var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: CKsport.pl

Jakub Żubrowski dla 2x45: Czasem w szatni Korony czuję się jak za granicą. To problem większości polskich klubów

Autor: rozmawiał Andrzej Cała
2018-09-09 12:03:45

Oprócz Bartosza Rymaniak w notującej od dłuższego czasu bardzo przyzwoite wyniki w lidze Koronie Kielce, szczególną uwagę zwraca również Jakub Żubrowski. Jest jednym z ulubieńców kibiców, zawsze zostawia na boisku serce. Nie brakuje nawet głosów, że zasłużył na szansę w kadrze. Środkowy pomocnik Korony w rozmowie z 2x45 trochę te nastroje tonuje, opowiada o krętej drodze do Ekstraklasy, o problemach jakie są nie tylko w Kielcach, ale i całej polskiej piłce klubowej. Przyznaje również, że jest pewnego rodzaju fenomenem. - W Mielcu miałem taką ekipę, że zdarzały się nam weekendy, gdy oglądaliśmy wszystko, jak leci. Ekstraklasa, liga angielska, niemiecka, występy zespołów z naszymi rodakami z innych rozgrywek.

Andrzej Cała (2x45.info): - Gdy umawialiśmy się na tę rozmowę, wspomniałeś o Stali Mielec i chęci uprzedniego obejrzenia ich meczu. Serce ciągle bije mocniej w tamtym kierunku?
Jakub Żubrowski (pomocnik Korony Kielce):
- Teraz już co prawda nie ma tam wielu chłopaków, z którymi ja jeszcze grałem. Rotacja w Mielcu jest duża, więc zostało jeszcze trzech raptem sprzed półtora roku. Dużo nowych twarzy jest, w Stali to zresztą stała tendencja.

- W przeciwieństwie do wielu innych piłkarzy, Ty jesteś chyba wyjątkowo mocno przywiązany do miejsc, w których grasz. W zawodowej, poważnej karierze były na razie tylko dwa - Kielce i Mielec właśnie.
- Poważna kariera to jeszcze, mam nadzieję, przede mną (śmiech). Ale tak, to prawda, wyjeżdżałem do Mielca, gdy miałem 19 lat i było to związane z tym, że kluby współpracowały ze sobą. Tak trafiłem tam pod skrzydła trenera Gąsiora, który wcześniej prowadził mnie jako juniora w Kielcach i chciał dać szansę zaistnieć w dorosłym futbolu. To była co prawda tylko III liga, ale jakoś stopniowo się tam przebijaliśmy, klasa rozgrywkowa po klasie rozgrywkowej, aż udało się awansować ze Stalą do I ligi. Pograłem w Stali raptem pół roku, potem szansę powrotu do Korony, no i już tutaj zostałem. Bardzo mnie cieszy, że w rodzinnym mieście, z pomocą bliskich, można budować tę swoją pozycję.

- A trochę nie żałujesz, że jednak to się stało tak późno? Bo fajnie jest teraz, zawsze pewne miejsce, ale umówmy się - trochę lat jednak odjechało…
- Na pewno tak jest i nie ma co tutaj polemizować. To może gdzieś siedzieć z tyłu głowy, ale z drugiej strony jestem takim człowiekiem, który nie stara się rozpamiętywać przeszłości. To nic nie da, czasu się nie cofnie. Nie należę do ludzi, którzy mają potrzebę opowiadania i wytykania, że ktoś tam kiedyś się na mnie nie poznał. Tym bardziej, że mam świadomość, iż mając 19 lat nie byłem na tyle gotowy, aby grać w składzie Korony, w której środku pola rządzili Aco Vuković i Vlastimir Jovanović.

Wówczas trenerem był Leszek Ojrzyński, który co okienko dodawał kolejnych nowych chłopaków, sprawdzonych już w Ekstraklasie, a tych młodych odsiewał. I pewnie miał w tym rację, bo jakoś z mojego rocznika, który był podobno bardzo utalentowany, to praktycznie tylko ja się ostałem na poziomie wyższym niż IV liga. Tak to często bywa, że to przejście z piłki młodzieżowej do dorosłej bardzo brutalnie odziera z marzeń i łatki talentu.

- Korona to klub, w którym od zawsze dużo się rotuje. Od kiedy wróciliście do Ekstraklasy, w Kielcach zawsze działo się podczas okienek transferowych od groma. Czy z perspektywy czasu nie uważasz, że być może zabrakło jednak zaufania i prawdziwej szansy dla was - młodych? Czy jednak to faktycznie problem leżał po waszej stronie?
- Można zawsze patrzeć na to dwutorowo. Bo skoro nikt z tych młodych odrzuconych przez Koronę nie zrobił większej kariery, nie odnalazł się w dobrym klubie z zachodu, to widać, że tacy świetni nie byliśmy. Ale prawdą też jest, że sprowadzono do Kielc wielu wątpliwej jakości obcokrajowców czy piłkarzy u schyłku kariery, którzy nie chcieli się za Koronę zabijać.

Mnie trochę serce bolało, bo temat powrotu do Korony pojawił się znacznie wcześniej niż półtora roku temu. Były bodaj trzy okienka, gdy już miało być tuż-tuż, a jednak coś się rozpływało. Wtedy faktycznie było przykro, że innym ta szansa w Kielcach trafiała się ot tak, a mnie czy chłopakom stąd, z okolic, jej nie dawano. Bo też i kibice by inaczej na nas patrzyli. Zawsze to fajne, gdy w zespole są wychowankowie czy chłopacy kibicujący Koronie od dzieciaka. Te proporcje były trochę zaburzone. Natomiast, żebyś mnie źle nie zrozumiał - nikt nie powinien dostać szansy tylko za wiek czy miejsce pochodzenia. Musi to być poparte umiejętnościami, trzeba to wywalczyć na boisku. Tylko najpierw trzeba dostać na to szansę. Z tym bywało różnie.

- Nasuwa się zatem pytanie o to, jaka jest właściwa ścieżka kariery?
- Mój przykład pokazuje, że czasem trzeba wykonać mocny krok wstecz i stopniowo wracać na właściwe tory. Ale idealnego wzoru nie ma. Teraz w Kielcach jest drużyna rezerw. Trochę z przymusu, ale jest. To niezły poligon do ogrywania się. Natomiast ja raczej bym optował właśnie za spróbowaniem sił na niższym poziomie ligowym. To szkoła charakteru oddzielająca tych, którzy naprawdę chcą coś w tej piłce zrobić od tych, którym samozaparcia zwyczajnie zabraknie. Miejsca w klubach Ekstraklasy i I ligi dla wszystkich chętnych nie starczy. Czasem lepiej szybko to sobie uzmysłowić i przemyśleć, co w związku z tym dalej zrobić.

Natomiast wydaje się, że ostatnio wygląda to jakby lepiej. Coraz więcej młodych chłopaków, którzy wyjechali na zachód, czy to do Włoch, ostatnio popularnych, czy Anglii, jakoś się tam przebija, nie wraca z podkulonym ogonem. To pomaga i kolejnym, przeciera im szlaki. Wielu naszych piłkarzy w ostatnich latach wyrobiło naszej piłce na tyle dobre imię, że nawet pomimo bardzo słabego poziomu ligi, bo nie ma się co oszukiwać - jest jaki jest, jednak po ligowców sięgają mocniejsi z ciekawych lig.

- Ale czasem to droga kręta - Mariusz Stępiński wyjechał, przepadł, potem wrócił, żeby znowu wyjechać.
- Trochę się poodbijał, miał nieudane przygody, ale chyba przyszła pora stabilizacji. Nie znam go osobiście, ale kibicuję mu, bo trochę poczytałem rozmów z Mariuszem, nasłuchuję tu i ówdzie. Wygląda na to, że jest świadomym gościem, który wie, czego chce i etyka pracy jest u niego na miejscu.

- Zdajesz się być trochę antyprzykładem mitu o piłkarzach, którzy najmniej w życiu interesują się… piłką nożną. Ty nią naprawdę żyjesz - czytasz, dużo oglądasz, dyskutujesz. To faktycznie sto procent pasji, czy jesteś na bieżąco, by ciągle się uczyć i traktujesz jako element wykonywanego zawodu?
- Wszystkiego po trochu. Zacznę jednak od tego, jak postrzega się nas w środowisku. Ja dość późno dołączyłem do ekstraklasowego środowiska, ale wcześniej spotykałem praktycznie tylko takich chłopaków jak ja. Tylko trzeba pamiętać coś, o czym kiedyś przeczytałem - szatnia klubów piłkarskich od okręgówki do Ligi Mistrzów w zasadzie niczym się nie różni. W tym sensie, że w każdej z nich jest dwóch gości od wygłupów, robienia atmosfery, trzech takich, którzy w autokarze czytają książki i są trochę odcięci, pięciu takich, co po meczu lubią sobie wypić piwko, trzech co lubią sobie zapalić. To wszędzie wygląda tak samo, mogę się z tym zgodzić. Oczywiście różnią się umiejętnościami, więc im wyższy poziom, tym więcej osób wystrzega się pewnych rzeczy, prowadzi bardziej profesjonalnie.

Natomiast mogę powiedzieć, że w Mielcu miałem taką ekipę, że zdarzały się nam weekendy, gdy oglądaliśmy wszystko, jak leci. Ekstraklasa, liga angielska, niemiecka, występy zespołów z naszymi rodakami z innych rozgrywek. Przeżywaliśmy to samo, co zwykli kibice i tak samo dziwnie reagowaliśmy przełączając z Podbeskidzia z Górnikiem Łęczna na szlagier ligi angielskiej. Ta piłka jakby trochę inaczej chodziła (śmiech).

Teraz tak samo mam w domu praktycznie wszystkie kanały sportowe. Tych meczów ogląda się naprawdę dużo i faktycznie, najczęściej zwracam uwagę na piłkarzy ze środka pola. Jest to więc coś, co można określić nauką. Wiem doskonale, że poziomu gwiazd Premier League czy piłkarzy Realu Madryt nie osiągnę, ale zawsze można coś podpatrzeć, a potem próbować samemu to zrobić. Nie jest to łatwe, z wiekiem wręcz coraz o to trudniej, ale dla mnie najważniejsze jest, aby nie mieć sobie nigdy do zarzucenia, że nie zrobiłem czegoś, aby być lepszym piłkarzem. Tym bardziej, że wielu graczy z tej najwyższej piłki wyróżnia w grze prostota, absolutnie niewymuszone, za to wyuczone do maksimum ruchy. I to warto próbować zaadaptować.

- No dobra, ale nie powiesz mi, że nie spotkałeś zawodników, którzy piłką się w ogóle nie interesowali?
- Kaczarawa był gościem, który faktycznie wolał NBA (śmiech). Ja również lubię, ale jednak mecze są w nocy, więc rzucam okiem tylko na powtórki jakieś, skróty. Dlatego w moim domu króluje piłka, którą interesuje się też moja narzeczona. Czasem odpala sobie jakiś mecz, nawet gdy nie ma mnie w domu. Przesiąknęła tym (śmiech).

- Gdy przyszedł nowy trener reprezentacji, Jerzy Brzęczek, łudziłeś się, że przeczytasz swoje nazwisko na liście powołanych?
- Nie, skąd. Twardo stąpam po ziemi. Był taki moment, gdy za kadencji trenera Nawałki doszły do mnie sygnał, iż jestem obserwowany, ale potem doznałem kontuzji, żadnego konkretu nie było.

- Konkurencję masz na swojej pozycji mocną. Nawet w naszej lidze.
- Dokładnie. Dlatego absolutnie się nie napalałem, bo to bez sensu. Przede wszystkim wiem, że nie jestem jeszcze w odpowiedniej formie. Gram po 90 minut, ale początek sezonu był taki sobie w moim wykonaniu.

- Za to bardzo radzi sobie Korona, ale do tego jeszcze wrócimy. W ogóle to zaskoczyły cię któreś z powołań na pierwsze jesienne mecze?
- Pewnie niektóre tak, jak i innych kibiców, dziennikarzy czy samych piłkarzy. Widać, że selekcjoner chce trochę odświeżyć zespół, sprawdzić nowych graczy i być może dać tym impuls innym, pokazując niejako, iż drzwi do kadry są otwarte dla każdego.

- Jesień, ze względu na mecze jednak trochę innej rangi niż eliminacje do Euro czy mundialu, może takim polem do przeglądu być. Upatrujesz w tym szansy dla siebie?
- Widzę, że koniecznie chcesz mnie pociągnąć za język, ale nie masz szans (śmiech). Jak nagle strzelę w trzech meczach pięć goli i zaliczę pięć asyst, na pewno sztab kadry to dostrzeże. Piłka po mojej stronie. Tylko patrząc na mój dotychczasowy dorobek, trudno chyba będzie to osiągnąć (śmiech).

- W takim razie wracamy do tematu Korony. Dziwnie było przed sezonem, gdy w mediach, które niemal zawsze zespół z Kielc z góry skazywały na rozpaczliwą walkę o utrzymanie, tym razem była większa rezerwa? Nawet pomimo kolejnej małej rewolucji w składzie.
- Okienko, a szczególnie letnie, bez zamieszania w Kielcach, to byłoby coś naprawdę dziwnego. To już stały program ligi.

- Niby tak, ale wyglądało trochę tak, jakby w świadomości mediów i kibiców zakodowało się, że Korona to klub niezatapialny!
- Zwróciliśmy na to uwagę i faktycznie czasem się pośmialiśmy z tego. Że trzeba będzie tym bardziej mieć się na baczności, bo Korona najczęściej robi na odwrót w stosunku do tego, co prognozują ludzie. A już tak poważniej - klub po prostu na to zasłużył. Oczywiście, są tutaj ciągle spore rotacje, ale właściciel ma do tego prawo. Ja z perspektywy piłkarza, który naprawdę dużo w Kielcach już widział, uważam, że krok po kroku idziemy do przodu pod każdym względem. I ten spokój przekłada się też na nas i naszą pracę. Cieszyliśmy się, że w końcu nie patrzy się na Koronę jak na potencjalnego chłopca do bicia, bo zwyczajnie sami sobie w ostatnich latach ten szacunek wypracowaliśmy.

- Pojawiły się może nieśmiałe myśli o pucharach?
- Na razie cel to awans do pierwszej ósemki. Nic więcej, nic mniej. I dobre pokazanie się w Pucharze Polski, gdzie rok temu byliśmy o krok od awansu do finału. Ten przegrany półfinał z Arką mocno spuścił z nas powietrze na końcówkę sezonu, która trochę zatarła pozytywne wrażenia z większości rozgrywek.

- Który z trenerów jest lepszy - Bartoszek czy Lettieri?
Z trenerem Bartoszkiem pracowałem tylko pół roku, z Lettierim to już dłuższa historia. Powiem tak - obaj na pewno sobie zasłużyli na liczne pochwały pod adresem ich pracy.

- Chociaż początek z Panem Gino mieliście… no, niezbyt wymarzony.
- To był okres wielu zmian w klubie. Lettieri pokazał charakter, niektórzy tego nie wytrzymali, ale taka już kolej losu. Na pewno przez te kolejne miesiące trener się trochę zmienił, wygląda to inaczej niż na samym początku. Wszyscy na tym zyskaliśmy. Myślę, że on też.

- Kto najbardziej skorzystał na jego pracy w klubie? Patrząc z boku wydaje się, że kimś takim jest bez wątpienia Bartosz Rymaniak.
- Pełna zgoda. Nie może być innego wyboru w tym temacie. Bartek ma wspaniałe ostatnie miesiące, jest naszą ostoją. Wydaje się, że gdyby nie tak duża konkurencja na prawej obronie oraz fakt, że trochę lat już ma na karku i pewną przyczepioną łatkę do siebie, to i on dostałby szansę w kadrze. Ja przyglądając się mu na co dzień, jestem zachwycony tym, jak Bartek w końcu odzyskał taki luz i może na stówę uwolnić swój potencjał. To w ogóle fajny przykład dla wszystkich ligowców - nigdy nie jest za późno, by z zawodnika często wykpiwanego, stać się powszechnie szanowanym gościem.

- Ty czy Bartek to jednak w Koronie zdecydowana mniejszość. Klub od lat obcokrajowcami stoi. Powiedz mi - oni uczą się polskiego? Nie jest to trochę denerwująca sytuacja, gdy w swojej szatni czujesz się jak na międzynarodowym bazarze?
- No przyznam, że czasem to jest dziwne uczucie. Nie denerwująca, lecz dziwna. Niestety wielu z tych chłopaków nie podejmuje większych prób asymiliacji poprzez naukę języka polskiego. Szkoda, bo innym przykładem jest Djibril Diaw, który nigdy matury z naszego języka raczej nie napisze, ale gdy próbuje sobie żartować, mówić po polsku, natychmiast rozbawia wszystkich.

To natomiast problem nie tylko Korony, ale chyba większości polskich klubów. Nie umiemy w pełni dyktować swoich warunków. Nie wyobrażam sobie, żeby nasza trójka z Genui po roku pobytu tam rozmawiała ze sobą w szatni po polsku. Po godzinach, jak najbardziej. Ale w klubie to oni są gośćmi, częścią zespołu włoskiego.

- Może to wynika z tego, że w polskich klubach obcokrajowcy to często “meteoryty”? Rotacja jest tak ogromna, iż nikt na nich nie naciska, bo większości po roku i tak nie ma?
- Coś z pewnością w tym jest. Dobrze by było, gdyby to się kiedyś zmieniło, ale to złożony wątek, dotyczący tych, którzy są nad nami.

Naszym obowiązkiem jest po prostu ciężko pracować i szukać wspólnego języka na boisku. Na razie, dzięki Bogu, jakoś to w Kielcach funkcjonuje. Nieźle udało nam się rozpocząć ten sezon, sporo osób nas chwali.

- Podjąłbyś się wskazania, kto będzie mistrzem, kto awansuje do pucharów?
- Wolałbym z tym poczekać kilka kolejek, bo jednak to dopiero początek. Wiadomo, że jak zawsze walczyły będą Legia, Lech, Jagiellonia - niezależnie od tego jak wyglądało to w pucharach. Tym razem Lechia chyba już nie będzie tak dołowała. Natomiast z większymi prognozami się wstrzymam. Tym bardziej, że nie ma się oszukiwać - nasza liga jest wyjątkowo chimeryczna. Taki jej urok.

- Znamy tych, którzy to określają inaczej, ale nie ma co smucić się na siłę. Dobrze, to na koniec powiedz mi, jakie masz indywidualne cele na ten sezon?
- Dołożyć trochę liczb, bo z tym jest u mnie słabo. Cieszą pochlebne recenzje, ja sam też czuję się nieźle, ale jednak na mojej pozycji wymaga się tego, aby tych bramek i asyst się kilka pojawiło. W zasadzie muszę też ustabilizować formę, grać od deski do deski, uniknąć kontuzji. A wtedy już będzie dobrze.

- I czekać na oferty z zagranicy albo polskich mocarzy?
- Nigdy nie ukrywałem, że jestem ambitnym człowiekiem, który twardo stąpa po ziemi, ale ma i swoje marzenia i pragnienia. Na razie ta moja kariera to bardziej przygoda z poważną piłką. Więc postawienie kolejnego kroku naprzód to również jak najbardziej cel. A co będzie, czas pokaże. Trzeba robić swoje, a to na pewno czymś fajnym zaowocuje.

- No i żeby cię nie mylili z Szymonem Żurkowskim!
- Na to wpływ mam już niestety najmniejszy (śmiech).

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie