var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Adamski w pressingu: Skrzydłowi w Ekstraklasie mają obecnie za łatwo. Nie muszą się wysilać, by trafić do kadry

Autor: Bartosz Adamski
2018-10-10 21:10:25

Podczas pisania zeszłotygodniowego artykułu o Przemysławie Frankowskim i całej tej deliberacji, dlaczego nie dziwi mnie, że ciągle gra w Ekstraklasie, naszła mnie taka ogólna refleksja, że najłatwiejsze życie spośród wszystkich zawodników mają skrzydłowi. Żeby zaistnieć w lidze wystarczy mieć tylko szybkość.

Nie przepadałem nigdy za skrzydłowymi w Ekstraklasie. Naprawdę niewielu było takich w ostatnich dziesięciu-piętnastu latach, których gra by mnie urzekła. Absolutnym fenomenem był dla mnie Kalu Uche. Był jak sałatka w Maku, jak Karol Krawczyk w reklamie "Chrupiących Łakomczuszków", jak... Kalu Uche w polskiej lidze. Po prostu tu nie pasował, dlatego mogliśmy go oglądać tylko w 54 meczach, zachwycił nas i przeszedł na lepszy poziom.

Od tego czasu każdego skrzydłowego przyrównuję do Nigeryjczyka. Był jak na nasze warunki kompletny. I o ile na innych pozycjach zdarzają się ekstraklasowi wirtuozi - np. Vadis Odjidja-Ofoe czy nawet Danijel Ljuboja - o tyle żaden skrzydłowy nie zbliżył się choćby na krok do Uche. Kilku było blisko. Zawsze ceniłem Kamila Kosowskiego, dobrze zapowiadał się Jakub Kosecki, momentami na bardzo wysoki poziom wskakiwał Miroslav Radović. Ale to w zasadzie tyle, nie chcę nikogo wyróżniać bez zgody z własnym sumieniem.

Skrzydłowy to według mnie najbardziej prymitywna pozycja na boisku, jeśli bierzemy pod uwagę warunki ekstraklasowe. Żeby zaistnieć w lidze, wystarczy szybko biegać i umieć wcelować piłką w bramkę. Ilu obecnie jest na polskich boiskach takich, o których powiedzielibyśmy, że mają pokrętło w nodze, potrafią wsadzić przeciwnika na karuzelę? Na myśl jako pierwszy przychodzi mi Lukas Haraslin, może jeszcze Luka Zarandia, choć u niego forma jest nieustabilizowana. Sebastiana Szymańskiego raczej trzeba rozpatrywać już pod kątem dziesiątki, choć nawet jeśli uwzględnimy go jako skrzydłowego, to uważam, że dla niego za kadrę jest za wcześnie. Nie jest jeszcze na tyle błyskotliwy, by przy swoich parametrach fizycznych poradzić sobie na poziomie międzynarodowym. Przygasł trochę Martin Kostal, a wydawało się, że będzie regularnie grał na wysokim poziomie. Daje nam to oszałamiającą liczbę trzech (ewentualnie czterech) na trzydziestu dwóch, którzy w każdej kolejce wychodzą na boisko (zakładając, że grają na swoich nominalnych pozycjach).

To, że mamy problem ze skrzydłowymi w reprezentacji, wiemy nie od dziś, choć to stosunkowo nowe zjawisko. Kłopotów z regularną grą w swoim klubie z zawodników grających za granicą nie ma tylko Damian Kądzior i jako jedyny ma przyzwoite statystyki (gol i sześć asyst). Dlatego do reprezentacji powoływany jest Przemysław Frankowski, a dyskutuje się też o Konradzie Michalaku, Kamilu Jóźwiaku czy rozważa nawet Bartłomieja Pawłowskiego (był na liście 77 obserwowanych zawodników przez Nawałkę).

Nie ukrywajmy - gdyby inni skrzydłowi prezentowali się tak, jak przed Euro 2016, ani Frankowski, ani Michalak, ani Pawłowski, ani nawet Maciej Makuszewski nie mieliby najmniejszych szans trafić do kadry. Teraz korzystają na tym, że Maciej Rybus został etatowym lewym obrońcą, bo tam mamy niemniejsze problemy, Kamil Grosicki dopiero zaczyna grać w klubie, Rafał Kurzawa wdraża się do ligi francuskiej, bez formy jest Jakub Błaszczykowski, Damian Kądzior nie ma pewnego miejsca w Dinamie Zagrzeb, Paweł Wszołek wypadł z orbity zainteresowań, Bartosz Kapustka dopiero odbudowuje się w drugiej lidze belgijskiej, a o Waldemarze Sobocie już selekcjonerzy zaczynają zapominać.

Największą zaletą skrzydłowych z Ekstraklasy pod kątem gry w reprezentacji jest ich regularność występów. A ile znaczy gra, najlepiej widać na przykładzie Kuby Błaszczykowskiego. Inni zbierają minuty w klubie, by zaistnieć w reprezentacji. On zaś zbiera minuty w reprezentacji, by zaistnieć w klubie. Nie należę do krytykantów Kuby, uważam, że należy mu się ogromny szacunek, ale obecnie jest bez formy i trzeba oceniać rzeczywistość. Choć z drugiej strony Jerzy Brzęczek ma sto procent racji, mówiąc, że nie możemy sobie pozwolić na pomijanie Błaszczykowskiego. W jakiej dyspozycji by nie był, zawsze jest w stanie odwrócić losy meczu. Z Włochami uczynił to na naszą niekorzyść, prokurując rzut karny, ale jestem przekonany, że z Portugalią (o ile oczywiście wyjdzie na boisko, ale zakładam, że wyjdzie) będzie lepiej.

W chwili obecnej nie ma żadnego skrzydłowego z naszej ligi, który zasłużyłby na nominację od Jerzego Brzęczka. Dobrze w sezon wszedł Maciej Makuszewski, ale ostatnio spuścił z tonu i nie potrafi pociągnąć Lecha. O Frankowskim już natomiast wspominałem. Najgorsze jest to, że nie widać na horyzoncie żadnego nowego gracza, który by spowodował, że będziemy piać z zachwytu. Chyba że regularnie na skrzydle będzie grał Szymański, choć w jego przypadku póki co trudno o stabilizację formy. Poza tym mamy Jóźwiaka, który głównie miewa tylko przebłyski i gra podobnie jak Grosicki - pojawia się co jakiś czas. Jeszcze wiele wody upłynie zanim na poziom międzynarodowy wskoczy Michalak. Na dziś jego statystyki mówią wszystko - 33 mecze w Ekstraklasie, jeden gol i cztery asysty. To byłby bilans dobry, ale dla Cezarego Stefańczyka, a nie zawodnika, o którym dyskutujemy w temacie kadry.

Bardzo bym chciał, żeby któryś z polskich skrzydłowych w końcu rzucił mnie na kolana. I tym razem mówię również o tych występujących za granicą. Skrzydłowi mają bowiem zdolność porywania tłumów błyskotliwymi rajdami, ale za rzadko z tego korzystają, choć potrafię to nawet zrozumieć, bo mogą być nieco temperowani przez trenerów, którzy wolą grę zespołową. A w piłce chodzi przecież o to, żeby było widowisko. Może zatem zamiast produkować kolejnych Lewandowskich, skupmy się na nowych Grzegorzach Lato, bo tak kompletnych i przebojowych skrzydłowych później już nie mieliśmy.


KOMENTARZE