Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Flora Tallin

Ciekawi zawodnicy i talenty ze słabszych europejskich lig (3). Estonia: Materiał raczej wyłącznie dla pierwszoligowców

Autor: Bartosz Adamski
2018-07-30 16:03:17

Liga estońska jest specyficzna. Nie dość, że grywa się tam również na sztucznych nawierzchniach, to jeszcze pada bardzo dużo goli - wyniki 8:3, 8:2, 8:1, 6:0, 6:1 są na porządku dziennym. Mówiąc wprost - poziom jest nieco orlikowy. Stąd trudno było wybrać zawodników, którzy mieliby szansę sprawdzić się w Polsce, ale podjęliśmy się tego zadania i kilka wartościowych nazwisk wytypowaliśmy. Co nie jest zaskakujące - nie ma wśród nich ani jednego bramkarza.

Jak we wszystkich sąsiednich rozgrywkach w państwach nadbałtyckich, również w Estonii gra się systemem wiosna-jesień, stąd obecnie w Premium Liidze mamy pełnię sezonu. Po 20. kolejkach liderem jest Nomme Kalju, przed tamtejszymi potentatami z Tallina - Florą oraz Levadią.

Zarobki w Estonii są najniższe spośród wszystkich analizowanych przez nas dotychczas krajów. Standardem jest tam 1000 - 2000 euro miesięcznie, a więcej płaci niewiele kto. Najlepsi zawodnicy dostają w granicach 3000 - 3500 euro miesięcznie, ale to są wyjątki. Najwięcej zarabia się obecnie w Levadii i Florze, za to obecny lider plasuje się tuż za nimi.

Nie będziemy ukrywać - liga estońska jest bardzo słaba, bez wątpienia jedna z najgorszych w Europie. O ile na Łotwie czy Litwie czasem uda się zespołom osiągnąć przyzwoity wynik w europejskich pucharach, o tyle Estończycy przegrywają wyraźnie w pucharach z Islandczykami, Irlandczykami czy Bośniakami. Dość powiedzieć, że wszystkie trzy eksportowe estońskie ekipy odpadły w I rundzie eliminacji do Ligi Europy. Wszystko wskazuje na to, że w II rundzie pożegna się również Flora Tallin, która nie poradziła sobie wcześniej w eliminacjach do Ligi Mistrzów z Hapoelem Beer-Shewa, a teraz zebrała cięgi od APOEL-u Nikozja.

Głosy, jakie słyszeliśmy od osób, z którymi rozmawialiśmy o Premium Liidze były jednoznaczne: szanse na to, że w Ekstraklasie sprawdzi się zawodnik bez przetarcia w silniejszych od estońskich rozgrywek, są minimalne. Stąd długo zastanawialiśmy się, czy jest w ogóle sens przedstawiać raport z tego kraju, jednak ostatecznie się na niego zdecydowaliśmy, choć raczej pod kątem klubów pierwszoligowych.

Gwiazdy ligi estońskiej są obecnie dwie. Zaczniemy od pewnego fenomenu, czyli Gruzina, który niemal całą swoją piłkarską karierę związany jest z Florą Tallin. Zakaria Beglariszwili (na zdjęciu) jest ofensywnym pomocnikiem, który dysponuje bardzo dobrą lewą nogą. We Florze gra nieprzerwanie od 2010 roku, a w siedmiu z ośmiu ostatnich sezonów notował dwucyfrowe wyniki w klasyfikacji kanadyjskiej. Mimo to nigdy nie wynurzył nosa poza Premium Liigę. Rzekomo to również jedyny powód, dla którego zaledwie raz zagrał w reprezentacji Gruzji. W tym sezonie ma już 17 goli i 18 asysty w 19 spotkaniach. Poprzedni skończył z kolei z 16 golami i 24 asystami w 35 meczach. To jednak na występy w Ekstraklasie może być za mało, zwłaszcza, że nie ma paszportu kraju Unii Europejskiej. Dla klubów I ligi mógłby być natomiast ciekawym nabytkiem, zwłaszcza że jest w zasięgu finansowym większości zespołów.

Drugim bardzo wyróżniającym się zawodnikiem jest natomiast brazylijski napastnik Liliu, który w Europie zaczynał grać w KVC Westerloo, a na swoim koncie ma również czternaście występów w belgijskiej Jupiler League. Potem był m.in. na Cyprze i w Izraelu, ale regularnie do siatki trafiał tylko... na Malcie. Stamtąd zresztą przeniósł do Nomme Kalju. Na pewno miałby problem, żeby przebić się w Ekstraklasie, ale podobno ma umiejętności ponad tamtejszą ligę. W minionym sezonie trafił do siatki szesnaście razy i zanotował osiem asyst w osiemnastu meczach. Teraz ma już 22 gole i 10 asyst w 19 spotkaniach. Jest motorem napędowym Nomme w walce o mistrzostwo.

Bardzo ciekawym zawodnikiem, którego możemy polecić nawet na testy do klubów Ekstraklasy jest natomiast Rauno Sappinen. U niego jest natomiast spory problem, dlatego umieszczamy go dopiero jako trzeciego w naszym zestawieniu - stracił praktycznie cały obecny sezon, ale nie udało nam się ustalić z jakiej przyczyny. Kontuzja raczej nie wchodzi w grę, bo grywał przez ten czas w kadrze U-21. Do kadry Flory Tallin wrócił dopiero na spotkanie 19. kolejki przeciwko JK Viljandi i od razu zanotował asystę. Ma dopiero 22 lata, a od trzech sezonów regularnie trafia do siatki. Najlepszy był dla niego miniony sezon, gdy w 35 meczach wpisał się na listę strzelców 27 razy i zaliczył 18 asyst. 11 listopada 2015 roku zadebiutował w pierwszej reprezentacji Estonii. Od tego czasu uzbierał 16 występów i zdołał pokonać bramkarzy St. Kitts i Nevis oraz Malty.

Innym interesującym napastnikiem może być Roman Debelko, który rozgrywa swój pierwszy sezon w Estonii. Wcześniej zaliczył 45 gier w ukraińskiej Premier Lidze, ale trafił do siatki tylko sześć razy. W barwach Levadii Tallin jednak się rozstrzelał i obecnie ma 17 goli oraz 5 asyst w 20 meczach. Słyszeliśmy, że widać jego ogranie na znacznie wyższym poziomie niż liga estońska. Tutaj przyszedł podobno tylko po to, żeby udowodnić, że potrafi strzelać gole. Na razie mu się to udaje, trafił też w eliminacjach do Ligi Europy przeciwko irlandzkiemu Dundalk.

Najlepszym obrońcą ligi jest z kolei Maximiliano Ugge. To 26-letni włoski stoper, który trafił do Nomme Kalju w 2016 roku z litewskiej Suduvy Marijampol, gdzie był również podstawowym zawodnikiem. W głównej mierze dzięki niemu Nomme w tym sezonie jeszcze nie przegrało, a dodatkowo ze swojej strony dołożył dwa gole i trzy asysty. Zdaniem osób, z którymi rozmawialiśmy, sprawdziłby się w polskiej I lidze, a warto byłoby go również przetestować w Ekstraklasie.

Niezłe recenzje w obecnym sezonie zbiera również 22-letni Madis Vihmann. Słyszeliśmy jednak, że ma jeszcze trochę do poprawy w defensywie, ale z uwagi na swój wzrost (195 cm) rekompensuje to przy stałych fragmentach w ofensywie. Od kilku miesięcy jest również podstawowym stoperem reprezentacji Estonii, dla której uzbierał na razie 10 występów.

Interesującym graczem jest także Frank Liivak. To 22-letni skrzydłowy, który do swojego kraju wrócił dopiero przed obecnym sezonem. Wcześniej znajdował się w szkółce Napoli, a potem trafił do FK Sarajewo, gdzie jednak się nie przebił. We Florze Tallin jest podstawowym zawodnikiem - strzelił już jedenaście goli i zanotował sześć asyst. Dobrze wygląda także w grze jeden na jednego. Ma za sobą ponadto dziewięć gier w pierwszej reprezentacji Estonii. Debiutował już w 2014 roku z Gibraltarem, a trafiał do siatki przeciw Andorze oraz Vanuatu.

Jeśli chodzi o juniorów, to warty obserwacji jest na pewno Alex Matthias Tamm. To urodzony w 2001 roku środkowy napastnik, który dopiero dostaje swoje szanse w Nomme Kalju. W eliminacjach do Ligi Europy zdobył zwycięskiego gola w starciu z islandzkim Stjarnanem. Póki co nie został sprawdzony w kadrze Estonii U-21, ale znacznie wyróżniał się w rozgrywkach U-17 oraz U-19. Dość łatwo byłoby go wyciągnąć z tamtejszej ligi, ale raczej tylko po to, żeby go sprowadzić go do szkółki w Polsce. Na regularne występy nawet w I lidze jeszcze za wcześnie.

Warto zainteresować się także Martinem Millerem, urodzonym w 1997 roku. W Premium Liidze zaczął grać regularnie już w 2014 roku w barwach Jalgpallikool Tammeka, a w 2017 roku przeniósł się do Flory Tallin. W minionym sezonie zaliczył 10 bramek i 5 asyst w 28 meczach, a obecnie zagrał na razie pięć razy.

I to tyle. Zawodników z ciekawym CV w lidze estońskiej jest jak na lekarstwo. Porównując to do polskich warunków, poziom na pewno nie przewyższa naszej I ligi, a podejrzewamy, że sporo zespołów z zaplecza Ekstraklasy dałoby radę powalczyć tam nawet o podium. Mimo wszystko ciekawych zawodników da się tam wyłowić, a do powyższych mamy jako takie przekonanie.

 

 

 


KOMENTARZE