var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: archiwum prywatne autora

Radosław Prachnio, twórca FM-Sprawdzam, dla 2x45: Ściągam zawodnika z końca świata i robię sobie projekcję rzeczywistości

Autor: rozmawiał Krystian Juźwiak
2018-11-09 13:06:28

Jeżeli na poważnie interesujesz się piłką nożną, nie ma możliwości, że nie słyszałeś o serii Football Manager. Ten symulator Jose Mourinho, Josepa Guardioli i reszty ich kolegów po fachu od lat kradnie czas każdemu, kto go włączy. Radosław Prachnio zderzył grę z rzeczywistością. Jeździ po Polsce i sprawdza, czy statystki piłkarzy zgadzają się z ich mniemaniem o sobie.

4 maja 2017 roku Radosław Prachnio założył kanał "FM-Sprawdzam". Od tamtej pory spotyka się z piłkarzami i przedstawia im ich wirtualne odpowiedniki. Dzięki temu Piotr Misztal dowiedział się, że zna język niemiecki. Jego brat, Rafał, był oburzony, bo w grze miał niską ocenę dalekich wykopów, a w rzeczywistości traktował to jako swój największy atut.

Po każdym odcinku Radosław daje swoim gościom pamiątkową kartę z Football Managera. Oprócz tego przeprowadza różne symulacje i zdradza tajniki gigantycznej bazy danych. Z wywiadu dowiecie się m.in. kiedy Motor Lublin opuści III ligę, dlaczego żaden piłkarz Polonii Warszawa nie wystąpił w "FM-Sprawdzam" i czyje mecze warto obstawiać w Chorwacji?

***

Radosław Prachnio (twórca kanału "FM-Sprawdzam"): - Jest taka książka "Jak Football Manager ukradł moje życie". Tam to są odjechane historie. Jeden gość po wygraniu ligi wynajął klubowy autokar i kazał się wozić po mieście. Są przypadki, że ludzie na finał Ligi Mistrzów siadali przed komputerem w garniturze. Był pacjent, który zniszczył sprzęt w szpitalu, bo tak się cieszył z bramki. W sumie w tej książce jest 35 przypadków udokumentowanych rozwodów - tylko w Wielkiej Brytanii - do których przyczynił się Football Manager.

Krystian Juźwiak (2x45.info): - Chcesz do trafić do tej książki czy tylko ją przeczytać?
- Absolutnie wystarczy mi, jak ją przeczytam (śmiech). Niestety, ciągle jest tylko w wersji anglojęzycznej.

- Zacząłeś grać w FM-a, bo twoja dziewczyna nie wie, że to jest gra?
- Tak, myśli, że to tabelki z Excela i tylko w to pozwala mi grać (śmiech). A tak na poważnie zaczęło się w podstawówce. Miałem zajęcia o jakichś dziwnych porach, np. pierwsza lekcja o 13. Rano rodzice w pracy, a ja do komputera. Najpierw grałem w FIFĘ. W gimnazjum już mnie trochę nudziło "pykanie" z komputerem, a tryb multiplayer nie był tak rozwinięty. W eliminacjach do MŚ 2010 przegraliśmy 0:3 ze Słowenią. To przelało czarę goryczy i po prostu stwierdziłem, że muszę coś z tą polską piłką zrobić. A niewiele mogłem. Odpaliłem wtedy jeszcze FIFA Managera i ten świat mnie wciągnął.

- FIFA Manager to dużo prostsza gra.
- I dzięki temu łatwiej zacząć z nią zabawę młodszemu graczowi. To w ogóle ciekawa produkcja, bo oprócz symulatora menadżera łączyła ze sobą Simsy. Były opcje kolacji z drużyną, jakaś namiastka życia prywatnego. No i mechanika była o niebo prostsza. Pamiętam taką opcję: przegrywałeś i mogłeś przejąć kontrolę nad piłkarzem. Kazałeś strzelać - on strzelał. Często ratowało to skórę.

- Która edycja Football Managera była twoją pierwszą?
- Wiesz co… FM 13 to taka wersja, w którą grałem już na poważnie. Ale widziałem tę grę u znajomego kilka lat wcześniej. Tyle że wtedy mnie nawet nie zaciekawiła. Musiałem dojrzeć. Zacząłem Pogonią Siedlce. Wtedy to była chyba IV liga. No i tak gram do dzisiaj. Uzależnienie - tego nie można inaczej nazwać. Nawet nie wyłączam FM-a, tylko zrzucam na pasek zadań. Mam już przegranych dwa tysiące godzin. Ten rzeczywisty czas gry to będzie jedna trzecia tego. Teraz gram karierę Motorem Lublin. Aktualnie mam marzec 2034 roku.

- Właśnie, jesteś z Siedlec, a po obejrzeniu twojego kanału byłem pewny, że z Lublina.
- Pierwsze nagrania były związane z Lubelszczyzną. Najpierw wrzuciłem wywiad z Pawłem Kaczmarkiem z Motoru, potem był Sebastian Orzędowski z Avii Świdnik, następnie Julien Tadrowski ponownie z Lublina, a potem Patryk Szysz, który akurat był wypożyczony z Górnika Łęczna. Cała moja przygoda z kanałem "FM-Sprawdzam" zaczęła się od Lublina. Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze: Motor był jedynym klubem, który zgodził się na takie nagranie. Odzywałem się do innych, ale nie miałem żadnego doświadczenia. Nie miałem nic oprócz pomysłu, który mogłem klubem zaoferować.
- Fajnie, ale my cię nie znamy. Nie jesteś z telewizji. Nie bardzo wiemy, o co ci chodzi. Może jak coś nagrasz…
Wszystko się o to rozbijało. A Motor nie - od początku byli nastawieni promedialnie i zgodzili się na wywiad. No, a po drugie: moja dziewczyna studiuje w Lublinie.

- Oprócz wywiadów robisz też symulacje. Leszek Bartnicki pewnie chce wiedzieć, kiedy Motor w końcu awansuje.
- Sprawdzałem. Ciężko, żeby awansowali w pierwszym sezonie gry. Z reguły potrzebowali dwóch lat. Gdy robiłem symulację na FM 18 (bazy w FM 18 są oparte o dane z sezonu 2017/18 – przyp. red.), to awansowali w sezonie 2018/19.

- Na inaugurację ubiegłorocznych rozgrywek Ekstraklasy Górnik Zabrze sensacyjnie pokonał Legię Warszawa. Ciebie to nie zaskoczyło.
- Robiłem symulację tamtego sezonu i na cztery próby piłkarze z Zabrza wygrali trzy.

- Przy takiej skuteczności może warto pomóc sobie FM-em przy obstawianiu zakładów?
- Myślałem nad tym, ale problemem jest to, że Football Manager ma premierę w listopadzie. Chciałem sprawdzić, jak w tym sezonie pójdzie Deanowi Klafuriciowi, lecz jego już w bazie nie będzie. Dlatego można się bawić w bukmacherkę, ale przy tych ostatnich meczach rundy jesiennej. Zabawa bazą na sztywno może okazać się niemiarodajna. Ale przy Lidze Narodów jest to do zrobienia.

- W Chorwacji polecasz stawiać na NK Osijek?
- Widzowie podsunęli mi pomysł symulacji ligi chorwackiej. Byłem bardzo zaskoczony, bo hegemonem okazał się Osijek, a nie Dinamo Zagrzeb. Mieli aż 70% skuteczności. Stawiając na nich, można się sporo wzbogacić.

- Wróćmy do wywiadów. Które kluby odmówiły?
- Jako że jestem z Siedlec, to najpierw odezwałem się do Pogoni, ale trafiłem na zły grunt. Akurat było kiepsko z punktami, przegrali kilka meczów. Atmosfera kiepska. Walka o utrzymanie. Potem zwróciłem się do Polonii Warszawa. Wtedy tam była totalna niejasność. Zmieniali się właściciele. W marcu ugadywałem wywiady z piłkarzami. Tydzień potem zmienił się zarząd i postawił ścianę. Do dzisiaj w Polonii nie zrobiłem żadnego wywiadu.

- Przeważnie rozmawiasz z zawodnikami II i III ligi. Odzywałeś się do kogoś z Ekstraklasy?
- Pierwszy wybór to Legia. Klub medialny, ale jak się jest z nieznanej opcji, to ciężko się dostać. Choć zdaję sobie sprawę, że dla chcącego nic trudnego. Może jeszcze kiedyś się uda. Cristian Pasquato byłby ciekawym piłkarzem do analizy. W rzeczywistości gra w rezerwach Legii, a w FM-ie jest jednym z najlepszych zawodników w Ekstraklasie.

- Nie myślałeś nad tym, żeby kontaktować się bezpośrednio z piłkarzem?
- Do przeprowadzenia wywiadu wideo potrzebuję zaplecza technicznego. Rozmawiałem z kilkoma zawodnikami, ale nie potrafili zagwarantować, że np. klubowa świetlica będzie otwarta. W Lublinie nie było z tym kłopotu. Jeszcze mówili:
- Dawaj, tu będzie lepiej. Tam sobie zrobisz fajniejsze ogrywki.
Pierwszy wywiad z Tomkiem Kaczmarkiem robił w salce klubowej. Potem rzecznik prasowy, Tomek Lewtak, "wojował" z ochroną i zarządcą stadionu, żeby dostać klucze do loży prezydenckiej i tam nagrać odcinek. Z Kamilem Majkowskim rozmawiałem natomiast w Centrum Historii Sportu na Arenie Lublin. Ogólnie chciałem, żeby to wyglądało profesjonalnie, dlatego kontaktowałem się przez rzeczników, którzy mogą mi to zaplecze zagwarantować.

- Może wzorem Łukasza Jakubiaka warto poświęcić kawałek mieszkania?
- A wiesz, że przez pięć lat studiów też mieszkałem na 30m2? Tylko dzieliłem mieszkanie z dwoma kumplami. Na czas nagrań musiałbym ich wykurzać z mieszkania. No i wątpię, żeby jakikolwiek piłkarz zgodził się przyjść do obcego człowieka i jeszcze udzielić mu wywiadu. Mało tego, jeszcze wypełniać jakieś dziwne cyferki.

- Jedynym zagranicznym piłkarzem, z jakim rozmawiałeś, był Samuelson Odunka z Victorii Sulejówek. Były podchody pod innych stranieri?
- Można podciągnąć jeszcze Julka Tadrowskiego. On ma francuskie korzenie, choć grał w polskiej młodzieżówce. W ogóle to jest przesympatyczna postać. Jak odchodził z Motoru do Stali Rzeszów, to dostałem od niego koszulkę z autografem. Powiedział też, że kiedyś napisze książkę, ale to już po zakończeniu kariery.

Mam na celowniku Leandro z Radomiaka. Jest w Polsce osiem lat. Może sporo opowiedzieć, chociażby o tym, jak był przyjmowany na początku w naszym kraju. Moim problemem jest to, że nie mam za sobą żadnej redakcji. Żadnej kostki na mikrofonie. Kluby to odstrasza. Do tego, kiedy zwróciłem się do Radomiaka, walczyli - w sumie jak zawsze - o awans. I jak zawsze im nie wyszło, więc klub ogłosił ciszę medialną.

- Pawła Kaczmarka nagrywałeś dwa razy.
- Masakryczna historia. Umówiłem się jednego dnia na wywiad z Pawłem i Patrykiem Szyszem. Mega mi zależało. Pierwszy odcinek, wiadomo. Dogadałem się z dziewczyną tak, że ja wychodzę i biorę klucze, a ona ze współlokatorką pójdą potem razem na kolokwium. Byłem już pod stadionem. Nagrywałem jakieś obrazki do wywiadu. I w momencie, kiedy wziąłem telefon do ręki, żeby włączyć tryb samolotowy, dzwoni dziewczyna. Okazało się, że ta koleżanka wyszła, a ona nie ma kluczy. No i co, trzeba było wracać. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Zadzwoniłem do klubu i powiedziałem, że nie dam rady przyjechać.

- Ale udało się to jakoś odkręcić.
- Było mi mega głupio. Myślałem, że w takiej sytuacji już nie dostanę drugiej szansy. Na całe szczęście udało się to wyprostować. Zadzwoniłem do rzecznika, Tomka Lewtaka, wyjaśniłem co i jak. Nie robił żadnych problemów. Mówił, że za tydzień można spokojnie się umówić. Odpowiadając na pierwsze pytanie: Pawła nagrywałem raz, ale podejścia były dwa.

- Rozmawiałeś z Patrykiem Szyszem. Chciała go Legia, chciała Wisła Kraków. Ciągle słyszę, że to nie jest piłkarz z potencjałem na Ekstraklasę. Jak to wygląda z perspektywy Football Managera?
- Marcin Sasal dużo eksperymentował. Ustawiał go nawet na lewej obronie. W ataku był Konrad Nowak i Michał Paluch, więc Patryk nie miał szans w ataku. Na pewno nie zgodzę się, że jest piłkarzem, który strzela tylko z karnych. Ma potencjał. Podczas wywiadu dał jasno do zrozumienia, że koncentruje się na grze w piłkę. A w grze zawsze trafia do Ekstraklasy.

- Każdy gracz FM-a ma swoich ulubionych piłkarzy. Ja, jeszcze w Championship Managerze 2008, regularnie ściągałem irańskiego napastnika - Arasha Borhaniego.
- Miałem tak z Hubertem Antkowiakiem. W Jarocie Jarocin strzelił 19 goli w trzeciej lidze. W FM-ie odkryłem go przypadkiem. Miał bardzo duży potencjał. Dawał radę w pierwszej lidze, dawał radę w Ekstraklasie. Nawet w Belgii i Austrii. Choćby skauci oceniali go na pół gwiazdki, to atrybuty kluczowe miał zawsze na tyle wysokie, że był gwarancją bramek i asyst. Udało się z nim porozmawiać i nawet nagrać odcinek. Traktuję to, jak coś w rodzaju spełnienia marzenia.

Z zagranicznych piłkarzy regularnie ściągam Melvina Visserssa. Holenderski środkowy pomocnik. Ekstraklasę wciąga nosem. Trzeba za niego trochę zapłacić, ale w środku pola robił totalny rozpiernicz. Problem jest taki, że nie zawsze chce iść do Polski.


Z Mateuszem Prusem

- Przeglądasz reprezentacje Madagaskaru, Mozambiku i resztę egzotyki?
- Oczywiście. Gram teraz karierę Motorem. W jedenastce Pucharu Narodów Afryki czterech piłkarzy było moich.

- Jakie są talenty na Malediwach?
- Nie potrafię wymienić nazwisk. Kiedyś robiłem taki eksperyment. Zacząłem grać na Belize. Jest to o tyle śmieszne, że piłkarze albo mają 100% potencjału, albo 0. Sztab jest strasznie nieogarnięty. Jak ściągam takiego piłkarza z np. Belize, to robię sobie projekcję rzeczywistości. Zastanawiam się, jak to byłoby w prawdziwym życiu. Biorę gościa z końca świata i chce z nim w składzie wygrać Ligę Mistrzów. Teraz to się może wydawać głupie, bo dorosły facet się bawi w jakieś bajeczki, ale FM niesamowicie pobudza wyobraźnie.

- Jest taki mądry angielski termin, który cię określa - self-made manem.
- Przy kanale robię wszystko sam. Montaż, oświetlenie, research – wszystko ja. To jest o tyle ciekawe, że mam problem z rozróżnianiem tonów zielonych i czerwonych. Są takie tablice Ishihary, w których ja w większości nie widzę ukrytych cyfr. Fachowo nazywa się to ślepotą barw. Nie jestem daltonistą, ale te dwa kolory sprawiają mi problemy i często przejaskrawiam odcinki. Dowiaduję się o tym od znajomych, bo dla mnie to oczywiście wygląda naturalnie.

- Były jeszcze jakieś wypadki przy pracy oprócz Pawła Kaczmarka?
- Były, ale dobrze je tuszowałem. Potężnego krzaka miałem przy rozmowie z Patrykiem Szyszem. Wysiadły baterie w jego dyktafonie. Mówił za cicho, żeby mój mikrofon mógł to wyłapać, więc dałem dźwięk z kamery.

Największa wtopa była jak rozmawiałem z Piotrem Misztalem ze Znicza Pruszków. Dzień wcześniej bawiłem się kamerą. Chciałem zrobić tak, żeby nie wygaszała się na wizjerze. Niby się udało. Kończę wywiad i Piotrek pyta:
- Dobrze wyszło?
Sprawdzam na kamerze i z taką grobową miną mówię:
- Nie nagrało się.
- Jak to? Nic?!

Miałem obraz tylko z dwóch kamer ustawionych w ten sposób, że nagrywały albo mnie, albo jego. Brakowało planu, na którym jesteśmy razem. Rozwiązaliśmy to tak, że ja włączyłem kamerę i od nowa zadawałem mu pytania. On udawał, że słucha. Zmontowałem z wcześniej nagranymi odpowiedziami i voilà.

- Z tym wypełnianiem kart pewnie też są ciekawe historie.
- Z reguły piłkarze zawyżają swoje umiejętności. Mam te karty. Popatrz, pierwszy z brzegu – Adrian Paluchowski.

- Był lepszy od Lewandowskiego.
- Ma dość porównań do Roberta. Ale z tym się wiąże ciekawa historia. Przed mundialem zadzwonili do niego ludzie z japońskiej telewizji. Dla nich to było niepojęte, że gość, który miał być lepszy od Lewandowskiego gra w jakichś Siedlcach. Cała historia o tym, że największy klub w kraju odrzuca największy talent, była dla nich kuriozalna.

- Widzę, że Kamil Majkowski wystawił sobie same dwunastki i trzynastki (w skali 1-20 to sporo - przyp. KJ).
- Tak jak mówiłem, zawodnicy z reguły zawyżali swoje statystyki. Paweł Kaczmarek od razu powiedział, że będzie tak robił, bo dla niego to zabawa. Z kolei Michał Przybyła podszedł do tego na poważnie. Rafał Misztal w grze ma bardzo słabe dalekie wykopy, a w rzeczywistości wszyscy trenerzy wskazywali to jako jego atut. Brat Rafała, Piotrek, dowiedział się, że zna języki niemiecki, co trochę go zaskoczyło.

- Znajomość języków nie jest generowana losowo?
- Researcherzy mają to sprawdzać.

- Football Manager ma potencjał esportowy?
- To zbyt statyczna gra. Trzeba by transmitować tylko mecze, a co z całą procedurą ustalania składu, treningiem, transferami? To bez sensu. Może miałoby to szansę powodzenia w formie turniejów, gdzie jednocześnie gra stu esportowców. Inaczej tego sobie nie wyobrażam.

- FC Nantes zakontraktowało Arthura Vignala jako profesjonalnego gracza w FM-a.
- Wiem, że są mistrzostwa świata w Football Managera. Z Polski też można było się zgłaszać. Tylko od razu było zastrzeżenie, że zwycięzca polskich eliminacji pojedzie na drugi koniec świata. Chyba do Australii. Być może Vignal gra w ten sposób. Nigdy mnie to nie interesowało, bo nie lubię patrzeć, jak ktoś gra. Jak oglądam streamy Mateusza Chrzanowskiego, to robię to w tle.

- Nie miałeś ochoty zostać mistrzem Polski w Football Managera?
- Miałem, ale gra jest zbyt losowa. Niektórzy zarzucają twórcom, że jest ustawiona. Że kontuzja kluczowego gracza przed finałem Ligi Mistrzów czy gole w 95. minucie to są skrypty, a nie przypadek. To jest tak naprawdę Excel. Skomplikowany, ale Excel. Siedem jest większe od ośmiu, ale zdarzają sytuacje, które ciężko wytłumaczyć. Żeby grać poważne mistrzostwa, trzeba zniwelować element losowości.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się