var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

Rykoszet Łopienskiego: Wizja klubów? Większość działaczy wie tyle, że kiedyś istniała telewizja o takiej nazwie

Autor: Marcin Łopienski
2018-10-09 17:30:20

Każdy klub Ekstraklasy w ciągu dwóch lat ma dostać z tytułu praw telewizyjnych około 27 milionów złotych. Dla wielu oznacza to bardzo zauważalne powiększenie budżetu. Pytanie tylko, co z tą kasą kluby zrobią. Presja na wyniki będzie zawsze, dlatego zespoły będą zapewne myślały o tym, jak przeżyć tu i teraz. A o myśleniu długofalowym i zarządzaniu ryzykiem opowiem rykoszetem na przykładzie Litwy.

***

W ostatni weekend z prywatną wizytą zawitałem na Litwę. Moim miejscem docelowym było oczywiście Wilno, ale w związku z tym, że podróżowałem samochodem, po drodze miałem okazję zobaczyć, jak nasi sąsiedzi poradzili sobie z transformacją ustrojową. Nie ma co ukrywać, bloki mieszkalne w Polsce prezentują się bardziej okazale, nawet te z wielkiej płyty udało się przykryć szpachlą nowoczesności. W samej stolicy Litwy nie trzeba daleko szukać reliktów poprzedniego ustroju. Ba, można je nawet znaleźć na starym mieście lub w jego okolicy. Nie wspomnę już o obrzeżach miasta, a już szczególnie na wsiach, gdzie dominuje obraz smutnej szarości. 

Być może Litwa z trudem radzi sobie z wejściem w opary kapitalizmu, średnio sprzyja temu również wejście do strefy euro. Naszym wschodnim sąsiadom, mimo tych wszystkich trudności, nie brakuje za to logicznego myślenia i ciekawych pomysłów na ochronę życia swoich mieszkańców. Jeśli kiedykolwiek będziecie chcieli wybrać się na tereny bliskie Adamowi Mickiewiczowi, w każdym porządnym przewodniku znajdziecie informację nakazującą bezwzględne przestrzeganie przepisów ruchu drogowego. Każdy kto już był na Litwie i jechał tak jak w Polsce (czyli tak jak chciał), wraca nad Wisłę z ciekawymi historiami. „Jechałem sobie 90 km/h, przyśpieszyłem do 100 km/h i już mnie zatrzymali. Skończyło się mandatem”. Wybaczcie mi ten trywialny przykład, ale tak po prostu jest. 

Mi osobiście udało się tego uniknąć, policję widziałem raz w ciągu trzech dni – w dodatku jak już wyjeżdżałem z kraju – ale zadziwił mnie ich pomysł na zmuszenie kierowców do przestrzegania zasad. Na drogach krajowych fotoradar znajduje się co pięć kilometrów i – uwaga – nie ma on koloru jaskrawo-żółtego, że nawet ślepy emeryt go dostrzeże. Na Litwie wpasowują się one w kolor kraju, czyli mają szarą barwę. Plusem tego jest to, że nocą są właściwie niewidoczne. Dalej, podczas jazdy drogami krajowymi można – podobnie jak w Polsce – zagapić się i nie zredukować prędkości do 50km/h w terenie zabudowanym. U nas nikt tego nie pilnuje, a u naszych sąsiadów mają od tego tzw. „leżących policjantów”, czyli po prostu progi zwalniające. I nie masz wyjścia, nawet największy cwaniak musi zredukować prędkość do 20 km/h. Wyobrażacie sobie takie coś w Polsce? 

Na koniec niezwykle spodobał mi się pomysł, który wprowadzono tam 1 stycznia bieżącego roku. Otóż nałożone zostało ograniczenie sprzedaży alkoholu i zakaz jego reklamowania. W praktyce napoje alkoholowe można nabyć tylko w godzinach 10-20, a w niedzielę w godzinach 10-15. Nie słyszałem i nie widziałem w internecie żadnych głosów sprzeciwu i lamentu narodu przed wprowadzeniem owych zmian. Nie doszły do mnie jakiekolwiek manifestacje, czarne protesty, czy też strajki koncernów alkoholowych. W Polsce mielibyśmy narodowy kryzys. Dlatego kraj Andriusa Skerli i Arvydasa Novikovasa jawi mi się jako przykład tego, że może nie jest tam tak dobrze i dostatnio jak u nas, ale chyba lepiej rozumie się pojęcie wolności, demokracji i sensu roli państwa w życiu jednostki.

***

Dlaczego zanudzam tym przydługim wstępem? Otóż dlatego, że w poniedziałek na Weszło pojawiła się informacja o nowym kontrakcie telewizyjnym na pokazywanie meczów Ekstraklasy. Według informacji portalu będzie to 250 mln złotych za każdy ligowy sezon (umowa ma zostać podpisana na dwa lata). Jeśli szybko to przeliczymy, w ciągu dwóch lat do każdej z drużyn trafi około 27 mln złotych (500 mln dzielone przez 18 drużyn). Dla wielu mniejszych klubów oznacza to zwiększenie budżetów o 50, a nawet 70 procent. W teorii są to naprawdę kosmiczne pieniądze i prezesi tych podmiotów z pewnością po cichu zacierają rączki, bo właśnie oni będą beneficjentami nowego układu.

Tylko że do polskich realiów bardziej pasują słowa z książki Agathy Christie: „Istnieje ogromna przepaść między teorią a praktyką”. Dlaczego? Ano dlatego, że polski działacz w większości przypadków patrzy na to, co ma dziś, a w temacie jakiejkolwiek wizji wie tyle, że kiedyś istniała telewizja o takiej nazwie. Może ci bardziej ogarnięci utożsamiają to słowo ze słynnym przemówieniem Martina Luthera Kinga i słynnym „I have a dream”. W naszych realiach jest to najczęściej „I have a football club”. I ten klub służy im jako przytułek dla piłkarskich towarów o wątpliwej jakości albo jako fabryka do produkcji kiełbasy wyborczej. Jaki jest tego skutek, widzimy co roku w europejskich pucharach.

Marek Wawrzynowski z Wirtualnej Polski wyliczył, że w ciągu 20 lat pokazywania ligi przez NC+ na jeden klub przypadło średnio 200 milionów złotych. 200 MILIONÓW ZŁOTYCH. Ile z tych klubów ma akademię z prawdziwego zdarzenia? Ile takich drużyn ma ośrodek treningowy, na którym może trenować przez cały rok wspólnie z niższymi rocznikami? Nie wysilajcie szarych komórek, bo pięcioletnie dziecko poradzi sobie z tym zawiłym działaniem matematycznym. 

Większość pieniędzy przez te wszystkie lata została zwyczajnie w świecie zmarnowana. I to nie tylko na wątpliwej jakości piłkarzy z zagranicy, ale również na uposażenie naszych rodzimych ligowców. Jeśli słyszę, że na Słowacji (tak, w tej lidze, która zlała naszą Legię Warszawa i Górnik Zabrze) gwiazda ligi zarabia maksymalnie 3 500 euro miesięcznie, to łapię się za głowę. U nas taką gażę ma 22-letni piłkarz, który zdobył kilka bramek i jest nazywany talentem. 

Dlatego wzorem naszym litewskich braci przy rekordowej umowie na prawa telewizyjne wprowadziłbym konkretne wymagania wobec polskich klubów. Skoro jest więcej siana, to niech te pieniądze będą wydane z wizją. Tak, aby za pięć lat w podobnym tekście jakiś marny dziennikarzyna musiał przyznać: polskie kluby dostały rekordową kwotę pieniędzy, ale w tym samym czasie wydaliśmy tyle na szkolenie młodzieży, powstało tyle ośrodków treningowych, a polskie kluby są w stanie utrzymać tych NAJLEPSZYCH polskich piłkarzy i sprowadzić konkretnych cudzoziemców.  


KOMENTARZE