var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: alchetron.com

Lubambo Musonda dla 2x45: Chciałem iść do Śląska Wrocław, ale kluby się nie dogadały

Autor: rozmawiał Krystian Juźwiak
2018-10-24 16:00:05

Gandzasar Kapan – mimo że brzmi jak nazwa egzotycznej choroby, to klub z Armenii. 19 sierpnia piłkarze tego zespołu pokonali 2:1 Lecha Poznań w eliminacjach do Ligi Europy. W 50. minucie wynik otworzył wówczas zambijski skrzydłowy Lubambo Musonda. Strzelec bramki zostawił w Polsce dobre wrażenie. Jak zdradził w wywiadzie z nami, był temat jego transferu do Ekstraklasy. Porozmawialiśmy również m.in. o Arsenalu, zambijskiej młodzieżówce czy treningach z policjantami.

Krystian Juźwiak (2x45.info): – Sprawdzałem w kilku źródłach i ciągle nie wiem, gdzie się urodziłeś. Chillabombwe, Chelston czy Lusaka?
Lubambo Musonda (Gandzasar Kapan):
– W stolicy Zambii, Lusace. Chelston to coś jakby przedmieścia mojego miasta, ale dlaczego Chillabombwe? To drugi koniec kraju! Urodziłem się i dorastałem w Lusace. Tam zacząłem grać w piłkę. Z Lusaki wyjechałem do Armenii.

– Jak wyglądał początek twojej kariery?
– Jeżeli dobrze pamiętam, to była druga liga zambijska, a klub nazywał się K-Stars. Trafiłem tam trochę przypadkiem. Grałem dla zabawy. Czysta rozrywka. Ktoś mi powiedział, żeby iść na trening. Poszedłem i zostałem w piłce do teraz. Z K-Stars przeniosłem się do National Assambly, a stamtąd do Power Dynamos. Ten ostatni zespół gra w Super League, to najwyższa klasa rozgrywkowa w Zambii.

– National Assembly to akademia?
– Skądże, to profesjonalny klub z zambijskiej ekstraklasy. Grałem tam przez rok. Potem zostałem wypożyczony do Dynamos, a to już jeden z najsilniejszych klubów w mojej ojczyźnie.

– Assembly dzieliło stadion z Nkwazi FC.
– Ciekawa sytuacja - Nkwazi jest klubem policyjnym. Nie to, że grają tam ludzie na kontraktach. Prawdziwi policjanci, którzy łapią złodziei i walczą z przestępczością. Trenowałem sobie z nimi jakieś dwa tygodnie. To były dwa bardzo ciężkie tygodnie. Prawie nie kopaliśmy piłki.

– Jakie problemy stoją na drodze młodego piłkarza w Zambii?
– Upłynęło wiele czasu, od kiedy ja byłem młodym zawodnikiem. Wtedy problemem było zarządzanie rozgrywkami. Albo było słabe, albo żadne. Teraz to już nie jest kłopot. Od marca w Lusace działa akademia FC Barcelony. Zambia jest trzecim krajem w Afryce, który może pochwalić się takim wyróżnieniem. Jest też wiele innych klubów i działających przy nich szkółek. Dobrą prace wykonują chociażby trenerzy w Lusaka Football Academy. Dziś młodzi piłkarze mają wiele opcji na rozwój kariery. Muszą tylko umieć z nich skorzystać.

– Ludzie zawsze powtarzali, że ten Lubambo Musonda ma wielki talent?
– W szkole dla chłopców w Kafue szczególnie często słyszałem takie głosy. Grałem sobie z kumplami, wiesz tak po prostu, "dla funu". Czysta rozrywka po lekcjach, ale wszyscy mówili: "Musisz iść do klubu, bo się zmarnujesz". To było miłe, ale jakoś nie było mi po drodze z treningami. Początkowo nie traktowałem piłki nożnej na poważnie. W końcu jednak poszedłem do K-Stars i jakoś tak się dzieje, że gram w piłkę do dziś (śmiech).

– W tym momencie jesteś najlepszym zambijskim piłkarzem?
– Mamy mnóstwo utalentowanych piłkarzy. Patrz, w Salzburgu gra trzy lata młodszy ode mnie Enock Mwepu. W Austrii jest też mój kolega Patson Daka. W Metz liderem jest nasz świetny obrońca Stoppila Sunzu. Tylko eksperci mogą sobie wyrokować, kto jest najlepszy. Ja nie mogę tak powiedzieć. Jestem jednym z wielu.

– Zapytałem wcześniej o talent, bo jeden z twoich pierwszych trenerów, Fighton Simukonda powiedział, że to nie talent, a ciężka praca są motorem napędowym twojej kariery.
– Który tak powiedział?! (śmiech). Nie boje się ciężkich treningów, ale też nie nazwałbym siebie tytanem pracy. Oczywiście samo nic nie przychodzi, ale nie zostaje po każdym treningu, żeby ćwiczyć nowe zagrania. To mogłoby nawet zaszkodzić. Wbrew pozorom odpoczynek też jest ważny.

– Zanim na stałe trafiłeś do pierwszej reprezentacji, byłeś kapitanem zespołu U-23.
– Byłem zły. Choć bardziej rozczarowany, to lepsze słowo. Walczyliśmy do końca o awans na Igrzyska Olimpijskie w Brazylii. I naprawdę mieliśmy szanse, żeby wyjechać do Rio. Kurczę, bardzo szkoda tej zmarnowanej szansy. Wiem, jak to wygląda: trzy mecze i trzy porażki. Jako kapitan tego zespołu mogę z całą pewnością powiedzieć, że byliśmy w stanie rywalizować i wygrywać z najlepszymi.

– Młodzieżówka spełniła swoją rolę? Ilu chłopaków gra dzisiaj w pierwszej kadrze?
– Trzeba by policzyć. Jestem ja, jest Patson Daka, Bruce Musakanya. Na pewno Fashion Sakal, który kontynuuje karierę w belgijskim Oostende. Jeszcze nasz defensywny pomocnik Salulani Phiri. Jakby tak siąść i wynotować wszystkich, to pewnie z dziesięć nazwisk bym znalazł. W tym kontekście na pewno młodzieżówka spełniła swoje zadanie. Jednak nie ukrywam, że zarówno ja, jak i wszyscy moi koledzy byliśmy zawiedzeni brakiem awansu na olimpiadę.

– Ostatnio przegraliście z Gwineą Bissau. Powalczycie jeszcze o udział w Pucharze Narodów Afryki?
– Mamy wielką szansę awansować. Gramy zaraz z Mozambikiem, a potem u siebie z Namibią. Wierzę, że po tym ostatnim meczu będziemy świętować awans na PNA. Mamy cztery punkty, Namibia siedem. Musimy przede wszystkim wygrać z nimi. Wszystko jest w naszych nogach.

– Między zambijską ligą a armeńską jest duża różnica?
– Nie ma żadnej. Może jedna. W zambijskiej Super League masz trochę więcej miejsca, przez co możesz pokazywać więcej sztuczek i dryblować między obrońcami. Piłkarze w mojej ojczyźnie są też dużo silniejsi. I pazerni. Bardzo chcą zabrać ci piłkę. Ale poza tym to praktycznie to samo.

– Dlaczego dzisiaj grasz w Gandzasarze Kapan, a nie w Arsenalu?
– Docierały do mnie głosy, że ja i Winston Kalanga byliśmy obserwowani przez Arsene'a Wengera. Nigdy nie dostałem oficjalnego zapytania z Arsenalu. Wiesz, to wielki klub. Oni obserwują mnóstwo piłkarzy. Widocznie my nie zostaliśmy zatwierdzeni jako cele transferowe. Gram w Kapan i nie narzekam.

– Zamiast do Arsenalu wyjechałeś na testy do Hiszpanii.
– Ale to trwało tylko chwilę. W sumie może dwa treningi. W 2015 roku byłem jeszcze na testach w kazachskim FK Aktobe, ale zostałem w Armenii.

– Dlaczego zdecydowałeś się na transfer akurat do Armenii?
– Prosta sprawa: władze Ulissesa Erywań obiecały, że dostanę tu kontrakt i dostałem. Wszyscy w klubie chcieli, żebym przyszedł, więc zdecydowałem się na wyjazd. Jak mówiłem wcześniej, poziom zambijskiej Super League i armeńskiej Bardsraguijn Chumb jest zbliżony, ale to w Europie masz większe szanse, żeby zrobić oszałamiającą karierę.

– Wiedziałeś coś o Armenii zanim tu trafiłeś?
– No jasne. Znałem ligę. Wiedziałem, czego mogę się spodziewać - jakie zespoły tu grają i w jaki sposób. Nie podejmowałem tej decyzji na zasadzie "koniecznie muszę wyjechać do Europy". Do tego Armenia jest szybko rozwijającym się krajem.

– Twoje przenosiny do Ulissesa wzbudziły w Zambii duże kontrowersje. "Zambian reports" napisało, że rzecznik prasowy CAF, Erick Mwanza, wziął za ten transfer 50 tys. dolarów.
– Po pierwsze, Mwanza był menadżerem w moim pierwszym klubie, K-Stars. Pomagał mi przenosinach do Europy. Po drugie, Power Dynamos chciało dostać pieniądze za mój transfer do Armenii. Zależało im, żeby grał u nich jeszcze przez sześć miesięcy. A ja byłem do nich tylko wypożyczony. To jest dla mnie najbardziej kontrowersyjne w tej sytuacji. No i po trzecie, Mwanza nie pracował już jako rzecznik prasowy w Afrykańskiej Unii Piłkarskiej, tylko był pracownikiem Zambijskiego Związku Piłki Nożnej.

– Szefem polskiego związku jest niegdyś świetny piłkarz Zbigniew Boniek.
– Wybacz, ale nigdy o nim nie słyszałem.

– Zmierzam do tego, że u was to stanowisko też piastuje była gwiazda – Kalusha Bwayla.
– O tak, Kalusha to legenda zambijskiej piłki. W 1998 został wybrany najlepszym piłkarzem Afryki. Grał w Europie w świetnych klubach. Kibice w twoim kraju pewnie kojarzą go z występów w PSV Eindhoven, z którym został mistrzem Holandii. Bwayla już wcześniej w Belgii pokazywał, że jest wybitnym piłkarzem. Gdyby byłem mały, oglądałem go na kasetach wideo. Uczył jak grać w piłkę i pokazywał jak robić triki.

– Spotkaliście się potem na boisku.
– Ale nie graliśmy razem. Ja byłem młodym piłkarzem, a on właścicielem K-Stars. Dla nas był symbolem. Patrzyliśmy na niego z nadzieją, że osiągniemy przynajmniej pół tego, co on.

– Z tym wiążą się kolejne skandale. Ponoć Bwayla wpływał na decyzje sędziów i powołania do reprezentacji, po to, żeby promować swoich piłkarzy i na nich zarabiać. W tym na tobie.
– Takie głosy były w mediach po moim wyjeździe. Ale nie uważasz, że to bez sensu? Chciał jak najlepiej dla mojej kariery i m.in. dlatego wypożyczył mnie z drugiej ligi z K-Stars do Power Dynamos. Gdybym był słaby, nie grałbym w tym Dynamos. Zresztą zostawmy to. Kontrowersje nie są nikomu potrzebne.

– To porozmawiajmy o innych transferach. Skąd pomysł, żeby przenieść się ze stolicy na prowincję do Kapan?
– Gandzasar jest silniejszym klubem. Chociaż gdy grałem w Ulissesie, zagraliśmy 50 meczów i przegraliśmy tylko jeden raz. Jeden jedyny raz! Problemem nie jest też to, że Kapan leży daleko od cywilizacji. Mieszkamy i gramy w Erywaniu, ponieważ nasz domowy stadion jest teraz modernizowany.

– Pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z Polską?
– Chodzi ci o ten mecz jeszcze przed spotkaniem z Lechem w Lidze Europy, prawda? Graliśmy z kimś od was podczas zgrupowania w Bułgarii. Szczerze, byliśmy zdecydowanie lepsi. Wygrywaliśmy 2:0, a oni strzelili w ostatniej minucie po rzucie rożnym. Pomóż mi (śmiech). Nie pamiętam nazwy. Na pewno byli dużo słabsi od Poznania.

– To był Ruch Chorzów.
– Ruch Chorzów (Lubambo bezbłędnie powtarza polską nazwę – przyp. KJ).

– Co myślałeś przed meczem z Lechem?
– Byłem optymistą. Sądziłem, że damy radę was przejść. Wyszło inaczej. Zaważył pierwszy mecz. Lech grał u siebie i strzelił nam dwie bramki. Czy byli tacy mocni? My zagraliśmy zwyczajne słabo. Stać nas było na dużo więcej. Co prawda wygraliśmy w Armenii, ale oni znowu strzelili i przypieczętowali awans. Do końca wierzyłem w zwycięstwo, ale niestety zostaliśmy wyeliminowani.

– Śmialiście się z Grigora Meliksetjana?
– Daj spokój (śmiech)! Nie miał życia. Ciągle się z niego śmialiśmy. Wchodzi do szatni, a my wszyscy do niego: "Hej Grigor, przyjadą te chłopaki, co załadowali ci sześć goli w eliminacjach do mistrzostw świata".

– Chciałbyś zagrać w Lechu?
– Tak. To silny zespół, ale jestem przekonany, że ze mną byliby jeszcze silniejsi. Widzę, jaki jest poziom Ekstraklasy. To bardzo dobra liga. Do tego otwiera drogę dalej, bo skauci chętniej przyjeżdżają do Polski niż na daleki wschód do Armenii. Każdy polski zespół, jaki oglądałem, zrobił na mnie dobre wrażenie. Lech – to wiadomo. Śląsk Wrocław (tu już pojawia się problem ze znakami polskim, ale jest dobrze – przyp. KJ) też bardzo fajnie gra w piłkę. I jeszcze ci, co grali w Lidze Mistrzów… Legia. Oglądałem tamte mecze z Realem Madryt. Bardzo silny zespół, najlepszy w Polsce.

– Słyszałem, że miałeś oferty z Polski.
– Rozmawialiśmy ze Śląskiem Wrocław. Był jeszcze jeden klub, ale nic poważnego. Bardziej sondowali temat, niż rzeczywiście chcieli mnie ściągnąć. Nawet nie pamiętam nazwy tej drugiej drużyny. Możliwe, że nawet nie padła, tylko agent coś mi o niej wspomniał.

– Dlaczego transfer do Śląska nie wypalił?
– Ja chciałem iść do Śląska! Wierzyłem, że tak się stanie. Kluby nie potrafiły się porozumieć.

– Jesteś spokrewniony z Charlym Musondą?
– Wszyscy pytają, czy ten Musonda z Chelsea to moja rodzina (śmiech)! Ale nie, nie jesteśmy spokrewnieni.

– Jest Zambijczykiem grającym dla innej reprezentacji. Co myślisz o takiej sytuacji?
– Zgadza się, oboje jego rodzice pochodzą z Zambii. Tato Charly’ego był gwiazdą naszej piłki. Może nie tak wielką jak Bwayala, ale też był dobry. Przez lata grał w Anderlechcie Bruksela i tam został po zakończeniu kariery. Charly urodził się już w Belgii, więc gra dla tego kraju. Proste.

– Jeśli nie dostanie szansy w pierwszej reprezentacji, pewnie będzie chciał grać z wami?
– Nie życzę mu źle, ale chciałbym, żeby tak było. To świetny piłkarz. Razem z Charlym Musondą Zambia stałaby się jeszcze groźniejszym zespołem. Moglibyśmy wygrywać więcej i grać lepiej. Ostatnio Kondogbia, który grał w francuskiej młodzieżówce, zdecydował się reprezentować kraj przodków – Republikę Środkowej Afryki. Czy tak będzie z Charlym? Nie wiem, ale jeżeli dołączy do Zambii, to będzie duże wzmocnienie dla Chipolopolo (przydomek reprezentacji Zambii, oznacza "Miedziane Pociski" - przyp. KJ).

– Który z was jest lepszym Musondą?
– On ma dobre podanie, ja mam dobre podanie. On ma wielki umiejętności i ja też mam wielkie umiejętności. Obaj jesteśmy świetni (śmiech)!

– Charly ma paszport Unii Europejskie, ty nie. To może być problem.
– Dlaczego?

– Na przykład w Polsce może grać tylko dwóch piłkarzy spoza Unii Europejskiej.
– Dziwnie. Nigdy nie słyszałem o czymś takim. Ale jak będę dobry, to nikt nie będzie mi patrzył w paszport. Będą patrzeć na nogi i zastanawiać się jak on to robi.

– To twój ostatni sezon w Armenii?
– Tak. Kontrakt wygasa w czerwcu i podjąłem decyzję, że chcę wyjechać. Czy to będzie Polska? Czy Śląsk? Byłoby fajnie, ale tego nie wiem. Przy wyborze nowego klubu najważniejsze będzie dla mnie to, jakie szanse na rozwój tam dostanę. Nie ma sensu iść do wielkiego klubu i siedzieć na trybunach.

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie