var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: własne

Boniek: Polscy piłkarze muszą się bać. Milik powinien odpocząć od kadry. Midak: Ojrzyński tylko wiele mówił

Autor: zebrał Bartosz Adamski
2018-09-13 11:30:28

Czwartkowa prasa wiele uwagi poświęca jeszcze ostatnim dwóm meczom kadry. Powoli zaczynają już jednak powracać tematy ligowe. Ogółem wybraliśmy 24 artykuły z pięciu źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Midak: Ojrzyński tylko wiele mówił"

"Jakub Radomski: Po ubiegłym sezonie pożegnaliście się z trenerem Leszkiem Ojrzyńskim. To było jedyne wyjście?
Dominik Midak:
Gdy przejąłem klub, chciałem, żebyśmy mieli trenera na lata. Po pierwszej rundzie sezonu 2017/2018 zajmowaliśmy szóste miejsce. To był duży sukces. A później najwidoczniej popełniono jakiś błąd. Słuchałem niedawno wywiadu z trenerem Ojrzyńskim. Mówił, że nie dostał tych zawodników, których chciał. Prawda jest taka, że nie zgodziliśmy się na piłkarzy starych i takich, w przypadku których nie widzieliśmy podstaw, by sądzić, że mogą nas wzmocnić. Ale w letnim okienku wszyscy przyszli do Arki po obserwacji i akceptacji trenera. Pan Ojrzyński wiele mówił o tym, że zrobi to i tamto, tymczasem nasza gra opierała się dalej na autach i rzutach rożnych. Komunikacja zaczęła się rozmywać. Rozstanie z trenerem było nerwowe, doszło do ostrej wymiany zdań. Na koniec podaliśmy sobie jednak rękę. Uważam, że lepiej wspominać to, co dobre niż to, co złe, a trener sięgnął z zespołem po Puchar i Superpuchar Polski. Wykonał dobrą robotę, ale zdecydowaliśmy się iść inną drogą i zaczęliśmy rozmowy z dwoma szkoleniowcami, którzy w swojej pracy skupiają się na ładnej dla oka grze w piłkę.

Pierwszym był Zbigniew Smółka. A drugim?
Aleksandar Rogić. To Serb, który w reprezentacji swojego kraju i w Chinach był asystentem Radomira Anticia. Dziś pracuje w Estonii, prowadzi Levadię Tallin. Polecono nam tego człowieka jako jednego ze zdolniejszych szkoleniowców w tym wieku. Spotkaliśmy się z Rogiciem w Warszawie. To pasjonat, godzinami mógłby opowiadać o piłce. Okazało się, że ma dla nas analizę Arki na tle innych drużyn ekstraklasy. Pamiętam, że w wielu elementach byliśmy na ostatnim miejscu (śmiech). Chodziło głównie o posiadanie piłki i liczbę podań przy zdobytych bramkach. Rozmawialiśmy też z trenerem Smółką. Zaimponował nam równie mocno, doszliśmy do wniosku, że są do siebie bardzo podobni. Kluczowe było to, że chcieliśmy odbudować zespół, opierając go na zawodnikach z ekstraklasy i I ligi. Wybraliśmy Smółkę, bo lepiej komunikowałby się z zawodnikami, poza tym mało kto tak świetnie zna nasz rynek piłkarski. Nie żałujemy tego kroku."

Więcej TUTAJ

***

"Juskowiak: Milik czy Piątek? Żaden! Ich współpraca nie wygląda dobrze"

"IZA KOPROWIAK: Kto wypadł lepiej: Arkadiusz Milik czy Krzysztof Piątek?
ANDRZEJ JUSKOWIAK: Żaden. Ich współpraca nie wyglądała dobrze. Mam wrażenie, że jeden i drugi chciał się najeść, ale nie potrafili się dogadać, każdy robił to sam, po kątach. Za bardzo rywalizowali między sobą, zamiast wspólnymi siłami pokazać, że mogą zagrozić bramce Irlandczyków. Arek za wszelką cenę chciał zdobyć bramkę, nie szukał porozumienia z Piątkiem. Może też trochę za dużo wymagamy od Krzyśka, który bardzo dobrze wszedł do nowego zespołu, ale pamietajmy, że nie strzelał goli najsilniejszym drużynom Serie A.

Jak spisali się boczni obrońcy?
ANDRZEJ JUSKOWIAK:
Wiemy, że Arek Reca ma problemy w defensywie, potrafi grać do przodu, ale musi nauczyć się lepiej bronić. Kwestia tego, ile będzie występował w klubie, czy w Atalancie będą w stanie go do tego przygotować. Bereszyński w meczu w Bolonii nie zrobił zbyt wiele z przodu, miałem wrażenie, że gra bardziej po włosku niż rywale, bo wystarczył mały kontakt, by leżał na boisku. Szybko przesiąknął Serie A. Jest nieustępliwy, gra na pograniczu faulu, jego wydolność jest nam w stanie dać dużo jakości, przede wszystkim w defensywie. Na pewno jest bliżej pierwszej jedenastki, ale dobrze, że mamy też Kędziorę, który będzie go naciskał."

Więcej TUTAJ

***

"Oczarowania meczów z Włochami i Irlandią"

"1. Piotr Zieliński – lider, co się zowie

Reprezentacyjny rozgrywający nie lubi pytania: „Kiedy zostaniesz liderem kadry?”. Z jednej strony trudno mu się dziwić, z drugiej jest ono naturalne, skoro skala talentu Piotra Zielińskiego jest ogromna i wszyscy czekają niecierpliwie, kiedy regularnie zacznie go pokazywać w reprezentacji. To zawodnik o wyjątkowych umiejętnościach, ale potrzebujący 100-procentowego zaufania trenera. Nawet 99 procent jest niewystarczające, a jedynie całość. Wtedy Zieliński może rozbłysnąć."

Więcej TUTAJ

***

"Pacjent, po krótkiej kuracji. Co wiemy po pierwszych meczach kadry pod wodzą Brzęczka?"

"Mocny kręgosłup potrzebuje wsparcia

Tu wciąż duża praca do wykonania dla selekcjonera. Pięć zmian w podstawowym składzie i od razu spadek siły w ofensywie, powolne tempo gry oraz mało kreatywności. Nie tylko wspomniane dwie absencje w wyjściowej jedenastce, ale także próby z zestawieniem innego środka pola – z Karolem Linettym i Grzegorzem Krychowiakiem – bez łącznika i z dwoma napastnikami udowodniły słuszność skonstruowania planu na Włochy. Uwypukliły także wniosek, że kręgosłup mamy mocny – w tym punkcie warto wspomnieć o gigantycznym znaczeniu dla naszej gry i spokoju ducha Kamila Glika, którego brak podczas mundialu zburzył plan Nawałki na tak wielu poziomach (sportowym i funkcjonowania grupy), że być może był największą przyczyną niepowodzeń w Rosji. Wystarczy kilka zmian np. wymuszonych kontuzjami i biało-czerwoni rażą przeciętnością. Polska wygląda dobrze, gdy mocni są liderzy."

Więcej TUTAJ

***

"Sa Pinto lepi od początku. Mecz z Lechem ma być dla Legii nowym otwarciem"

"Proszę o jeszcze trochę czasu i cierpliwości. Już wkrótce kibice zobaczą jedenaście lwich serc walczących na boisku. Niektóre rzeczy możemy poprawić natychmiast i nad tym pracowaliśmy od kilku tygodni. Teraz chodzi przede wszystkim o to, by zespół wrócił na zwycięskie tory. Dziś liczy się tylko zwycięstwo z Lechem. To byłaby świetna motywacja dla nas, klubu oraz fanów – mówi trener Ricardo Sa Pinto, którego w Portugalii nazywano Ryszardem Lwie Serce. Wywiad z 46-letnim trenerem mistrzów Polski będzie do przeczytania w piątkowym magazynie Ligowy Weekend.

Na razie, pod jego wodzą, Legia zremisowała z Dudelange 2:2 i odpadła z Ligi Europy, w ekstraklasie pokonała Zagłębie Sosnowiec 2:1, zremisowała 0:0 z Cracovią oraz doznała kompromitującej porażki 1:4 z Wisłą Płock u siebie. Ale w sierpniu mecze były tylko „przyjemnymi” przerywnikami między ciężkimi treningami. Zajęcia trwały zwykle ponad dwie godziny, często bywało, że drużyna trenowała dwa razy dziennie. Ostatni raz – w poniedziałek. Piłkarze gorzko żartowali, że mają w sierpniu obóz przygotowawczy, ale nikt nie narzekał, tylko zaciskał zęby. Bo u Portugalczyka liczy się ciężka praca."

Więcej TUTAJ

***

"Gajos nie płacze po stracie opaski"

"W poprzednim sezonie był kapitanem Kolejorza. W obecnych rozgrywkach jednak ani razu nie dostał jeszcze opaski. I to mimo tego że trener Ivan Djurdjević ma ciekawe podejście – stosuje rotację i niemal co mecz kto inny pełni funkcję przywódce. Z Gajosem szkoleniowiec jednak w ogóle na ten temat nie rozmawiał. – Zdecydował, że co tydzień ktoś inny bierze troszkę większą odpowiedzialność za zespół. Ja jednak na razie jeszcze nie doczekałem się tego zaszczytu - mówi 27-letni pomocnik.

Nie jest to jednak dla niego problemem. – To na pewno nie było stresujące zajęcie. Byłem wręcz dumny, że mogę być kapitanem i wyprowadzać zespół na boisko. Dawało to takiego pozytywnego kopa – przyznaje Gajos, który jednak nie ma zamiaru płakać po stracie opaski. – Nawet nie tyle, że nie płaczę, bo takiego określenia bym nie użył. Jasne, że bardzo chciałbym być dalej kapitanem. Nie trafiło jednak jeszcze na mnie i nie robię z tego problemu – dodaje."

Więcej TUTAJ

***

"Cabrera wiedział, że wróci i zagra w Cracovii"

"Po dobrym roku w Polsce dostał atrakcyjniejszą finansowo ofertę z cypryjskiego Anorthosisu Famagusta. Ale tam bardzo szybko zatęsknił za Polską. – To był kiepski czas, bo nie płacono mi miesiącami. Nie jest łatwo grać zagranicą i nie dostawać pensji. Jesteśmy w końcu normalnymi pracownikami – zaznacza. – Odkąd wyjechałem, cały czas śledziłem ekstraklasę, bo wiedziałem, że któregoś dnia do niej wrócę – dodaje. Ten dzień nadszedł po roku gry w ojczyźnie w barwach Extremadury. Hiszpan awansował z tym klubem do drugiej ligi, ale w ostatnich dniach okna transferowego usłyszał, że powinien się rozejrzeć za nowym pracodawcą. – Pod koniec sierpnia powiedzieli, że nie są w stanie opłacić mojej pensji, bo istnieje limit płac. Podkreślali, że chcą mnie, ale moja pensja jest dla nich za duża. Zaproponowali więc, bym poszedł na wypożyczenie – tłumaczy. Sytuacja nie była łatwa, bo na załatwienie sprawy było tyko kilka dni.

– Gdyby mi się nie udało, zostałbym wyrejestrowany. Dostawałbym pensję, ale przez sześć miesięcy tylko bym trenował, nie mogąc grać. Perspektywa wolnych weekendów do końca roku wcale nie była dla mnie kusząca, więc od razu zadzwoniłem do moich polskich znajomych, próbując się tu z powrotem dostać. Polska była moją pierwszą opcją. Byłem bardzo szczęśliwy, że Cracovia się zainteresowała, bo ekstraklasa to dobra liga, by pokazać, co potrafię – mówi."

Więcej TUTAJ

***

"Bliźniacy trenują. Łukasz i Rafał Wolsztyńscy czekają na pierwszy ligowy występ w sezonie"

"W poprzednich rozgrywkach Łukasz był czołowym graczem Górnika, strzelił cztery gole i miał sześć asyst. Rafał zdobył dwie bramki, ale wystąpił tylko w pięciu meczach, bo we wrześniu 2017 roku doznał poważnej kontuzji. W grudniu przeszedł w Rzymie rekonstrukcję więzadeł krzyżowych. Po wielomiesięcznej rehabilitacji powrócił do treningów. W lipcu zagrał kwadrans w pierwszym meczu eliminacji Ligi Europy z mołdawską Zarią Bielce (1:0). Po tym spotkaniu miał jednak płyn w kolanie.

– Nie było to nic poważnego – zapewnia Wolsztyński, który miał nadzieję, że szybko wróci do gry w ekstraklasie. Na razie tylko raz znalazł się w meczowej osiemnastce, pojechał z zespołem do Gdyni, ale na murawę nie wyszedł. Rafał przegrywa rywalizację o miejsce w składzie. – Nie mam wyjścia, muszę poczekać na swoją szansę, ale jestem cierpliwy. Wracam po urazie i może sztab szkoleniowy obawia się o moje zdrowie, chociaż z drugiej strony Konrad Nowak, który miał identyczny uraz, gra. Bardzo chciałbym wystąpić w starciu z Zagłębiem Sosnowiec. W niedzielę dowiem się, czy trener wybrał mnie do meczowej osiemnastki – mówi Rafał Wolsztyński, który trafia do siatki, ale w meczach trzecioligowych rezerw."

Więcej TUTAJ

***

"Napoli chce uciec z kibla. Szef klubu zapowiada przeniesienie meczu LM na inny stadion"

"Aurelio De Laurentiis od wielu miesięcy jest w konflikcie z władzami Neapolu. To miasto jest właścicielem Stadio San Paolo, jednego z najbardziej zaniedbanych obiektów w Serie A. Od lata stadion jest remontowany, ale bardzo opieszale. Na kilka dni przed startem sezonu był w opłakanym stanie. – Nasz stadion przypomina teraz kibel! – grzmiał wściekły De Laurentiis. Zerwał wówczas wstępne porozumienie z miastem, które nie potrafiło dać mu gwarancji, że renowacja obiektu zakończy się przed przyszłoroczną Uniwersjadą.

Neapol zdołał przygotować stadion na tyle, by rozgrywać na nim mecze Serie A i Ligi Mistrzów, ale restauracja wciąż trwa. Burmistrz Neapolu, Luigi de Magistiris, zgodził się, by Napoli bezpłatnie korzystało ze Stadio San Paolo, ale domaga się partycypowania w zyskach z tzw. dnia meczowego, czyli m.in. z biletów i cateringu. To zaś nie jest w smak właścicielowi Napoli. Wpadł więc na pomysł, by mecz z Liverpoolem rozegrać w oddalonym o około 260 kilometrów Bari. – Taki stadion jaki mamy, nie poprawia naszej renomy, bez nowego obiektu nie będziemy w europejskiej czołówce – stwierdził De Laurentiis. Przeniesienie meczu wyklucza jednak burmistrz Neapolu. – To niemożliwe. Nigdy nie stanie się tak, by Napoli domowy mecz Ligi Mistrzów grało poza Stadio San Paolo – zapewnia de Magistiris."

Więcej TUTAJ

***

"Hiszpanie zachwyceni po pierwszych meczach pod wodzą Enrique"

"Mimo tego, że do mistrzostw Europy w 2020 pozostało jeszcze dużo czasu, w Hiszpanii wierzą, że reprezentacja znowu będzie walczyć o trofea. – Panowie, spokojnie, to tylko dwa spotkania! – apeluje selekcjoner. Ale i on nie ukrywa zachwytu grą swojego drużyny. – Na razie jest lepiej niż we śnie! Wszystko wychodziło nam perfekcyjnie. Grając w ten sposób, jesteśmy praktycznie nie do zatrzymania – uważa.

48-latek jest największym wygranym wrześniowych spotkań. Jego styl pracy został doskonale przyjęty przez piłkarzy, media (w przeszłości był jednym z najbardziej nielubianych trenerów) i kibiców. W trakcie wtorkowego meczu fani w Elche skandowali nawet jego nazwisko. – Z jednej strony jestem z tego dumny, z drugiej czuję się zawstydzony. Dziękuję, ale jeszcze na to nie zasłużyłem – tłumaczył."

Więcej TUTAJ


"SPORT"

"Jędrych: Do ligi przystępuje się po to, żeby ją wygrać"

"Łukasz ŻUREK: Pytanie – jak mocno. Przed paroma dniami prezes Marcin Jaroszewski oznajmił na łamach „Sportu”, że Zagłębie to zespół na czołową ósemkę ligi. Szatnia zgadza się z tym gremialnie?
Arkadiusz JĘDRYCH:
– Tak. Mamy dobry i starannie poukładany zespół. Fajna kombinacjach – kilku zawodników doświadczonych, kilku młodych. Prezes jest ambitny, więc mierzy wysoko. Ale dokładnie to samo można powiedzieć o nas piłkarzach. Do ligi przystępuje się po to, żeby ją wygrać. Mam nadzieję, że kiedy już pojawimy się w górnej ósemce, to zakotwiczymy w niej na dłużej.

Da się już wyraźnie odczuć, że drużynę wzmocniło latem paru graczy z ekstraklasowym i reprezentacyjnym doświadczeniem?
Arkadiusz JĘDRYCH:
– Tak, da się to zauważyć. Widać piłkarską jakość. Chłopaki mają za sobą grę w silnych klubach. I na pewno będzie to procentować w kolejnych tygodniach i miesiącach."

Więcej TUTAJ

***

"Ayong: Ekstraklasa stwarza mi większe możliwości"

"Krzysztof BROMMER: Co spowodowało, że zdecydował się pan zamienić Czechy na Polskę?
Karsten AYONG:
– Miałem możliwość dalszych występów w drużynie z Przybramu, ale chciałem czegoś więcej. W Czechach zostałem ukształtowany jako piłkarz, ale nadszedł czas na kolejny krok, bo czułem, że jestem tam w jakiś sposób ograniczony. Uważam, że gra w polskiej ekstraklasie stwarza mi większe możliwości. Polska to dobre miejsce dla rozwoju. Postanowiłem więc skorzystać z tej szansy, która się przede mną pojawiła. Na pewno cieszę się, że trafiłem do Piasta, bo już od pierwszego wejrzenia to dobry klub do rozwoju.

Ma pan czeskie obywatelstwo i występy w młodzieżowej reprezentacji tego kraju, ale pana korzenie sięgają Kamerunu. Urodził się pan w Ombessie, a kiedy wyemigrował pan do naszych południowych sąsiadów?
Karsten AYONG:
– Gdy miałem dwanaście lat to zamieszkałem w Czechach. Moja mama ściągnęła mnie do Europy, gdy wzięła ślub. Chodziłem normalnie do szkoły, szybko nauczyłem się języka a wszystkie stopnie juniorskiej piłki zaliczyłem w 1. FK Pribram."

Więcej TUTAJ

***

"Glik: Dobrze, że wracamy na Śląski"

"Na ile ważne było dla pana to, że we Wrocławiu wyprowadził pan reprezentację na boisko jako kapitan?
Kamil GLIK:
– Jest to wielka przyjemność, wielkie wyróżnienie, fajna sprawa i dodatek to tego wszystkiego. Nie że jakoś motywuje do lepszej gry, dodatkowo mobilizuje, ale na pewno mocno to doceniam i cieszę się, że mam taką możliwość. Miałem już oczywiście ten zaszczyt czy okazję wyprowadzać reprezentację na boisko. Nie jakoś często, bo nie jestem kapitanem tej drużyny, ale zawsze jest to dla mnie coś specjalnego i tak też było tym razem.

Za miesiąc mecze w Lidze Narodów z Portugalią i Włochami. Te spotkania będą zupełnie inne od tego z Irlandczykami we wtorek?
Kamil GLIK:
– Miejmy taką nadzieję. Miejmy przede wszystkim nadzieję, że będzie pełny stadion kibiców, że będzie fajna atmosfera, bo to nam piłkarzom też bardzo pomaga. Przy okazji ostatniego meczu na Stadionie Śląskim z Koreą Południową w marcu ta atmosfera była świetna i na pewno też to wszystko na nas wpływa. Tak, że mam nadzieję, że teraz też będzie tak w spotkaniach z Portugalią i Włochami, bo to atrakcyjni rywale, a jak mówię, to co dzieje się na trybunach, ta atmosfera przekłada się też na nasze występy czy postawę."

Więcej TUTAJ

***

"Hajto: Słabo, apatycznie, bez pomysłu"

"– Ten remis z Irlandią 1:1 jest porażką. Graliśmy słabo, apatycznie, bez pomysłu. Boli mnie to, że zmiennicy wychodzący na boisko nie mają tej chęci pokazania, że chcą grać w pierwszym składzie. Przynajmniej ja tego w ich wykonaniu w ogóle nie widziałem – mówił „Sportowi” zaraz po zakończeniu wtorkowego meczu na Stadionie Miejskim we Wrocławiu Tomasz Hajto."

Więcej TUTAJ

***

"Dąbrowski wraca z zaświatów"

"Z powodu urazów Dąbrowski stracił praktycznie cały sezon. W czerwcu zerwał więzadła w kolanie i wrócił na boisko dopiero w marcu, ale rozegrał tylko trzy niepełne spotkania. Miała to być przygrywka do powrotu do pełni zdrowia, ale życie napisało inny scenariusz. W meczu z Bruk-Betem znów dopadł go pech i piłkarz Cracovii po raz kolejny zerwał więzadła, tym razem w drugim kolanie.

Dziś jest już pod koniec rehabilitacji. W minionym tygodniu rozpoczął delikatne treningi z piłką, ale w jego przypadku nikt nie ma zamiaru się spieszyć. Kariera 26-letniego piłkarza miała teraz przyspieszać, zdążył zadebiutować w reprezentacji Polski, szykował się do wyjazdu zagranicznego, a przecież od blisko 1,5 roku praktycznie tylko się leczy. Dzisiaj trudno wyrokować, kiedy mógłby wrócić na boisko. Jeśli stanie się to jeszcze w tej rundzie, to dopiero pod koniec roku."

Więcej TUTAJ

***

"Krok po kroku w Górniku"

"W grudniowym meczu z Cracovią Kiklaisz zmienił Łukasza Wolsztyńskiego. 19-latek długo na boisku nie przebywał, bo nieszczęśliwie uszkodził kolano. Kilka dni później postanowiono nieprzyjemną dla młodego zawodnika diagnozę – uszkodzenie łękotki. Z tego powodu po Bożym Narodzeniu Kiklaisz przeszedł zabieg artroskopii kolana, a ostatnie miesiące były dla niego walką o powrót do zdrowia i treningów. Nic więc dziwnego, że ważnym momentem był występ w sparingu zabrzan w Lisowie. Nie dość, że Kiklaisz rozegrał 45 minut, to jeszcze strzelił gola. – Ostatni raz zagrałem 18 grudnia, bardzo zatem cieszy te sparingowe 45 minut. Bramka była nawet ładna, ale mogło być ich więcej, okazji nie brakowało ku temu – przyznał Krzysztof Kiklaisz, który jednak nie jest jeszcze gotowy na ekstraklasowe starcia. – Nie myślę jeszcze o lidze. na razie spokojnie trenuję, to dopiero pierwszy tydzień. Potrzebuję trochę treningów na pełnych obrotach i pograć w rezerwach – mówi piłkarz cytowany przez portal roosevelta81.pl."

Więcej TUTAJ

***

"Rozsądek nad temperamentem"

"Piast od dawna może uchodzić za klub przyjazny obcokrajowcom, a zwłaszcza Hiszpanom. Do niedawna z hiszpańskiej kolonii ostał się jedynie Gerard Badia, ale tego lata do Katalończyka dołączył… człowiek ze stolicy. Jeżeli ktoś jednak myśli, że Jorge Felix i „Badi” to bardziej konkurenci niż przyjaciele, ten grubo się myli. – Gerard to Katalończyk, a ja „Madridista”, ale… to nie ma dla nas żadnego znaczenia. On kibicuje Barcelonie a ja Atletico, ale w Gliwicach jesteśmy przyjaciółmi – przyznaje Jorge Felix.

– Zanim trafiłem do Piasta grałem w zespole Lleida Esportiu, czyli katalońskim klubie. Trochę poznałem ten region – dodaje 27-latek, którego początki w gliwickim klubie były trudne i to z kilku powodów. – Dopiero drugi rok jestem poza rodzinnym Madrytem. Wcześniej całe życie spędziłem w stolicy Hiszpanii. Tam się uczyłem, dorastałem i grałem – mówi pomocnik, który wyjaśnia nam, jak zwrócił na siebie uwagę skautów gliwiczan. – Ludzie z Piasta przyjechali obserwować nasz mecz w Segunda B i się spodobałem. Gliwicki klub się ze mną skontaktował i zaproponowali przyjazd do Polski. Dopiero co wróciłem z wakacji i nic nie zapowiadało takich wielkich zmian w moim życiu. Od razu musiałem wziąć się za treningi a na urlopie… nie robiłem nic, bo sezon w Hiszpanii zaczyna się znacznie później. Dodatkowo w hotelu miałem problem ze spaniem, bo nie było żaluzji a w Hiszpanii to standard. Na szczęście po kilku dniach przeniosłem się do wynajmowanego mieszkania z żaluzjami – opowiada z uśmiechem Jorge, który chciałby komunikować się tak, jak Gerard."

Więcej TUTAJ

***

"Skalpel Wróblewskiego był konieczny"

"– W pierwszej wersji zaatakował go gronkowiec. Potem bakteria była uśpiona, ale zaatakowała jeszcze raz. Ostatnio stwierdzono, że pod rzepką źle umiejscowiona jest jakaś część kostna. Cały czas Nikolasowi dokuczał stan zapalny, przechodził wiele badań. Skoro się nie poprawiło, potrzebna była artroskopia kolana – przyznał trener GKS-u, Ryszard Tarasiewicz.

Kibice w Tychach wypatrują też powrotu na boisku Piotra Ćwielonga. Doświadczony pomocnik jesienią 2017 był wiodącym zawodnikiem zespołu, ale w tym roku wskutek problemów zdrowotnych rozegrał ledwie jedno ligowe spotkanie – w kwietniu."

Więcej TUTAJ

***

"Wojna w A klasie. MZPN rozwiąże całą ligę?"

"O co chodzi w tym sporze? W grudniu zeszłego roku w Libiążu powstał nowy klub piłkarski. Od samego początku czyniono starania, by wystartował nie w B, a w A klasie i udało im się ten plan zrealizować. Małopolski Związek Piłki Nożnej (jego prezesem jest Ryszard Niemiec), zgodnie z przepisami PZPN, dał im miejsce w A klasie. Decyzja została podtrzymana, choć pozostałe 14 klubów grających w tej lidze od razu poinformowały, że są temu przeciwne.

Nic nie wskórały, a gdy ruszyły rozgrywki, kolejne kluby zaczęły oddawać mecze z MKS Libiąż walkowerem. Do tej pory punkty drużynie z Libiąża oddały Victoria Zalas, Promyk Bolęcin, Wolanka Wola Filipowska, UKS Regulice, a dzisiaj nie odbędzie się mecz w Tenczynku, gdzie z MKS-em miała zmierzyć się Tęcza."

Więcej TUTAJ


"GAZETA WYBORCZA"

"Boniek: Polscy piłkarze muszą się bać"

"Rafał Stec: Podobno złościł się pan po remisie z Irlandią 1:1, że kilku polskich piłkarzy „przeszło obok meczu”.
Zbigniew Boniek:
Nie tylko dziennikarze mają prawo krytykowania, a ja jako prezes też nie jestem od tego, żeby tylko głaskać i chwalić. Mecz mi się nie podobał. Koniec kropka.

„Przejść obok gry” to w słowniku futbolu poważne oskarżenie.
– Nie. Normalne, takie momenty się zdarzają. Wydaje mi się po prostu, że kilku z zawodników zagrało towarzyski mecz w stu procentach po towarzysku. Nie pierwszy i nie ostatni raz. A w grę, jeśli ma wyglądać dobrze, trzeba włożyć sto procent w innym sensie. Tylko to muszą być prawdziwe mecze, nie sparingi.

One całkiem znikną? To nieuniknione?
– Przy dzisiejszym kalendarzu, przeładowaniu sezonu... Sprawy ku temu zmierzają. Towarzyskich spotkań będzie nadal ubywać, aż zostaną wyeliminowane. Za dużo rozgrywek, za dużo chcących duże wydarzenia telewizji, by pomieścić wszystko."

Więcej TUTAJ

***

"Goutas jak nie Grek - bez zbędnej filozofii, czyli opowieść o szczęściu"

"Grecki obrońca, sprowadzony z Olympiakosu Piresu po okresie gry w belgijskich klubach St. Truiden i KV Kortrijk, to wielka nadzieja poznańskiego Lecha na to, że jego defensywa zostanie wyraźnie wzmocniona. 24-letni Grek był ostatnim transferem Kolejorza w letnim oknie, transferem szczególnie potrzebnym w sytuacji, gdy defensywa zaczynała pękać w szwach – straciła cztery gole z KRC Genk, pięć z Wisłą Kraków...

To m.in. z powodu Dimitriosa Goutasa zorganizowany został piątkowy mecz towarzyski z Odrą Opole. Lech wygrał go 4:1, ale nie wiadomo nic na temat tego, w jakim grał składzie i jaką taktyką.

Grek zdradza tylko nieco informacji: – Grałem w tym meczu przez 90 minut, chciałem złapać odpowiedni rytm i to się udało. Czułem się dobrze, moje ciało spisywało się dobrze – mówi."

Więcej TUTAJ


"POLSKA THE TIMES"

"Dziekanowski: Milikowi przydałaby się przerwa od kadry"

"Hubert Zdankiewicz: Wrocław ma chyba pecha do reprezentacji... To tu przegraliśmy z Czechami podczas Euro 2012, to tu Adam Nawałka przegrał w debiucie ze Słowacją.
Dariusz Dziekanowski:
Ja mogę dodać od siebie, że w życiu dostałem dwie czerwone kartki i obie we Wrocławiu. (śmiech) Chociaż z drugiej strony debiutowałem tu w reprezentacji i strzeliłem gola Malcie. A poważnie...

Słuchamy...
Myślę, że mecz z Irlandią pokazał jedno. Nowy sztab reprezentacji musi sprawić, by gra w kadrze znów była dla piłkarzy wyzwaniem, by znów sprawiała im radość. Mam wrażenie, że niektórym przydałaby się przerwa. Muszą nabrać apetytu na grę w kadrze.

Mówi Pan teraz o Arkadiuszu Miliku? Na na antenie "Polsatu Sport" stwierdził Pan po meczu z Irlandią, że bardziej skupia się na występach w klubie, niż grze w biało-czerwonych barwach.
Jemu na pewno przerwa by się przydała. W spotkaniu z Irlandią widać było, że Arkowi cały czas brakuje koncentracji. Zatrzymał się na pewnym etapie, pod względem mentalnego przygotowania do meczu i nie potrafi iść o krok dalej. Myślę, że odpoczynek od kadry dobrze by mu zrobił. Można by zrezygnować z niego w Lidze Narodów i powołać dopiero na eliminacje mistrzostw Europy. Czasem tak jest, że zawodnicy grają w wielkich klubach i świetnie się w nich spisują, ale nie potrafią pokazać tego samego w reprezentacji - przykładów można wymienić wiele, choćby Franck Ribery i Karim Benzema w czasach gdy byli jeszcze powoływani do reprezentacji Francji. Milik niestety w ostatnim czasie też jest takim przykładem. Potencjał ma ogromny, ale trzeba mu pomóc, by znów zaczął go w pełni wykorzystywać w kadrze."

Więcej TUTAJ

***

"Liga Narodów uświadomiła wszystkim, jak zbędne są mecze towarzyskie"

"Liga Narodów UEFA to projekt, który sprawia, że spotkania bez żadnej stawki nie będą miały już racji bytu, a kibice zapomną o towarzyskich „widowiskami” jak to we Wrocławiu pomiędzy reprezentacją Polski i Irlandii. Gdy UEFA proponuje zwycięzcy (prócz pucharu i gwarancji gry w Euro 2020) 7,5 mln euro, to aż chce się grać. A zarobią wszyscy. Nawet drużyna dywizji D (tej najsłabszej sportowo), i to taka która przegra wszystkie spotkania, dostanie od Europejskiej Federacji Piłkarskiej pół miliona euro.

Bez cienia wątpliwości za podejście do Ligi Narodów można pochwalić reprezentację Hiszpanii. „La Roja” wygrała z Anglikami na Wyspach po jedenastu latach przerwy (tamto spotkanie pamięta jedynie Sergio Ramos), a we wtorkowy wieczór zdemolowała Chorwatów 6:0. A wicemistrzowie świata nie wybrali się do Elche rezerwami. Hiszpańskie media są zachwycone reprezentacją, z którą dopiero zaczął prace Luis Enrique. W każdym poważnym dzienniku słowo „Recital” jest odmieniane przez wszystkie przypadki. - Robimy wszystko, by zmienić wizerunek po mundialu w Rosji, który zawaliliśmy - powiedział Marco Asensio, który z Chorwacją strzelił gola, a przy kolejnych trzech asystował.

Więcej TUTAJ


"RZECZPOSPOLITA"

"Brzęczek w lesie"

"Naiwnością jest myślenie, że nowy trener odmieni reprezentację z dnia na dzień. Jej gra nie zależy tylko od selekcjonera. Dla każdej drużyny pierwsze miesiące po mistrzostwach świata lub Europy są trudne. Jedni jeszcze są pijani sukcesem, inni porażką.

To nie przypadek, że Niemcy przegrali z Polską pierwszy mecz po zdobyciu Pucharu Świata. Nieprzypadkowo wicemistrzowie świata Chorwaci ulegli 0:6 Hiszpanom, którzy pożegnali się z mundialem już w 1/8 finału.

Przypadek Polski jest nieco inny. Adam Nawałka zawiódł w najważniejszym momencie. Podejmował niezrozumiałe decyzje, Polska przegrała, on musiał odejść. Ale zawodnicy zostali, bo to są nadal najlepsi polscy piłkarze."

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie