Autor zdjęcia: własne

Leandro dla 2x45: W końcu zagram co najmniej w I lidze. Jeśli nie z Radomiakiem, to z innym zespołem

Autor: rozmawiał Łukasz Kościelniak
2018-08-30 15:33:49

Niedługo stuknie ósmy rok, od kiedy Leandro Rossi Pereira gra w Polsce. Mimo że strzela mnóstwo bramek w II lidze i na tym poziomie rozgrywkowym osiągnął indywidualnie już praktycznie wszystko, nigdy nie zagrał nawet na zapleczu Ekstraklasy. W wywiadzie z nami Brazylijczyk tłumaczy m.in. dlaczego do tego doszło, co zawiodło w Radomiaku w minionym sezonie i jak funkcjonował w naszym kraju bez znajomości języka.

Łukasz Kościelniak (2x45.info): - Często podczas meczów Radomiaka można usłyszeć z ust kibiców „Leo, Leo, Leo!”. Jesteś jedynym piłkarzem w ostatnich latach, który doczekał się własnej przyśpiewki. Nie masz wrażenia, że dla fanów jesteś najpopularniejszym piłkarzem tego klubu?
Leandro (napastnik Radomiaka Radom):
- Bardzo się cieszę, kiedy mogę usłyszeć tę przyśpiewkę będąc na boisku. Nie ma wątpliwości, że kibice śpiewają o mnie, bo szanują to, co zrobiłem dla tego klubu. Na pewno dodaje mi to skrzydeł.

- Do Radomiaka trafiłeś sześć lat temu. Byłeś królem strzelców, zostałeś wybrany najlepszym piłkarzem ligi. Brakuje jedynie wyników zespołowych. Czy z każdym kolejnym sezonem nie jest ci trudniej motywować się na mecze?
- Powiem szczerze, że nie patrzę na indywidualne tytuły, wolałbym zamienić je na wyniki zespołu, a przede wszystkim awans do I ligi. Pytasz o motywację – indywidualnie zdobyłem w tej lidze chyba wszystko co mogłem, więc teraz moim najważniejszym celem jest awans na zaplecze Ekstraklasy z Radomiakiem i na tym się skupiam.

- Byliście blisko dwa lata temu, podobnie było w poprzednim sezonie – w ostatnim meczu z GKS-em Bełchatów straciliście punkty i nie zajęliście nawet miejsca gwarantującego grę w barażach. Z perspektywy czasu, czego Twoim zdaniem zabrakło, żeby teraz w Radomiu była I liga?
- Gdybyśmy wiedzieli co szwankuje, pewnie wtedy byśmy to naprawili. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że zabrakło nam koncentracji, mam też wrażenie, że niektórzy piłkarze nie potrafili wytrzymać presji. Biorę też część winy na siebie, bo w poprzednim sezonie wiosną nie prezentowałem takiej dyspozycji jak jesienią. Może wynik byłby inny, gdybym formę utrzymał przez cały rok. Męczymy się w tej II lidze już dwa lata, ale mam nadzieję, że w tym roku już się uda.

- Jesteś kluczowym zawodnikiem dla ofensywy Radomiaka. Jeśli nie ma cię na boisku, to nikt z piłkarzy nie potrafi wziąć na siebie ciężaru gry. Moglibyśmy to zaobserwować w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu, bo w kilku meczach nie grałeś z powodu kontuzji, tych spotkań nie udało się wygrać i ostatecznie kilku punktów zabrakło w końcowym rozrachunku.
- Być może tak było i jest, ale ja to na niestety nie mam żadnego wpływu. Moim zdaniem było za dużo zmian w zespole, a zawodnicy, którzy się pojawili nie dali rady pod kątem mentalnym. Dopadły nas też kontuzje, które na pewno nie pomogły w zbudowaniu dobrej formy.

- Przez te kilkanaście lat spędzonych w Radomiu pracowałeś z różnymi szkoleniowcami. Najbardziej rozpoznawalne postacie to bez wątpienia Verner Licka czy Robert Podoliński. Pod wodzą którego trenera najlepiej ci się pracowało?
- Jako człowiek najlepszy był Verner Licka. Nigdy nie spotkałem takiego trenera na swojej drodze. Dla zawodników był jak starszy dziadek, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bardzo duża wiedza i doświadczenie. Krótko mówiąc, był mądrym szkoleniowcem i dużo się od niego nauczyłem. Z mojej strony mogę mu tylko podziękować za współpracę. Jeśli chodzi o trenera Podolińskiego, to też jest bez wątpienia dobrym szkoleniowcem, tylko po prostu przyszedł do nas w trudnym momencie, bo miał dwa miesiące, podczas których musiał awansować. Prowadził fajne treningi, też złego słowa nie można o nim powiedzieć. Uważam też, że bardzo dobrym szkoleniowcem był Jacek Magnuszewski, który zrobił z nami awans z III do II ligi.

- W połowie lipca ruszył nowy sezon – jak na razie po siedmiu kolejkach macie trzynaście punktów i plasujecie się na 5. miejscu w tabeli. Jakie nastroje panują obecnie w szatni i jak zaaklimatyzowali się nowi zawodnicy?
- W mojej opinii prezentują się bardzo dobrze. Gramy pod wodzą nowego trenera Dariusza Banasika, który ma bardzo fajne podejście do piłkarzy i stosuje nowy system gry. Nie jest łatwo przyzwyczaić się do nowej taktyki. Mam nadzieję, że z meczu na mecz nasza dyspozycja będzie wyglądała coraz lepiej. Wierzę w ten zespół.

- W Radomiaku jesteś już od sześciu lat, wcześniej grałeś jeszcze w Zawiszy Rzgów. Jak w ogóle trafiłeś do Polski?
- Pojawiłem się w Polsce przez Ediego Andrandinę, który grał w Koronie Kielce czy Pogoni Szczecin. Właścicielem Pogoni był wtedy Antoni Ptak, a klub miał obóz w Brazylii. Z Edim dobrze się znamy, dlatego załatwił mi testy i tak naprawdę wszystko się wtedy zaczęło. Przyjechałem do Europy, ale nie żeby grać w Pogoni, tylko w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie właścicielem też był Ptak. Byliśmy w różnych krajach, graliśmy sparingi z wieloma drużynami, miałem kilka fajnych propozycji, dodatkowo byłem młody, bo miałem wtedy 18-19 lat. Był to bardzo fajny czas, który wiele mi dał.

Gdybym mógł coś zmienić, to teraz na pewno nie byłbym w Radomiu. Miałem oferty z Turcji, Niemiec czy Francji… Niestety w tamtym okresie kilka osób nas oszukało – mówię tu nie tylko o sobie, ale też o moich kolegach, z którymi przyjechałem i koniec końców wróciliśmy do Brazylii. Na szczęście w tamtym okresie poznałem pomocnych mi ludzi. Naszym trenerem był Wojciech Robaszek, który w poprzednim sezonie zrobił awans z ŁKS-em do I ligi i to on sprowadził mnie znowu do Polski, do Zawiszy Rzgów. Byłem tam pół roku, zagraliśmy mecz z Radomiakiem, pokazałem się w nim z dobrej strony i koniec końców trafiłem tutaj. Nie żałuję jednak, że przyszedłem do Radomia i cieszę się, że mogę tutaj grać.

- Oferta z Radomiaka była wtedy jedyną, którą dostałeś?
- Byłem wtedy w Brazylii i zadzwonił do mnie trener Robaszek, żebym wracał. Mówiąc szczerze, nie chciałem już wracać do Zawiszy Rzgów. Ojciec namawiał mnie jednak, żebym znów wyjechał do Polski. Pojawił się potem menadżer – nie pamiętam już nawet jak się nazywał – i powiedział mi, że ma dla mnie ofertę z klubu z I ligi. Nie pytałem go wtedy nawet o nazwę klubu. Kiedy przyjechałem, po dwóch czy trzech dniach okazało się, że trafię do Radomiaka, który wtedy grał w III lidze.

- W Brazylii jest dużo utytułowanych klubów, które słyną z pracy z młodzieżą. Dlaczego nie rozpocząłeś swojej kariery od szkółki jednego z tych zespołów?
- Nie miałem możliwości, żeby do takiej szkółki czy akademii się dostać. Nie dostałem szansy nawet zaprezentować się podczas testów. W Brazylii jest dużo talentów i żeby dostać się do wielkiego klubu trzeba mieć znajomości. Ja takich nie miałem.

- Jak odnajdywałeś się na początku w naszym kraju? Języka polskiego nie znałeś, z tego co wiem miałeś też kłopoty z językiem angielskim. Mówiłeś jedynie po portugalsku, więc wiadomo, że z tą komunikacją nie było łatwo.
- Fakt, na początku nie było łatwo – starałem się coś mówić po angielsku czy polsku, ale łatwo nie było. Nie byłem nigdy dobry w nauce języków, ale cały czas się staram i nadal uczę się polskiego. Na pewno pomogli mi wtedy zawodnicy, teraz zresztą jest podobnie.

- W ostatnich miesiącach głośno mówiło się o twoim odejściu. Czy możesz potwierdzić, że otrzymałeś jakieś oferty z innych klubów?
- Oczywiście, co pół roku ktoś do mnie dzwoni, pyta czy jestem zainteresowany transferem.

- Możesz zdradzić jakieś nazwy?
- Nie chcę mówić o konkretnych klubach. Mogę jedynie powiedzieć, że były to oferty z I ligi.

- Czemu więc nie zdecydowałeś się na skorzystanie z żadnej oferty? Klub się nie zgodził czy po prostu ty nie byłeś zainteresowany?
- Klub chciał mnie zatrzymać, poza tym nie ukrywam, że ja też w Radomiu czuję się bardzo dobrze. Poza tym wtedy, kiedy miałem oferty, nadal była szansa awansu. Mam jeszcze rok kontraktu, zrobię wszystko, żeby awansować z Radomiakiem i zagrać w I lidze. Jeśli jednak teraz znów się nie uda, to będę musiał zastanowić się nad swoją przyszłością i możliwe, że zmienię klub. 

- Nie masz takiego wrażenia, że w Radomiu jesteś już zbyt długo i że dla dobra swojej kariery powinieneś zmienić klub?
- Gdybym miał teraz 22-23 lata, to mógłbym powiedzieć, że czas już odejść. Mam już swoje lata, w Radomiu mam mnóstwo znajomych, dziewczynę, więc to też są powody, dla których jestem w tym miejscu.

- Ale jak rozumiem wierzysz w to, że w I lidze jeszcze zagrasz – czy to w barwach Radomiaka, czy innego zespołu?
- Oczywiście, jestem zawodnikiem, który ma swoje ambicje i cele. Wierzę w siebie, wiem, że jak będę zdrowy, to jestem w stanie utrzymać bardzo dobrą formę. Zagram w I lidze. Jeśli nie w Radomiu, to w innym klubie.

- A wierzysz w to, że zagrasz jeszcze nie tylko w I lidze, ale też i w ekstraklasie?
- Szczerze? Nie myślę o tym. Tak jak mówiłem wcześniej, gdybym był z pięć lat młodszy, to bardziej bym się nad tym zastanawiał. Wiadomo, że każdy piłkarz chce zagrać w najwyższej klasie rozgrywkowej w danym kraju, ale ja skupiam się na tym co jest tu i teraz.

- Skoro już mówimy o przyszłości, to po zakończeniu kariery wiążesz jakieś plany z naszym krajem czy będziesz chciał wrócić do Brazylii?
- Ciekawe pytanie. Mówiąc szczerze, nie wiem. W życiu dzieje się tyle, że ciężko mi teraz udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

- Chciałbyś pozostać przy piłce, widziałbyś się np. w roli trenera?
- Jak najbardziej.

- Czemu?
- Bo kocham piłkę nożną i nie wyobrażam sobie bez niej życia.

 

 


KOMENTARZE