var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: Własne

Czarny dzień polskich klubów. Broź: W Legii byłem fair do samego końca. Valencia: Słońce dodaje mi sił

Autor: zebrał Marcin Łopienski
2018-08-10 11:49:58

Piątkowa prasa prezentuje się najlepiej w tym tygodniu. Nie brakuje podsumowań czwartkowych występów polskich klubów w el. do Ligi Europy, ale przede wszystkim dominuje temat najbliższej kolejki Ekstraklasy. Wybraliśmy 32 materiały z sześciu źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY”

„Broź: Wiem kiedy gramy z Legią”

„Antoni Bugajski Dlaczego akurat Śląsk Wrocław?

Łukasz Broź: Nie chcę za bardzo wnikać w takie tematy. Cieszę się, że mi zaufano i że mogę tu grać.

A były inne oferty z ekstraklasy?

Łukasz Broź: Były zapytania, nawet konkrety, ale nie śpieszyłem się. Czekałem na zielone światło ze Śląska, bo stąd wstępna propozycja była już wcześniej, a jednocześnie analizowałem inne możliwości. Wreszcie przyszła z Wrocławia ostateczna decyzja na tak i podpisałem umowę.

Jest pan doświadczonym piłkarzem o określonym dorobku, więc czy w związku z tym stawiał pan na przykład warunek, że w nowej drużynie, przynajmniej w początkowej fazie, chce mieć zapewnione miejsce w składzie?

Łukasz Broź: Zdaję sobie sprawę, że w nowym klubie nikt nie jest w stanie zapewnić mi miejsca w jedenastce, jeśli forma nie będzie najwyższa. Do sezonu długo przygotowywałem się sam, trenowałem z zespołem ze swojego rodzinnego miasta, z Mamrami Giżycko, i wiedziałem, że potrzebuję trochę czasu, żeby wkomponować się w nową drużynę”.

Więcej TUTAJ

***

„Valencia: Słońce dodaje mi sił”

„Leszek Błażyński: W Polsce jest fala upałów. Wielu ligowców męczy się, a pan czuje się znakomicie.

Joel Valencia (pomocnik Piasta: Jestem zaskoczony, że jest tak ciepło. Gdy rok temu podpisałem kontrakt z Piastem, Gerard Badia mówił, że w Polsce latem temperatura nie jest wysoka, czasami nawet trzeba nakładać przewiewną kurtkę. W Ekwadorze, gdzie mieszkałem do siódmego roku życia, było oczywiście cieplej, na dodatek jest tam wysoka wilgotność powietrza i częste deszcze. W Hiszpanii w Saragossie, gdzie grałem, latem jest ponad 38 stopni Celsjusza, ale to już nawet dla mnie za dużo.

Jest pan przyzwyczajony do takich temperatur. Oznacza to, że jest pan obecnie w lepszej sytuacji od polskich piłkarzy?

Joel Valencia: Może mała przewaga jest po mojej stronie, ale największe znaczenie ma stan murawy. Gdy gramy zimą, nawierzchnia jest śliska, czasami oblodzona, wtedy bardzo trudno o płynną grę. Dodatkowo, gdy przy niekorzystnej pogodzie gra się długie piłki, jest sporo wrzutek i to też styl gry, który bardziej odpowiada wysokim zawodnikom.

Gdy nadejdą chłodniejsze dni, Joel Valencia straci sporo na wartości?

Joel Valencia: Próbuję się przyzwyczaić do klimatu panującego w Polsce. Już jedną zimę mam za sobą i myślałem, że będzie o wiele gorzej. Gdy mówiłem znajomym, że przeprowadzam się do Polski, straszyli, że jest u was straszliwie zimno. Jakoś jednak przeżyłem”.

Więcej TUTAJ

***

„Legia chce się pozbyć Jędrzejczyka”

„Lewy obrońca Legii Adam Hloušek jest kontuzjowany, a prawy Marko Vešović w meczu z Dudelange pauzował za kartki. W takiej sytuacji szczególnie przydatny mógłby Artur Jędrzejczyk, który może grać na obu pozycjach.

A jednak reprezentant Polski nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych. W ogóle nie był zgłoszony na tę rundę europejskich pucharów. I nie wystąpi również w Gliwicach.

Jego sytuacja raczej się prędko nie zmieni. Zarabia 820 tys. euro rocznie, najwięcej w drużynie, co stanowi spore obciążenie dla budżetu klubu”.

Więcej TUTAJ

***

„Marciniak: Spodziewaliśmy się lepszego startu”

„W piłce przyjęło się, że drugą najważniejszą osobą w szatni po trenerze jest kapitan. Teoretycznie więc Adam Marciniak powinien mieć z tego powodu szczególne przywileje. Ale 29-letni obrońca nie zamierza wykorzystać pełnionej funkcji do budowania respektu wśród kolegów. Uważa, że nie na tym polega ważna funkcja w drużynie. Bo ten, kto nosi opaskę, nie musi od razu uzurpować sobie dodatkowych praw. Takie szczere podejście do tematu z pewnością było jednym z powodów przejęcia kapitańskiej opaski. Koledzy uznali, że prestiżowa rola nie zmieni Marciniaka.

– Zawsze zanim wyjdziemy na boisko, podchodzę do każdego, przybijam z nim piątkę i życzę dobrego meczu. Staram się nakręcić pozytywną atmosferę. A przed samym meczem to trener wygłasza ostatnią mowę. Nie zmieniłem swojego zachowania po zostaniu kapitanem. To nie w moim stylu. Nawet nie staram się wejść w buty poprzedniego kapitana Krzysia Sobieraja, który był przywódcą drużyny. Miał charakter. Naśladowanie go byłoby sztuczne i nienaturalne. Gdybym zgrywał kogoś innego, to chłopcy od razu by to wyczuli i skutek byłby odwrotny do zamierzonego – tłumaczy obrońca gdynian”.

Więcej TUTAJ

***

„Niespełnione oczekiwania nabytków Legii”

„Więcej się po nich spodziewaliśmy. Myślałem, że dadzą wyższą jakość – mówi wprost Dariusz Dziekanowski, gwiazda Legii sprzed lat.

Vešović i Antolić nie wystąpili w spotkaniu z Dudelange, bo pauzowali za czerwone kartki. Obejrzeli je w rewanżu ze Spartakiem Trnawa (1:0). To był już drugi mecz, w którym obaj wylecieli z boiska. Wcześniej spotkało ich to w starciu z Jagiellonią (0:2) w zeszłym sezonie.

– Jak im idzie, to wszystko jest super, ale jak nie idzie, to nie wytrzymują ciśnienia. Ich zachowanie było bezsensowne, po co tak faulować, trzeba grać do końca. A oni mają gorące głowy – mówi były piłkarz warszawskiej drużyny Sylwester Czereszewski”.

Więcej TUTAJ

***

„Tiba trafił do Polski z głodu”

„Zafascynowani rozwojem uczącego się mówić synka rodzice czekali na każde kolejne słowo rzucone przez malutkiego Pedro. Potrafił już wydusić z siebie coś, co w ich wyobraźni przypominało „mama” i „tata”.

– Jak się nazywasz? No dalej, przedstaw się – zachęcali go w kolejnych tygodniach.

– Tiba – odpowiadał mały Pedro Silva.

Jeszcze mając dwa lata, przedstawiał się jako Pedro Tiba. Sepleniący Pedro Miguel Amorim Pereira Silva nie potrafił wymówić nazwiska Silva, rodzice słyszeli coś zupełnie innego, ale zaczęli go tak nazywać. A dziś kojarzymy piłkarza kosztującego Kolejorza milion euro z nazwiska, które de facto nim nie jest”.

Więcej TUTAJ

***

„Szybka aklimatyzacja gwiazd Lecha”

„„Poznań już cię pokochał” – napisał do Tiby pracownik działu sportowego Lecha Wojciech Tabiszewski, kiedy Portugalczyk drugi raz w końcówce meczu zapewnił lechitom trzy punkty.

„Przyjacielu, jestem przygotowany dopiero na 60%. Za miesiąc będę latał” – odpowiedział Tiba, czym zyskał jescze więcej sympatii fanów.

Nigdy nie zaczął tak wcześnie

Skoro w miesiąc pomocnik kupiony ze Sportingu Braga pokazał tak wiele, to aż miło się robi na samą myśl, co zacznie wyprawiać, kiedy już będzie w optymalnej formie. Nigdy nie zaczynał sezonu tak wcześnie. Kiedy w Kolejorzu rozgrywał pierwsze mecze, jeszcze nie czuł się najlepiej, bo w Portugalii okres przygotowawczy dopiero by startował. Przyzwyczaił się, że rozgrywki ruszają w sierpniu albo jeszcze później. Ale to nie było przeszkodą, żeby już na starcie pokazać duże możliwości”.

Więcej TUTAJ

***

„Legia nieoczekiwanym mistrzem wyjazdów”

„Oczywiście warszawska drużyna poradziła sobie z niezbyt silnymi rywalami. Najpierw wygrała 1:0 ze słabym irlandzkim Cork City, potem w ekstraklasie szczęśliwie pokonała Koronę 2:1, wreszcie zwyciężyła 1:0 Spartaka Trnawa w eliminacjach Ligi Mistrzów. Tyle że wcześniej przegrała u siebie 0:2 i odpadła”.

Więcej TUTAJ

***

„Tuszyński szykuje się na starcie z Jagiellonią”

„Na razie wygląda to całkiem przyzwoicie. Trzy ligowe mecze i trzy gole. Wreszcie znowu jest się czym pochwalić. Tuszyński dobrze zaczął sezon, ale ciągle musi się mieć na baczności, bo trener Miedziowych Mariusz Lewandowski bywa surowym recenzentem jego gry. Na początku roku zdarzyło się nawet tak, że choć z klubem rozstał się Jakub Świerczok, czyli snajper numer jeden, to trener ogłaszając skład, wskazywał Tuszyńskiemu miejsce na trybunach.

Pożegnalna impreza

– Zdecydowanie nie było to dla mnie miłe doświadczenie. Odczułem je jak zderzenie ze ścianą. Potrzebna była refleksja, rozmowa z trenerem, żeby sobie wszystko w głowie poukładać – przyznaje piłkarz.

Plotkowano, że może zmienić klub. Zabiegał o niego Bruk-Bet Termalica, który potrzebował doświadczonego napastnika. Jakieś sygnały do Zagłębia docierały, ale nic z tego nie wyszło. Tuszyński uczepił się pazurami Zagłębia, zacisnął zęby, uparł się, że wydrapie się z tego dołka”.

Więcej TUTAJ

***

„Hołota ma być liderem Pogoni”

„W świat dorosłych Tomasz Hołota wkroczył niepewnym krokiem. Pośrednio drzwi do szatni pierwszego zespołu GKS Katowice otworzył mu Michał Globisz. To selekcjoner reprezentacji juniorów zadzwonił do klubu z prośbą o włączenie swojego zawodnika do seniorów. Bezpośrednio zrobił to Jacek Gorczyca. To bramkarz wyszedł po stojącego na korytarzu 16-latka. – Co tu czekasz? Wejdź – powiedział. Zaproszenie było konieczne jeszcze przed następnymi dwoma, trzema treningami. – Byłem jedynym młodym w drużynie, hierarchia obowiązywała, trochę się krępowałem – przyznaje dziś 27-letni środkowy pomocnik Pogoni.

Czarna godzina w Czarnej Koszuli

Spodobało mu się i kolejne etapy dorosłości pokonywał pewniej. Debiut w seniorach – 17 lat. Wyprowadzka na swoje – 21. Pierwsze dziecko – 23. Twierdzi, że po urodzinach Olka musiał przestać być głupawym młodzieńcem. Podróż do szpitala w środku nocy z synkiem z wysoką gorączką pomaga wyprzeć bzdury z głowy”.

Więcej TUTAJ

***

„Droga z nieba do piekła Augustyna”

„Augustyn przeszedł w ostatnich miesiącach prawdziwą drogę przez mękę. Grał słabo, Lechii nie szło, kibice nie mogli go znieść. Fani biało-zielonych swoją frustrację przelewali właśnie na środkowego obrońcę, który stał się kozłem ofiarnym. Mówiono o nim, że to synonim wszystkich nieszczęść Lechii. Dziś aż trudno w to uwierzyć. Błażej Augustyn sprawnie kieruje defensywą, w trzech meczach tego sezonu zespół stracił tylko jednego gola.

Co nie zabije, to wzmocni

Dobrą formę defensora na początku sezonu potwierdzają rankingi. Po meczu z Legią Warszawa drugi raz w obecnych rozgrywkach trafił do jedenastki kolejki. – Metamorfoza? Zależy z czyjego punktu widzenia. Dla mnie to żadna nadzwyczajna sytuacja. Wiem, na co mnie stać. Zawsze tak było – mówi nam piłkarz”.

Więcej TUTAJ

***

„Stilić lekiem na całe zło Wisły Płock”

„W pierwszych dwóch meczach sezonu z Lechem (1:2) i Górnikiem (1:1) gra Nafciarzy mogła się podobać. Płocczanie stwarzali sporo sytuacji, ale wiele z nich marnowali, dlatego na koncie mieli tylko jeden punkt. Ostatnie spotkanie z Koroną Kielce (1:2) zostało jednak zawalone na całej linii. Najpierw Giorgi Merebaszwili w idiotyczny sposób starał się wymusić rzut karny, za co dostał drugą żółtą kartkę i został usunięty z boiska. Później Nico Varela przyjął piłkę ręką we własnej szesnastce, czym podarował „jedenastkę” kielczanom. Ogólnie gracze Wisły popełniali całą masę błędów, a okazji do strzelenia gola w zasadzie nie mieli”.

Więcej TUTAJ

***

„Lis czeka na prawdziwy debiut”

„O ile debiut w ekstraklasie dla każdego młodego bramkarza musi być stresującym przeżyciem, to w przypadku Mateusza Lisa nerwy musiały być spotęgowane. W starciu z Jagiellonią (0:1) musiał wejść między słupki zupełnie znienacka. Nie tylko dlatego, że nikt nie mógł się spodziewać, że Michał Buchalik otrzyma czerwoną kartkę, ale także dlatego, że początkowo bramkarz Wisły został ukarany tylko żółtą kartką, a decyzja została zmieniona dopiero po interwencji arbitra wideo. To sprawiło, że Lis miał jeszcze mniej czasu na przygotowanie się niż zwykle w takich sytuacjach.

– Pytałem jeszcze trenera Łaciaka, czy na pewno Michał dostał żółtą kartkę. Usłyszałem, że tak, odwróciłem na chwilę do kogoś głowę, wymieniliśmy dwa zdania i nagle usłyszałem: „Lisek, dawaj!”. Byłem zdezorientowany, nie wiedziałem, co się dzieje. Dopiero wtedy dowiedziałem się, że była jednak czerwona kartka i muszę wejść na boisko – opowiada”.

Więcej TUTAJ

***

„Sosnowiczanie nadal szukają wzmocnień”

„Po zakończeniu poprzedniego sezonu prezes Zagłębia Marcin Jaroszewski przekonywał, że latem w drużynie dojdzie do niewielkich zmian. – Potrzebujemy dwóch, trzech nowych zawodników. Nie planujemy żadnej rewolucji – mówił. Szybko jednak zweryfikowano te plany. Trener Dariusz Dudek zauważył, że na niektórych pozycjach konkurencja jest za mała. Dlatego do Sosnowca ściągnięto sześciu piłkarzy, w tym napastnika Juniora Torunarighę. – Chcemy jeszcze wzmocnić ofensywę – mówił wczoraj Dudek. Niedawno drużynę opuścił Szymon Lewicki, który w poprzednim sezonie w I lidze z 14 bramkami był najlepszym snajperem zespołu. Przeszedł do Rakowa Częstochowa, bo w ekstraklasie Dudek woli stawiać na zagranicznych napastników. Wkrótce do ekipy może dołączyć kolejny obcokrajowiec. Klub otrzymuje sporo propozycji od graczy szukających pracodawców. Zagłębiu oferowano między innymi Łotysza Marcisa Ošsa. Rosły obrońca, który grał w przeszłości w Górniku Zabrze, ostatnio występował w ojczyźnie”.

Więcej TUTAJ

***

„Ligowy powrót Wolsztyńskiego”

„Ostatnie spotkanie w ekstraklasie rozegrał we wrześniu ubiegłego roku w Niecieczy, gdzie Górnik pokonał gospodarzy 2:1. Było to dla Rafała Wolsztyńskiego pechowe starcie, bo doznał poważnej kontuzji. Podobnie jak inny zabrzanin – Konrad Nowak – przeszedł rekonstrukcję więzadeł krzyżowych. Po wielomiesięcznej rehabilitacji latem rozpoczął treningi z zespołem. W lipcu zagrał nawet w pierwszym meczu eliminacji Ligi Europy z mołdawską Zarią Bielce (1:0), ale po tym spotkaniu nie kwalifikował się już do meczowej osiemnastki. Nowak dostawał szanse gry w ekstraklasie, a Wolsztyński musiał na to czekać”.

Więcej TUTAJ

***

„Rapa odżył w Krakowie”

„Transfer do Cracovii to dla Cornela Rapy w pewnym sensie powrót do korzeni. W końcu zanim zaczął trenować piłkę nożną, uprawiał hokej na lodzie.

– Próbowałem, ale to zbyt ryzykowny sport i szybko przerzuciłem się na futbol. Z kolegami z zespołu pewnie wybiorę się na jakiś mecz naszych hokeistów, jednak tylko jako widz – uśmiecha się”.

Więcej TUTAJ

***

„Zagłębie chce pokonać Jagiellonię”

„Za czasów trenera Mariusza Lewandowskiego KGHM Zagłębie zdecydowanie lepiej punktuje na wyjazdach niż u siebie. Dopiero teraz może się to zmienić, bo w pierwszym spotkaniu na własnym boisku (w 2. kolejce) Miedziowi wygrali z Sosnowcem. A w meczu z Jagą ten zdrowy trend ma być kontynuowany.

Na razie wygląda to tak: u siebie zespół dowodzony z ławki przez Lewandowskiego z 10 spotkań wygrał tylko 3. Strzelił 10 goli, stracił aż 11. Średnia punktowa na mecz w Lubinie to zaledwie 1,20. Tymczasem na wyjazdach lubinianie są o niebo lepsi. Wygrali 6 razy, mieli 4 remisy i doznali zaledwie 3 porażek. Średnia punktowa: 1,69. Piłkarze Zagłębia przypominają, że sezon zaczynali z mocnym postanowieniem, że trzeba w Lubinie zbudować twierdzę i twardo zamierzają realizować ten cel”.

Więcej TUTAJ

***

„Bugajski: Eksperyment trwa, ale pacjent żyje”

„Przez ostatnie miesiące zespół podlega bezdusznemu eksperymentowi. A w pierwszej kolejności testowany jest trener Marcina Brosza. Jest jak bezbronny zwierzak w laboratorium szalonego naukowca, który uparł się, że z chirurgiczną precyzją ustali, gdzie są granice cierpliwości i wytrzymałości na stres. Brosz przez kilka lat sumiennie pracował na trenerskie nazwisko. Dwa lata temu podjął się ryzykownej misji, próbując wyprowadzić Górnika z I-ligowego labiryntu. Udało się. Po awansie błysnął w ekstraklasie. Jego drużynę polubiła cała Polska – za młodość, przebojowość i skuteczność. Za piłkarską jakość, która zaprowadziła ją do europejskich pucharów”.

Więcej TUTAJ

***

„Pol: Czas zacząć tęsknić za Piszczkiem”

„Odchodzi z niej jako nadal najlepszy polski prawy obrońca. Nie dlatego, że przegrywa z kimś rywalizację,

a po 65 występach nie uśmiecha mu się rola rezerwowego. Nowy selekcjoner, Jerzy Brzęczek, a wraz z nim pewnie my wszyscy, nadal od niego zaczynałby układanie składu na każdy mecz. „Na prawej, wiadomo Piszczek, a dalej…”

Kończy z graniem w kadrze, skazując nas na desperackie poszukiwanie następcy. Choć pierwszym i naturalnym kandydatem wydaje się Bartosz Bereszyński, który ma za sobą świetny sezon w Sampdorii Genoa zwieńczony podpisaniem nowego kontraktu, czeka go zadanie na miarę zastąpienia w skokach Adama Małysza. Oby poszło mu równie dobrze jak Kamilowi Stochowi. W przyszłości opcją są też Tomasz Kędziora, Robert Gumny czy Paweł Stolarski, ale nie oszukujmy się – Piszczka będzie w reprezentacji bardzo, ale to bardzo brakować”.

Więcej TUTAJ

***

„W Podbeskidziu czekają na Chopiego”

„Ostatni sparing Podbeskidzia przed startem sezonu (połączony z prezentacją drużyny) nie wyglądał optymistycznie. Górnik Zabrze, grający w składzie dalekim od optymalnego, prowadził na stadionie w Bielsku-Białej. Po przerwie trener Krzysztof Brede wpuścił na boisko Hiszpana Chopiego, a ten nie potrzebował nawet dwudziestu minut, by przywitać się z miejscową publicznością i strzelić debiutanckiego gola w barwach Górali. Podbeskidzie poszło za ciosem, strzeliło dwa kolejne gole i w optymistycznych nastrojach mogło czekać na inaugurację rozgrywek.

Indywidualne wprowadzanie

Minęły już trzy kolejki. Po udanym starcie i wygranej z GKS Katowice (1:0) Podbeskidzie przegrało u siebie dwa spotkania z rzędu. O ile porażkę z Bruk-Betem (1:2) dało się jeszcze zaakceptować, o tyle przegrana ze Stomilem (1:3) wprowadziła spory niepokój. W żadnym z tych spotkań nawet na ławce rezerwowych nie było Chopiego. Jak się okazało, szybko zaczął odczuwać dolegliwości po trudnym okresie przygotowawczym. – Przyjechał do nas później i miał dłuższą przerwę w treningach niż polscy zawodnicy, dlatego tuż przed startem sezonu doznał drobnego urazu i przechodził rehabilitację – tłumaczy Brede. – To kontuzja niezbyt poważna, ale uciążliwa i było ryzyko, że jeśli nie będziemy go umiejętnie wprowadzać, stracimy gracza na dłużej. Chopi wymaga indywidualnego podejścia – dodaje trener bielszczan”.

Więcej TUTAJ

***

„W Premier League bez wielkich zmian”

„Nie mam piłkarzy, nie mam wzmocnień, za to sporo problemów. Uważam, że powinniśmy kogoś kupić, ale zabraknie nam czasu – mówił dwa dni przed rozpoczęciem sezonu Premier League menedżer Manchesteru United Jose Mourinho. W czwartek do godz. 18 Portugalczyk miał czas sprowadzić jeszcze jednego lub dwóch graczy, ale ostatecznie nikt nie trafił do zespołu Czerwonych Diabłów. Za to aktywni byli szefowie innych angielskich klubów, przede wszystkim Chelsea oraz Evertonu.

Mina w Evertonie

The Blues wczoraj oficjalnie potwierdzili, że podpisali aż siedmioletni kontrakt z hiszpańskim bramkarzem Kepą Arrizabalagą. O pozyskaniu 23-letniego golkipera Atheltic Bilbao było już wiadomo dzień wcześniej, ale formalnie to 9 sierpnia 2018 padł transferowy rekord, jeśli chodzi o bramkarzy. Arrizabalaga kosztował aż 80 mln euro. Jego przyjście oznacza z kolei odejście Thibaut Courtois, który wczoraj trafił do Realu Madryt. W porównaniu z kwotą za Hiszpana, 35 milionów euro za belgijskiego bramkarza to wręcz promocja”.

Więcej TUTAJ

 

"SPORT”

„Legio, nie kłam!”

„Kto był mistrzem w 1993 roku? No Lech, prawda? – Jarosław Araszkiewicz jest mocno zaskoczony prostym pytaniem. Ale – jak sam powiada – w końcu… ma prawo nie pamiętać. – Kilka tych tytułów przecież było – dodaje z uśmiechem. Ma rację: w 1983, 1984, 1989, 1992. No i w 1993, choć oczywiście dodać trzeba, że sprawa tegoż czempionatu miała swój finał „przy zielonym stoliku”. – No, przecież sami sobie tego tytułu nie przyznaliśmy… – mówi.

CZTERNASTKA UZURPATORÓW

W czym rzecz? Ano w tym, że – wbrew wszelkim oficjalnym statystykom – Legia ruszyła w Polskę z akcją marketingową, sprowadzoną do prostego przekazu: czternastokrotni mistrzowie. Akcja niekoniecznie jest nahalna, ale zauważalna. Już kiedy w lutym tego roku – na 3,5 miesiąca przed finiszem rozgrywek, w których Legia sięgnęła po „złoto” – prezentowano nowy autokar, widniało na nim 13 mistrzowskich gwiazdek. Kiedy po ostatniej kolejce zawodnicy jechali na mistrzowską fetę odkrytym autobusem, widniała na nim liczba „14”. Ta sama, która wita – i wprowadza w błąd – odwiedzających oficjalną stronę warszawskiego klubu”.

Więcej TUTAJ

***

„Cichy i skromny początek Parzyszka”

„Trzy mecze, trzy wejścia z ławki. W sumie 69 minut i tak naprawdę ani jednej dobrej okazji strzeleckiej. Na razie trudno ocenić Parzyszka, który jednak widzi progres i „światełko w tunelu”. – Proszę mi wierzyć, że czuję się coraz lepiej, dochodzę do swojej stuprocentowej dyspozycji i… czekam. Pracuję wciąż poza normalnymi treningami także indywidualnie z trenerem od przygotowania fizycznego. Czy różnią się treningi w Holandii i Polsce? Nie powiedziałbym, raczej każdy trener ma swoją filozofię i swoje podejście. W ten weekend zaczyna się liga holenderska i najpierw przygotowywałem się w ich rytmie, więc może nadchodzi mój czas – mówi nam Piotr Parzyszek”.

Więcej TUTAJ

***

„W Sosnowcu zęby nie bolą”

„Kolejorz podejmie ekipę znad Brynicy trzy dni po wyjazdowym meczu Ligi Europy z KRC Genk. Niektórzy mogą upatrywać w tym szansę dla sosnowiczan, licząc, że Lechici będą dodatkowo zmęczeni po spotkaniu z belgijskim rywalem. Trener Dariusz Dudek nie widzi jednak powodów ku takiemu myśleniu i na przedmeczowej konferencji przestrzegał przed zbytnim optymizmem. – Na pewno biorę pod uwagę, że w składzie Lecha będzie duża rotacja, ale daleki jestem od tego, żeby powiedzieć moim zawodnikom, że może mieć to decydujący wpływ na przebieg spotkania. Chcemy pokazać się z jak najlepszej strony i chcemy punktować. Ich czwartkowy mecz nie ma dla nas znaczenia – Dudek przyznał jednak, że jego zespół jest dobrze przygotowany i liczy na to, że końcówka niedzielnego starcia może wyglądać podobnie jak w ostatnim spotkaniu z Pogonią Szczecin. Zagłębie zdobyło wówczas gole w 84. oraz 96. Minucie”.

Więcej TUTAJ

***

„W Katowicach czekają na Siemaszkę”

„Wydawało się tydzień temu, że przeprowadzka Artura Siemaszki z Lubina na Bukową to już sprawa przesądzona. Porozumieli się przecież prezesi obu klubów, a i w rozmowach na linii GKS – zawodnik wszystko było jasne. Napastnik zawitał do Katowic, „zajrzał” na zajęcia i pojechał jeszcze na – obowiązkowe – testy medyczne. A po nich… zapadła cisza.

– Nie będę się w ogóle wypowiadać na temat zdrowia zawodników. To zagadnienie, które powinno pozostać poza sferą publicznych komentarzy – dyrektor sportowy GieKSy, Tadeusz Bartnik, przecież prawnik „w cywilu”, bardzo restrykcyjnie, jak słychać, przestrzega zasad RODO…”.

Więcej TUTAJ

***

„Pozytywnie zaskakujący start Odry”

„Raków Częstochowa to rywal, z którym bodaj najczęściej o punkty walczył w swojej przygodzie z piłką Rafał Niziołek. Na szczeblu drugiej ligi – broniąc barw MKS-u Kluczbork, zaś na zapleczu ekstraklasy – Odry. Dzisiaj jeden aktualnych z liderów opolskiego środka pola zanotuje trzynastą konfrontację z przeciwnikiem spod Jasnej Góry. Dotąd 5-krotnie wygrywał, 4-krotnie remisował i 3-krotnie przegrywał.

MOGŁO BYĆ DZIEWIĘĆ

– Jakoś tak się złożyło, że zwykle grałem w tej samej lidze co Raków i kilka potyczek już stoczyliśmy. Stadion, na którym w piątkowy wieczór zagramy, nie jest mi obcy. Najbardziej w pamięci utkwił mi mecz rozegrany w Częstochowie wiosną 2015 roku. MKS wygrał wtedy 1:0 po moim golu z rzutu karnego w doliczonym czasie gry, co w ostatecznym rozrachunku bardzo pomogło nam w awansie do pierwszej ligi. To zawsze był niewygodny rywal. Trzeba się było natrudzić, by wywieźć stamtąd jakiekolwiek punkty. Teraz klub dokonał takich transferów, ma takie ambicje, że z pewnością nie będzie inaczej – opowiada 29-latek”.

Więcej TUTAJ

 

"GAZETA WYBORCZA”

„Czarny dzień polskich klubów”

„Jeśli kluby ekstraklasy grały o swoją przyszłość i pieniądze z Ligi Europy, to nie wykazały nie tylko odpowiedniej klasy, ale nawet chęci. Przede wszystkim Legia, która już przed rokiem przepadła w kwalifikacjach europejskich rozgrywek – nie wykonując planu minimum. Właściciel klubu Dariusz Mioduski od lat powtarza, że pieniądze zarobione w fazie grupowej Ligi Europy są warunkiem koniecznym, by klub szedł do przodu. Jednak drużyna mistrza Polski sprawia wrażenie, jakby cofała się w rozwoju. I to w zastraszającym tempie”.

Więcej TUTAJ

***

„Zapomniany gol Stolarczyka”

„Wtedy Wisła prowadzona przez Henryka Kasperczaka przygotowywała się do rewanżowego starcia w Pucharze UEFA. Przeciwnikiem była AC Parma. Zanim krakowianie pokonali ją po dogrywce 4:1, rozbili 4:0 Wisłę Płock. Wynik w końcówce meczu strzałem głową ustalił Stolarczyk.

Trener Wisły był obrońcą, ale od czasu do czasu trafiał do siatki. W pięć lat strzelił dla krakowian 11 goli w ekstraklasie. Bramki zdobytej w meczu z Wisłą Płock sobie jednak nie przypomina. – Pamiętam za to, kiedy graliśmy z nimi dwumecz o Puchar Polski. U siebie przegraliśmy, ale odrobiliśmy straty na wyjeździe. Nad Wisłą w tamtym czasie wisiała klątwa: a to wchodziła do ekstraklasy, a to z niej spadała. Teraz to się zmieniło, poprzedni sezon pokazał, że ma spore możliwości – podkreśla Stolarczyk”.

Więcej TUTAJ

 

"POLSKA THE TIMES”

„W Ekstraklasie wiek bramkarza ma znaczenie”

„- Wiek to tylko cyferki - przekonuje Marcin Bułka, któremu w końcu udało się wystąpić w pierwszej drużynie Chelsea. Udanie, bo w czterech meczach International Champions Cup (coroczny towarzyski turniej piłkarski rozgrywany latem) tylko raz wyciągał piłkę z siatki (z Arsenalem). 

Bułka krzyczał na Davida Luiza 

Bronił pewnie, popisał się kilkoma naprawdę znakomitymi interwencjami. Co więcej, bez skrępowania dyrygował blokiem obronnym „The Blues”. W internecie sporą popularność zyskał krótki film z meczu z Arsenalem. Widać na nim i słychać, jak krzyczy na słynnego Davida Luiza. 

- Jako bramkarz musisz być pewny siebie. A ustawianie obrońców to mój obowiązek. Organizacja gry obronnej to bardzo ważny aspekt meczu, często masz na to tylko kilka sekund. A, że krzyczę, no cóż, gdybym szeptał, nikt by mnie nie usłyszał - tłumaczył później Bułka w rozmowie z portalem „Sport.pl”. 

Więcej TUTAJ

 

"FAKT”

„Zmiana w bramce Miedzi?”

Po trzech golach puszczonych przez bramkarza Łukasza Sapelę (36 l.) w meczu Miedzi Legnica z Górnikiem Zabrze (1:3) szansę na debiut w ekstraklasie w piątkowym meczu z Lechią Gdańsk zwietrzył Ukrainiec Kanibołocki. – Widzę, że pali się do gry, ale to przecież nic dziwnego, właśnie po to podpisał z nami kontrakt. Ale nie chcę odkrywać kart. Zagra ten, który obecnie jest lepszy – tajemniczo zapowiada trener Dominik Nowak (46 l.). Z legnickiej perspektywy zanosi się więc na emocje jak przy ogłaszaniu oskarowych rozstrzygnięć, które też poznajemy w ostatniej chwili, a wcześniej musimy żyć spekulacjami”.

Więcej TUTAJ

 

"SUPER EXPRESS”

„Legia przegrała z amatorami”

„Wielu uważa, że dzisiejszą piłką nożną rządzą przede wszystkim pieniądze. To w dużej mierze racja, ale gdyby całkowicie tak było, to Dudelange nie miałoby nawet po co do Warszawy lecieć. Piłkarze ekipy, która zdominowała rozgrywki w Luksemburgu, za grę dostają od 3 do 6 tysięcy euro. W kraju średnia płaca wynosi ponad 4 tysiące euro. Nie może więc dziwić, że zawodnicy imają się przeróżnych zadań, by w czasie wolnym trochę dorobić. I właśnie tacy ludzie z ambicjami pokazali w czwartkowy wieczór Legii, że nie pieniądz rządzi futbolem, ale wiara we własne umiejętności i walka o wymarzony cel. Coś, czego w drużynie mistrzów Polski po prostu nie ma”.

Więcej TUTAJ

***

„Angielski sen Fabiańskiego i Bednarka”

„Fabiański w ubiegłym sezonie przeżył gorycz spadku z Premier League w barwach Swansea City. Na szczęście udało mu się pozostać wśród najlepszych. Teraz będzie strzegł bramki West Hamu. "Fabian" wyróżnia się najdłuższym stażem wśród naszych piłkarzy. To już jego 12 sezon w Anglii. Talent naszego kadrowicza w MSP Szamotuły doskonalili trenerzy: Andrzej Dawidziuk i Bernard Szmyt. - Gdy mu coś nie wychodziło, to potrafił dane ćwiczenie powtarzać po kilka razy. Dążył do perfekcji – opowiada Bernard Szmyt. - Nie miało dla niego znaczenia, czy będzie ćwiczył kwadrans, godzinę, a może nawet i dwie. Motywacji, chęci i zapału do pracy nigdy mu nie brakowało. Bo on wiedział, co chce osiągnąć. Chciał być zawodowym piłkarzem. Krok po kroku to realizował. To był jego cel. Z takim podejściem przyszedł do szkoły”.

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE