var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: gksgornik.leczna.pl

Ewelina Kamczyk dla 2x45: Moim marzeniem jest Juventus, ale Chelsea też byłaby niesamowita

Autor: rozmawiał Krystian Juźwiak
2018-10-09 14:39:13

Podpora reprezentacji, filar Górnika Łęczna i niekwestionowana gwiazda Ekstraligi. Kto wie, może niebawem piłkarka Juventusu. 22-letnia Ewelina Kamczyk w rozmowie z 2x45.info opowiedziała m.in. o nieudanej batalii o Ligę Mistrzyń, planowanym wyjeździe za granicę, marzeniach o Chelsea, "Pytaniu na Śniadanie", wsparciu z samej góry i o ważnym starciu z Medykiem Konin.

Krystian Juźwiak (2x45.info): – W pierwszym meczu Ligi Mistrzyń rozbiłyście WFC Martve Kutaisi 12:0. To Górnik był tak mocny czy mistrzynie Gruzji tak słabe?
Ewelina Kamczyk:
– Dopiero w tym meczu zagrałyśmy, tak jak byśmy chciały. Wcześniejsze sparingi z Gintrą i ZFK Mińsk nie były złe, ale wiedziałam, że stać nas na więcej. Mecz z Gruzinkami był pierwszym spotkaniem Górnika w Lidze Mistrzyń. Byłyśmy mega skoncentrowane i wszystkim zależało na jak najlepszym przywitaniu z europejskimi pucharami. Zwycięstwo 12:0 - najwyższe w historii Women’s Champions Cup - nie było przypadkowe. A co do Gruzinek, to nie mnie to oceniać. Na pewno wyszły na boisko, myśląc o wygranej.

– Po takim zwycięstwie pewność siebie wzrasta.
– Wzrasta po każdym zwycięstwie. Najważniejsze jest to, że dobre wyniki przekładają się na atmosferę w drużynie. Trzeba jednak pamiętać, że pewność siebie to bardzo indywidualna kwestia. Wszystko zależy od konkretnej zawodniczki. Wiadomo, że chciałoby się grać tylko z najlepszymi, ale tak się nie da. Trzeba wygrywać te mecze z teoretycznie słabszymi rywalami. Takie spotkania wbrew pozorom są trudne.

– Pewność siebie była kluczowym aspektem przed meczem z Anderlechtem Bruksela?
– Fajnie się złożyło, że grałyśmy z nimi drugi mecz w grupie. Dzięki temu mogłyśmy podejrzeć grę Belgijek, które wcześniej niespodziewanie pokonały Glasgow City. Na Anderlecht wyszłyśmy mega zmobilizowane. Każda dała z siebie 120%. Nasze rywalki miały swoje sytuacje, ale to my zgarnęłyśmy trzy punkty.

– Potrafisz powiedzieć z perspektywy czasu co się stało w kluczowym spotkaniu z Glasgow?
– Trochę już minęło i nie bardzo chcę do tego wracać. Z naszej strony nie było żadnej kalkulacji. Remis wystarczał do awansu, ale chciałyśmy wygrać. Szkotki wyszły na boisko z takimi samymi założeniami. Miałyśmy sytuacje, gdzie mogłyśmy i powinniśmy strzelić bramki, ale przegrałyśmy. W tabeli Górnik, Anderlecht i Glasgow miały tyle samo punktów. Niestety, odpadłyśmy przez układ małej tabeli.

– Zgodzisz się ze stwierdzeniem, że w tym ostatnim meczu Górnikowi zabrakło tylko skuteczności?
– Tak po prostu było. Miałyśmy sytuacje, po których piłka powinna wpaść do bramki, a tak się nie stało. Zabrakło spokoju. W głupi sposób traciłyśmy piłkę i to zaważyło na wyniku.

– Taktyka piłkarek Glasgow City polegała tylko na tym, żeby wyłączyć Ewelinę Kamczyk z gry?
– Nie skupiam się na tym, czy i jak mnie kryją. Na ekstraligowych boiskach już mnie dobrze znają i często przydzielają mi dwie zawodniczki. I wiesz co? Ja to lubię! Lubię takie mecze, które dużo ode mnie wymagają. Mam to czucie rywalek i dystansu między nami. Szkotki na pewno oglądały nasze mecze i wyciągnęły wnioski.

– Raz broniła Klaudia Kowalska, a raz Anna Palińska. Czy to nie zaburzyło harmonii w defensywie?
– Nasze bramkarki są do tego przyzwyczajone. W lidze zmieniają się co dwa-trzy mecze, więc wątpię, żeby teraz im to przeszkadzało. Poza tym trzeba mieć na uwadze to, że los bywa przewrotny. Zawsze trzeba być gotowym na sto procent. Nie wiesz, kiedy będzie trzeba zagrać. Obie bramkarki są dla nas ważne.


Końcowa tabela grupy eliminacyjnej do Women's Champions League

– Już przed Women’s Champions Cup Szkocja kojarzyła ci się źle.
– I niestety nic się nie zmieniło w tej kwestii. W kwietniu przegrałyśmy tu jako reprezentacja. Teraz poległyśmy jako klub. Wierzę głęboko, że jeszcze przyjdzie taki moment, w którym utrzemy Szkotkom nosa.

– Tym razem chociaż podróż obyła się bez przeszkód?
– Generalnie tak, chociaż miałyśmy pół godziny opóźnienia (śmiech)! Ale trzydzieści minut to nic w porównaniu z kilkoma godzinami, które musiałyśmy przesiedzieć na lotnisku w Bydgoszczy, gdy leciałyśmy na mecz eliminacji do mistrzostw świata.

– Nie ukrywałaś, że zostajesz w Górniku, żeby powalczyć o Ligę Mistrzyń. Życie zweryfikowało te plany. Może być tak, że już w lutym nie będzie cię w Łęcznej?
– Miałam swoje powody, żeby zostać w Górniku. To, że w Lidze Mistrzyń się nie udało, to jeszcze nie koniec świata. Życie toczy się dalej. Pojawiają się nowe cele. W tym roku chcę zdobyć Puchar Polski, wygrać ligę i obronić tytuł królowej strzelczyń. Postawiłam sobie kolejne wyzwanie - chcę strzelić określoną liczbę goli, a mianowicie pobić rekord Polski (oficjalnie nie wiadomo jednak ile dokładnie on wynosi, bo nie ma dokładnych statystyk; nieoficjalnie należy on do Anny Żelazko, która strzeliła ponad 50 goli - przyp. KJ). Jak widzisz, mam ambitne plany. Wyjazd z Polski będzie kolejnym krokiem w karierze.

– Czyli ta książka, którą przed chwilą czytałaś, to pewnie był słownik.
– Nie trafiłeś! Coś w deseń wyjazdu, bo książka podróżniczki, Beaty Pawlikowskiej. Z tym że psychologiczna. Pomaga sobie poukładać wiele kwestii.


Źródło: gksgornik.leczna.pl

– Pojawiłaś się ostatnio w programie "Pytanie na śniadanie". Siedziałaś między zawodniczką PSG i Juventusu. Nie masz parcia, żeby sama iść do tych największych klubów?
– Mam duże ambicje i chcę grać na takim samym poziomie klubowym jak Ola Sikora, Ewa Pajor, Kasia Kiedrzynek i Paulina Dudek. Kilka lat temu powiedziałabym, że chce grać w Stanach. Wszystko się zmienia i dziś moim marzeniem jest Juventus. Ostatnio myślałam też nad Chelsea, to byłoby coś niesamowitego. Ale to bardziej skryte marzenia niż plany. Gdy już na stole będzie konkretna oferta, to przede wszystkim będę patrzeć na to, jak mogę się w danym klubie rozwinąć. Rozważę na pewno wszystkie opcje.

– Nie czułaś się zażenowana występem w "PnŚ"? Prowadzący nawet nie wiedzieli, że Górnik jest mistrzem Polski.
– Moja mina mówiła wszystko! Nie ma też takiego klubu jak Paris Saint-Germany (śmiech). Łagodnie mówiąc, byłam zaskoczona. Dałyśmy tym występem kolejny powód do żartów na zgrupowaniu reprezentacji. Z Pauliny Dudek śmiałyśmy się, że gra w Niemczech. Ze mnie, że przegrałyśmy mistrzostwo z Czarnymi Sosnowiec. Pomijając to, bardzo fajnie było się pokazać w telewizji i móc powiedzieć coś więcej o piłkarstwie kobiecym w Polsce.

– Podczas zgrupowania, o którym wspomniałaś, grałyście z Białorusinkami.
– To taki rywal, który nam leży. Znamy się bardzo dobrze. Wygrałyśmy z nimi chyba piąty mecz z kolei. Cieszy nas taki stan rzeczy, ale każde spotkanie było inne. Nie możemy jechać na Białoruś z myślą, że punkty sam do nas przyjdą.

– Potem była batalia ze Szwajcarkami. Z tak silnym zespołem łatwiej grało się bez presji awansu?
– Na takie spotkania się czeka! Szwajcarki to już klasa światowa. Warto wspomnieć takie gwiazdy jak Noelle Martiz, Ramona Bachamann czy Laura Dickerman. My chciałyśmy udowodnić wszystkim – w tym sobie – że umiemy grać w piłkę. Cel był jeden: wygrać. Połowicznie udało się go zrealizować, bo padł remis. Możemy być z siebie zadowolone, bo grałyśmy naprawdę fajny futbol. Miałyśmy więcej luzu, ale presja też była, bo wciąż do zdobycia były punkty w rankingu FIFA.

– Ze Szwajcarią nie mogłyście przegrać, bo dostałyście wsparcie z samej góry.
– Podczas tego pierwszego meczu w Mińsku pojawił się ksiądz z Polski. Pracował na Białorusi już kilka lat i specjalnie na to spotkanie przyjechał 200 kilometrów. Sam jeden nam kibicował, a było go słychać na całym stadionie! Po meczu wspólnie się pomodliliśmy.

– Teraz jedziesz na zgrupowanie reprezentacji, podczas którego zagracie z Irlandią. Czego można się spodziewać po tym meczu?
– To sparing, a te rządzą się swoimi prawami. Na pewno liczy się zwycięstwo. Ale jakie będą założenia taktyczne, co nowego wprowadzimy do gry? Tego jeszcze nie wiem. Jestem w drodze do Ostródy (rozmawialiśmy 5 października - przyp. KJ) i tam poznam dokładny schemat działań, który nakreśli selekcjoner. Zagramy dla kibiców, rodzin, ale i dla samych siebie.

– Mówiłaś na początku, że lubisz wymagające mecze. Taki już w niedzielę w Łęcznej.
– Gramy z Medykiem Konin. Będzie mnóstwo kibiców, będzie telewizja i będzie sztuczne oświetlenie, przy którym bardzo lubię grać. To okazja, żeby pokazać, jak silną drużyną jest Górnik Łęczna! Takie spotkanie sprawdzi nasze umiejętności.

– Mecz z Medykiem to będzie kolejne spotkanie z "zadrą w sercu" czy czas zaleczył rany?
– Już kilka lat minęło odkąd nie ma mnie w Koninie, ale te mecze nadal są dla mnie bardzo emocjonalne. Trochę ludzi wie, jak czułam się w Medyku… Zagram tak, żeby przede wszystkim nie zawieść kibiców i udowodnić, że jestem wartościową zawodniczką.

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie