var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: @imiasanmia Twitter

Obraz Bayernu na kilka dni przed „Der Klassiker”

Autor: Maciej Zaremba
2018-11-07 19:30:05

Bayern Monachium przez wiele lat był stawiany, jako wzór zarządzania na wielu płaszczyznach – od finansowej, po kontakt z mediami i na sportowej kończąc. Na potęgę bawarskiego klubu od kilkudziesięciu lat pracuje duet Uli Hoeness i Karl-Heinz Rummenigge. Legendy światowej piłki stały się jednak w ostatnim czasie głównie obiektami kpin i żartów. Czy leciwi już bossowie rekordowego mistrza Niemiec stracili zmysł do podejmowania odpowiednich decyzji w nowych realiach nowoczesnej piłki, czy może to jednak tylko chwilowa słabość?

Nagonka na bossów Bayernu Monachium trwa już od dobrych kilku miesięcy. Związana jest ona z niezrozumiałymi przez większość ekspertów i kibiców decyzjami dotyczącymi rozwoju pierwszej drużyny. O ile zapowiedzi Uliego Hoenessa i konkretne działania zarządu w kierunku rozwoju akademii cieszą się powszechnym uznaniem, tak styl prowadzenia drużyny seniorów pozostawia wiele do życzenia. Obecna forma i sytuacja w tabeli Bundesligi tylko tę krytykę, jak najbardziej słusznie spotęgowały. Hoeness i Rummenigge pozostają tym jednak niewzruszeni. Przynajmniej na razie.

Plamy medialne

Lista grzechów i grzeszków bossów Bayernu Monachium jest naprawdę spora. Ten największy to oczywiście epizod Uliego Hoenessa w więzieniu za oszustwa podatkowe, który będzie ciągnął się za nim już zapewne do końca życia. Liczne akcje charytatywne czy zwykła ludzka pomoc jak ostatnio w przypadku znanego monachijskiego taksówkarza i wieloletniego kibica Bayernu schodzą na dalszy plan. Dla wielu czekających tylko na potknięcia Bayernu i szczerze nienawidzących monachijskiej potęgi Hoeness będzie zawsze tylko oszustem. Łatka ta nie pomaga w prowadzeniu tak potężnej organizacji i przy jakichkolwiek wystąpieniach medialnych. Prezydent Bayernu znany z mocnego charakteru i kontrowersyjnych odpowiedzi chyba się tym zbytnio nie przejmuje, bo zamiast czasem ugryźć się w język, woli w swoim stylu walić prosto z mostu. Z racji pełnionej funkcji uderza to nie tylko w jego dobre imię, ale również w cały klub.

Gwoździem do medialnej trumny Hoenessa i Rummenigge była ich ostatnia konferencja (o której pisaliśmy tutaj), która odbiła się echem w całych Niemczech, i w zdecydowanej większości została wyśmiana i skrytykowana. Teraz każdy ruch i każde słowo bossów Bayernu są śledzone z jeszcze większą uwagą niż zwykle. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że wszystkie wypowiedzi Hoenessa i Rummenigge są teraz interpretowane i przekazywane tak, aby obu tych Panów ośmieszyć. Za taki stan rzeczy bossowie Bayernu są w głównej mierze sami sobie winni, a zdecydowanie największy wpływ na obecną pozycję medialną całego klubu mają po prostu jego wyniki sportowe. Tutaj dwa największe grzechy popełnione zostały w związku z obsadzeniem dwóch kluczowych stanowisk – trenera i dyrektora sportowego.

Bałkański kocioł

Nastroje wewnątrz drużyny są napięte i na tę chwilę nie wydaje się, aby ktokolwiek nad nimi panował. Postać Hasana Salihamidzicia i jego rola w klubie to jedna wielka zagadka. Bośniak został zatrudniony jako dyrektor sportowy po długim okresie poszukiwań odpowiedniego kandydata. Były piłkarz Bayernu przedstawiany był jak bardzo dobry znajomy Uliego Hoenessa i to głównie dzięki relacjom z prezydentem klubu mógł cieszyć się ze zdobycia tak odpowiedzialnego i prestiżowego stanowiska. Blisko rok pracy Salihamidzicia pokazał, że nie ma on odpowiedniej charyzmy, wiedzy i doświadczenia do pracy w roli dyrektora sportowego jednego z największych klubów na świecie. Bośniak obraża się na słowa dziennikarzy o tym, że piłkarza traktują go jak kumpla, a nie poważnego działacza, i że dla Hoenessa i Rummenigge jest tylko słupem, który odsunął pytania kibiców dotyczących braku następcy Matthiasa Sammera. Trudno nie mieć jednak wrażenia, że Salihamidzić nie ma żadnego wpływu na to, co się dzieje wokół i w samej drużynie.

Z prowadzeniem drużyny nie radzi sobie też ewidentnie Niko Kovac. Bayern Chorwata gra nudny, nieskuteczny i apatyczny futbol. Brakuje elementu zaskoczenia i wykorzystania potencjału obecnego w kadrze drużyny. Wielu obrońców byłego trenera Eintrachtu Frankfurt pisze o najgorszej kadrze Bayernu od lat, o starych Robbenie i Ribery’m i często łapiących kontuzje piłkarzach. Z tymi argumentami można się zgodzić, ale tylko podczas dyskusji o Lidze Mistrzów. Tutaj Bayern wygląda rzeczywiście słabo, zwłaszcza w ofensywie, na tle takich ekip jak Manchester City czy FC Barcelona. Nie zapominajmy jednak, że Chorwat, po udanym początku i serii zwycięstw, wpadł w dołek w Bundeslidze, z którego do dzisiaj nie potrafi podnieść swojej drużyny.

Czy do ogrywania na własnym stadionie takich ekip jak FC Augsburg czy S.C. Freiburg Bayern rzeczywiście potrzebuje transferów za kilkadziesiąt milionów euro? Ofensywa z Robertem Lewandowskim, Jamesem Rodriguezem, Arjenem Robben i reprezentantem Niemiec Sergem Gnabry’m to wystarczająca siła, aby przy odpowiednim pomyśle i taktyce ogrywać znacznie słabszych rywali w Bundeslidze i to w dobrym stylu. Kovac nie jest w stanie zapewnić ostatnio nie tylko zwycięstw, ale i konkretnego stylu swojej drużyny. Nijakość Bayernu Kovaca jest porażająca, a fakt, że niemal każdy piłkarz gra zdecydowanie poniżej własnego potencjału to chyba najlepszy powód, aby eksperyment z zatrudnieniem niedoświadczonego Chorwata bardzo szybko zakończyć.

Pytanie czy bossów Bayernu stać na taki ruch, skoro na pewno doskonale zdają sobie sprawę, że największymi przegranymi w takiej sytuacji będą oni, czyli ci, którzy wbrew wielu opiniom zdecydowali się zatrudnić Niko Kovaca. Posadę Chorwata ratuje już zapewne tylko fakt, że Hoenessowi i Rummenigge ciężko będzie przyznać się do popełnienia błędu, czym byłoby tak ekspresowe zwolnienie trenera. Jasnym jest jednak, że dalszy projekt pod tytułem „Niko Kovac w Bayernie” nie ma już żadnego sensu. Być może już po sobotnim „Der Klassikerze” bossowie mistrza Niemiec nie będą mieli wyboru i Kovac zostanie zwolniony.

Nowe rozdanie

Bayern potrzebuje nowego rozdania. Zmiany kadrowe to oczywistość, jednak muszą zostać one przeprowadzone z udziałem trenera, który posiada konkretny plan i do którego pełne przekonanie mają bossowie. Takim kandydatem nie jest na pewno Niko Kovac, który swoją pracą miał te przekonanie zdobyć i zaprezentować konkretny plan na zespół, a następnie latem 2019 roku otrzymać rekordowe środki na transfery. Zamiast dobrych wyników i rozwoju drużyny widzimy natomiast najgorszy Bayern od bodaj czasów ostatniego sezonu Louisa van Gaala.

Pierwszym ruchem odbudowującym potęgę Bayernu musi być więc znalezienie odpowiedniego trenera, co nie udało się przed rozpoczęciem obecnego sezonu. Odpowiedni kandydat, mający pełne poparcie bossów będzie musiał być gotowy na być może najważniejsze letnie okienko transferowe w historii klubu. Nowy trener, nieuchronne zmiany kadrowe i zapowiadane rekordowe transfery odpowiedzą na pytanie, czy Bayern po króciutkiej przerwie wróci do europejskiego TOP3, czy jednak stanie się drużyną atakującą nieco zza pleców największych hegemonów. Dzisiaj najważniejszym jest kompletne nie stracenie obecnego sezonu i odbudowanie mocnych podstaw przed letnimi zmianami. Tylko bez Niko Kovaca.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie