błąkali się pojedynczy.

Zdążą jednak na pewno – moskiewską metropolię obsługują trzy lotniska, jedno rozleglejsze od drugiego, nie będzie jak w Kijowie, gdy posiadający bilety kibice Liverpoolu i Realu Madryt nie dotarli na finał Ligi Mistrzów, bo nie było jak przyjąć dodatkowych samolotów. Poza tym medal mundialu to sprawa narodowa, dalece ważniejsza niż rozgrywki między klubami, które nie reprezentują nawet całego swojego miasta. Podpytałem przypadkowych moskwian – zasadniczo nie mają, pojęcia, kto wygrał Champions League, ale Niemców jako ustępujących mistrzów świata wskazują często bez sekundy zawahania.

Kijów, Moskwa. Gdy futbol wychylił się na wschód Europy, to wyspiarzom zaczęło wychodzić. Wywołał sensację Liverpool, gdy pojawił się w finale LM (angielskiego klubu nie widywano tam od 2012 r.), zdumiewa Anglia, która półfinału MŚ nie zaznała od 1990 r. Kto by zimą pomyślał, że niejaki Jordan Henderson, piłkarz niezbyt poważnie traktowany nawet przez rodaków, będzie na początku lipca jedynym obok dostojnego rozgrywającego Luki Modricia oraz obrońcy Raphaëla Varane’a (obaj wielokrotnie dekorowani w Madrycie) z poważną szansą na występ w obu najważniejszych meczach roku? W finale Champions League już zagrał...”.

Więcej TUTAJ

***

„Jemu mundial nie jest straszny”

„Zatrzymał dwa kolumbijskie rzuty karne w 1/8 finału i wyspiarze awansowali, choć każde dziecko wie, że w karnych przegrywają zawsze, według statystyk wykonują je w imprezach mistrzowskich najgorzej na świecie. Efektownie interweniował po strzałach Marcusa Berga i Viktora Claessona w ćwierćfinale, a nawet dziecko wie – starsi żyją legendą złota sprzed 52 lat – że na tym etapie Anglia odpada, nierzadko z powodu golkipera niedorajdy.

W 2002 r. niżej podpisany pierwszy raz w życiu widział w strefie wywiadów załzawionego bramkarza. David Seaman był bliski histerii, bo przed chwilą pozwolił wrzucić sobie piłkę „za kołnierz” i Anglia uległa Brazylii 1:2. Piłkę kopnął wprawdzie genialny Ronaldinho, ale przelobował golkipera kilkudziesięciometrowym przerzutem. Gapiostwo Seamana było ewidentne. Bramkarz szlochał, stłoczeni dziennikarze go wyzywali. Rozjuszeni tym bardziej, że wcześniej ogłaszali narodziny „złotego pokolenia”.

Scenka ekstremalna, a za nią kryją się dziesiątki pomniejszych rozczarowań – jak upadek Joe Harta, kolejnego pasowanego na następcę mitycznego Gordona Banksa, skreślonego najpierw przez trenera Pepa Guardiolę w Manchesterze City, następnie wydalonego na wypożyczenie do Torino, potem do West Hamu, aż wreszcie usuniętego z reprezentacji Anglii. I selekcjoner musiał wybrać następcę z grona, który wydawało się słabsze niż kiedykolwiek. Powołał zdegradowanego do drugiej ligi Jacka Butlanda, miał Nicka Hope’a wstawionego między słupki Burnley tylko dzięki kontuzji konkurenta, wyniósł ponad obu stosunkowo najwyżej cenionego Pickforda. Też spod poziomu Ligi Mistrzów, zatrudnionego w Evertonie”.

Więcej TUTAJ

***

„Wisła blisko opuszczenia Krakowa”

„Tyle że coraz więcej wskazuje na to, że nie na stadionie przy ul. Reymonta. Start ligi zbliża się bowiem wielkimi krokami, a na linii klub – miasto trwa pat. Niczego nie zmieniło wtorkowe posiedzenie komisji budżetowej, na które zaproszeni zostali przedstawiciele klubu. Urzędnicy przekonują, że nowej umowy nie będzie, jeśli Wisła nie spłaci 3,9 mln zł długu wobec Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. – Nie mamy takich pieniędzy – rozkładają ręce działacze.

Na posiedzeniu komisji zabrakło zarządu Wisły, w jego imieniu występował Gołda. Radni usłyszeli jednak przede wszystkim stanowisko magistratu i miejskich spółek, którym klub zalega 7,5 miliona zł. – Podpisanie nowej umowy na wynajem stadionu mogłoby zostać uznane za niegospodarność i być ścigane przepisami kodeksu karnego – zaznaczyła wiceprezydent Katarzyna Król. – Straszenie słowami o tym, że Wisła może spaść do IV ligi... Może i taka sytuacja będzie miała miejsce, ale jeśli tak, to na życzenie klubu”.

Więcej TUTAJ

 

"RZECZPOSPOLITA”

„Szczepłek: Mieć swojego Chorwata”

„Dopóki istniała Jugosławia, nie odróżnialiśmy Chorwata od Serba i Macedończyka od Bośniaka. Wszyscy byli „Jugosłowianami". Rozpad kraju wszystko zmienił.

Ze wszystkich republik Jugosławii Chorwacja jest chyba nam najbliższa. Na plaże Dalmacji można dojechać w jeden dzień, w okolicach Splitu, na Hvarze i setkach innych miejsc nad Adriatykiem jest po prostu miło.

Z tego, że przywódca Jugosławii Józef Broz-Tito poróżnił się ze Stalinem i otworzył drzwi na Zachód, skorzystali piłkarze. Polacy, Czesi, Węgrzy, Rumuni, Bułgarzy, mimo że dostawali propozycje gry w klubach zachodnich, musieli pozostać w swoich Legiach, Górnikach, Duklach, Honvedach, Dinamach czy Lewskich. W tym czasie Chorwaci i Serbowie grali już we Francji, w Belgii, Austrii lub Bundeslidze”. 

Więcej TUTAJ

***

„Łzy, które przeszły do historii”

„W roku 1990 reprezentacja Anglii zagrała w półfinale mistrzostw świata. I choć Italia 1990 to nie był dobry mundial, dla Anglików pozostał najpiękniejszy po pamiętnym triumfie z lata 1966. Aż do dziś, gdy zawodnicy Garetha Southgate'a idą w Rosji śladami Gary'ego Linekera, Petera Shiltona Johna Barnesa czy Davida Platta.

„Chciałbym być teraz w domu, w Anglii, bo słyszałem, że ludzie tańczą na ulicach" – mówił trener Bobby Robson po wygranej 3:2 z Kamerunem w ćwierćfinale. Anglicy przegrywali 1:2, ale po dwóch golach Linekera z rzutów karnych wygrali po dogrywce. Tym samym stało się jasne, że 4 lipca w Turynie to oni staną do walki o finał z Niemcami. Jasne też się stało, że Robson dostanie jeszcze dwa mecze na pożegnanie się z kibicami: półfinał z RFN i finał lub mecz o trzecie miejsce”.

Więcej TUTAJ

 

"FAKT”

„Czekamy na nową Arkę”

„W Arce latem doszło do sporej rewolucji kadrowej. Z Arki odeszło kilkunastu piłkarzy, w tym Michał Marcjanik (24 l.), Mateusz Szwoch (25 l.), Marcin Warcholak (27 l.). Pojawili się nowi zawodnicy, których do Gdyni ściągnął za sobą trener Zbigniew Smółka (46 l.).

Można powiedzieć, że obecna Arka to jego autorski pomysł. Trener ma określony plan na zespół, dlatego potrzebował konkretnych wykonawców, stąd transfery Aleksandyra Kolewa (26 l.), Nabila Aankoura (24 l.), czy Gorana Cvijanovicia (32 l.). - Goran to piłkarz o dużych umiejętnościach. Nabila dobrze znam, też da nam określoną jakość. Nie ukrywam, że to piłkarz, którego potrzebowałem - mówi Smółka”.

Więcej TUTAJ

***

„Chorwackie media nie doceniają Kane’a”

„W jednym z chorwackich tabloidów ukazał się artykuł, w którym Kane zostaje opisany jako „napastnik wolniejszy niż wąż”. Dziennikarz wyraża zdziwienie, że tak dobrze idzie mu w Rosji i przypomina mecz młodzieżówek Anglii i Chorwacji sprzed czterech lat, w którym Kane należał do najgorszych zawodników na boisku. 

„Nie wiedział, co zrobić z piłką. Przyjmował ją na klatkę piersiową, przegrywał pojedynek i po chwili leżał na ziemi. Był bezużyteczny dla swojego zespołu, nie wiadomo było, co robił na boisku. Ten wielki Anglik wyróżnia się tylko wzrostem, może się wydawać gorszą wersją Petera Croucha – napastnika, który też grał kiedyś w reprezentacji Anglii, ale nie potrafił zbyt wiele” – czytamy w tekście”.

Więcej TUTAJ

 

"SUPER EXPRESS”

„Wisła nadal nie ma gdzie grać”

„Wisła Kraków od paru lat zmaga się z problemami finansowymi, ale jeszcze do niedawna klubowi udawało się wiązać koniec z końcem. Teraz jednak problem stał się naprawdę poważny przez... stadion przy Reymonta. Jest on własnością miasta, wobec którego "Biała Gwiazda" ma spore długi. Jeszcze nie tak dawno zaległości wynosiły 6,5 mln złotych.

W związku z tym miasto zdecydowało się nie przedłużać umowy najmu obiektu. W ten właśnie sposób Wisła została bez stadionu, ale wydawało się, że szybko uda się ten problem rozwiązać. Klub częściowo spłacił zadłużenie, bo oddał wszystkie pieniądze otrzymane od Legii Warszawa za transfer Carlitosa, ale zaległości wciąż wynoszą 3,9 mln złotych”.

Więc TUTAJ

***

„Bjelica: Pokonamy Anglików 1:0”

„Super Express”: - Jak pan ocenia szanse Chorwacji w starciu z Anglią? 

Nenad Bjelica: - Mecz bez faworyta. Może Anglicy mają leciutką przewagę w aspekcie fizycznym, bo dość łatwo dostali się do półfinału, a my dwa ostatnie mecze kończyliśmy karnymi, ale mam nadzieję, że chorwaccy piłkarze zdołają odzyskać świeżość. Stawiam, że wygramy 1:0 po golu Ante Rebicia. Bo to, że Modrić, Rakitić, Subasić czy Mandżukić grają bardzo dobrze nie jest żadnym zaskoczeniem. Grają tak jak w klubach, gdzie co sezon biją się o tytuły i puchary. Natomiast dla mnie chorwackim odkryciem jest właśnie Rebić. Dlatego życzę mu zwycięskiego gola.

- To najlepsza reprezentacja w historii waszego kraju?

- Od 20 lat, czyli mundialu w 1998, nie zaszliśmy na wielkiej imprezie tak daleko jak w Rosji. Ta kadra jest tylko o krok od tego, aby zostać najlepszą w naszej historii, bo występ w finale dałby jej takie prawo z automatu. Ale proszę zwrócić uwagę w jakich klubach grają nasi piłkarze. Real Madryt, Barcelona, Inter, Liverpool, Juventus, Atletico Madryt. Nie ma przypadku w tym sukcesie. Mamy piłkarzy po prostu przyzwyczajonych, że walczą o najważniejsze trofea w Europie i na świecie.

- Gdybyście zostali mistrzami świata, to w Chorwacji zapanowałoby pewnie szaleństwo…

- Chorwacja już oszalała! Od dawna cały kraj nie był tak podekscytowany jak teraz. To wyjątkowy moment dla nas, a jest duża szansa, że może być jeszcze piękniej”.

Więcej TUTAJ

***

„Kuszczak: Pickford musi wznieść się na wyżyny”

"Super Express": - Jak oceniasz występ Anglii na mundialu?

Tomasz Kuszczak (36 l.): - Bardzo pozytywnie. Przed każdym turniejem wyspiarze wymieniani są w grupie faworytów. Tyle że w poprzednich latach nie mogli sprostać oczekiwaniom. Zawodzili. Teraz to się zmieniło, przełamali się i jest sukces w postaci awansu do półfinału. Ale myślę, że to jeszcze nie koniec z ich strony.

- Co takiego się zmieniło, że Anglia zaszła tak daleko?

- Anglicy zawsze mieli indywidualności. Jednak brakowało jedności. Teraz jest zespół. Trener Gareth Southgate zrobił coś, co nie udawało się jego poprzednikom. Wiesz, co mi się podoba u Anglików? Nikt nie patrzy na siebie, nikt nie gra pod siebie. Dobro drużyny najważniejsze. To klucz ich sukcesu. I za to selekcjonerowi należą się brawa.

- Niektórzy wytykają Anglikom, że grają wyrachowany futbol. Mają rację?

- Nie zgadzam się z tą opinią. Nie ma typowej angielskiej piłki. Widzę, że obrońcy "klepią" od tyłu, mądrze wyprowadzają piłkę. Cierpliwie budują akcje. Wszystko na dużym spokoju. Kluczowy był dla nich mecz z Kolumbią w 1/8 finału. Nie dali się sprowokować, nie było z ich strony arogancji. Myślę, że to zwycięstwo dało im pewność siebie, że mogą w Rosji wiele zdziałać. Szwecja w ćwierćfinale to był idealny zespół pod nich”.

Więcej TUTAJ

***

„Ile kosztował Ronaldo?”

„O transferze Cristiano Ronaldo do Juventusu Turyn mówiło się od dobrych kilku, czy nawet kilkunastu dni, ale początkowo trudno było w te doniesienia uwierzyć. Ostatecznie jednak przenosiny Portugalczyka do mistrza Włoch stały się faktem, a w środowe popołudnie oficjalnie potwierdził to hiszpański klub na swojej stronie internetowej.

Z komunikatu wynika, że Real na prośbę Ronaldo wyraził zgodę na jego transfer do "Starej Damy". Umowa piłkarza z mistrzem Włoch nie została jeszcze podpisana, bo ten przebywa obecnie w Grecji na wczasach. Ale wygląda na to, że parafowanie kontraktu to jedynie kwestia dni”.

Więcej TUTAJ

***

„Ile będzie zarabiał Ronaldo?”

„Wreszcie stało się! Po kilku dniach nieprawdopodobnie brzmiących plotek i medialnych doniesień Real Madryt potwierdził oficjalnie, że Cristiano Ronaldo zmienia klub. W kolejnym sezonie Portugalczyk nie będzie już grał dla "Królewskich", a przeniesie się do Juventusu Turyn, czyli mistrza Włoch.

CR7 w Madrycie występował przez dziewięć lat. W tym czasie wywalczył tu m.in. cztery puchary Ligi Mistrzów, ale najwyraźniej potrzebował nowych wyzwań w innym klubie. Te mają mu zapewnić występu w Juventusie. Z kolei sprowadzenie takiego piłkarza przez włoski klub to jasny sygnał, że w Turynie liczą wreszcie na zwycięstwo w Champions League”.

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE