var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: FCAugsburg.de

Dał nam przykład FC Augsburg jak zwyciężać mamy – Bundesliga już nie boi się Bayernu

Autor: Maciej Zaremba
2018-10-10 13:00:40

W Monachium zamieszanie, na które liczyli wszyscy fani Bundesligi. FC Bayern po niezłym początku sezonu złapał zadyszkę i w ostatnich czterech spotkaniach zanotował dwa remisy i dwie porażki. Niby nic wielkiego, ale dla takiego klubu jak rekordowy mistrz Niemiec to sytuacja niecodzienna i niedopuszczalna. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę poziom gry zespołu prowadzonego przez chorwackiego trenera.

Jeszcze kilkanaście dni temu dziennikarze i eksperci w Niemczech zachwycali się początkiem pracy Kovaca w Monachium. Siedem zwycięstw z rzędu, wejście do Bayernu lepsze od takich gigantów jak Jupp Heynckes czy Pep Guardiola. Wydawało się, że zapowiedzi Thomasa Muellera sprzed sezonu o okresie adaptacyjnym nowego trenera, podczas którego niekoniecznie wszystko będzie dobrze funkcjonowało, były nietrafione. FC Bayern grał poprawnie i ogrywał kolejnych rywali. Śmiesznie łatwa grupa Ligi Mistrzów i rosnąca od pierwszych kolejek przewaga nad rywalami na krajowym podwórku pozwalała myśleć o bardzo spokojnej jesieni i wyczekiwaniu na fazę pucharową europejskich rozgrywek. Mecz z FC Augsburg wywrócił to wszystko jednak do góry nogami.

Po serii meczów bez zwycięstwa warto na nowo przez chwilę przeanalizować świetny początek Kovaca. Efektowne zwycięstwo nad Eintrachtem Frankfurt w Superpucharze Niemiec i sukcesy w meczach w Gelsenkirchen czy na tle mocnych TSG 1899 Hoffenheim i Bayer 04 Leverkusen wyglądają na papierze dla Bayernu bardzo pozytywnie. Wgłębiając się jednak w temat trzeba jasno napisać, że wszystkie zwycięstwa w obecnym sezonie Bundesligi Bayern odniósł z ekipami, które od początku rozgrywek walczą z kryzysem i są w podobnej sytuacji jak mistrz Niemiec obecnie. Mecz otwarcia z TSG 1899 Hoffeheim, owszem zwycięski, ale głównie dzięki pomocy sędziów, później kontynuowanie serii z VfB Stuttgart (z którego zwolniony został już Tayfun Korkut), Bayerem Leverkusen i Schalke. Przyjemne zwycięstwa, ale na tle bardzo słabych przeciwników.

Po takim początku sezonu kolejna seria czterech meczów bez zwycięstwa na pierwszy rzut oka wydaje się być kompletnie niezrozumiała. Jak to możliwe, że monachijska maszyna, która dopiero miała się rozkręcać, wpadła w taki dołek? Remis z FC Augsburg, porażka w Berlinie z Herthą, wstydliwy występ i szczęśliwy remis z Ajaksem w Lidze Mistrzów i wreszcie łomot od Borussii M’gladbach na własnym stadionie. Oprócz katastrofalnych wyników trzeba przyznać, że Bayern zaprezentował się we wszystkich tych spotkaniach po prostu skandalicznie. Lothar Matthaeus, być może trochę przesadzając, stwierdził nawet, że to najgorszy Bayern jaki widział w życiu. Drastyczny spadek formy spowodowany konfliktem wewnątrz drużyny czy może po prostu konsekwencja spadku formy fizycznej po chwilowej świeżości w pierwszych tygodniach sezonu i lepiej dysponowanych rywali? Na tę chwilę trudno zdiagnozować przyczynę tak wielkiego upadku Bayernu, ale kto wie, czy wszystkie te czynniki nie wpłynęły na kryzys w Monachium.

A konkurencja nie śpi. Z tygodnia na tydzień rośnie Borussia Dortmund. Podopieczni Luciena Favre’a pokazują, że są gotowi do gry na wszystkich frontach. Mocna kadra i efektowne wejścia z ławki Paco Alcacera i Jadona Sancho utwierdzają wszystkich w przekonaniu, że letnia rewolucja w Dortmundzie była pasmem świetnych ruchów – od zatrudnienia Favre’a po sprzedaż wielu nieprzydatnych zawodników, ściągnięcia lidera drużyny Axela Witsela i zatrudnienie rewelacji początku sezonu Alcacera. Hiszpan jest prawdziwym fenomenem na starcie rozgrywek – jeszcze w żadnym ze spotkań nie wystąpił od pierwszej minuty, a wchodząc z ławki strzelił aż sześć goli (bramka średnio co 13,5 minuty) i jest liderem klasyfikacji strzelców. Obecnie BVB jest liderem Bundesligi i ma cztery punkty przewagi nad Bayernem. Pytanie czy lokomotywa z Dortmundu dopiero nabiera rozpędu, czy jak rok temu za kadencji Petera Bosza wykolei się i z marzeń o paterze będzie trzeba przerzucić się na walkę o topową czwórkę.

Początek sezonu Bundesligi dał jednak dużą nadzieję, że tym razem wyścig o mistrzowską paterę może być wreszcie emocjonujący i ciekawy. Przed Bayernem dużo pracy, aby wrócić do gry, która będzie pozwalała zdominować ligę jak w poprzednich latach. Dla kolejnych rywali przykłady Augsburga, Herthy i Gladbach pozwalają wierzyć, że wielki Bayern można powstrzymać. Ostatnie mecze pokazały słabości ekipy Kovaca, które będą chciały wykorzystać już niedługo VfL Wolfsburg i 1. FSV Mainz 05. Dla chorwackiego trenera FCB kolejne mecze to również gra o posadę. Kolejne wpadki nie będą w Monachium akceptowane. Bossowie Uli Hoeness i Karl-Heinz Rummenigge chcą zawsze widzieć Bayern na szczycie z dużą przewagą nad kolejnymi drużynami w tabeli. Sportowych emocji włodarze i kibice Bayernu spodziewają się tylko w fazie pucharowej Ligi Mistrzów.

Oceniając kolejne wpadki Bayernu trzeba jednak pamiętać, że bawarski klub posiada nieprawdopodobnie mocną kadrę. Obecny kryzys może szybko minąć, a Bayern pewnie znowu złapie dobry rytm, który pozwoli mu seryjnie wygrywać mecze w Bundeslidze. Wówczas do walki o paterę potrzebna będzie jeszcze lepsza gra Borussii Dortmund. Jeśli kluby Bundesligi marzą o strąceniu Bayernu z tronu to nie mogą liczyć tylko na słabość hegemona, a przede wszystkim na własną siłę i dobrą formę. Cztery punkty przewagi i coraz lepsza gra Borussii to dopiero mały promyk nadziei na wyrównany wyścig z bawarskim gigantem. Kto wie, czy za miesiąc znowu nie będziemy czytać o bawarskim walcu...
 


KOMENTARZE