var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: Czarni Pawłosiów

Kilka godzin na granicy, 200 zł za mecz i 63 gole w sezonie. Taras Bałabuch, czyli (być może) najlepszy strzelec polskich lig

Autor: Mateusz Sokołowski
2018-07-15 14:00:17

Są piłkarze, dla których rekordy strzeleckie oznaczają gole w najlepszych ligach na świecie i wyścig o Złotego Buta. Są też tacy, którzy co tydzień spędzają kilka godzin w drodze i kilka kolejnych na przejściu granicznym, by rozegrać mecz na siódmym poziomie polskich rozgrywek i tam demolować rywali, pakując im hurtowe ilości goli. Sześć w jednym meczu? Nie ma problemu. Siedem? Też da się zrobić. Poznajcie Tarasa Bałabucha, który poprzedni sezon zakończył z 63 bramkami w A-klasie.

Jeśli mecz ma być późnym popołudniem, z domu trzeba wyjechać rano. To tylko 80 kilometrów, ale po drodze jest jeszcze przejście graniczne. Po meczu to samo - samochód, oczekiwanie na granicy i do domu. Taką drogę co weekend pokonuje 27-letni Bałabuch, który od trzech lat jest zawodnikiem Czarnych Pawłosiów (A-klasa, okręg: Jarosław). Ciężko to zweryfikować, ale istnieje duża szansa, że to najskuteczniejszy (a na pewno jeden z najskuteczniejszych) piłkarz, biorąc pod uwagę wszystkie seniorskie rozgrywki w Polsce.

Skąd wziął się w klubie ze wsi liczącej niespełna 2000 mieszkańców? Pytamy Romana Wawrzynkiewicza, trenera Czarnych. - Jego brat grał w Jankowicach. Ich prezes zadzwonił do nas i powiedział, że ma drugiego, ale wiadomo, że dwóch nie może grać. I że jeśli chcemy, to nam go odstąpi. Przyjechał na jeden trening, bo musiałem zobaczyć, czy coś potrafi. Dawał sobie radę, więc dogadaliśmy się i przyszedł do Pawłosiowa. Przyjeżdża do nas tylko na mecze. Nie ma innej możliwości, bo u siebie ma pracę.

Na takich zasadach funkcjonuje wielu Ukraińców grających w niższych ligach na Podkarpaciu. Żyją u siebie, tu przyjeżdżają na mecze. Powód jest prosty - pieniądze. Za jeden mecz można zarobić nawet do 200 złotych. Średnia pensja na Ukrainie wynosi w przeliczeniu niewiele ponad 1200 złotych. W praktyce za cztery mecze w miesiącu zawodnik z Ukrainy może nawet zarobić więcej, niż zarabia u siebie za miesięczną pracę przez pięć dni w tygodniu.

Na Podkarpaciu grają też dwaj bracia Tarasa. 22-letni Oleg w Tęczy Jankowice w B-klasie. Też jest napastnikiem, ale strzela mniej. W ostatnim sezonie zdobył "tylko" 25 bramek. 26-letni Mikołaj jest środkowym pomocnikiem i gra najwyżej, bo w lidze okręgowej w klubie Gwiazda Wielkie Oczy.


Tabela A-klasy (grupa: Jarosław) za sezon 2017/18. Źródło: 90minut.pl

122 gole strzelili Czarni w ostatnim sezonie. Aż 63 z nich to dzieło Bałabucha. Najbardziej dał się we znaki drużynie Dębu Dąbkowice, której w rundzie wiosennej wpakował 7 bramek (jak sam twierdzi, to jego życiowy rekord). Z kolei mecze z Orkanem Zapałów (jesienią) i KS Pro Wietlin (wiosną) kończył z podwójnymi hat-trickami, czyli sześcioma bramkami na koncie. A propos hat-tricków - w meczu z Orkanem do strzelenia trzech goli wystarczyło mu dziesięć minut.


Fot. Czarni Pawłosiów. Taras Bałabuch drugi od prawej w dolnym rzędzie.

Za dogrywanie piłek Ukraińcowi odpowiedzialni są m.in. żołnierze, pracownik sklepu czy… ksiądz. Zawodnik Czarnych, Tomasz Garbowski, jest na co dzień wikariuszem parafii w Pawłosiowie.

***

Porozmawialiśmy z Tarasem.

Co robisz na co dzień na Ukrainie?
Pracuję na we Lwowie przy ocieplaniu budynków. Mieszkam w Nowojaworowsku, 30 kilometrów od Lwowa. Tam trenuję z drużyną. To poziom taki jak u was czwarta liga. Poziom jest lepszy niż w Polsce, w takiej A-klasie można sobie grać i strzelać. Do Polski jeżdżę tylko w weekendy na mecze. Jeśli miałbym jechać na trening, musiałbym nie iść do pracy.

Przyjeżdżałeś do Polski, zanim zacząłeś grać w Czarnych?
Kiedyś przez rok jeździłem do pracy do Warszawy. Przyjeżdżałem na dwa czy trzy miesiące, przez rok. Pracowałem przy remontach mieszkań.

Jak organizujesz sobie dzień meczowy?
Muszę wyjechać rano, żeby zdążyć na wieczorny mecz. Jeśli mecz jest o godzinie 17 albo 18, to ja wyjeżdżam z domu już o 10 rano. Na granicy trzeba czasami stać po kilka godzin. Nie ma na to reguły, może być różnie. Raz przejedziesz w pół godziny, raz stoisz pięć godzin. Rano są mniejsze kolejki, a popołudniu już zazwyczaj duże. Ale nigdy się nie spóźniłem. Wolę wyjechać wcześniej i poczekać nawet te dwie czy trzy godziny już na miejscu, niż się spóźnić.

Jeździsz sam?
Zbieramy się ze znajomymi z innych drużyn i jeździmy w pięć albo sześć osób, na dwa samochody.

Jeśli mecz jest o 17, o której godzinie jesteś z powrotem w domu?
Czasami nawet o pierwszej w nocy, jak na granicy jest kolejka.

***

Roman Wawrzynkiewicz (trener Czarnych): - Przyznam, że na A-klasę to zawodnik średniej klasy. Gra na czubie, czeka na piłkę i strzela. Inni zawodnicy wypracowują mu sytuacje. Na przykład taki Radek Wańkowicz. On się wróci, przejmie piłkę, wygra jeden na jednego i mu dogra, a Taras kończy. Jego mocne strony to na pewno stałe fragmenty gry. Z rzutu karnego nie pomylił się ani razu. Rzuty wolne też strzela perfekcyjnie, to trzeba przyznać. 

Nie przeszkadza panu, że nie może pan mieć go na treningach?
Przeszkadza, ale skąd weźmiemy ludzi? Nie ma młodzieży, żeby coś wychować, a to co lepsze pojechało za chlebem za granicę, bo z piłki żyć nie będzie.

***

Taras, jakie są twoje najmocniejsze strony na boisku?
Technika, dobrze gram głową. Mam 174 centymetry wzrostu, ale to mi nie przeszkadza, głową też strzelam gole.

Rywale grają przeciwko tobie bardzo agresywnie?
Trener zawsze mówi mi przed meczem, że dziś będzie z tobą dwóch, mogą kopać po nogach. Nie boję się tego, gram swoje. Graliśmy z Węgierką i przed meczem mówili "kopać go po nogach". Jeden kopnął mnie w kolano. Karetką zabrali mnie do szpitala. Kolano było stłuczone, więc nie zakładali mi gipsu i od razu wypuścili.

W pierwszym sezonie w Polsce strzeliłeś 21 goli, w drugim - 36, teraz aż 63. Nie pojawiły się propozycje z wyższych lig?
Kiedyś, jak byłem jeszcze juniorem i grałem na Ukrainie, miałem propozycje z Zorii Ługańsk i FK Tarnopol z drugiej ligi. W Polsce Start Pruchnik z piątej ligi (liga okręgowa, poziom wyżej niż Czarni - przyp. aut.) chciał, żebym do nich szedł. Ale tam musiałbym trenować. To byłoby dla mnie niewygodne, bo pracuję i na pewno nie dałbym rady.

A gdyby przyszła oferta - powiedzmy - z trzeciej ligi?
Nie wiem. Na Ukrainie jest praca, moja żona też ma pracę. Nie pojedzie ze mną do Polski. Mam też córkę, sześć lat, od września idzie do szkoły. Naprawdę nie wiem. Teraz nie muszę przyjeżdżać na treningi. W nowym sezonie będę dalej grał w Pawłosiowie, chcę awansować. Trzeba walczyć o okręgówkę.

 

 

 


KOMENTARZE