var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: Valencia CF

Miesiąc prawdy przed Valencią

Autor: Krystian Porębski
2018-09-14 13:00:32

Czasami kalendarz rozgrywek układa się tak, że dany zespół przez dłuższy czas nie ma nawet chwili wytchnienia. Przed ekipą z Mestalla ogromnie trudne wyzwanie. W najbliższych tygodniach podopieczni Marcelino zagrają z Manchesterem United, Juventusem, a na deser zmierzą się z Barceloną...

Już w sobotę Valencia zagra na Mestalla w hitowym starciu La Liga z Betisem. Faworyta wskazać bardzo trudno, choć jeśli mielibyśmy brać pod uwagę wyniki w pierwszych spotkaniach musielibyśmy postawić na ekipę z Andaluzji. Statystyki ostatnich starć mówią nam jednak coś innego. Podczas ostatnich 9 z 10 meczów rozgrywanych w Walencji pomiędzy tymi drużynami Nietoperze strzelały przynajmniej dwa gole, a w 5 z 6 spotkań zachowały czyste konto. Do tego w 15 z 16 ostatnich pojedynków z Betisem na Mestalla, Valencia była niepokonana.

To jednak tylko statystyki, które mogą się zmieniać z roku na rok. Betis Quique Setiena to już inna bajka, rywal na zupełnie innym poziomie trudności. Nieprzewidywalny, kąśliwy, niezwykle kreatywny i dynamiczny. Pomieszanie młodości z doświadczeniem, polotu z solidnością. A to tylko pierwszy rywal, w maratonie liczącym siedem meczów, bez chwili oddechu.

Liga Mistrzów, czyli jak pogodzić ważne z ważniejszym

Po meczu z Betisem wkroczą rywale z absolutnie najwyższej półki. Na pierwszy ogień Juventus, później trzech rywali na podobnym poziomie, potrafiący sprawić kłopot każdemu – Villarreal, Celta oraz Real Sociedad. Następnie znowu Liga Mistrzów i spotkanie, które może się okazać kluczowe dla rozwoju sytuacji w tej grupie. Starcie Valencii z Manchesterem United.
 

Nietoperze nie mieli szczęścia w losowaniu grup Ligi Mistrzów i powrót do tych elitarnych rozgrywek będzie bardzo trudny w kwestii wyjścia z choćby drugiego miejsca. Nie da się ukryć, że Juventus i Manchester United dysponują o wiele większymi budżetami, a szansą dla Nietoperzy jest gorsza dyspozycja angielskiej drużyny. Dlatego ten miesiąc będzie tak ważny. Zespołowi z Turynu i tak każdy z miejsca przypisuje pierwszą lokatę. Zapewne całkiem słusznie.

Nie ma jednak mowy o rzuceniu wszystkich sił na rozgrywki europejskie, bowiem ewentualne występy w Lidze Europy po zajęciu trzeciego miejsca nie będą żadną tragedią. A brak kwalifikacji do Ligi Mistrzów na następny sezon już tak.

 

 

Chętnych do zajęcia tej pozycji jest oczywiście więcej. Barcelonę, Real i Atleti traktujemy jako pewniaków. To trzy drużyny, które finansowo absolutnie odjeżdżają całej reszcie, co ukazuje zresztą powyższa grafika wskazująca roczne limity na pensje w milionach euro.

Sevilla, Real Betis, Villarreal czy Celta Vigo. To tylko kilka zespołów, które mają dobrych trenerów, grono bardzo utalentowanych zawodników, niezły budżet, wiernych fanów, świetne stadiony oraz przede wszystkim – chcą pokrzyżować szyki Valencii. A przecież są jeszcze zespoły Espanyolu, Realu Sociedad czy Athleticu, które również mają zakusy na europejskie puchary.

Wobec tego przed Marcelino prawdziwe mission impossible. Wyjść obronną ręką z tych siedmiu spotkań byłoby cudem. Jeśli jednak Nietoperze przetrwają ten trudny okres i zarówno sytuacja w lidze jak i pucharach będzie przyzwoita, to chyba nic już ich w tym sezonie nie dobije. Najpierw jednak jest bardzo dużo do poprawy. Pierwsze trzy mecze nie napawały optymizmem.

Uwolnić moc ze skrzydeł

Trzy gole w trzech meczach. Dla ekipy z takim atakiem to wynik karygodny, zwłaszcza, że wśród rywali nie było żadnego Realu, czy Barcelony, a akurat z Atleti udało się trafić do siatki rywali i zremisować. Valencii brakuje siły ognia, choć miała dysponować jedną z najlepszych w całych rozgrywkach. Pierwsze spotkania pokazały nam jednak mankamenty walenckiej ofensywy.

Bo to, że Gameiro i Batshuayi potrzebują trochę czasu aby dostosować się do drużyny i zgrać, a w przypadku Belga również przyzwyczaić się do realiów ligowych, to było wręcz uderzające. Dwaj panowie pudłowali na potęgę w kluczowych momentach. Nie to było jednak najgorsze. Kiedy Marcelino zestawiał tych dwóch razem na boisku, wyglądało to fatalnie. Tu już nie chodzi o brak zgrania, zrozumienia, podobnego boiskowego myślenia. Kilka minut i Belg z Francuzem potrafili na siebie wrzeszczeć, wymachiwać rękami. Ich współpraca póki co daje więcej złego, niż dobrego.

Rodrigo i Mina na domiar złego również nie brylują, choć akurat temu pierwszemu wysokiej formy odmówić nie można, co przecież udowodnił w reprezentacji. Nie tylko atak jest tu jednak problemem. W pierwszych trzech kolejkach La Liga Valencii zabrakło tego, na czym w dużej mierze bazowała w poprzednim sezonie. Skrzydeł.

Teraz do gry wraca Goncalo Guedes, który już w najbliższym meczu ma być gotowy i najprawdopodobniej wystawiony do gry w pierwszym składzie. Wyjście na Betis bez kogoś zdolnego do wykonania czegoś nieprzewidywalnego, błyskotliwego, zmieniającego przebieg meczu, byłoby w zasadzie strzałem w kolano. Portugalczyk zagrać musi, ale czy wobec braku przepracowanego okresu przygotowawczego z Valencią będzie go stać na rozegranie 7 spotkań na równym poziomie? Odpowiedź jest oczywista i m.in. ze względu na nią, ten miesiąc będzie niezwykle interesujący.

Bo na skrzydłach Marcelino opcji ma wiele. Głównym zmiennikiem Guedesa będzie zapewne Denis Czeryszew. Rosjanin, który już zdołał strzelić gola w barwach Valencii, mający za sobą wspaniałe mistrzostwa. Ojciec skrzydłowego udzielił ostatnio dość niefortunnej wypowiedzi w mediach, która została źle przetłumaczona. Coś co brytyjski The Telegraph powinien przetłumaczyć jako „growth factors”, zrozumiano jako... „growth hormones”. A jakie są kontrowersje związane z hormonem wzrostu, to zapewne fani futbolu doskonale wiedzą. Przez kaczkę dziennikarską wyspiarzy agencje dopingowe wzięły pod lupę Czeryszewa, który po ponownej kontroli okazał się zupełnie czysty. Terapia jaką przechodził jest zupełnie standardową praktyką w świecie futbolu. Nie zmienia to jednak faktu, że o pechowym Rosjaninie już drugi raz zrobiło się głośno – nie z jego winy i przez aspekty pozasportowe. Bo wtopę ekipy Beniteza w Copa del Rey chyba każdy pamięta.

Poza Rosjaninem Marcelino ma jeszcze kilka opcji, w tym najmłodszego zgłoszonego do La Liga zawodnika, grającego z numerem 20 Ferrana Torresa. Młodzian pokazał się już z dobrej strony w meczu z Levante, a prawdziwą próbkę umiejętności zaprezentował w spotkaniu towarzyskim z Alcoyano, rozegranym podczas przerwy na reprezentacje. Skrzydłowy trafił na 3:0, a gola można zobaczyć poniżej.


 

Defensywa główną bolączką Marcelino

Nie strzelanie goli, a ich tracenie jest jednak największym problemem ekipy z Mestalla. Do tej pory Neto wpuścił 5 bramek, w tym po dwie z Espanyolem i Levante, co chwały Valencii na pewno nie przynosi. Problem w obronie jest spory, zwłaszcza w kontekście zbliżającego się maratonu.

Bo Neto jako bramkarz spisuje się niepewnie, na co zresztą wpływ ma pewnie to, że koledzy z zespołu zupełnie mu nie pomagają. Rezerwowy Jaume natomiast nie miał jeszcze okazji pokazać się na murawie i nie wiemy w jakiej jest formie, choć zapewne w obliczu spotkań pucharowych, będziemy mieli szansę się o tym przekonać. Dalej nie jest wcale lepiej.

Zupełnie nieprzypominający przebojowego defensora z poprzedniego sezonu Gabriel Paulista, młody i jeszcze niedoświadczony, a do tego elektryczny Diakhaby oraz Garay mający problem z kontuzją, a także Vezo i Murillo odstawieni na boczny tor. Zwłaszcza absencja Kolumbijczyka może dziwić. Wszystko wskazywało na to, że pierwszą parą defensorów na ten sezon będzie solidnie grająca dwójka Murillo – Garay. Tymczasem Marcelino już na początku sezonu ma mocno pod górkę.

A najlepszym i najpewniejszym punktem defensywy... jest najmłodszy. Francuz, który dopiero trafił do zespołu, który w Lyonie pokazał, że ma ogromny talent, ale też to, że potrafi zawalić wysiłek całej drużyny jednym zagraniem i to w najmniej odpowiednim momencie. Pomyłka Dikahaby'ego kosztowała Olympique pozycje w ligowej tabeli na koniec sezonu. Opieranie defensywy na takim zawodniku może wydawać się szaleństwem, ale w obecnej sytuacji może się niestety okazać wręcz przymusem. Opcją zapasową na stoperze jest jeszcze Francis Coquelin i zapewne gdyby nie to, że dopiero wraca po kontuzji, Marcelino spróbowałby również i jego.

Valencia zajmuje obecnie 17. lokatę w tabeli, z zaledwie dwoma punktami. Po trzech kolejkach nie można wpadać w panikę, ani o niczym wyrokować. Przez najbliższe tygodnie rozegra jednak pięć niezwykle trudnych ligowych potyczek, z których niekoniecznie musi wyjść zwycięsko, zwłaszcza w obliczu problemów. Finisz podczas spotkania z Barceloną również nie napawa optymizmem. Jeśli po ośmiu seriach meczów pozycja się nie zmieni, Marcelino zacznie się palić grunt pod nogami. Dlatego przed Nietoperzami miesiąc prawdy, który może zadecydować o tym jak potoczy się cały sezon dla ekipy z Mestalla, która za kilka miesięcy będzie obchodzić stulecie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie