Autor zdjęcia: sport360.com

Cierpliwość jest cnotą - Alphonse Areola w drodze na szczyt

Autor: Maciej Kanczak
2018-09-14 17:37:39

Był jednym z najlepszych piłkarzy reprezentacji Francji w meczach Ligi Narodów z Niemcami i Holandią, a przecież były to jego pierwsze dwa występy w barwach „Trójkolorowych”. Piękny, wrześniowy sen Alphonse Areoli miał się jednak skończyć na spotkaniach drużyn narodowych, a po nich miała rozpocząć się szara rzeczywistość w roli dublera Gianluigi Buffona w PSG.

W poniedziałkowym wywiadzie dla RMC, szkoleniowiec paryżan, Thomas Tuchel stwierdził jednak, że to Areola jest na najlepszej drodze, by ponownie być numerem jeden w zespole mistrzów Francji, tak jak to miało miejsce w poprzednim sezonie. - Decyzja nie jest jeszcze ostateczna, ale powiedziałem Alphonsowi, że jego szansę na grę w wyjściowej jedenastce są spore.

Zaraz po tych słowach nad Sekwaną ruszyła machina plotek i spekulacji, że między Niemcem i Włochem pojawił się jakiś konflikt, a największym beneficjentem różnicy zdań ma być właśnie świeżo upieczony reprezentant Francji. Tymczasem już w czwartek, na konferencji prasowej przed meczem z AS Saint-Etienne, były opiekun Borussi Dortmund i FSV Mainz wycofał się rakiem z tych słów: - Taka rozmowa faktycznie miała miejsce, ale jeszcze przed zakontraktowaniem Buffona. Gdy jednak Gigi do nas dołączył, sytuacja diametralnie się zmieniła. Niemniej, nikt nie ma abonamentu na grę, obaj przez cały czas muszą być tak samo skoncentrowani.

W pierwszych dwóch kolejkach Ligue 1 bronił Włoch, później w dwóch kolejnych seriach wystąpił Francuz. Wiadomo, że Areola na pewno zagra jesienią, przynajmniej w połowie meczów fazy grupowej Ligi Mistrzów, gdyż były gracz Juventusu Turyn będzie musiał odcierpieć karę za atak na sędziego z zeszłosezonowego ćwierćfinału z Realem Madryt. Kto w tym czasie będzie strzec dostępu do paryskiej bramki w lidze francuskiej? Eksperci i dziennikarze, mimo wszystko, więcej szans dają Buffonowi, co oznacza, że mający filipińskie korzenie Areola póki co będzie musiał się uzbroić w nowe pokłady cierpliwości. Jak pokazuje jednak jego dotychczasowa kariera, nie powinien mieć z tym większych kłopotów.

Nikt w ekipie „Les Parisiens” nie ma dłuższego stażu od niego. Miał 16 lat, gdy w 2009 r. rozpoczął treningi z pierwszym zespołem. Qatar Sports Investments nawet nie spoglądał wówczas w kierunku stolicy Francji, a kibice na Parc des Princes mieli nadzieję, że ich pupile będą w stanie zakwalifikować się choćby do Pucharu UEFA. Następni na liście pod względem lat gry w niebiesko-czerwono-białych barwach Adrien Rabiot, Thiago Silva i Marco Veratti przy Rue du Commandant-Guilbaud 24 pojawili się dopiero trzy lata później.

Areola to również jeden z piątki wychowanków PSG (obok Presnela Kimpembe, Christophera Nkunku, Rabiota i Timothy Weah`a). - Takich graczy należy szanować i doceniać. Takich, którzy mają duszę PSG i są ucieleśnieniem wartości tego klubu – powiedział Tuchel w poniedziałek. Jego poprzednicy na stanowisku trenera mieli jednak nieco inny pogląd na tą kwestię.


Trzy stacje do Paryża

9-letni staż nijak miał się do liczby występów w zespole 7-krotnych mistrzów Francji. Przez ten czas Areola rozegrał 74 spotkania, dopiero od kampanii 2016/2017 stając się podstawowym bramkarzem stołecznej ekipy. Wcześniej najpierw niekwestionowanym numerem jeden w paryskiej bramce był inny Włoch, Salvatore Sirigu, później nastał czas Kevina Trappa. Areola w tym czasie, aby nabrać ogłady i doświadczenia, przez trzy lata wędrował od wypożyczenia do wypożyczenia. To, że w końcu zastąpi Sirigu czy Trappa było jednak kwestią czasu, bo we wszystkich trzech klubach, w których występował w latach 2013-2016 spisywał się znakomicie. A uważnie patrolujący jego postępy działacze PSG zacierali ręce, że obejdzie się bez potrzeby wydawania góry pieniędzy na klasowego bramkarza.

Pierwszym przystankiem Areoli w drodze powrotnej do Paryża było RC Lens. W rozgrywkach 2013/2014 „Les Sang et or” grali w Ligue 2, z nadzieją spoglądając w kierunku najwyższej klasy rozgrywkowej. Cel udało się osiągnąć, bo na mecie sezonu „Krwisto-złoci” zameldowali się na 2. miejscu, będąc gorszymi tylko od FC Metz. Areola został uznany najlepszym bramkarzem na drugoligowym froncie, znalazło się również dla niego miejsce w jedenastce sezonu. W kampanię 2014/2015 sensacyjni mistrzowie Francji z 1998 r. weszli jednak już z innym golkiperem. Ze względu na to, że Lens występowało na przestarzałym, zbudowanym w 1933 r. Stade Bollaert-Dellis, długo nie było wiadomo, czy klub z departamentu Pas-de-Calais otrzyma w ogóle licencję na występy w lidze francuskiej. Władze PSG nie chciały, by ich piłkarz kolejny rok zmarnował na zapleczu Ligue 1, stąd wypożyczenie do SC Bastia, w której pracował były gracz paryżan, Claude Makelele.

Na Korsyce Areola zrobił kolejny krok do przodu. Świetnie spisywał się zwłaszcza w rozgrywkach Pucharu Ligi Francuskiej, w których wraz z „Les Blues” dotarł aż do finału (znakomite zawody rozgrywał przede wszystkim w półfinałowym starciu z AS Monaco, kiedy w serii rzutów karnych obronił uderzenie Joao Moutinho). W meczu decydującym o trofeum naprzeciwko Bastii stanął aktualny pracodawca Areoli, czyli PSG. Gwiazdy paryskiej ekipy nie miały litości dla młodszego kolegi. Faworyt wygrał pewnie 4:0, a łupem bramkowym podzielił się duet Edinson Cavani - Zlatan Ibrahimović.

Ostatnią stacją przed wysiadką w stolicy Francji był Villarreal CF. Poważnej kontuzji doznał Sergio Asenjo i „Żółta Łódź Podwodna” znalazła się u progu sezonu 2015/2016 bez bramkarza. Działacze triumfatora Ligue 1 uznali, że próba zastąpienia Hiszpana może być dla ich piłkarza kolejnym poligonem doświadczalnym. Areola powędrował więc na Półwysep Iberyjski i z zadania zastępcy Asenjo wywiązał się wybornie.

Jeśli chodzi o osiągnięcia klubowe, to wraz z zespołem z Estadio de la Ceramica zajął 4. miejsce na koniec rozgrywek, zapewniając sobie prawo gry w eliminacjach Ligi Mistrzów. Z kolei w Lidze Europy „El submarino amarillo” dopłynął aż do półfinału. Tam lepszy okazał się Liverpool FC, choć swoją wyższość (3:0) udowodnił dopiero w rewanżu u siebie (w Hiszpanii gospodarze wygrali 1:0). Sam piłkarz zaś w pewnym momencie sezonu notował fenomenalną passę minut bez puszczonego gola. Rywale w lidze hiszpańskiej nie potrafili znaleźć sposobu na jego pokonanie aż przez 620 minut, dzięki czemu o pięć minut pobił dotychczasowy rekord klubowy Diego Lopeza. Zachwyceni fani nadali Francuzowi przydomek, a jakżeby inaczej, „Mur”. - Indywidualne osiągnięcia nie są dla mnie tak istotne jak klubowe, ale zawsze miło jest zapisać się w klubowych annałach w taki sposób – mówił rozentuzjazmowany hiszpańskiej prasie.


Za plecami Llorisa

Po trzech sezonach poza Paryżem, spędzonych w różnych ligach i na różnym poziomie rozgrywkowym, decydenci z Parc des Princes, niczym Rada Jedi, uznali, że młody padawan jest już gotowy, aby być mistrzem. Rozgrywki 2016/17 rozpoczął co prawda w roli „jedynki” Trapp, ale resztę sezonu, tak jak i następną kampanię w roli pierwszego bramkarza kontynuował już Areola. Dlatego też tak bolesny dla 25-latka musiał być transfer do PSG samego Buffona.

Oczywiście, nikt nad Sekwaną nie traktuje tej transakcji w kategorii inwestycji długoterminowej. Przenosiny do Ligue 1 to bardziej kaprys legendarnego Włocha, który „za pięć dwunasta” przed zakończeniem kariery chciał zjeść jeszcze chleb z innego pieca niż Serie A, ale dla Aeroli to jednak niekomfortowa sytuacja. Choć Tuchel zapewniał, że obaj są fachowcami co się zowie i startują z tego samego pułapu przed startem sezonu, to jednak niedawno za sprawą trenera bramkarzy Chelsea Londyn, Christophe Lollichona, na jaw wyszły ciekawe informacje. Otóż Areola bardzo nalegał latem na przenosiny na Stamford Brigde. - Mogę potwierdzić, że w tym czasie odbyliśmy kilka rozmów na temat transferu. Był bardzo zainteresowany grą w Londynie, a praca z nim z pewnością byłaby wielką przyjemnością. Decyzja w tej sprawie nie należała jednak do mnie – powiedział w rozmowie z „Le Figaro”, Lollichon. Ostatecznie zamiast Areoli w ekipie „The Blues” pojawił się Kepa.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Już mówi się, że w przyszłorocznym, letnim okienku transferowym o coraz więcej znaczącego we francuskiej kadrze bramkarza powalczy Inter Mediolan. Areola ma jeszcze rok kontraktu z PSG, ale póki co z Paryża nie dochodzą żadne informacje o rozmowach w sprawie jego przedłużenia. „Nerazzurri” na boisku ostatnimi czasy może nie brylują, ale jeśli chodzi o ściąganie do siebie zawodników, którym właśnie skończyła się umowa z aktualnym pracodawcą, nie mają sobie równych. Najświeższe przykłady na poparcie tej tezy to transfery Stefana de Vrija czy Kwadwo Asamoah.

Może się i jednak tak okazać, że latem A.D. 2019 do drzwi władz „Le Parisiens” zapukają przedstawiciele jeszcze silniejszych klubów niż Inter. Za Areolą bowiem fantastyczny debiut w reprezentacji Francji. Na inaugurację Ligi Narodów w starciu z Niemcami w Monachium żądni rehabilitacji za katastrofalne MŚ gospodarze atakowali raz po raz, by choć po części zmazać rosyjską plamę. Na bramkę Areoli oddali w sumie siedem strzałów. Żaden nie znalazł jednak drogi do siatki, bo francuski debiutant zwijał się jak w ukropie, popisując się fenomenalnymi interwencjami.

Słaba premiera Francji, znakomita Areoli” - napisał nazajutrz „L`Equipe”. Kto wie zatem, czy po wydarzeniach z Allianz-Arena, pozycja 25-latka w ekipie mistrzów świata nie będzie w najbliższym czasie jeszcze mocniejsza. Hugo Lloris to oczywiście symbol i opoka francuskiej kadry, który bramki ojczyzny Wiktora Hugo strzeże od 2008 r. Niemniej jego ostatni niechlubny wyczyn, gdy kompletnie pijany jeździł po londyńskich ulicach (żeby było śmieszniej, nie notował jednak „na rauszu” kosmicznych szybkości, a jechał dwa razy wolniej aniżeli dozwolona prędkość), poważnie nadszarpnął jego nieskazitelny dotąd wizerunek. A nie od dziś wiadomo, że selekcjoner „Les Blues”, Didier Deschamps, do zachowania swoich podopiecznych poza boiskiem przykłada taką samą wagę, jak do ich postawy na nim.

Dotychczasowa przygoda Areoli z drużyną narodową, to również wielki test cierpliwości. Od pierwszego powołania do kadry do momentu upragnionego debiutu w koszulce z kogutem galicyjskim minęły trzy lata. W międzyczasie koło nosa Areoli przeszło EURO 2016 na francuskiej ziemi (DD oprócz Llorisa powołał na ME Steve`a Mandandę i Benoit Costila). Na MŚ 2018 do Rosji już pojechał, ale na murawie pojawił się tylko po wielkim finale, kiedy wraz z kolegami odbierał złote medale za mistrzostwo świata. Mimo braku symbolicznego choćby występu i tak zapisał się w historii mundialu. Stał się bowiem trzecim, po Włochu Giovannim Galim (MŚ 1982) i Argentyńczyku Hectorze Zeladzie (MŚ 1986), graczem, który świętował triumf w Pucharze Świata, nie mając w reprezentacji choćby jednego występu na koncie.

W najbliższej przyszłości w narodowych barwach chciałby odgrywać poważniejszą rolę niż zaledwie bohatera statystycznych ciekawostek. Deschamps ufa mu coraz bardziej, o czym świadczyło nie tylko powierzenie mu ochrony bramki w starciach z Niemcami czy Holandią, ale również wiele pochwał pod jego adresem. - On stale się rozwija i z roku na rok jest coraz lepszy. Teraz ma w klubie potężnego konkurenta w osobie Buffona, ale ta rywalizacja może tylko pomóc w dalszym rozwoju – podkreśla.

„Gigi” na stare lata zatem nie tylko ma okazję sprawdzić się w nowym środowisku, ale również i wzmocnić rywalizację wśród bramkarzy reprezentacji Francji.


KOMENTARZE