var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: mediaset.it

Chievo daje szansę Venturze, a Genoa po raz trzeci bierze Juricia. Trenerskie roszady we Włoszech rozpoczęte od drużyn Polaków

Autor: Marcin Długosz
2018-10-09 20:30:09

8 kolejek – tyle trzeba było czekać, aby ruszyła karuzela trenerska we Włoszech. Gdy już to jednak nastąpiło, to wraz z charakterystyczną dla tego kraju spiralą absurdu. O ile roszadę w Chievo Werona możemy rozpatrywać jako ogromną ciekawostkę, o tyle do sytuacji zaistniałej w Genoi nie da się podejść inaczej, jak po prostu ją wyśmiać.

Skompromitowany trener chce powrócić do żywych

Zacznijmy od wydarzeń w zespole, w którym występują Paweł Jaroszyński i Mariusz Stępiński. Z perspektywy czasu wydaje się, że to po prostu nie miało prawda się udać.

Zwolniony w poniedziałek po lekcji od Milanu trener Lorenzo D’Anna został zatrudniony w kwietniu, kiedy „Latające Osły” były na krawędzi bezpiecznych miejsc i ledwo utrzymały się w Serie A. Rozstano się wówczas z Rolando Maranem, który obecnie prowadzi Cagliari, a wcześniej przez lata wykonywał dobrą, solidną robotę w Weronie.

Jednak krawiec kraje jak mu materiału staje, a tego w mieście Romea i Julii nie było za dużo, a jeśli już – to bardzo wątpliwej jakości. Latem klub skupiał się na zupełnie innych rzeczach niż dopracowanie pionu sportowego i powierzenie zawodników uznanemu szkoleniowcowi. Chievo długo bowiem stało w obliczu widma karnej degradacji, ale ostatecznie udało się ze wszystkiego wyjść niemal suchą stopą (więcej pisaliśmy o tym TUTAJ). Niemal, ponieważ werończykom wlepiono trzy punkty kary.

Na stanowisku pozostał więc D’Anna, ale bilans początku sezonu był bardzo marny. Dwa remisy – nudne 0:0 u siebie z Empoli i sensacyjne 2:2 na Olimpico z Romą – oraz sześć porażek i brak jakiegokolwiek zwycięstwa szybko pokazały, że trzeba szukać rozwiązania sytuacji dopóki jeszcze piłka w grze, a sezon długi i wszystko można odrobić.

Po niedzielnym powrocie na tarczy z San Siro (1:3), dotychczasowemu szkoleniowcowi Chievo postanowiono zatem podziękować. Media najpierw momentalnie zaczęły łączyć z werończykami nadwornego strażaka ligi włoskiej, Giuseppe Iachiniego, ale wybór włodarzy „Latający Osłów” okazał się dużo mniej oczywisty.

 

 

 

Postawiono bowiem na Giampiero Venturę. Jeszcze 2 lata temu obecnie 70-letni trener był zdecydowanie poza zasięgiem drużyn pokroju czerwonej latarni ligi. Lata dobrej pracy w Torino poskutkowały nominacją na selekcjonera reprezentacji Włoch, ale reszta jest już brzydką historią…

Mnóstwo dziwnych decyzji personalnych, fatalne baraże ze Szwecją i doprowadzenie włoskich kibiców do rozpaczy po tym, jak ich drużyna narodowa nie dostała się na mundial – to telegraficzny skrót dorobku nowego szkoleniowca Chievo w kadrze.

Latem doświadczony menedżer zaznaczał, że rozmawiał z jedną z drużyn Serie A, ale zabrakło konkretów. Dodał ponadto, że chętnie wznowiłby karierę nawet od Serie B, jeśli trafiłby się jakiś fajny projekt. To pokazuje, jakiemu regresowi uległo jego nazwisko przez niepowodzenie ze Squadra Azzurra.

Wydaje się, że „Latające Osły” to klub idealnie skrojony na obecną sytuację życiową i zawodową 70-latka. To prawdopodobnie najmniej medialny klub Serie A, będący zupełnie na uboczu. Nie ma tam praktycznie żadnej presji kibiców. Ventura z pewnością będzie się jednak musiał zmierzyć z szeroko pojętymi reakcjami środowiska piłkarskiego, które wciąż pamięta wydarzenia listopada 2017. Zobaczymy, jak sobie poradzi.


Wyżyny absurdu w Genoi

Dużo zabawniej prezentuje się sytuacja w Genoi. Tamtejszy prezes, Enrico Preziosi, stwierdził, że cztery zwycięstwa i trzy porażki (w tym jedna z Lazio w Rzymie, a więc – powiedzmy – wkalkulowana) w siedmiu meczach to dorobek zdecydowanie poniżej jego ambicji. Zdecydował się więc zwolnić trenera Davide Ballardiniego, a w jego miejsce zatrudnił… Ivana Juricia.

Kibiców niezorientowanych w zawiłościach Serie A może to na pierwszy rzut oka nie śmieszyć, ale sprawa wygląda co najmniej komicznie. Chorwat wykona bowiem swoje trzecie podejście do „Gryfów” w przeciągu… niewiele ponad dwóch lat.

 

 

 

Po raz pierwszy trener z Bałkanów objął Genoę w lipcu 2016 roku po tym, jak pokazał się z dobrej strony w Serie B, wywalczając awans z Crotone. Liguryjczycy pod jego wodzą spisywali się jednak bardzo przeciętne, a gwoździem do trumny była porażka w lutym 2017 roku z outsiderem Pescarą. Ekipa Juricia uległa rywalom aż 0:5, a autobus z powracającymi z wyjazdu piłkarzami obrzucono kamieniami.

Po tej sytuacji Preziosi wręczył szkoleniowcowi z Bałkanów wypowiedzenie, a ekipę objął Andrea Mandorlini. Wytrzymał on jednak na stanowisku niespełna dwa miesiące i został zastąpiony… Juriciem właśnie! Chorwat od razu opowiedział kilka ckliwych formułek o tym, że to dla niego i wszystkich piłkarzy nowe rozdanie, że nie ma sensu rozpamiętywać przeszłości i należy patrzeć do przodu. W międzyczasie zdążył się nawet rozpłakać na konferencji prasowej po porażce z Chievo. Zespół utrzymał się w lidze, a szkoleniowiec pracował dalej.

Do czasu. Na początku listopada 2017 roku Genoa przegrała derby rozgrywane w roli gospodarza. Sampdoria zwyciężyła 2:0, a tę genueńską zniewagę głową przypłacił Jurić. Drużynę przejął Ballardini i „Gryfom” szło raz lepiej, raz gorzej, ale ostatecznie skończyło się względnie spokojnym utrzymaniem i patrzeniem w kierunku nowego sezonu.

Ten zaczął się dla Liguryjczyków całkiem udanie, oczywiście w dużej mierze za sprawą fenomenalnej skuteczności Krzysztofa Piątka. Owszem, ostatnia domowa porażka 1:3 z beniaminkiem z Parmy chluby nie przyniosła, ale nikomu nie przyszło do głowy, że mogła zaważyć o losie trenera. Innego zdania był prezes Preziosi…

Włoch postanowił ponownie powierzyć drużynę Juriciowi. Do trzech razy sztuka? Możliwe, ale w to wierzą chyba tylko naiwniacy bądź niepoprawni optymiści.


Polacy w obliczu nowej sytuacji

Co oznaczają pierwsze zmiany trenerskie w Serie A w obecnym sezonie dla Polaków? Jeśli chodzi o Krzysztofa Piątka, to chyba nic. Napastnik ugruntował sobie już tak silną pozycję, że  nic nie jest w stanie posadzić go na ławce rezerwowych. Inna sprawa jak pod wodzą Juricia będą się spisywali jego koledzy. W przeciągu najbliższych tygodni Genoa zmierzy się m.in. z Juventusem, Milanem, Interem czy Napoli. Wiele osób już twierdzi, że chorwacki szkoleniowiec nie podoła, ale jak to zawsze w futbolu – pożyjemy, zobaczymy.

Jeśli natomiast mowa o Chievo, ciekawe, czy Ventura zdecyduje się zmienić dotychczasową taktykę 1-4-3-1-2 na swoje „ukochane” 1-3-5-2 bądź 1-4-2-4. Miejsca dla Mariusza Stępińskiego zabraknąć nie powinno. Jego najpoważniejszym konkurentem jest ikona klubu, 39-letni Sergio Pellissier, ale umówmy się: włoski snajper już prochu nie wymyśli, a gole w walce o utrzymanie potrzebne są jak powietrze.

Z polskiej trójki, o której mowa, największą zagadkę stanowią losy Pawła Jaroszyńskiego. W poprzednim sezonie Maran wprowadzał go do zespołu ostrożnie, ale trzeba powiedzieć, że Polak nie dawał mu jakichś wielkich powodów, żeby z miejsca stać się podstawowym zawodnikiem. Za kadencji D’Anny w obecnym sezonie defensor zebrał marne 102 minuty w lidze i zdecydowanie nie był faworytem zwolnionego trenera.

W jedynym w aktualnych rozgrywkach występie Jaroszyńskiego w wyjściowym składzie, Chievo przegrało we Florencji aż 1:6, a polski obrońca był zamieszany w utratę bramek. Na jego pozycji stawiano później na Federico Barbę i Fabrizio Cacciatore.

I to właśnie raczej Włosi będą – przynajmniej na początku – pierwszymi wyborami dla Ventury. Ciekawe jednak, jak rozwinie się sytuacja i co w przypadku zmiany taktyki, o co może pokusić się szkoleniowiec.

Trenerskie roszady w Serie A: czas, start! Na jakiej liczbie zatrzyma się licznik? Do maja mamy bardzo dużo czasu…


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie