var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: wsqn.pl

„Spowiedź” Dawida Janczyka - wstrząsające wyznania piłkarza. Ruszyła przedsprzedaż książki pod naszym patronatem!

Autor: Redakcja
2018-09-01 09:00:37

Kiedy po młodzieżowych mistrzostwach świata w Kanadzie zgłosiły się po niego najlepsze kluby Europy, wydawało się, że drzwi do piłkarskiego raju stoją przed nim otworem. Transfer 19-letniego Dawida Janczyka do CSKA Moskwa za rekordowe 4,2 mln euro okazał się przekleństwem, które zapoczątkowało jego upadek. 19 września nakładem Wydawnictwa SQN ukaże się autobiografia jednego z największych talentów polskiej piłki zatytułowana „Moja spowiedź”. Rusza przedsprzedaż książki pod naszym patronatem!

Wejdź TUTAJ, przeczytaj darmowe fragmenty książki i zamów ją w przedsprzedaży!

  • oszczędzasz ponad 10 zł
  • wysyłka od 14 września
  • atrakcyjne pakiety z książkami o piłce nożnej

Od 19 września książki szukaj również w salonach Empik i dobrych księgarniach w całej Polsce.

Już niedługo na 2x45 będziecie mogli przeczytać recenzję tej książki.

***

Fragment książki:

Organizatorzy, żeby urozmaicić nam pobyt, zorganizowali spotkanie drużyny z miejscową Polonią. Doszło do niego w sali przy, przypuszczam, polskim, kościele. Przyszło kilkaset osób. My fajnie ubrani w reprezentacyjnych dresach Pumy, naprzeciwko tłumy ludzi z biało-czerwonymi flagami. Pogadaliśmy, rodacy życzyli nam powodzenia i zapewnili, że w każdym z trzech meczów w Montrealu, dadzą nam takie wsparcie z trybun, że będziemy się czuć jak w domu.

Kiedy już zbieraliśmy się do powrotu, podeszła do mnie jakaś dziewczyna.

- Moja koleżanka bardzo chciałaby cię poznać. Jeżeli będziesz miał czas, to co wieczór jesteśmy w Klubie. Zadzwoń, a przyjedziemy po ciebie kiedy będziesz chciał – powiedziała wciskając mi w rękę karteczkę z numerem telefonu, podpisaną ”Paulina”.
- Nie ma szans. Gramy mecz z Brazylią – odpowiedziałem, ale na wszelki wypadek karteczkę z namiarami schowałem do kieszeni dresu.

Dzień przed każdym spotkaniem na Mistrzostwach Świata trener Globisz zarządzał odprawę. Tak w Montrealu, jak i już po awansie do 1/8 finału, w Toronto, zbieraliśmy się w sali konferencyjnej hotelu. Gasło światło, a ludzie ze sztabu szkoleniowego puszczali nam filmiki z nagraniami fragmentów meczów najbliższego rywala oraz naszymi najlepszymi zagraniami. W tle leciała muzyka Michała Bajora. Chłopaki różnie na nią reagowali, ale mnie pasowała. Lubiłem przed meczem, koncentrując się w szatni ze słuchawkami na uszach, odciąć się od świata przy utworach Bajora, Grzegorza Turnaua ale i Eminema. Repertuar zależał od nastroju. Odprawa trwała 15-20 minut. Potem mieliśmy się przespać z tym co obejrzeliśmy, a w dniu meczu powtórka. Pan Michał Globisz tak poukładał zespół, że każdy wiedział co ma robić i tuż przed wyjściem na boisko żadne motywacyjne przemowy nie były nam potrzebne. Trener o tym wiedział i kiedy po rozgrzewce wracaliśmy do szatni, każdemu podawał rękę i rzucał zazwyczaj: idźmy i zróbmy to, co do nas należy.

Przeciwko Brazylii zagraliśmy przy 50 tysiącach widzów. Wspierało nas dobre kilka tysięcy Polonusów. To niesamowite wrażenie, kiedy wychodzisz na stadion tak daleko od ojczyzny, a na trybunach mnóstwo polskich flag. A potem hymn. Serce mało nie wyskoczy z ramy, gęsia skórka… Chciałbyś już, natychmiast rzucić się na rywali.

Nie ma co czarować – Canarinhos nas zlekceważyli. Oni, czterokrotni mistrzowie świata, a my absolutni debiutanci, którzy zagrali na mundialu po 24 latach nieobecności. Jeszcze w tunelu Brazylijczycy byli wyluzowani, szeroko się uśmiechali. Sprawiali wrażenie, że mecz z Polską to dla nich tylko jedna z niewiele znaczących przeszkód w drodze do finału. Byli tak pewni siebie, że oszczędzali np. Marcelo. Najlepszy obecnie lewy obrońca świata i gwiazdor Realu Madryt, do którego trafił z Fluminense właśnie po tamtych mistrzostwach, wszedł na boisko dopiero w 66. minucie. Kiedy grunt już im się palił pod nogami.

Myśleli, że się ich przestraszymy. Żarty. Od początku ciosem odpowiadaliśmy na cios. Tomek Cywka już bodaj w ósmej minucie, po dobrym podaniu od Artura Marciniaka, przeniósł piłkę minimalnie nad poprzeczką. Aż wreszcie nadeszła 23. minuta. Faul na którymś z naszych 25 metrów od bramki. Chciałem wziąć piłkę i uderzyć z wolnego, ale uprzedził mnie Grzesiek Krychowiak. Choć miał wtedy tylko 17 lat i był od nas o trzy lata młodszy, to bez kompleksów zgarnął futbolówkę i huknął nie do obrony. Ku…wa, gol! Nie wierzyłem! Mocno go uściskałem, zapominając, że przed chwilą byłem na niego strasznie wkurzony, że nie dał mi wykonać tego wolnego. Ale dobrze się stało. Może bym nie trafił, albo bramkarz by obronił?

W każdym razie – my w szoku, Brazylijczycy w jeszcze większym. Chyba w tym momencie zaczęli nas szanować. Koncentracja, koncentracja – krzyczał z ławki trener Globisz, bo nie minęło 3 minuty od naszego gola, a już mogło być 1:1. Alexandre Pato uderzył spod kolana, ale nasz kapitan Bartek Białkowski świetnie interweniował i wybił piłkę na róg.

W 27. minucie zrobiło się nam ciepło, bo za czerwoną kartkę z boiska został wyrzucony Krzysiek Król, Schodził i płakał. Było mi go strasznie szkoda. A ukarał go człowiek, który rok później podczas „dorosłego” Euro w Austrii stał się naszym narodowym wrogiem numer jeden. Sędzia z Anglii… Howard Webb. Od tego momentu strasznie z nami cisnęli. Mieliśmy problemy żeby wyjść z własnej połowy.

W przerwie w szatni był spokój. Krzysiek przepraszał drużynę, a my go pocieszaliśmy. Trener uczulił nas, żebyśmy wcześniej wychodzili do rywali i starali się nie dopuszczać ich do naszej bramki. Nie miałem jakichś szczególnie dobrych okazji do strzelenia gola, a na dodatek podkręciłem kostkę i  w 73 minucie musiał mnie zmienić Łukasz „Ecik” Janoszka. Było ciężko, ale chłopaki dowieźli prowadzenie do końca. 30 czerwca 2007 roku. Tej daty nie zapomnę do końca życia.

Kiedy już nacieszyliśmy się w szatni, zebraliśmy sprzęt, w autokar i do hotelu. Kolacja i odpoczynek w pokojach.

Tyle, że kto odpoczywał, to odpoczywał. Krzysiek, któremu po zwycięstwie minęły wyrzuty sumienia, że osłabił zespół, chciał jeszcze pocelebrować wygraną.

– Murzyn, masz kartkę z telefonem do tej laski? – spytał. Odparłem twierdząco. I już nie wiem, czy to on, czy ja, w każdym razie któryś z nas zadzwonił do Pauliny. Za godzinę po nas przyjechała. Fajnym Land Roverem, za kierownicą którego siedział przypakowany gościu o ciemnej, takiej cygańskiej karnacji z wytatuowanym godłem Polski na ramieniu. Podczas rozmowy telefonicznej uprzedziliśmy nową koleżankę, że będzie nas dwóch. Więc i Paulina zabrała ze sobą przyjaciółkę. Pojechaliśmy do modnego – podobno – w Montrealu Klubu. Już nie pamiętam jego nazwy. Przed wejściem długa kolejka oczekujących na wpuszczenie do środka. My w dresach kadry, prowadzeni przez „Cygana” i dziewczyny bokiem, omijając tłumek ludzi weszliśmy do środka. Klub, jak klub. Te lepsze wszędzie wyglądają podobnie. Potańczyliśmy, pobawiliśmy się, wypiliśmy po kilka piwek i zarządziłem odwrót. Nie miałem żadnych planów w stosunku do Pauliny. W przeciwieństwie do Krzysia, któremu tak spodobała się druga z lasek, że przez całe mistrzostwa pozostawał z nią w kontakcie telefonicznym, a kiedy po Argentynie wracaliśmy do domu, to „Królik” zakomunikował trenerowi, że się zakochał i zostaje u dziewczyny w Kanadzie. I został! Nie pamiętam jak długo trwał ten płomienny romans i kiedy Krzysiek przyleciał do Polski, ale jednego jestem pewien – z nami nie wracał.

***

O książce:

Wielki talent. Rekordowy transfer. Nałóg, który zniszczył wszystko.

Świetny występ w młodzieżowych mistrzostwach świata w Kanadzie w 2007 roku pokazał, jak wielki drzemie w nim talent. Stawiano go w jednym szeregu z Sergio Agüero, chciały go u siebie Inter i Atlético, ale za rekordowe 4,2 miliony euro trafił do CSKA Moskwa. Stolica Rosji miała być trampoliną do wielkiej kariery Dawida Janczyka. Okazała się przekleństwem, które zapoczątkowało jego upadek…

"Moja spowiedź" to rozliczenie się z przeszłością jednego z największych talentów w historii polskiego futbolu. To opowieść o samotności, niewłaściwym towarzystwie, wizytach w najlepszych nocnych klubach, łatwych pieniądzach, braku cierpliwości. I o nałogu, który może rozpocząć się od jednego drinka.

Miał wszystko, by zostać drugim Lewandowskim. Dziś już nawet nie odcina kuponów od dawnej sławy. Walczy o powrót do normalnego życia.

***

Autorzy: Dawid Janczyk, Piotr Dobrowolski
Data wydania: 19 września 2018
Cena okładkowa: 39,99 zł
Liczba stron: 344


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się