var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: mala3eb.tv

Bez CR7 ani rusz. Czy Polacy rozwiążą portugalską zagadkę?

Autor: Maciej Kanczak
2018-10-11 16:06:57

Media na całym świecie, z portugalskimi na czele, wciąż elektryzują doniesienia „Der Spiegel” dotyczące gwałtu, jakiego w 2009 r. w Las Vegas na Kathryn Mayorga miał dopuścić się Cristiano Ronaldo. Nic dziwnego zatem, że starcie Portugalczyków z Polską w Chorzowie jest obecnie na dalszym planie.

CR7 nie znalazł się w kadrze na mecz z Polską i towarzyską potyczkę ze Szkocją. Pierwotnie miał odpoczywać tylko we wrześniu, gdy jego reprezentacja grała z Chorwacją i Włochami, by w spokoju aklimatyzować się w Juventusie, a także pozbyć się resztek frustracji po kolejnym (i chyba już ostatnim) w jego karierze mundialu. Afera, którą niemiecki tygodnik ujawnił w połowie ubiegłego miesiąca sprawiła, że rozbrat Portugalczyka z drużyną „Konkwistadorów” potrwa jednak dłużej.


Ronaldo w poczekalni

Dla selekcjonera mistrzów Europy z 2016 r. to również bardzo trudna sytuacja. Zamiast szykować odpowiednią taktykę na bój z Polską, który może okazać się kluczowy dla jego kadry w kontekście walki o Final Four Ligi Narodów (w przypadku zwycięstwa w Chorzowie, Portugalczycy będą praktycznie pewni  gry w czerwcowym turnieju o zwycięstwo w pierwszej edycji Nations Cup), zmuszony jest mierzyć się z niezliczoną liczbą pytań dziennikarzy o aferę z udziałem swojej największej gwiazdy. - Znam go dobrze i wierzę w jego niewinność. Ma nasze pełne wsparcie – powiedział Santos na początku krótkiego zgrupowania, które jego piłkarze odbyli przed wylotem do Polski.

Po tej wypowiedzi na stronie dziennika „A Bola”... zawrzało. Okazało się bowiem, że nie wszyscy portugalscy fani są w pełni przekonani co do niewinności swojego gwiazdora.

Może poczekajmy do procesu”, „Skoro CR7 tak mówi, to od razu mamy mu wierzyć?”, „Santos wie przecież tyle samo, co my” - atakowali internauci 63-letniego szkoleniowca.

Zgodnie z zaleceniami Portugalskiej Federacji Piłkarskiej, wody w usta nabrali za to jego koledzy z kadry, którzy o Ronaldo wypowiadają się tylko w kontekście jego powrotu do reprezentacji. Wiadomo, że mimo nagonki i napiętej atmosfery wokół niego, nie jest prawdą, że poważnie rozważa zakończenie gry w drużynie narodowej. - Gra dla Portugalii to dla mnie duma. Z występów dla mojego kraju nigdy sam nie zrezygnuje – powiedział zaraz po rosyjskim mundialu. To samo powtórzył na spotkaniu, w którym brał udział Santos i prezydent Portugalskiej Federacji Piłkarskiej, Fernando Gomes, a którego głównym tematem była przyszłość Ronaldo w ekipie „Selecao das Quinas”.

Na razie więc 5-krotny zdobywca Złotej Piłki w spokoju trenuje w Turynie, czekając aż wrzawa wokół jego osoby nieco ucichnie. Santos z kolei z trudem i mozołem buduje nową reprezentację Portugalii.



Wymiana komponentów

Sam Santos nigdy oficjalnie nie przyznał, że dla znacznej części jego podopiecznych drzwi do kadry są już zamknięte na cztery spusty, ale faktem jest, że po MŚ 2018 szansy gry w drużynie narodowej nie dostali już tacy piłkarze jak Bruno Alves, Jose Fonte, Manuel Fernandes, Joao Mario, Joao Moutinho, Ricardo Pereira, Ricardo Quaresma czy Adrien Silva. Z piłkarzy, którzy w czerwcu byli w kadrze na rosyjski mundial, ostało się raptem dziewięciu. Z kolei ośmiu ma w swoim CV mistrzostwo Europy sprzed dwóch lat.

Portugalia erę (chwilowo) postRonaldową rozpoczęła obiecująco. Najpierw zremisowała w sparingu z wicemistrzami świata Chorwatami 1:1, zaś w pierwszym meczu w Lidze Narodów pokonała Włochów po bramce Andre Silvy. - Nasza młodzież ma w sobie wielkiego ducha. Przyszłość kadry zapowiada się naprawdę obiecująco - chwalił młodszych kolegów Pepe po wygranej z Italią. Z kolei może już nie najmłodszy, ale w portugalskiej kadrze stawiający pierwsze kroki, kompan Ronaldo w Juventusie, Joao Cancelo stwierdził: - Mamy znakomitych piłkarzy. Musimy sobie po prostu bez CR7 poradzić.

W portugalskiej prasie trudno było jednak doszukiwać się w relacjach euforii i radości. W pomeczowych opiniach można było wyczytać, że piłkarzom Santosa brakowało nieco motywacji, bo nie mogli się wykazać przed swoim najsłynniejszym kolegą. Na konferencji prasowej przed wylotem do Katowic Santos nie omieszkał za ten ton komentarzy skrytykować portugalskich dziennikarzy: - Naprawdę uważacie, że brakowało im motywacji?! Żaden zespół nie jest silny bez swojej największej gwiazdy, ale akurat we wrześniu moi zawodnicy zdali egzamin. To dla nich wszystkich nowa sytuacja, ale uważam, że są w stanie skutecznie powalczyć nawet o triumf w Lidze Narodów.

Poza tym wyjaśnił, czarno na białym, co we wrześniu, ale pewnie i również w październiku, może być dla jego zespołu największym problemem. - W trzy dni, jakie mamy między meczami, nie przygotowujesz drużyny optymalnie do gry. Oczywiście można popracować nad poprawą pewnych aspektów, ale bez fizycznego wyczerpania.

Trwa więc w portugalskim zespole całkowita wymiana komponentów. Albo na zupełnie nowe, albo na takie długo nieużywane, a co za tym idzie, jeszcze zdolne do eksploatacji. Do tej pierwszej grupy należy zaliczyć Heldera Costę z Wolverhampton Wanderers (z portugalskiej kolonii liczącej siedmiu piłkarzy na Molineux Stadium w kadrze są jeszcze Rui Patricio i Ruben Neves) oraz Pedro Mendesa z Montpellier SC. Obaj wcześniej zaliczyli występy w reprezentacjach od U-16 do U-21, ale na debiut w dorosłej drużynie narodowej musieli czekać odpowiednio do 24. i 28. roku życia.

O defensorze „Wilków” Santos mówił następująco: - Obserwowaliśmy go od dłuższego czasu. Mamy już pewność, że jest gotowy do gry w portugalskiej kadrze.

Sam Costa obiecuje kibicom wysoką jakość oraz zaangażowanie. Obrońca „La Paillade” na zgrupowanie przyjechał z kolei z dużą dawką pokory: - Cały czas się uczę, zarówno od młodszych (Ruben Dias), jak i starszych (Pepe). Poza tym nie zapominam o dużej konkurencji w reprezentacji. Dziś w niej jestem. Jutro może mnie w niej nie być.

Z kolei element dawno niemontowany w portugalskiej maszynie to przede wszystkim bohater EURO 2016, a więc Eder. Strzelec zwycięskiego gola w paryskim finale po raz ostatni w reprezentacji Portugalii wystąpił w marcu 2017 r. w towarzyskim meczu ze Szwecją. Zresztą od czasu ME we Francji tylko cztery razy zagrał w kadrze. Kontuzje oraz brak regularnych występów w Lille OSC sprawiły, że Santos musiał przy powołaniach kierować się aktualną dyspozycją, a nie minionymi zasługami. Co ciekawe, w bieżących rozgrywkach, tym razem w barwach Lokomotiwu Moskwa 31-latek tylko raz wpisał się na listę strzelców we wszystkich rozgrywkach. Tym razem jednak portugalski szkoleniowiec nie miał oporów przed jego nominacją. - Lepszych piłkarzy aktualnie nie mamy - wyjaśnił krótko.

Inni gracze długo przez kibiców nie widziani w kadrze to napastnik Benfiki, Rafa (ostatni występ w reprezentacji we wrześniu 2016 r.) oraz defensywny pomocnik FC Porto, Danilo Pereira (poprzednio zagrał z USA w listopadzie 2017 r.). Do łask selekcjonera wrócił również Renato Sanches, który ponownie znalazł się w portugalskiej kadrze (szansę po dwuletniej przerwie dostał już we wrześniu, we wspomnianych meczach z Chorwacją i Włochami). Jedno z odkryć finałów EURO 2016 w końcu zaczął w miarę regularnie występować w Bayernie Monachium (pięć spotkań we wszystkich rozgrywkach) i zdaniem Santosa po licznych perturbacjach w minionych dwóch sezonach, znów jest gotowy do reprezentacyjnych wyzwań.

Koncepcję Santosowi z kolei zaburzyła informacja o kontuzji Goncalo Guedesa, który w zeszłym sezonie grając dla Valencia CF wyrósł na jednego z najlepszych (oczywiście nie licząc Ronaldo) portugalskich zawodników. Początek obecnego sezonu dla 22-letniego pomocnika nie był może imponujący, ale we wrześniu wydawał się już łapać piłkarski wiatr w żagle. Uraz asa „Los Che” spowodował, że odpowiedzialność za grę „Konkwistadorów” na swoje barki będzie musiał wziąć człowiek, który jeszcze do niedawna ciężko i uczciwie pracował na miano jednej z najbardziej spektakularnych wtop w tej dekadzie XXI wieku.


Na barkach Andre Silvy

Latem 2017 r. AC Milan zapłacił za Andrę Silvę FC Porto 22 mln euro. Na działaczach większości europejskich klubów wrażenie zrobił bilans, jaki w rozgrywkach 2016/2017 Silva zanotował w barwach „Smoków” – 22 gole w 41 spotkaniach. Najszybsi i najkonkretniejsi okazali się przedstawiciele 7-krotnych zdobywców Pucharu Mistrzów, ale tej konkretności Portugalczykowi zabrakło na murawie. W Serie A tylko dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, nieco lepiej spisując się w rozgrywkach Ligi Europy (8 bramek).

Powiedzieć, że w Mediolanie byli nim rozczarowani, to nic nie powiedzieć. Z drugiej strony, gdy zakładał trykot portugalskiej drużyny narodowej, zmieniał się nie do poznania. W dziesięciu meczach eliminacji MŚ 2018 zaaplikował rywalom dziewięć trafień, znakomicie rozumiejąc się i współpracując z Ronaldo. Mimo mizerii, jaką prezentował w Serie A, Santos nie mógł go nie zabrać na mundial, ale w Rosji był tylko rezerwowym, bo pewne miejsce obok Ronaldo miał Guedes. W letnim oknie transferowym o nieskutecznego napastnika niespodziewanie zapytała Sevilla FC, a władze Milanu bez mrugnięcia okiem zgodziły się na wypożyczenie.

Silva odżył, gdy tylko stanął na andaluzyjskiej ziemi. Już w debiucie z Rayo Vallecano (4:1) zaliczył hat-trick, poprawiając swoje „snajperskie osiągi” z rozgrywek Serie A. Do czasu październikowej przerwy na mecze drużyn narodowych, w La Liga Santander na koncie ma siedem bramek, co w klasyfikacji strzelców daje mu na razie pozycję wicelidera. Szósty zmysł pozwalający znaleźć się Silvie zawsze tam, gdzie znajduje się piłka to jedno. Ale mocną cechą 22-latka jest również nieustępliwość i walka o piłkę. Nigdy nie czeka, aż któryś z kolegów obsłuży go podaniem. Samemu jest w stanie najpierw wyłuskać futbolówkę spod nóg przeciwnika, a później stworzyć sobie bramkową sytuację. Szkoleniowiec „Sevillistas”, Pablo Machin nowego podopiecznego określa jednym, ale jakże trafnym słowem - „gladiator”. Wkład Silvy w grę Sevilli, która po ośmiu kolejkach Primera Division niespodziewanie otwiera tabelę jest nieoceniony.

W latach 71-73 p.n.e. wybuchło największe powstanie niewolników w starożytnym Rzymie, które do historii przeszło jako powstanie Spartakusa. Swoim zasięgiem objęło całą Italią, a wraz z dzielnym Spartakusem brało w nim udział tysiące gladiatorów, niewolników i chłopów. Pod dowództwem Silvy coś podobnego chcą w lidze hiszpańskiej uczynić piłkarze Sevilli, zmęczeni już ciągłą dominacją w La Liga Santander triumwiratu Atletico-Barcelona-Real. Powstanie Spartakusa upadło po bitwie nad rzeką Silarus, w której zginął słynny wojownik. Wcześniej jednak wśród przywódców powstania dochodziło do kłótni i nieporozumień. Na Ramon Sanchez Pizjuan mają jednak nadzieję, że powstanie Silvy i jego kolegów nie skończy się na koniec sezonu tak tragicznie. Na finał tej epickiej historii andaluzyjscy fani muszą poczekać do maja. Teraz swoje nadzieje z Silvą mają jego rodacy.

O tym, w jak świetnej formie jest wychowanek S.C. Salgueiros portugalscy kibice mogli przekonać się we wrześniu, kiedy jego gol dał mistrzom Europy wygraną z Italią w pierwszym meczu Ligi Narodów. Teraz wszyscy w mniejszym z krajów Półwyspu Iberyjskiego liczą, że Silva błyśnie i w potyczce z Polską. Wiara w atakującego lidera hiszpańskiej ekstraklasy przybiera czasami kuriozalne rozmiary, bo np. „Radio Renascenca” bez ogródek podkreśla, że Silva to jedyny gracz, którego Polacy mogą się obawiać. „W Sevilli trafił na lepszy grunt. Poza tym nie sprawia mu różnicy czy gra w klubie czy w reprezentacji” – opisywali go w jednej z audycji poświęconej czwartkowej potyczki.

Oczywiście uważnie analizując kadrę, jaką do Polski przywozi Santos, kibice nad Wisłą nie dostają gęsiej skórki. Jest sporo nowych twarzy znanych tylko fanatykom portugalskiego futbolu, są i piłkarze, po których nie wiadomo czego się spodziewać, nawet mimo faktu, że z tą drużyną potrafili już coś wygrać. Nie brak również zawodników doświadczonych (Rui Patricio, Pepe) czy takich, których pozycja w portugalskiej drużynie narodowej stale rośnie (Joao Cancelo, William Carvalho czy Bernardo Silva). Nie jest to zespół, który na chwilę obecną jawi się jako główny faworyt do triumfu w Lidze Narodów, ale to przecież „Konkwistadorzy” jak na razie przewodzą w naszej grupie. Widać, że w Portugalii brak CR7 nieco zaburza niektórym trzeźwość umysłu. Nawet portugalskim mediom.


KOMENTARZE