Autor zdjęcia: wikimedia.org

Stomil Olsztyn znowu w tarapatach. Na koncie "Dumy Warmii" blisko dwa miliony długów

Autor: Filip Gierszewski
2018-09-13 20:31:02

Tradycją Stomilu stała się nie tylko rokroczna walka o utrzymanie pod względem sportowym, ale też i finansowym, tudzież licencyjnym. W czerwcu udało się odwołać od początkowej decyzji Komisji Licencyjnej, która nie pozwoliła olsztynianom na grę w obecnych rozgrywkach Fortuna I Ligi. Ostatecznie licencja została przyznana, ale problemy pojawiły się ponownie.

500 tysięcy złotych otrzymane od miasta sprawiło, że Komisja przymknęła oko na ekonomiczne niedociągnięcia Stomilu i olsztynianie mogli przystąpić do nowego sezonu na tym samym szczeblu. Wraz z jego początkiem zmienił się prezes (został nim Maciej Radkiewicz), który przy inauguracji swojej pracy w olsztyńskim klubie zapowiadał jawność finansów Olsztyńskiego Klubu Sportowego. I słowa dotrzymuje, co odsłoniło fatalną sytuację Dumy Warmii.

 

 

 

Okoliczności są iście tragiczne, bo brakuje niespełna dwóch milionów złotych. Na briefingu dług ten został podzielony na trzy składowe:

  • 815 726,09 zł – zobowiązania u dostawców (w tym 324 415,45 zł zobowiązań wobec OSiR-u)
  • 678 766,83 zł – zobowiązania publicznoprawne (długi wobec Urzędu Skarbowego, gminy Olsztyn i ZUS-u)
  • 498 692,62 zł – zobowiązania z tytułu wynagrodzeń (zaległe wypłaty dla piłkarzy i pracowników klubu)

Wobec takiej katastrofy finansowej nowy sternik olsztyńskiego klubu postanowił ogłosić akcję wspierania Stomilu, polegającą na dobrowolnej wpłacie na konto biało-niebieskich. Wydawać by się mogło, że jest to już akt desperacji. I jest w tym pewnie ziarno prawdy.

Istotną rolę może tu odgrywać rzekomy nacisk miasta na zwrot zaległych pieniędzy, co w ostatnich latach nie było zbyt częstą praktyką władz Olsztyna wobec OKS-u. Dotychczas bowiem przymykała ona na owe długi oko. Nagła zmiana polityki rady miejskiej może być związana z wyborami samorządowymi, które już za pasem.

Sama akcja wspierania Stomilu jak na razie się sprawdza – odzew jest dość spory, ponieważ w ciągu nieco ponad dwudziestu czterech godzin udało się uzbierać ponad siedem tysięcy złotych.

 

 

 

Nie jest to jakaś zawrotna kwota, lecz nie jest to też zaliczka na tyle niska, aby mówić tu o niepowodzeniu. Siedem tysięcy po jednym dniu to z pewnością dobry start odbudowy finansów klubowych, który ma odbywać się poprzez rozłożenie na raty zadłużeń wobec OSiR-u, miasta, Skarbówki i ZUS-u.

Przy okazji okoliczności, jakie spotkały Biało-Niebieskich, nasuwa się pytanie – jak mogło do tego dojść?

Przyczyn tego zjawiska jest kilka. Kardynalną jest z pewnością karygodne zarządzanie poprzednika Macieja Radkiewicza – Mariusza Borkowskiego – który prowadził politykę typu „jakoś to będzie”. Przez kilka lat jego rządów Stomil stanął w miejscu, nie czyniąc żadnych kroków naprzód pod względem organizacyjnym i infrastrukturalnym.

Stomilem nie są zainteresowani więksi sponsorzy. Świadczy o tym też fakt, iż nowy prezes zmuszony był do ogłoszenia takiego, a nie innego przedsięwzięcia. Pieniądze na klub łoży głównie miasto, co obecnie odbija się mu czkawką – władze Olsztyna chcą swoich pieniędzy z powrotem.

Staroświecki, rozsypujący się stadion też w tym wszystkim nie pomaga. Trudno zachęcić kibiców do przyjścia na obiekt, który od wielu lat nie był modernizowany, przez co prezentuje się odstraszająco. W takiej sytuacji łatwiej jest docenić pieniądze, które pierwszego dnia zbiórki wpłacili sympatycy Stomilu.

Do obecnych ekonomicznych nieprzyjemności przyczyniła się też polityka transferowa olsztyńskiego kolektywu. Sporo mówi się o obiecującej młodzieży pochodzącej z tamtejszego regionu, lecz klub wolał wydać pieniądze na piłkarzy-zapchajdziury, co w perspektywie czasu okazywało się nieopłacalne. Cierpiały bowiem na tym i wyniki sportowe (które są zwyczajnie mierne, nawet pomimo ostatecznego wywalczenia utrzymania), i klubowa kasa, która mogła być zasilona chociażby "jakimiś" pieniędzmi z tytułu wyszkolenia młodego zawodnika.

Działo się jednak tak, jak jest to opisane wyżej, dlatego wśród olsztyńskiej młodzieży pojawiały się problemy mentalne. Związane one były z tym, że piłkarze ci woleli udać się nawet do trzecioligowców, ponieważ tam mogli liczyć na lepsze warunki finansowe, niż miało to miejsce w stolicy Warmińsko-Mazurskiego.

Teraz przyszedł jednak czas nowego rozdania w zespole, którego tradycje sięgają 1945 roku. Pomimo olbrzymich zaległości Stomil powinien dokończyć obecną rundę. Jednak to, czy olsztynian stać będzie na grę na zapleczu ekstraklasy, okaże się dopiero w perspektywie czasu. Pewne jest, że Maciej Radkowski startuje z olbrzymim nadbagażem i tylko zorganizowana oddolna inicjatywa może mu pomóc te trudności na początku zmniejszyć, aby w przeciągu następnych miesięcy lub nawet lat ostatecznie zwalczyć.

Współpraca Szymon Piórek.


KOMENTARZE