Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Totalna dominacja Belgów, Kolejorz nie miał żadnych argumentów. Najniższy wymiar kary. KRC Genk - Lech Poznań 2:0

Autor: Bartosz Adamski
2018-08-09 22:14:29

O ile w pierwszej połowie Lech Poznań jeszcze prezentował się w miarę przyzwoicie, o tyle na drugą odsłonę podopieczni Ivana Djurdjevicia nie wyszli i liczyli na jak najniższy wymiar kary. KRC Genk mógł spokojnie wygrać pięcioma, a nawet sześcioma bramkami, ale Belgowie byli bardzo nieskuteczni. Nadziei na awans nie ma praktycznie żadnych, różnica klas była aż nadto widoczna.

W zasadzie od początku meczu KRC Genk narzucił swoje warunki gry, choć w pierwszej odsłonie był jeszcze nieco nieśmiały i z szacunkiem podchodził do polskiego przeciwnika. Już w 5. minucie podopieczni Philippe'a Clementa powinni prowadzić, ale piłkę z linii bramkowej po strzale Leandro Trossarda wybił Vernon De Marco.

Później do głosu próbował dochodzić Lech Poznań, ale ataki "Kolejorza" nie przynosiły większego zagrożenia. Jeśli napiszemy, że Danny Vuković był przez całe spotkanie bezrobotny, to wiele się nie pomylimy. Do poważnej interwencji nie został zmuszony ani razu.

Genk prowadzenie objął w 44. minucie po krótko rozegranym rzucie rożnym i indywidualnej akcji Rusłana Malinowskiego, ale powinien to zrobić nawet kilkadziesiąt sekund wcześniej, lecz w sytuacji sam na sam z Trossardem świetnie interweniował Jasmin Burić. Bośniacki golkiper wygrał również pojedynek na początku drugiej połowy z Sebastienem Dewaestem.

Od tego w zasadzie zaczęła się totalna dominacja Belgów. Lech już praktycznie nie istniał w drugiej odsłonie i błagał graczy z Luminus Areny o jak najniższy wymiar kary. Przyszło ostatecznie jeszcze tylko jedno trafienie - Mbwany Samatty po strzale głową.

Porażkę 0:2 poznaniacy zawdzięczać muszą tylko słabej dyspozycji strzeleckiej gospodarzy. Szansę na bramkę mieli jeszcze dwukrotnie Dieumerci Ndongala (raz trafił w słupek, a raz jego uderzenie do pustej bramki zablokował Wołodymyr Kostewycz) oraz Alejandro Pozuelo, ale jego podcinka zatrzymała się na poprzeczce.

Zaskakiwać mogły również zmiany Ivana Djurdjevicia w drugiej odsłonie. Zdecydował się na wprowadzenie Kamila Jóźwiaka, Pawła Tomczyka i Nikoli Vujadinovicia, zostawiając na ławce rezerwowych chociażby Joao Amarala. Biorąc pod uwagę, że za kartki pauzować musiał Pedro Tiba, doskonale widać było jak ważni są to zawodnicy dla Lecha. Bez nich drużyna z Poznania była gorsza o kilka klas.

Naprawdę trzeba się cieszyć, że w Belgii nie doszło do pogromu, bo Lech nie miał żadnych argumentów. Gdyby udało się jakimś cudem utrzymać jednobramkową porażkę, można byłoby wierzyć w odwrócenie losów meczu. A tak przewaga Genku na boisku zbyt wielka, by liczyć na odrobienie w rewanżu dwóch goli.

KRC Genk - Lech Poznań 2:0 (1:0)
1:0 - Malinowski 44'
2:0 - Samatta 56'

Jak padły bramki:
1:0 - Krótkie rozegranie rzutu rożnego, na indywidualną akcję zdecydował sie Malinowski i potężnym uderzeniem pokonał Buricia.
2:0 - Maehle dośrodkował w pole karne, a tam Samatta nie miał problemu z przepchaniem Orłowskiego i pokonaniem głową Buricia.

Genk: Vuković - Maehle, Dewaest, Lucumi, Uronen - Berge, Pozuelo, Malinowski - Ndongala, Samatta (65' Gano), Trossard (82' Zhegrova).

Lech: Burić - Orłowski, Rogne (68' Vujadinović), De Marco - Makuszewski (54' Jóźwiak), Cywka, Trałka, Gajos, Kostewycz - Gytkjaer, Jevtić (75' Tomczyk).

Sędzia: Marius Avram (Rumunia)
Widzów: 13 540
Żółte kartki: Makuszewski, Rogne, Kostewycz, Trałka


KOMENTARZE