var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm

Janusz Gol: Poczułem powiew europejskiego futbolu

Autor: rozmawiał Przemysław Michalak
2010-11-19 15:16:13

Powołanie dla Janusza Gola było największym zaskoczeniem przed meczem reprezentacji Polski z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Pomocnik GKS Bełchatów w Poznaniu nie zagrał, ale w rozmowie z naszym portalem przekonuje, że już sam fakt trenowania z innymi kadrowiczami był dla niego bardzo ważny. Jego zdaniem, biało-czerwoni absolutnie nie wygrali przypadkowo!

2x45.com.pl: - Rok dobrze się dla Pana zaczął, bo zadebiutował Pan w drużynie narodowej podczas turnieju w Tajlandii i chyba dobrze kończy? Franciszek Smuda znów sobie o Panu przypomniał.
Janusz Gol:
- No tak. Ten rok zdecydowanie mogę zaliczyć na plus. Pierwszy wyjazd na zgrupowanie w styczniu do Azji był dla mnie naprawdę dużym wyróżnieniem i bezcennym doświadczeniem. Te doświadczenie zebrałem również teraz. Miałem okazję trenować z piłkarzami, którzy w większości grają na co dzień w zagranicznych ligach.

 - Zaskoczyło Pana to powołanie? Był jakiś sygnał, żeby się Pan szczególnie starał, bo może wydarzyć się coś miłego?
 - Nic nie zwiastowało wezwania na reprezentację, więc tym bardziej byłem pozytywnie zaskoczony. Tak jak mówię, najbardziej cieszę się, że wziąłem udział w treningach z silną grupą piłkarzy występujących poza granicami kraju. Już samo to dużo mi dało.

 - A nie zdziwiło Pana, że z całego zespołu Bełchatowa tylko Pan otrzymał nominację od Smudy?
 - W sumie nie mnie to oceniać. Na pewno mamy silną drużyną, zagraliśmy sporo niezłych meczów w lidze, ale powołanie wpłynęło tylko dla mnie. Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś i kilku moich klubowych kolegów stanie u bram reprezentacji.

 - Liczył Pan zapewne chociaż na minutę gry, ale murawy w środowym spotkaniu nawet nie powąchał...
 - Tak jak mówię, byłem zadowolony z samego powołania i wyjazdu na zgrupowanie. Przebieg meczu i wynik w końcówce sprawiał, że nowy defensywny pomocnik nie był najbardziej potrzebny, a gdy już doszło do zmiany na tej pozycji, wystąpił Ariel Borysiuk. Nie mam o to żalu, zaliczył sobie debiut w kadrze. Ja się cieszę, że mogłem poczuć trochę europejskiej piłki, z którą do tej pory nie miałem zbyt często styczności. 

 - Sam mecz jak Pan ocenia? Wynik 3:1 jest lepszy od gry?
 - Rywale na pewno postawili nam trudne warunki, ale zachowaliśmy konsekwencję taktyczną. Poradziliśmy sobie w środku pola, wyprowadziliśmy kilka groźnych kontr i strzeliliśmy dwa gole. Do tego doszła piękna bramka Ludovica Obraniaka z rzutu wolnego i udało się wygrać. Myślę, że wynik nie był przypadkowy.

 - Kolo Toure po meczu stwierdził, że Polsce jednak bardziej zależało na zwycięstwie. Pan też odniósł takie wrażenie?
 - Niełatwo mi to dokładnie ocenić, gdyż nie było mnie na boisku. Nie ulega wątpliwości, że nasza reprezentacja była niezwykle zmotywowana, aby wygrać i to okazało się kluczowe. Trudno, żeby było inaczej, skoro gra się przy 40 tysiącach wspaniałych kibiców i wie, że miliony śledzą mecz przed telewizorami.

 - Przejdźmy do ligi. Jak na przedsezonowe zapowiedzi pozycja Bełchatowa nadal jest dobra, ale w ostatnich pięciu meczach zdobyliście tylko cztery punkty. Mała zadyszka?
 - Można tak powiedzieć... Nie byliśmy słabsi od przeciwników w tych przegranych spotkaniach. Staraliśmy się prowadzić grę, nawet ładnie to dla oka wyglądało, ale nie przynosiło punktów. Z Widzewem to co innego - mecz derbowy, dużo walki i na koniec trochę szczęścia przy bramce. W Lubinie było dobrze do przerwy. Później daliśmy się zepchnąć do obrony, od 60. minuty przestaliśmy panować nad sytuacją i Zagłębie zdołało wyrównać. 

 - A jak Pan ocenia swoją formę w tamtym czasie w porównaniu do początku sezonu?
 - Zawsze może trochę być lepiej, ale tragedii nie było. Moim zdaniem w tych niedawnym meczach również nie wypadłem źle, może tylko na Zagłębiu trochę gorzej. Sądzę, że forma pójdzie jeszcze do góry, a już na pewno nie spuszczę z tonu w trzech kolejkach, które zostały w tym roku.

 - Pytam o formę, ponieważ wiosną odnosiło się wrażenie, że wiosną nieco się Pan zagubił i dopiero latem odzyskał równowagę. Z czego to wynikało?
 - Trudno teraz stwierdzić. Od początku tego sezonu cały czas czuję, że jestem potrzebny drużynie i później przekładało się to na boiskową postawę. Jestem zadowolony, że znów dobrze gram.

 - Duża w tym zasługa trenera Macieja Bartoszka?
 - Na pewno od początku prowadzenia drużyny przez obecnego szkoleniowca panuje w drużynie bardzo dobra atmosfera. Ja sam czuję się swobodnie i to mocno pomaga w grze. Zasługi trenera są więc bezsprzeczne.

 - Gdybyśmy mieli wprowadzić najprostszy podział: jest Pan pomocnikiem bardziej defensywnym, czy ofensywnym? Woli Pan przerywać akcje, czy je kreować?
 - Myślę, że każdy woli konstruować akcje i stwarzać zagrożenie pod bramką rywali. Otrzymuję też jednak dużo zadań defensywnych, z których muszę się wywiązywać. Ciąży na mnie odpowiedzialność w obu tych aspektach. Powiedziałbym, że jestem pomocnikiem 50 na 50. 

 - Smuda lubi wymyślać piłkarzom nowe pozycje. Widzi Pan siebie gdziekolwiek poza środkiem pomocy?
 - Nie ukrywam, że w centrum boiska czuję się zdecydowanie najpewniej. Dawno nie miałem już możliwości sprawdzenia się w innej roli. Po raz ostatni jeszcze w IV lidze, więc już dobrych kilka lat temu. Nie boję się jednak zmiany pozycji.

 - Niedawno pisano, że chce Pana Hertha Berlin. Niemcy to dla Pana odpowiedni kierunek?
 - Wie Pan, trudno mi teraz coś więcej powiedzieć na ten temat. Jak dotąd żadnych sygnałów nie otrzymałem, o wszystkim wiem z prasy. Wiadomo, że jeśli chcę się rozwijać, kiedyś może przyjść pora na zagranicę. Wtedy Bundesliga byłaby jednym z bardziej pożądanych kierunków.

 - Jest Pan już gotowy na taki wyjazd?
 - Wolę brać to na spokojnie. Nie zamierzam się też gdzieś na siłę pchać, byle tylko wyjechać z Polski. Z każdym meczem Ekstraklasy jestem bogatszy o nowe doświadczenia i nie nastawiam się na szybkie odejście. W najbliższym czasie niekoniecznie zdecydowałbym się na transfer do innej ligi. A jak będzie, zobaczymy.

 - Start Ekstraklasy był szokiem dla wszystkich, ale wygląda, że wielkie firmy budzą się ze snu i wielu przepowiada rychły powrót do "normy". W Bełchatowie liczycie chyba na coś innego?
 - Mamy nadzieję, że liga do końca będzie tak wyrównana jak dziś i każdy mecz będzie budził dużo emocji. Zarówno wśród piłkarzy jak i kibiców. 

 - Teraz Bełchatów zmierzy się z Polonią Warszawa, w której gra trzech niedawnych bełchatowian: Patryk Rachwał, Dariusz Pietrasiak i Jakub Tosik. Dodatkowy smaczek?
 - Z pewnością przez ten fakt spotkanie będzie jeszcze ciekawsze. W Polonii grają nasi niedawni koledzy, którzy wracają na stare śmieci i chcą pokazać się z jak najlepszej strony. My im tego nie ułatwimy. Nie odpuścimy.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się