Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

I to by było na tyle w temacie Eduardo w pierwszym zespole Legii. Zawiódł na każdym polu

Autor: Bartosz Adamski
2018-09-13 22:02:04

Gdy osiem miesięcy temu Eduardo dołączył do Legii Warszawa, można było mieć nadzieję, że oprócz waloru marketingowego, wzmocni zespół również na boisku. Tymczasem w pierwszym zespole rozegrał w sumie 14 spotkań (licząc z Pucharem Polski) i może tylko sam początek miał w miarę poprawny, a tak totalnie zawiódł. W końcu został skreślony z listy zawodników zgłoszonych do Ekstraklasy, co oznacza tyle, że stołeczny klub będzie dążył do jak najszybszego rozwiązania umowy.

Eduardo w ostatnim czasie stał się symbolem kiepskich rządów Dariusza Mioduskiego. Na każdym kroku obecny sternik mistrzów Polski popełnia błędy, a w dodatku często utwierdza w przekonaniu, że nie ma sensu liczyć się z jego słowami, bo zazwyczaj sytuacja rozwija się na odwrót. Tak było też przy sprowadzeniu Chorwata urodzonego w Brazylii, którego sowicie opłacił i wynajął mu luksusowe mieszkanie, w całości opłacane przez klub.

Żeby poznać oczekiwania, jakie były wobec byłego zawodnika Arsenalu Londyn, przytoczmy wypowiedź Mioduskiego kilka dni po podpisaniu gwiazdorskiej umowy z chorwackim piłkarzem.

- To lis pola karnego, a kogoś takiego trochę nam brakowało, co było doskonale widoczne choćby w meczu z Wisłą Płock, który przegraliśmy 0:2. Śmiem twierdzić, że gdybyśmy mieli wtedy Eduardo, to tamtego spotkania byśmy nie przegrali. Po drugie, on nie ma być konkurencją dla Jarka Niezgody, a wręcz przeciwnie - Jarek może się przy nim dużo nauczyć. Mówię nie tylko o meczach, ale i o treningach. Poza tym, niewykluczone, że będziemy grali na dwóch napastników. Po trzecie, liczę, że Eduardo przyciągnie kibiców na trybuny, bo wierzę, że ludzie chcą przychodzić na gwiazdy, albo oglądać je w telewizji. Zatem na pewno element marketingu w tym transferze jest, to też potrzebne - mówił w Super Expressie.

No to mówimy: sprawdzam.

Czy Eduardo został lisem pola karnego? W założeniu tak scharakteryzowany zawodnik ma być killerem, strzelać seryjnie gole. Ile bramek zdobył Chorwat? Zero. I to chyba wystarczy za cały komentarz.

Czy Jarosław Niezgoda nauczył się wiele od Eduardo? Być może podpatrywał jego zagrania na treningu, bo w meczach raczej nie miał okazji. Ale jak się tak zastanowimy, to... czego miał się Niezgoda nauczyć? Poruszania się po boisku? Akurat znacznie bardziej ruchliwy był polski napastnik. Dochodzenia do sytuacji? Wykańczania akcji? Bez żartów. Być może podpatrzył jakieś niuanse techniczne, ale równie dobrze mógł je podejrzeć nawet u Miroslava Radovicia albo jakiegokolwiek innego kolegi z drużyny. Ciekawe, czego Eduardo nauczy młodych zawodników w rezerwach.

Czy Eduardo przyciągnął kibiców na trybuny? Wiosną barierę dwudziestu tysięcy widzów udało się przekroczyć trzy razy, ale zupełnie byśmy tego nie wiązali z chorwackim piłkarzem. Po prostu przyjechały wtedy do Warszawy duże marki, które zawsze przyciągały fanów - Lech Poznań, Wisła Kraków i Górnik Zabrze.

Śmiało można zatem wysnuć wniosek, że Chorwat zawiódł na każdym polu, na którym miał stanowić wartość dodaną. Reanimować próbował go jeszcze Ricardo Sa Pinto na samym początku swojej pracy - dał mu zagrać nawet w rewanżu przeciw F91 Dudelange - ale w końcu też dał sobie spokój.

Teraz jeszcze do końca roku trzeba będzie płacić jego sporą pensję, i to w dodatku tylko za granie w trzeciej lidze, bo na liście zgłoszonych do Ekstraklasy jego miejsce zajął Andre Martins. Chyba że zgodzi się na wcześniejsze rozwiązanie kontraktu, ale na to szanse są raczej marne.

Być może kolejne mistrzostwo dla Legii uda się zdobyć, ale przynajmniej przez pewien czas cierpiała będzie na tym akademia. Już zostało zwolnionych kilku pracowników, a możliwe są dalsze cięcia. Niestety, chyba w większości w Warszawie wciąż odbywają się tylko ruchy pozorowane, jak przy zatrudnieniu trenera Sa Pinto. Nie mamy poczucia, że cokolwiek na polu strategicznym zmierza w dobrym kierunku. W klubie nieustannie implikowany jest plan awaryjny. Z tym zarządzaniem kryzysowym prezes Mioduski niezbyt dobrze sobie radzi i nie ma wielu przesłanek, by miało się to zmienić.


KOMENTARZE