var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: własne

Boniek: Musimy odmłodzić reprezentację. Młodzieżówka chce odzyskać honor. Smuda: Brzęczek ma lepiej niż ja miałem

Autor: zebrał Bartosz Adamski
2018-09-07 11:37:34

W piątkowej prasie jest bardzo dużo dobrego czytania. Tematem przewodnim są oczywiście spotkania pierwszej i drugiej reprezentacji. Ogółem wybraliśmy aż 29 artykułów z sześciu źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Boniek: Musimy odmłodzić reprezentację"

"Przemysław Rudzki, Tomasz Włodarczyk: Selekcjonerzy się zmieniają, ale problemy nie znikają – część powołanych piłkarzy w ogóle nie gra. A Kamil Grosicki, który po Robercie Lewandowskim był najbardziej efektywnym piłkarzem u Nawałki, w ogóle przepadł.
Zbigniew Boniek:
Mam nadzieję, że Kamil wróci do reprezentacji, natomiast wydaje mi się, że drużyna powinna zostać odmłodzona. Nie możemy ciągle grać tą samą jedenastką. Kamil jest w Hull, zarabia dobre pieniądze. Najlepszą metodą, żeby ktoś chciał go kupić, jest dobra gra w klubie. Wtedy zgłosi się po niego nie jedna czy dwie drużyny za pięć dwunasta, ale piętnaście w normalnym trybie. Być może Hull to nie Sopot, ale sam sobie tak wybrał. Niech się skoncentruje na pracy, a wtedy może wróci do kadry.

Brak powołania dla Grosickiego jest w pełni zrozumiały. A co z Kubą Błaszczykowskim?
Nie rozmawiałem na ten temat z trenerem. Może chciał zaprosić wszystkich, którzy stanowili o sile reprezentacji, aby powiedzieć im, że od dzisiaj obowiązuje standard: kto nie gra, nie dostaje powołania.

Wtedy Grosickiego też by zaprosił.
Panowie, k... , ale on to nawet nie trenował! Gdyby zmienił klub, lepiej żeby zaczął się aklimatyzować i normalnie trenować z nowym zespołem. Stało się inaczej. Natomiast selekcjoner Brzęczek wyznaczył pewne standardy, których ja też od niego oczekuję i być może kilku piłkarzy nie zobaczymy na następnym zgrupowaniu.

Czeka nas teraz transformacja aż do eliminacji?
Przede wszystkim musieliśmy jasno określić zasady. Zawodnicy usłyszeli je od Jurka. Jako prezes też wiem, jakie są moje oczekiwania.

Jakie?
Nie można grać w reprezentacji, będąc rezerwowym w klubie. Na mundial pojechali niemal ci sami piłkarze, co na EURO. Wielu było na innym etapie kariery, niektórzy grali mało w klubach. Zaległości kondycyjnych nie da się nadrobić w trzy tygodnie. Oczekuję, że kadrowicze będą grali regularnie."

Więcej TUTAJ

***

"Bereszyński: Dojrzałem do roli zastępcy Piszczka"

"Tomasz Włodarczyk: Bartosz Bereszyński – „Następca”. Łukasz Piszczek pożegnał się z reprezentacją, więc teraz nadszedł pana czas.
Bartosz Bereszyński:
Od dwóch lat jestem regularnie powoływany, ale numerem jeden był Łukasz – według mnie najlepszy piłkarz na tej pozycji w historii kadry. To mega człowiek i piłkarz, który nie schodzi z najwyższego poziomu od wielu lat. Top w Europie. Wiele mogłem się od niego nauczyć.

Jest pan gotowy?
Tak. Gdy dostawałem szansę, raczej nie zawodziłem. Moje występy w większości były poprawne. Wszystko idzie w dobrym kierunku i w klubie, i w reprezentacji. Po rezygnacji Łukasza moja pozycja w kadrze w naturalny sposób się wzmocniła, ale rywalizacja cały czas jest duża. Jest Tomek Kędziora, a za nim wielu zdolnych piłkarzy grających na tej pozycji, jak Robert Gumny. To dobrze. Tylko z korzyścią dla mnie.

Naturalny proces ewolucji. Ma pan 26 lat. Teraz pana kolej.
Mam nadzieję zająć miejsce na prawej obronie na tak długo jak „Piszczu”. Od pewnego czasu utrzymuję wysoki poziom w klubie. Mam nadzieję, że ten sezon będzie dla mnie jeszcze lepszy. Gdybym nie miał takiego rywala jak Łukasz, już od pewnego czasu grałbym w kadrze regularnie, choć ostatnio, w mundialu czy eliminacjach, to było coś więcej niż epizody. W większości spotkań byłem podstawowym zawodnikiem."

Więcej TUTAJ

***

"De Biasi: Do końca czekałem na decyzję PZPN. Wykonałbym w Polsce dobrą robotę"

"Gianni De Biasi był jednym z kandydatów do przejęcia reprezentacji Polski po Adamie Nawałce. Kiedy Zbigniew Boniek postawił na Jerzego Brzęczka, szkoleniowiec z Półwyspu Apenińskiego nie krył zawodu.

– Byłem rozżalony, ale nie mam do nikogo pretensji. Życzę waszej drużynie wszystkiego najlepszego. Zespół dysponuje sporym potencjałem. Gdy byłem kandydatem na trenera waszej reprezentacji, odrzuciłem oferty kilku klubów. Nie chciałem zamykać sobie możliwości pracy z polską kadrą, czekałem na decyzję PZPN. Uważam, że jako selekcjoner biało-czerwonych mógłbym wykonać dobrą robotę – mówi."

Więcej TUTAJ

***

"Nowe otwarcie bez rewolucji. Brzęczek da szansę jednemu debiutantowi"

"Czas na pracę z wyselekcjonowaną grupą był bardzo ograniczony – zespół miał kilka jednostek treningowych, tradycyjnie były odprawy taktyczne i indywidualne rozmowy. Za mało, żeby na wstępie porywać się na rewolucję. Mimo to można mówić o przeprowadzaniu solidnego liftingu, bo selekcjoner zaprosił na zgrupowanie aż dwunastu zawodników, którzy nie uczestniczyli w nieudanych mistrzostwach świata.

Kilku z nich ma szanse na debiut w Bolonii. Pod nieobecność kontuzjowanego Macieja Rybusa na lewej obronie możemy zobaczyć od początku Arkadiusza Recę lub Rafała Pietrzaka. Samo powołanie 26-latka z Wisły Kraków było wielkim zaskoczeniem. Udany początek sezonu w ekstraklasie zaowocował wysłaniem zaproszenia przez Brzęczka, u którego defensor rozegrał najefektywniejszą rundę w karierze – w pierwszoligowym GKS Katowice miał aż osiem asyst. Dopiero teraz osiągnął stabilizację w najwyższej klasie rozgrywkowej, w której pierwszy raz wyszedł na boisko w siedmiu meczach z rzędu."

Więcej TUTAJ

***

"Brzęczek podejmuje się solidnego remontu kadry"

"Reprezentacja Polski otwiera nowy rozdział. Największy symbol zmian, selekcjoner Jerzy Brzęczek, nie buduje od podstaw, byłoby to spore przekłamanie, ale podejmuje się solidnego remontu, który i tak będzie największym wyzwaniem w jego dotychczasowej karierze. Ma stworzyć zespół, który odzyska mocno nadszarpnięte podczas mistrzostw świata zaufanie. To zdradliwa misja, choć kręgosłup biało-czerwonych, na którym trzyma się zespół, wciąż wydaje się mocny. Pytanie, jak udźwignie proces transformacji?

Mundial był wielkim rozczarowaniem. Aktualnie trwa taśmowe wylewanie żali przez piłkarzy: jedni byli źle przygotowani fizycznie, drudzy wskazują na pecha z Senegalem, innym było za gorąco w Soczi. Na szczęście niektórzy wolą milczeć i nie wskazywać przyczyn porażki, bo trzeba by spojrzeć w lustro i odnieść się bezpośrednio do piłkarskich umiejętności oraz boiska. Faktem jest, że biało-czerwoni zagrali grubo poniżej oczekiwań, czego konsekwencją było odejście Adama Nawałki. Niespodziewanie namaszczony przez Zbigniewa Bońka Brzęczek wszedł i „przewietrzył” reprezentacyjne korytarze. Oczyścił atmosferę, zmienił zasady, czyli zrobił to co mógł na kilka dni przed meczem z Włochami. Piłkarze zapewniają, że nieudany turniej zostawił blizny i deklarują pozytywny reset. Na ostatni kryzys, w wymiarze obyczajowym, czyli aferę alkoholową, odpowiedzieli z klasą grając jeden z najlepszych meczów w erze Nawałki przeciwko Rumunii w Bukareszcie. Teraz jednak wymiar jest inny, bo sportowy, a poprzeczka do przeskoczenia zawieszona znacznie wyżej."

Więcej TUTAJ

***

"Alfabet Jerzego Brzęczka"

"E jak edukacja
Brzęczek pierwszy etap szkoły dla trenerów skończył w Wiedniu. Zapisał się na kurs UEFA A dla byłych i grających zawodników z przeszłością w reprezentacjach narodowych. Kilku z uczestników tego szkolenia pracowało później w austriackiej Bundeslidze (m.in. Adi Hütter, Dietmar Kühbauer czy Michael Baur). Obecnie ceni metody Pepa Guardioli. Dzięki znajomemu z zagranicy dostał konspekt okresu przygotowawczego Hiszpana przeprowadzonego z jego byłym zespołem. Interesuje się też filozofią Marcelo Bielsy. Brzęczek ma otwarte drzwi do Jürgena Kloppa, którego poznał w Borussii Dortmund. Bardzo zadowolony wrócił z niedawnego spotkania z Carlo Ancelottim. Dyskutowali na temat specyfiki pracy trenera. Włoch zdradził, że dostał propozycję prowadzenia reprezentacji swojego kraju, ale odmówił. Woli pracować w klubie.

F jak farsa
Reprezentację olimpijską Janusza Wójcika od strony finansowej i organizacyjnej wspierał biznesmen Zbigniew Niemczycki. Za to w dorosłej kadrze panowała partyzantka. Brzęczek i inni „olimpijczycy” z zażenowaniem obserwowali farsę, gdy w trakcie wspólnego wyjazdu na mecze do Albanii do ich stolików podchodzili sławni zawodnicy pierwszej drużyny z prośbą o mleko czy kiełbasę. – Rzucone po udanych igrzyskach hasło, że zmieniamy szyld i jedziemy dalej dotyczyło kwestii organizacyjnej, a nie wyłącznie personaliów piłkarzy i wymiany pokoleniowej – wyjaśniał Brzęczek."

Więcej TUTAJ

***

"Pierwsze powołania mają znaczenie symboliczne"

"Z dwudziestu siedmiu zawodników, którym Jerzy Brzęczek wysłał powołania na wrześniowe mecze z Włochami w Bolonii i Irlandią we Wrocławiu, trzynastu nie rozegra u nowego selekcjonera więcej niż pięciu spotkań. Kiedy przyjdzie czas podsumowań rządów Brzęczka w kadrze Polski, okaże się, że z jedenastki, którą najczęściej posyłał do gry, aż sześciu zawodników w ogóle nie było na pierwszym zgrupowaniu. Pierwsze powołania, pierwszy wybrany skład, pierwszy mecz nowego selekcjonera zwykle budzą wielkie emocje i są traktowane jako początek nowej epoki. W rzeczywistości mają jednak znaczenie głównie symboliczne. Prowadzenie reprezentacji Polski to sztafeta. Pałeczkę trzyma ktoś inny, ale dalej biegnie po tej samej bieżni."

Więcej TUTAJ

***

"Włoski orzech do zgryzienia"

"Nerwy, dramaturgia, brutalność, błędy, finezja, radość, płacz – we włoskich meczach Piechniczka było wszystko, prawdziwa sól futbolu. Z Italią na boisko wychodziło się jak na piłkarską wojnę. Pokonanie ich było wielką sztuką, nawet z remisu należało się cieszyć.

– To zawsze były mecze z charakterem, każdy miał swoje ciekawe kulisy i historię – podkreśla Piechniczek. Inni selekcjonerzy biało-czerwonych pod względem liczby włoskich kontaktów są daleko w tyle. Drużyna Kazimierza Górskiego grała z Włochami trzy razy, pozostali trenerzy co najwyżej dwa.

Już sam fakt, że grasz z Włochami, wyróżnia szkoleniowca i zawodników. Nie ma mowy o żadnych kompleksach – to kwestia klasy rywala, jego doświadczenia, rangi, umiejętności. A jeśli chodzi jeszcze o mecz w mundialu, to już w ogóle robi się z tego uniwersytecki egzamin. Takim meczem dla Piechniczka było grupowe starcie z Italią w Hiszpanii.

– Wszyscy świetnie pamiętali, że osiem lat wcześniej w mistrzostwach w RFN wielka drużyna Górskiego po świetnym meczu pokonała Włochów 2:1, odsyłając ich do domu już po fazie grupowej. Miałem nawet w zespole dwóch piłkarzy z tamtego spotkania, Władka Żmudę i Grześka Latę. Kibice analizowali prosto: skoro wtedy było tak dobrze, teraz znowu powinno być. Wiedziałem, że oczekiwanie są duże, ale tego pierwszego meczu przede wszystkim nie chciałem przegrać – mówi nam Piechniczek. I zrobił to, czego nie udało się ostatnio ekipie Adama Nawałki w starciu z Senegalem (1:2), choć porównanie jest mocno naciągane, bo Włosi w przeciwieństwie do rywala z Afryki byli ekipą ze światowego topu."

Więcej TUTAJ

***

"Nowa szata dawnego furiata. Mancini ma przywrócić siłę Italii"

"Fatih Terim powtarzał, że nawet Bóg nie będzie mu się wtrącał w prowadzenie zespołu. A prezydent Fiorentiny Vittorio Cecchi Gori próbował. Po remisie z Brescią (2:2) szef klubu zszedł do szatni, zwyzywał najpierw asystenta Turka, następnie pierwszego trenera. W odpowiedzi Terim zrzucił marynarkę, by nieskrępowany rzucić się na polityka (wówczas Cecchi Gori zasiadał w senacie). Ale to nie immunitet ochronił 58-latka, a obrażany asystent. Stanął między szkoleniowcem a prezydentem Violi. Nic nie mogło ich połączyć. Następnego dnia Terim zrezygnował, a jeszcze kolejnego ogłoszono nowego trenera. Roberto Manciniego.

Tak zaczęła się kariera szkoleniowa jednego z najzdolniejszych włoskich piłkarzy swojej generacji. Trwał luty 2001 roku. Mancini obejmował Fiorentinę ledwie kilka miesięcy po 36. urodzinach, jednak czas zawsze miał dla niego pojęcie względne. Dwie dekady wcześniej jego ojciec Aldo musiał zawrócić z trasy do Rimini, gdzie Bologna rywalizowała w rozgrywkach Primavery, bo syn nieoczekiwanie znalazł się w kadrze na mecz Serie A. W ostatniej chwili zdążył na debiut 16-latka. Roberto już wcześniej kopał ze starszymi od siebie, dlatego dostał przydomek „Bimbo”. Chłopczyk. Dziś po chłopięcym wyglądzie nie ma śladu, za to w wieku 53 lat zachował młodzieńczą figurę, o czym świadczyło zdjęcie sprzed kilku dni znad basenu. Ostatecznie wskazówki zegara czy kartki kalendarza nie mają dla niego znaczenia, więc czemu miałoby być inaczej?"

Więcej TUTAJ

***

"Odgruzować po katastrofie. Przed Włochami długa droga"

"Kibice po prostu odwrócili się plecami od reprezentacji, a mundial został zasłonięty kurtyną. Zainteresowanie turniejem nie było takie jak zwykle z racji nieobecności Italii, a rozmawiając z Włochami, dało się odczuć deprecjonowanie rosyjskiego turnieju. Nic dziwnego, Squadra Azzurra mocno zawiodła zaufanie fanów. Widać to nawet teraz – mimo przerwy na spotkania kadry tifosi nadal znacznie więcej uwagi poświęcają rozgrywkom ligowym, które wraz z transferem Cristiano Ronaldo do Juventusu budzą jeszcze większe zainteresowanie.

Gdzieś na dalszym planie znajduje się pierwszy mecz o punkty od czasów niechlubnego barażu ze Szwedami (0:1) o awans do mistrzostw świata. Liga Narodów na razie uznawana jest bardziej za „mecz towarzyski o punkty” niż rozgrywki, którymi można się ekscytować. Na rywalizację z Polakami zostało sprzedanych niewiele biletów."

Więcej TUTAJ

***

"Młodzieżówka chce odzyskać honor"

"Wynik z listopada ubiegłego roku zabrzmiał jak kiepski piłkarski żart, nie miał prawa się przytrafić, a jednak się przytrafił – Polacy na Wyspach Owczych tylko zremisowali z gospodarzami 2:2, na dodatek punkt uratowali w czwartej minucie doliczonego czasu gry.

Udało im się odrobić straty w grupie, bo potem pokonali u siebie uznawaną za faworyta grupy Danię (3:1), ale w Lubinie oczywiście nie mogą się znowu potknąć. – Oglądałem nasz mecz w Thorshavn wiele razy i wiem, co zrobiliśmy dobrze, a co źle. Ja już nic nie chcę obiecywać. Wolę, żebyśmy w piątek bez zbędnego gadania po prostu wykonali swoją robotę na boisku – przyznaje Michniewicz.

Widać, że wyprawa na Wyspy Owcze była dla naszej ekipy surową lekcją pokory. Ale to dobrze – teraz już nikt nie zlekceważy amatorskich Wyspiarzy. Mimo że Farerzy nie odstają rażąco poziomem od innych drużyn z naszej grupy (potrafili też na wyjeździe zremisować z Finlandią), to jednak oczekujemy, że w Lubinie zostaną przez biało-czerwonych zdrowo obici. Po ubiegłorocznej przykrej przygodzie nikt jednak w naszej kadrze na śmiałe deklaracje sobie nie pozwala."

Więcej TUTAJ

***

"Dostał życiowa szansę. Kucharski będzie lepszym dyrektorem od Kepciji?"

"W warszawskim klubie pracuje od dekady z krótką przerwą, gdy był zatrudniony w Manchesterze United. Przez cztery miesiące pełnił rolę skauta odpowiedzialnego za obszar Europy Środkowo-Wschodniej.

Z kolei Legii przez pierwsze cztery lata był asystentem trenera młodzieży Tomasza Dębka. Potem zajął się skautingiem, w końcu został szefem tego działu w Legii. Takie stanowisko pełnił też po rozstaniu się ze słynnym angielskim klubem. Za jego największy sukces można uznać sprowadzenie Ondreja Dudy. Przyszedł za 300 tys. euro z MFK Košice, odszedł za 4,2 mln euro do Herthy Berlin, z Kucharski odegrał dużą rolę w jego ściągnięciu. Był też w mniejszym czy większym stopniu zaangażowany w transfery Krystiana Bielika, Adama Hlouška, Nemanji Nikolicia, Aleksandara Prijovicia, Sebastiana Szymańskiego czy Radosława Majeckiego."

Więcej TUTAJ

***

"Górnik bez pomocy. Druga linia w rozsypce"

"Zabrzanom brakuje w kadrze takich kreatywnych graczy, jak Żurkowski. Matuszek, kapitan drużyny, ma sporo zadań defensywnych i lepiej sprawdza się w powstrzymywaniu ataków rywali, niż w rozgrywaniu. Na dodatek skrzydła w tym sezonie prezentują się kiepsko. Z bocznych pomocników strzela i asystuje tylko Daniel Smuga – ma jedną bramkę i dwa kluczowe podania. Konrad Nowak nadrabia stracony czas po kontuzjach (w ostatniej kolejce w meczu z Pogonią zagrał po raz pierwszy w wyjściowym składzie po trzech latach przerwy), Daniel Liszka jest jeszcze mało doświadczony, a nowy nabytek Adam Ryczkowski miał fatalny początek. W pierwszych spotkaniach był najsłabszym piłkarzem drużyny."

Więcej TUTAJ


"SPORT"

"Smuda: Brzęczek ma lepiej niż ja miałem"

"1. Jerzy Brzęczek pójdzie tropem swych poprzedników, zwłaszcza Adama Nawałki, czy jednak nie oglądając się wstecz wybierze indywidualną drogę budowania swojej reprezentacji Polski?
Każdy trener chce jak najszybciej wprowadzić do drużyny swoją koncepcję i wizję kadry, składu. By mówiło się, odbierało, że to jego autorski pomysł na reprezentację. To naturalne. Zwykle jednak zaczyna się od ustawienia poprzednika, jego wizji zespołu, a potem, w miarę możliwości szybko koryguje się skład, taktykę, wizję gry na swój pomysł. Jurek ma jednak zdecydowanie lepiej niż ja miałem. Bo w miarę gotową kadrę, a ja miałem tylko 4-5 pewniaków i głęboko musiałem szukać, by wysłać najlepsze nominacje.

2. Po nie ukrywajmy dość zaskakującej nominacji, bo spekulowało się o selekcjonerze z zagranicy, trener Brzęczek nie miał złej prasy, jedyne co fachowcy mu zarzucali, to brak doświadczenia w zawodzie. To duży minus na starcie?
Profesjonalne granie, trenowanie ligowych zespołów, a praca selekcjonera, to diametralnie inne światy. Światy o ogromnej różnicy. Niemcy trzymają się ścieżki doświadczenia, stawiają na uznanej marki fachowców, dlatego po mundialu zostawili Joachima Loewa na stanowisku. Ale czy Jurek już na starcie powinien się obawiać? Adam Nawałka też nie miał aż takiego dorobku, doświadczenia, a jednak sobie poradził. Jurek też z każdym dniem, każdym meczem będzie się wzmacniał, nabierał doświadczenia w praniu."

Więcej TUTAJ

***

"Michniewicz: Każdy ma swoje Wyspy Owcze"

"Adam Godlewski: Każdy ma swoje Wyspy Owcze?
Czesław Michniewicz:
Tak powiedział mi syn, kiedy wrócił ze szkoły po naszym remisie z tym znacznie niżej notowanym rywalem. Usłyszał to od swojego polonisty, który chciał mnie w ten sposób pocieszyć. W sporcie, w życiu także, każdy ma słabszy dzień, który potem może się za człowiekiem ciągnąć. Jak za mną te Wyspy Owcze… Potem mogą jednak przyjść także dni chwały, trzy dni później wygraliśmy przecież z faworyzowaną Danią. Wiemy, że to nie był nasz mecz, nikt nie zagrał z Farerami tak, jak zakładaliśmy. Nie rozmawiamy już jednak w takim kontekście o tym spotkaniu, czasu już nie cofniemy, więc nie ma sensu narzekać i nawet do tego wracać. Trzeba patrzeć do przodu, pamiętając jednak, że w spotkaniach z Wyspami i Finlandią zdobyliśmy tylko dwa punkty na sześć możliwych i straciliśmy aż pięć goli z sześciu, które przeciwnicy byli nam w stanie wbić w tych kwalifikacjach. Zamiast rozdzierać szaty, staramy się wyciągać wyłącznie konstruktywne wnioski.

Kluczowe dla układu grupy będą wrześniowe spotkania z Wyspami Owczymi i Finlandią, a zatem przeciwnikami, którzy dotąd nie bardzo wam pasowali, czy na decydujący bój szykujecie się w Danii w październiku?
Czesław Michniewicz:
Kluczowy na ten moment jest wrześniowy dwumecz. Do października wiele może się zmienić, na czele z sytuacją w tabeli. Lecimy przecież do Finlandii, która dotąd przegrała tylko jedno spotkanie w kwalifikacjach, i gra naprawdę ciekawy futbol. Trzy dni przed konfrontacją z nami Finowie zmierzą się z Danią, więc siłą rzeczy ktoś straci punkty. Dlatego w tym momencie interesują nas wyłącznie Wyspy Owcze, dopiero potem na tapetę wejdzie kolejny przeciwnik. Ale tylko ten najbliższy, poruszamy się do przodu krok po kroku."

Więcej TUTAJ

***

"Jerzy, wielki budowniczy"

"Gdy w latach 90. trafił na 1,5 roku do Górnika, zobaczył ten klub na początku drogi w dół. Teraz, na starcie sezonu 2007/08 dołączył do zabrzan już u kresu tego smutnego marszu, choć w maju 2009, gdy drugi w historii spadek z ekstraklasy stał się faktem, jego w Zabrzu już nie było.  Pół roku przed spadkiem Górnik zimował na ostatnim miejscu w tabeli, jednak trener Henryk Kasperczak zrezygnował z usług doświadczonego piłkarza. Uznał, że czas na młodszych i zabrzanie rozwiązali kontrakt z byłym reprezentantem Polski. Czy wiosną Jerzy Brzęczek zdołałby uratować zasłużony klub?

To wróżenie z fusów. Fakt, że na wiosnę Górnik punktował lepiej (1,3 pkt na mecz) niż jesienią z Brzęczkiem w drużynie (0,7 pkt na mecz), ale błędów w Zabrzu popełniono wtedy całą masę. Najpoważniejszym było powierzenie pełnej władzy, także tej dotyczącej transferów, w ręce Henryka Kasperczaka.

Kasperczak to legendarny trener, z wielkim bagażem doświadczeń, ale w tym okresie był już po prostu zmęczony. Piłkarze z politowaniem patrzyli, jak się myli, albo znów o czymś zapomina. – Myślę, że rzeczywistość trochę mu już wtedy uciekała – mówi jeden z piłkarzy z tamtego zespołu."

Więcej TUTAJ

***

"Krajobraz przed debiutem"

"47-letni selekcjoner nie jest nowicjuszem w zawodzie szkoleniowca, ale w CV nie ma sukcesów, nie tylko spektakularnych. Choć dość szybko dostał szansę na poziomie ekstraklasy – zapewne także dzięki koneksjom z menedżerem Volfgangiem Voege – od niemieckiego właściciela Lechii Gdańsk, ligi przed objęciem kadry nie zawojował. Co prawda wstydu sobie nigdzie nie przyniósł, a po udanym poprzednim sezonie w Wiśle Płock chciały Brzęczka zatrudnić zarówno Lech Poznań, jak i Legia Warszawa – kolejność według chronologii składania propozycji, nie tylko alfabetyczna – ale jako trener znalazł się całkiem niedawno na krzywej wznoszącej, być może prowadzącej dopiero do znaczących wyników. Ostatecznie przejął kadrę, gdyż na przeprowadzkę do Poznania nie dostał zgody, a właściciel Legii także nie porozumiał się z władzami Nafciarzy w kwestii wykupu kontrakt coraz lepiej rokującego fachowca, Brzęczek miał wpisaną w umowę kwotę odstępnego, wynoszącą 250 tysięcy euro, a to kwota dla bogatego PZPN śmieszna. Ile jednak ostatecznie związek zapłacił za ten transfer – nie wiadomo. Publicznie nie podano bowiem kwoty odstępnego."

Więcej TUTAJ

***

"Bereszyński żądny presji"

"Polski obrońca ma za sobą bardzo dobry początek sezonu w barwach Sampdorii. Zapewnia, że większa presja tylko dodatkowo go zmobilizuje.

– Na sześć ostatnich meczów reprezentacji pięć zagrałem w podstawowym składzie, więc zakończenie przez Łukasza reprezentacyjnej kariery nie oznacza dla mnie zupełnie nowej sytuacji. Myślę, że Łukasz to najlepszy prawy obrońca w historii naszego kraju. Teraz moja w tym głowa i Tomka Kędziory, byśmy na tej pozycji nadal mieli pewność i kibice nie musieli się obawiać o obsadę prawej obrony. Presja z tym związana tylko mnie dodatkowo mobilizuje. Wysoko zawieszona poprzeczka sprawia, że jeszcze szybciej się rozwijasz – przekonywał piłkarz Sampdorii podczas wczorajszej konferencji prasowej."

Więcej TUTAJ

***

"Zapolnik: Nie wypuszczę z rąk tej szansy!"

"Maciej GRYGIERCZYK: Oferta z Górnika była zaskoczeniem?
Kamil ZAPOLNIK:
– Wcześniej dochodziły do mnie delikatne sygnały, że trener Brosz rozmawiał z kimś na mój temat. Osobiście jednak, nie słyszałem o żadnych konkretach. Zaskoczenie? Odpowiem, że mimo wszystko – tak. Sądziłem już, że w tym okienku zostanę w Tychach. Jeden telefon od menedżera zmienił wszystko. Decyzję podjąłem od razu w trakcie rozmowy, bez chwili zastanowienia. Wszystko zadziało się w takim tempie, że aż mi samemu trudno było w to uwierzyć. To była pierwsza tak konkretna oferta z ekstraklasy, jaką w życiu otrzymałem, dlatego nie wahałem się ani przez moment.

Trafia pan do ekstraklasy teraz, choć wydaje się, że lepszy sezon niż w Tychach miał pan w Wigrach Suwałki.
Kamil ZAPOLNIK:
– Szczerze powiedzmy sobie, że trudno wyłapać zawodnika w Suwałkach. Mniej patrzy się na jego grę, a bardziej posiłkuje statystykami. Tu, na Śląsku, plus jest taki, że skauting działa dużo lepiej. Horyzont jest szerszy niż na Podlasiu, można oglądać danego gracza praktycznie co tydzień, bo stadiony są położone blisko siebie. Umówmy się – mało kto decyduje się jechać na Wigry, by kogoś obserwować. A już tym bardziej – ze Śląska."

Więcej TUTAJ

***

"Vassiljev do zimy zostanie w okręgówce"

"Latem decyzją sztabu szkoleniowego i władz klubu „Kostia” został przesunięty do drugiej drużyny, z którą trenuje i gra w klasie okręgowej. Reprezentant Estonii ma już za sobą mecze m.in. przeciwko studentom, ratownikom górniczym czy urzędnikom. Nie można powiedzieć, że Vassiljev nie przykłada się do obowiązków, bo notuje gole (na rozkładzie ma Orzeł Mokre, Zameczek Czernica i Tęczę Wielowieś) oraz asysty. Na boisko idzie mu znaczniej lepiej niż w klubowych gabinetach.

Piłkarz wraz ze swoim menedżerem kilka razy spotykali się z działaczami gliwiczan. Przedstawili swoje warunki wcześniejszego rozwiązania kontraktu. Według naszych informacji władze Piasta zaakceptowały propozycje drugiej strony, ale od tego momentu… nastała cisza i brak działań. Wobec, wszystko wskazuje na to, że Estończyk będzie trenował z drugą drużyną co najmniej do zimy."

Więcej TUTAJ

***

"Ambrosiewiczowi pomógł rok w Karwinie"

"Zanim Ambrosiewicz trafił do Zabrza, to był zawodnikiem MFK Karvina. Klub zza południowej granicy słynie z dobrej pracy z młodzieżą. Trenują i uczą się tam w miejscowej polskiej szkole także zawodnicy z naszego kraju. Wychowanek Arki też jako nastolatek zdecydował się na pobyt tam.

– Zawsze mówiłem, że gdyby nie pobyt w Karwinie, to nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem w tej chwili czyli w Górniku i w ekstraklasie. Nie chcę tutaj mówić, że w Arce było coś nie tak. Absolutnie nie, bo ten klub zawsze będę szanował, stamtąd przecież pochodzę, a szczególnie trenera Leszczyńskiego trzeba tutaj wyróżnić, ale na pewno pobyt, treningi i gra w Karwinie bardzo dużo mi dały. Bo i samodzielność i wiele rzeczy się tam nauczyłem – podkreśla."

Więcej TUTAJ

***

"Najpierw sparing, a potem maraton Podbeskidzia"

"O 18.00 na Stadionie Miejskim rozpocznie się gra kontrolna z Cracovią, ostatnim obecnie zespołem ekstraklasy. Ilość miejsc na stadionie jest ograniczona i wynosi 999. Bilety można będzie nabyć w kasie przed meczem, a koszt, to 10 złotych od sztuki.

Na to spotkanie nie będą obowiązywały karnety, a na kolejne emocje związane z walką o ligowe punkty kibice będą musieli poczekać tydzień, a konkretnie do soboty, 15 września, kiedy to „górale” zagrają w Tychach (godz. 12.45). Meczem tym rozpocznie Podbeskidzie istny maraton, a warto przypomnieć kiedy i z im zagra, bo ostatnio pojawiło się małe zamieszanie związane z terminami meczów bielskiej drużyny."

Więcej TUTAJ


"GAZETA WYBORCZA"

"Wszyscy grają u siebie"

"Polscy piłkarze Italię już podbili, cenią ich tutaj jak nigdzie na świecie. Pod przywództwem trenera Jerzego Brzęczka zadebiutują na wyjeździe, a zarazem u siebie

Reprezentacja Włoch krąży po kraju – inaczej niż polska, w meczach o stawkę związana ze Stadionem Narodowym – więc czasami znosi ją na obiekty jak boloński. Niewielki, archaiczny (murowany, obecny kształt przybrał z okazji mundialu w 1990 r., od tamtej pory właściwie się nie zmienił), z wieżą pamiętającą wczesnego Mussoliniego, teraz jeszcze w dodatku z murawą tak zniszczoną, że trzeba będzie się przez nią przedzierać. Urokliwa rudera."

Więcej TUTAJ

***

"Czy Włochy to wciąż potęga?"

"Naprawdę piłkarze Adama Nawałki pokazowo przerżnęli mundial 2018? A włoscy w ogóle tam nie polecieli, bo w eliminacyjnym barażu ulegli Szwecji, drużynie przeciętnej, bez właściwości. Na mundialach 2014 i 2010 nas nie było? A Włosi nie wygramolili się na nich z fazy grupowej, ustępując takim miernotom jak Kostaryka, Paragwaj, Słowacja i Nowa Zelandia. Trener Jerzy Brzęczek dobiera ludzi z wątłych zasobów kadrowych? Przynajmniej powołuje najlepszego środkowego napastnika na świecie, za którym czają się uznany w Italii Arkadiusz Milik i bohater początku sezonu Krzysztof Piątek. A Roberto Mancini musi szukać ocalenia w Mario Balotellim – wiecznie niesubordynowanym, dorosłym tylko metrykalnie urwisie, który po raz kolejny ogłosił, że wreszcie dojrzał. Kiedy jednak sugerował, że chętnie wróciłby z Nicei do czołowej firmy w kraju, to żadna nie wykazała specjalnego zainteresowania. Tylko reprezentacja kraju nie ma alternatywy, bo wybitni środkowi napastnicy w Italii wyginęli."

Więcej TUTAJ

***

"Kulesza: Czasem z dużej chmury jest mały deszcz"

"– W europejskich pucharach wylosowaliśmy bardzo trudnych przeciwników. Rio Ave, Gent, a później ewentualnie Bordeaux – to były drużyny z górnej półki. Przejście tych zespołów wymagało dużo szczęścia i dobrej gry – uważa Cezary Kulesza, który przyznaje, że po kwalifikacjach Ligi Europy jest lekki niedosyt: – Z Gent niewiele zabrakło, abyśmy w rewanżu strzelili gola na 2:1, po strzale Romana Bezjaka piłka mogła wpaść do bramki. Gdybyśmy prowadzili 2:1, to nasza gra inaczej by wyglądała, byśmy się cofnęli i może dowieźli zwycięstwo do końca. Stało się inaczej i szkoda, ale naprawdę mieliśmy bardzo trudnych rywali."

Więcej TUTAJ


"POLSKA THE TIMES"

"Koźmiński: Polacy są we Włoszech doceniani"

"Michał Skiba: Włosi to dla nas idealny rywal? Obie drużyny podrażnione, poważny przeciwnik w nowych rozgrywkach. Mnóstwo Polaków występuje w Serie A...
Marek Koźmiński:
Na pewno rywal podrażniony. My jesteśmy we Włoszech doceniani. Dla niektórych będzie to starcie z kolegami. Polscy piłkarze żyją we Włoszech, dobrze się tam czują. To wszystko smaczki dla dziennikarzy, ale na końcu to tylko mały dodatek.

Spętanych nóg w Bolonii nie będzie?
Ich bym się nie doszukiwał. Spętane nogi to można mieć, gdy ktoś się boi. My nie mamy się czego bać, Włosi tym bardziej. Gramy o punkty z dobrą drużyną. Większe oczekiwania i wyczekiwanie są we Włoszech. Tam kibic został przyzwyczajony do określonego poziomu. Włosi chcą zwycięstwa, Polacy zobaczyć, że nie jesteśmy tak słabi, jak podczas mundialu w Rosji.

W Polsce ciśnienia i wielkiej wiary już nie ma. Balonik zniknął?
Na pewno balon jakiś był. Stworzony trochę przez nas wszystkich. Nie pompowali go sami dziennikarze, czy kibice, lub trenerzy. Każdy coś do tego dołożył. Oczekiwania były chyba zbyt duże w porównaniu do możliwości. Namacalną prawdą jest, że w Rosji zaprezentowaliśmy się słabo. Nie użyłbym słów „katastrofa”, lub „wstyd”. Po prostu byliśmy słabi. Zostały popełnione błędy i uderzamy się w pierś. Teraz jest nowe otwarcie, od razu o punkty, z ważnym przeciwnikiem i trudno powiedzieć, że nam teraz mniej zależy. Rozumiem, że trudno mecz Ligi Narodów z Włochami porównać do mundialu, bo przecież możemy wziąć rewanż za miesiąc."

Więcej TUTAJ


"RZECZPOSPOLITA"

"O co toczy się gra w Lidze Narodów?"

"W ramach nowych rozgrywek, które począwszy od 2018 roku będą odbywać się co dwa lata (faza zasadnicza – jesienią po wielkich imprezach piłkarskich, Euro i mundialu, finał Ligi Narodów rozgrywany będzie w latach nieparzystych) drużyny podzielono na cztery dywizje – A, B, C i D. Podstawą do podziału na dywizje było miejsce reprezentacji w rankingu UEFA po zakończeniu eliminacji do mundialu w 2018 roku.

Polska, w tamtym momencie znajdowała się na 9 miejscu rankingu UEFA, w związku z czym trafiła do 12-zespołowej europejskiej elity dywizji A. Reprezentacje z miejsc 13-24 znalazły się w dywizji B, te z miejsc 25-39 trafiły do dywizji C, a reprezentacje z miejsc 40-55 – do dywizji D.

Drużyny w każdej z dywizji podzielono następnie (drogą losowania, przy zastosowaniu podziału drużyn na koszyki) na cztery grupy – w dywizjach A i B trzyzespołowe, w dywizji C – trzy- lub czterozespołowe, a w dywizji D – czterozespołowe.

W tak wyłonionych grupach zespoły będą grały ze sobą w formacie ligowym – tzn. każda drużyna zagra z każdą mecz i rewanż (mecze tej fazy będą rozgrywane od września do listopada). Po zakończeniu tych zmagań zwycięzcy grup w dywizji A zakwalifikują się do Finału Ligi Narodów, ostatnie drużyny z grup w danej dywizji spadną do niższej dywizji (z wyjątkiem dywizji D, z której nie można już spaść na niższy poziom), a zwycięzcy grup w dywizjach B-D awansują a klasę wyżej. Awanse i spadki ukształtują tym samym podział drużyn na dywizje w kolejnej edycji Ligi Narodów."

Więcej TUTAJ


"FAKT"

"Odzyskajcie nasze zaufanie!"

"Pamięć fana jest bardzo krótka. Marny występ w Rosji przykrył wcześniejsze osiągnięcia. Teraz kadra musi odzyskać zaufanie i choć Boniek wyznacza cel dopiero na jesień 2019 roku, czyli awans do EURO 2020, lepiej nie potęgować frustracji i szybciej budować nową więź. Premierowy test jest poważny – mecz z Włochami, którzy pierwszy raz od 60 lat nie zagrali na mundialu. Na Półwyspie Apenińskim stawiają dom z gruzów i podrażnieni słabymi wynikami Ligę Narodów, nowe międzynarodowe rozgrywki, traktują poważnie."

Więcej TUTAJ

***

"Szczęśliwa goła głowa Brzęczka"

"Co mają przesądy, do ewentualnego triumfu w inauguracyjnym meczu Ligi Narodów? Szef biało–czerwonych wierzy w pracę, lecz jeśli uzna, że „coś” mu pomaga, nie broni się przed tym, a stara pomóc losowi, by ten okazał się łaskawszy. W swoim poprzednim miejscu pracy – Wiśle Płock, z nadejściem chłodnych dni, zaczęły się psuć wyniki płocczan. Podczas spotkania w którym słabo im szło, zdenerwowany Brzęczek, z emocji zdjął czapkę i...losy spotkania odwróciły się!"

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się