Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

Raport 2x45: Jest prawie połowa września, a oni wciąż nie mają klubu. Dla kilku to może być koniec gry, choć są i zaskoczenia

Autor: Bartosz Adamski
2018-09-13 18:00:59

W Ekstraklasie zostało rozegranych już siedem kolejek, jesteśmy u progu ósmej, a tymczasem wielu polskich zawodników w dalszym ciągu nie ma klubu. Są wśród nich nie tylko uznani ligowcy, ale nawet byli reprezentanci Polski. Nie zdziwimy się, jeśli kilku z nich zdecyduje się po prostu zakończyć swoje kariery.

Największym nazwiskiem na liście zawodników bez klubu jest bez wątpienia Eugen Polanski. 19-krotny reprezentant Polski ma na swoim koncie 254 występy w Bundeslidze, ale w minionych dwóch sezonach nie był już pewniakiem do wyjściowego składu w Hoffenheim i w końcu "Wieśniacy" postanowili się z nim rozstać. Próbowała go sprowadzić do Polski Cracovia, ale odmówił trenerowi Michałowi Probierzowi, twierdząc, że dostał lepszą propozycję. Było to już ponad miesiąc temu. Od tego czasu "Pasy" zakontraktowały Janusza Gola, tymczasem Polanski dalej tkwi na bezrobociu.

Innym uznanym reprezentantem Polski, który ma problem ze znalezieniem nowego zespołu jest Ludovic Obraniak. Z Orłem na piersi zagrał w sumie 34 razy i strzelił 6 goli, zanotował także aż 290 występów w Ligue 1, mimo to obecnie nie ma zainteresowania jego usługami. W ostatnich dwóch latach szału nie robił w Ligue 2, grając dla AJ Auxerre - w 36 meczach miał tylko cztery asysty, nie strzelił żadnego gola. Wciąż jednak podobno bardzo się ceni i niechętnie patrzy na Polskę.

Od 31 sierpnia wolnym graczem jest Przemysław Tytoń. W Deportivo La Coruna mieli zastrzeżenia do jego pracy na treningach. - Chcę w zespole zawodników głodnych gry, a nie takich, którym wszystko jedno. Ci, którzy dają z siebie 70%, nie są kompletnie potrzebni w tym klubie - mówił o Polaku dyrektor sportowy Carmelo del Pozo. Wygląda więc na to, że w hiszpańskim klubie po prostu mieli dość Tytonia i za wszelką cenę chcieli się go pozbyć. 31-letni golkiper ma teraz problem, bo mało który europejski klub szuka wzmocnień na pozycji bramkarza. Hiszpańskie media zaraz po rozwiązaniu jego kontraktu spekulowały, że może trafić do Lecha Poznań albo Lechii Gdańsk, ale wydaje się, że to nie ma szans powodzenia.

Problem ma również Sebastian Boenisch, który nie ma klubu już ponad rok. Ostatni raz kopnął piłkę 30 kwietnia 2017 roku w meczu TSV 1860 Monachium z Eintrachtem Brunszwik. Po rozwiązaniu monachijskiego klubu pozostaje bez przynależności zespołowej i... nie zdziwimy się, jeśli już tak zostanie. Zimą twierdził, że pytała o niego m.in. Korona Kielce, ale skoro nigdzie nie podpisał jeszcze kontraktu, to coraz bardziej prawdopodobne staje się, że po prostu zakończy karierę. A to może dziwić, bo ma przecież dopiero 31 lat i 124 występy w Bundeslidze.

Ciekawym przypadkiem jest natomiast Kacper Przybyłko. Tego lata był już testowany w Erzgebirge Aue, Sunderlandzie i Magdeburgu, a obecnie trenuje z amerykańska Philadelphią Union. W pewnym momencie blisko było jego przenosin do Korony Kielce, ale klub miał wątpliwości, w jakim obecnie znajduje się stanie zdrowotnym. W ostatnim czasie ciągnie się bowiem za nim kontuzja stopy i kolejne kluby obawiają się, czy jest w stanie to do końca zaleczyć.

Tyle o zawodnikach, którzy ostatnio występowali za granicą. Teraz przechodzimy do listy polskich ligowców. Najbardziej zaskakuje nas, że wciąż klubu nie ma Łukasz Piątek, który w ostatnim czasie zawsze utrzymywał wysoki poziom. Dość powiedzieć, że w poprzednim sezonie był on drugim najwyżej ocenianym przez nas zawodnikiem Bruk-Betu Termaliki Nieciecza (średnia 2,55 w 31 spotkaniach).

Wydawało się, że mimo wszystko problemu ze znalezieniem zespołu nie będzie miał także Mateusz Cetnarski. Wciąż posiada bowiem duże umiejętności, ale nie potrafił choćby w minimalnym stopniu nawiązać do świetnego sezonu 2015/16. W pewnym momencie poszedł w odstawkę nawet w walczącej o utrzymanie Sandecji Nowy Sącz. I liga nie byłaby dla niego zła na odbudowę.

Z Cracovią niedawno rozstał się również Szymon Drewniak i spekulowało się, że może trafić do Korony, ale temat ucichł. Po odejściu z Jagiellonii Białystok klubu nie znalazł póki co Piotr Wlazło, który odrzuca oferty z I ligi, licząc, że pojawi się coś z Ekstraklasy. Był temat jego przejścia do Górnika Zabrze, ale chyba nic z tego nie wyjdzie.

Wciąż kontraktu z Wisłą Kraków nie podpisał natomiast Paweł Brożek, ale według ostatnich doniesień, ma do tego dojść lada dzień.

A co słychać u innych, trochę zapomnianych? Bez przynależności klubowej jest na przykład Łukasz Tymiński, który ma na swoim koncie 129 meczów w Ekstraklasie (jesteście w stanie uwierzyć, że tyle?!), a ostatnio grał w pierwszoligowym Górniku Łęczna. Po odejściu z Bruk-Betu Termaliki Nieciecza wolnym zawodnikiem ciągle pozostaje Jakub Mrozik. Klubu nie ma od 10 stycznia. Półżartem można napisać, że pewnie czeka aż jakiś zespół obejmie Maciej Bartoszek.

Nigdzie zaczepić się nie może także Mikołaj Lebedyński. Ostatni raz barierę dziesięciu goli przekroczył w sezonie 2015/16 w barwach Wisły Płock, ale był to zarazem... jego jedyny taki wynik w karierze. Ostatnio zawodził i w GKS-ie Katowice, i w Górniku Łęczna.

Na równi pochyłej jest z kolei Łukasz Skowron, który pięć lat temu zanotował sześć spotkań w Ekstraklasie między słupkami Jagiellonii Białystok. Od tego czasu grał w Radomiaku Radom, Arce Gdynia, AEL-u Limassol, SC Olhanense czy ostatnio St Patrick's Athletic, ale nigdzie nie potrafił zagrzać miejsca. W połowie sierpnia nie przeszedł nawet testów w Ruchu Chorzów, który na gwałt poszukiwał konkurenta dla zawodzącego Kamila Lecha.

Bez klubu jest również niegdyś wielka nadzieja polskiej piłki i kapitan brązowej reprezentacji Polski U-17 z 2012 roku, Gracjan Horoszkiewicz. Jego kariera to ogromna zagadka, bo był chwalony podczas pobytu w Herthcie Berlin i wydawało się, że może nawet zadebiutować w pierwszym zespole. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, oddano go do Cracovii, gdzie jednak nawet nie powąchał murawy, potem nie wykorzystał szansy w Podbeskidziu Bielsko-Biała, kiepsko spisywał się także w Chrobrym Głogów i w końcu wrócił do Niemiec, gdzie grał w szóstej oraz czwartej lidze. W końcu ZFC Meuselwitz postanowiło się z nim rozstać.

Drogą Łukasza Madeja, który kilka dni temu ogłosił zakończenie kariery (będzie teraz prowadził restaurację w Łodzi), mogą podążyć Grzegorz Kasprzik, Tomasz Zahorski, Wojciech Skaba i Paweł Abbott. Kasprzik ma ostatnio niesamowitą zdolność do wpadania w tarapaty i uwydatniają się jego cechy kibolskie, "international level" Zahorski nie strzela z kolei nawet w I lidze, podobnie zresztą jak Abbott. Skaba natomiast jest bez klubu już od ponad roku i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić. Żaden klub nie poszukuje przecież rezerwowego bramkarza, a takiego etatu dorobił się przez lata urodzony w Rybniku zawodnik.

Lista wolnych polskich graczy jest oczywiście dużo większa, ale wymieniliśmy tych, którzy mieli w ostatnich latach styczność z poważną piłką. W kilku przypadkach jesteśmy zaskoczeni, że niektórzy zawodnicy wciąż nie mają klubu, w kilku rozumiemy to w pełni, bo od dawna nie prezentowali wysokiego poziomu i każdy boi się znów nabrać. Zapewne jednak jeszcze przed zimą część z powyżej wymienionych graczy znajdzie nowe drużyny, ale zapewne dla większości z nich będzie to ostatni dzwonek na kontynuowanie kariery na w miarę poważnym poziomie.

 

 


KOMENTARZE