var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: AS Roma Esports

ESPORT. Damian „damie” Augustyniak dla 2x45: Mogę już powiedzieć, że jestem jednym z najlepszych graczy na świecie

Autor: rozmawiał Krystian Juźwiak
2018-07-26 14:00:07

Wielkimi krokami zbliżają się mistrzostwa świata w FIFĘ (początek 5 sierpnia). Podczas zawodów rozgrywanych w Londynie Polskę będzie reprezentował Damian „damie” Augustyniak. W rozmowie z 2x45 „damie” zdradził kulisy transferu do AS Roma/Fnatic. Opowiedział o swoich początkach z FIFĄ, emigracji, a także o niedoszłej karierze w GKS-ie Bełchatów.

Krystian Juźwiak (2x45.info): - Ile zabrakło, żebyś zamiast po wirtualnej murawie biegał po tej przy ul. Sportowej 3 w Bełchatowie?
Damian „damie” Augustyniak (AS Roma/Fnatic):
- Szczerze? Nawet nie było blisko. Ostatni poziom, na jakim występowałem w GKS-ie Bełchatów, to był junior starszy. Pewnie mógłbym to ciągnąć dalej, ale zwyczajnie zabrakło mi motywacji. Doszedłbym do rezerw GKS-u, a potem kto wie, co by się wydarzyło... No ale brakowało mi samozaparcia. W pewnym momencie stwierdziłem, że po prostu nie ma sensu brnąć w to dalej i zacząłem szukać czegoś innego.

- Ten brak motywacji przyszedł nagle?
- Tata był piłkarzem i przez to ja też chciałem nim być. Trenowałem piłkę nożną odkąd pamiętam. Były momenty lepsze i gorsze. Ale w końcu z tego zrezygnowałem... To chyba można nazwać wypaleniem.


Źródło: archiwum prywatne

- Jak zaczęły się Twoje początki z FIFĄ?
- W FIFĘ13 po prostu grałem. Byłem wtedy jeszcze piłkarzem GKS-u Bełchatów, a wirtualna piłka to po prostu fajna zabawa. Profesjonalne granie przyszło z FIFĄ17. Ta edycja bardzo mi się podobała i w końcu powiedziałem sobie, że warto wskoczyć na wyższy poziom. Czułem, że mam spore szanse na ugranie czegoś więcej.

- Kiedyś powiedziałeś, że gdyby nie Ultimate Team, to nie zdecydowałbyś się na FIFĘ. Co jest takiego magicznego w tym trybie?
- Tryb FUT Champions z FIFY17 całkowicie zmienił moje podejście do gry. Ten model rozgrywki nie tylko sprawiał, że można było podejrzeć najlepszych graczy. Można było też z nimi grać. Równać do nich i stawać się lepszym. Nie ukrywam tego, że Ultimate Team to główny czynnik, taki magnes, który przyciągnął mnie do FIFY.

- To prawda, że twoja profesjonalna przygoda z FIFĄ zaczęła się od oglądania streamów?
- Grałem wtedy pierwsze turnieje. Przeważnie odpadałem w pierwszej, góra w drugiej rundzie. A potem siadałem i godzinami obserwowałem najlepszych. Z reguły turnieje były transmitowane dopiero w fazach finałowych, więc po prostu odpalałem YouTube i włączałem streamy najlepszych. Tass, Gorilla, Rocky to byli tacy gracze, których regularnie podpatrywałem.

- Dzisiaj przed zawodami też siadasz i poszczególnie analizujesz grę każdego rywala?
- To jest tak, że możesz znać mocne i słabe strony rywala, możesz być mega przygotowany po dokładnej analizie... Ale w FIFIE to nie ma większego znaczenia. Moim zdaniem to gra psychologiczna. Najważniejsze to czuć się pewnie i nie robić głupich błędów. Ale odpowiadając na twoje pytanie, to tak, zdarza mi się obejrzeć mecze rywali. Co prawda nie robię strasznie dokładnych analiz, ale zdarza się.

- Oprócz analiz robisz sobie jeszcze jakieś specjalne treningi?
- Na ten moment nie, ale tydzień przed FIFA eWorldCup będę się przygotowywał z całą ekipą AS Roma/Fnatic.

- Macie w klubie esportowego trenera?
- Tak, jest nim Francuz Enzo Serre. Oprócz tego w Romie jest trzech innych graczy, więc będziemy rozgrywać między sobą mecze towarzyskie. To dobra okazja, żeby przećwiczyć różne ustawienia i warianty.

- Zmieńmy na chwilę temat. Jak trafiłeś do Anglii?
- Przyjechałem do Londynu w 2016 roku. Kwestia była taka: Bełchatów to nie jest duże miasto. Mama nie mogła znaleźć pracy, a pojawiła się okazja do wyjazdu. Mieliśmy członka rodziny i trochę znajomych w Anglii, więc stwierdziliśmy, że warto wyjechać. No i zostaliśmy. Po przyjeździe spróbowałem swoich sił w collage'u, ale mój angielski okazał się niewystarczający. Trochę pracowałem, np. malowałem pokoje. Brałem każdą fuchę, jaka wpadła w ręce. Długo to nie trwało, góra kilka tygodni. Postanowiłem, że całe swoje siły przeznaczę na profesjonalną grę w FIFE.

- Dzisiaj utrzymujesz się tylko z esportu?
- Tak.

- Po mistrzostwach FIFA17 liczyłeś, że podpiszesz kontrakt z polskim klubem i wrócisz do kraju. Jak to się więc stało, że trafiłeś do Nordavindu?
- Miałem wtedy inne plany i troszkę mniejsze ambicje. Rzeczywiście chciałem wrócić do Polski. Czekałem na odzew z kraju, ale taki nie nastąpił. Przełomowym momentem był tak naprawdę draft Gfinity.

- Nim jednak podpisałeś kontrakt z Norwegami, to prawie rok byłeś wolnym zawodnikiem.
- Wtedy z tyłu głowy czułem presję. Poświęcałem dużo czasu na grę w FIFĘ i nic z tego nie miałem. Na szczęście przez ten cały czas wspierała mnie mama. Uspokajała mnie. Jestem jej za to bardzo wdzięczny.

- Jak wyglądała współpraca między Valerengą Oslo a Nordavindem?
- Do końca nie wiem. Myślę, że to w każdej sytuacji wygląda podobnie. Nordavind był tym magnesem esportowym, a Valerenga przyciągała uznaną marką. Valerenga to jeden z najlepszych klubów w Norwegii, więc część ich kibiców na pewno zainteresowała się sekcją esportową, czyli Nordavidem. Myślę też, że mając za sobą taki duży i uznany klub, jakim jest w Norwegii Valerenga, łatwiej przyciągnąć sponsorów.

- Do AS Romy trafiłeś po wygaśnięciu kontraktu z Nordavindem?
- Tak. Z końcem maja wygasł mój kontrakt z Nordavindem i od czerwca jestem już w AS Romie/Fnatic.

- Ale ten transfer był przygotowany dużo, dużo wcześniej.
- Wiedziałem, że nie przedłużę kontraktu, ale też nikt nie wiedział, że on mi się kończy. Właściwie zainteresowanie było tylko ze strony Romy. Napisali do mnie właśnie z pytaniem, jak długo jeszcze będę związany z Nordavindem. Tak naprawdę nie chciałem odchodzić, ale Fnatic to wielka firma. Esportowy gigant. Negocjacji prawie nie było. Szybko się dogadaliśmy.

 

 

 

- Kto jest dziś jedynką Romy: „Zimme”, „Rannerz”, „Insa” czy „damie”?
- Trudne pytanie. Wszyscy jesteśmy mocni. Można powiedzieć, że ja jestem najlepszy, bo to ja zagram na FIFA eWorld Cup. Ale to tak naprawdę, to nic nie znaczy, bo FIFA jest taką grą, w której dużo zależy od formy dnia. Dziś ja się zakwalifikowałem, jutro może to być „Rannerz”, pojutrze „Zimme”, a popojutrze „Insa”. Roma jest potężnym klubem. Patrz, jak byłem w Nordavindzie, a to nie było przecież dawno temu, to na Gfinity rozbili nas 12:1.

- Myślisz, że gdybyś pojawił się na Stadio Olimipco, byłbyś rozpoznany przez fanów Romy?
- Nie za bardzo. Przez część może i tak. Na Twitterze i Facebooku dostałem dużo miłych wiadomości od kibiców „Giallorossich”. Widać, że jest zainteresowanie esportem. Także kibice piłkarskiej Romy interesują się tym, co dzieje się w innych sekcjach ich ukochanego klubu. Kto wie, może akurat ktoś by mnie rozpoznał, ale szczerze wątpię.

- Mimo to nie możesz narzekać na brak zainteresowania mediów. Ostatnio pojawiłeś się w Sky News w programie Ian King Live.
- Odczułem tę popularność po drafcie w Gfinity. Wtedy to kontaktowały się ze mną cztery ekipy. Poczułem się doceniony. Samo Gfinity było taką dźwignią do sukcesu. Od tego zaczęło, a teraz jadę na eWorldCup do Londynu. Właściwe mogę już powiedzieć, że jestem jednym z najlepszych graczy na świecie, choć sam w to jeszcze nie dowierzam. Cieszę się, że tak się wszystko potoczyło.

- Zgodzisz się ze mną, że Polska już nie puka, a dobija się do światowej czołówki FIFY?
- Nie zgodzę, bo według mnie Polska już w tej czołówce jest. Mamy 3-4 graczy w ścisłej światowej czołówce. Ostatnio rozmawiałem z innymi zawodnikami o tym, jak wyglądałyby reprezentacje w FIFĘ złożone z samych esportowców. Doszliśmy do takiej konkluzji, że Polska byłaby naprawdę mocna. Sporo drużyn by się nas obawiało. Nie jesteśmy takimi szarymi myszami. Ludzie się z nami liczą.

- A kto przewodzi polskiej ekipie?
- Według mnie to zawsze będzie Miłosz Bogdanowski. Mogę głośno powiedzieć, że „miłosz93” jest najlepszym polskim graczem w FIFĘ. Na każdych zawodach ze mną wygrywa. Nie potrafię znaleźć na niego skutecznego sposobu. Nie wiem, dlaczego nie potrafi swojej krajowej dominacji przenieść na scenę międzynarodową. To musi być kwestia mentalności, psychiki. Nie jestem w stanie wytłumaczyć tego inaczej. Patrząc tylko na umiejętności Miłosza, to jest absolutnie jeden z najlepszych graczy na świecie. W czołówce z pewnością jest też „Riptorek”, który świetnie radzi sobie na różnych turniejach. Trzeba pamiętać też o „el polako”. Może nie udało mu się wyjść z grupy podczas eliminacji do eWC, ale to bardzo dobry gracz.

- Czy poprzez awans na FeWC nie czujesz się wyżej od „Riptorka” i „milosza93”?
- Ciężkie pytanie. Mogę powtórzyć to, co przed chwilą powiedziałem o Miłoszu. Do tego granie turniejów krajowych jest nieco inne niż rozgrywki międzynarodowe. W zawodach międzynarodowych radzę sobie lepiej. Sądzę, że dzieje się tak, ponieważ lepiej potrafię poradzić sobie z presją i stresem.

- Jak ocenisz swoją grupę? Mogło być gorzej, prawda?
- Jest ciekawa. Nie ma takiego faworyta jak Nicolas w grupie C. Mamy za to ośmiu graczy, którzy mogą powalczyć o awans. Z każdym przeciwnikiem można wygrać i przegrać. Naprawdę wyrównana ekipa i dużo będzie zależało od formy dnia. Nie lubię sobie stawiać celów. Wolę jechać z czystą głową i liczę, że wyjdę na dobrze.

- Podczas finałów będziecie grali na rozszerzeniu World Cup?
- Chyba gramy na podstawowej wersji, ale nawet jakby było to rozszerzenie, to nie widzę problemu.

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się