var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: własne

W przerwie: Jerzy Chromik i... - "On, Strejlau…", czyli trzy ćwiartki z mistrzem

Autor: Andrzej Cała
2018-11-18 10:05:50

Dożyliśmy czasów, gdy piłka nie tylko jest obecna praktycznie 24 godziny na dobę w telewizji i internecie, ale możemy też czytać świetne pozycje o jej historii. Można pomiędzy meczami, można w drodze do pracy, można tam, gdzie królowie chadzają piechotą. Możliwości jest multum. W każdy weekend będziecie mieli okazję przeczytać nasze polecenia. Pewnie częściej będziemy chwalić niż ganić, bo na słabe książki szkoda nam czasu, więc potraktujcie to jako przewodnik po wartościowej lekturze na czas przerwy. Dzisiejszy odcinek przynosi nowość, którą błyskawicznie stawiamy na półce pt. “pozycja obowiązkowa!”.

Jerzy Chromik i… - On, Strejlau (SQN)

Gdy kilka tygodni temu media obiegła informacja, że późną jesienią do księgarni trafi wywiad rzeka z Andrzejem Strejlauem, przeprowadzony przez Jerzego Chromika, reakcja była bardziej niż entuzjastyczna. Starcie gigantów - mówiono, nie bez racji. No bo też jak często możemy przeczytać rozmowę legendy polskiego dziennikarska sportowego z człowiekiem, który od ponad 50 lat jest ważnym elementem polskiego środowiska piłkarskiego? Jak często możemy jeszcze przed przeczytaniem pierwszego akapitu być pewni, że dostaliśmy do ręki czytadło przez duże C, które na pewno na kilkadziesiąt godzin odciągnie nas od bieżących spraw, za naszym pełnym przyzwoleniem? Jakie obawy można było mieć, gdy otrzymaliśmy zapis dyskusji dwóch pasjonatów sportu, ale również języka? No dobrze, ja miałem jedną - długość. Ile by bowiem stron nie liczyła książka “On, Strejlau…” i tak byłoby za mało!

Jeszcze tylko uzupełniając wstęp, w żołnierskich słowach o bohaterach pozycji - Jerzy Chromik zadebiutował w tygodniku "Sportowiec", uważanym przez wielu za prawdziwą kuźnię dziennikarskich talentów. Pisał też w "Meczu" i "Przeglądzie Sportowym". Zasłynął brawurowymi wywiadami, które zapisały się w historii polskiej prasy (Dariusz Dziekanowski), był konsultantem filmu "Piłkarski poker".

Andrzej Strejlau - trener, komentator, działacz, sumienie polskiego futbolu. To tak w jednym zdaniu. Całą resztę przynosi bowiem licząca ponad czterysta stron pozycja wydana właśnie nakładem SQN.


Humor, dystans do świata i fascynujące kulisy życia w powojennej Polsce

Już na samym początku upewniamy się, że Andrzej Strejlau to rodowity… Polak, urodzony w Warszawie. Wątpliwości w tym temacie rodzi oczywiście rzadko spotykane nazwisko. Pierwsze strony to wyjaśnianie drzewa genealogicznego bohatera i płynne przejście do najmłodszych lat, które przypadły na czas wojny. Dowiadujemy się o tym, że ojciec Pana Andrzeja był bardzo cenionym w kraju trenerem bokserskim (gdyby nie wybuch II WŚ. poleciałby zapewne w 1940 r. na IO do Helsinek jako asystent Feliksa “Pappy” Stamma), ale też mężczyzną niezwykle lubianym przez kobiety.

Trener (na potrzebę tej recenzji uznajmy, że właśnie ten element kariery Pana Strejlaua uznam za najważniejszy) opowiedział przejmującą historię matki, którą już na początku swojego życia wydawało się, że bezpowrotnie stracił, po tym jak nie wróciła, została pojmana w trakcie łapanki. Okres wojny przyszło więc Panu Andrzejowi oraz jego starszej siostrze przeżyć u boku ojcu oraz opiekunki, która… O nie, nie liczcie, że w tym tekście zdradzę wam wszystkie szczegóły. Tym bardziej, że cała historia ma naprawdę mocno nieoczekiwane zakończenie.

Dalsze wspomnienia dotyczą już lat szkolnych. Nie mieli łatwo z trenerem opiekunowie, oj nie mieli. Dziecko z ADHD (chociaż wówczas nie wiedziano jeszcze za bardzo, co to w ogóle jest i oznacza), szkolne “przeboje”, osiedlowe przyjaźnie - niby elementy życia przynaleźne i obecne u nas wszystkich, ale to przez bohatera tej książki opowiedziane na tyle plastycznie, z humorem, że nie sposób się od nich oderwać, jak też (to w ogromnej mierze również zasługa doskonałej redakcji) po prostu mieć je przed oczami.

Już od zarysu życiowych losów trenera, wspomnień lat dziecięcych i licealnych, jasno klaruje nam się obraz człowieka bardzo inteligentnego, świadomego obranej drogi i konsekwentnie dążącego do celu. Człowieka kochającego sport, bo też przeczytamy o tenisie, piłce ręcznej (to ważny element biografii), koszykówce, czy wspomnianym wcześniej boksie. Tyle że inne dyscypliny można określić z perspektywy czasu zauroczeniami. Miłość była tylko jedna… Futbol.


Wierność czystości w sporcie, wierność w miłości, wierność we wrogości

Skoro przy miłości jesteśmy… Na studiach na AWF Pan Andrzej poznał Marię Złomańczuk. Jak opowiada, nieważne kto w kim zakochał się pierwszy, kto kogo przez tę relację “prowadził" - najważniejsze, że związek trwa szczęśliwie do dziś, a Państwo Strejlau stanowią zgrany duet, który doczekał się najpierw dzieci, a potem wnuków.

Wątki życia rodzinnego w “On, Strejlau” nie stanowią wcale tła, wprost przeciwnie. Poznajemy bliskie trenerowi osoby, czasem ich losy są w pewnym stopniu wplecione po prostu w historie życia zawodowego Pana Andrzeja, jak chociażby te z czasów wyjazdu na Islandię, gdzie podjął się trenowania klubu Fram z Reykjavíku. A przy okazji dowiemy się co nieco o mentalności tamtejszej ludności, o tym, jak budowano w tak małym kraju podwaliny pod sukcesy obecnej generacji piłkarzy. Tych społecznych obserwacji jest zresztą w książce całkiem sporo, każdorazowo podanych z właściwym trenerowi dystansem, ironią oraz spostrzegawczością.

Wierny swoim życiowym zasadom i podejściu Pan Strejlau był zawsze. Przełożyło się to też na relację z Jackiem Gmochem i opis jej w książce. To kolejny naprawdę fascynujący wątek i prawdziwy popis w temacie inteligentnego wbijania szpileczek. Więcej jednak nie napiszę, co by Państwu nie zabierać przyjemności.


Tak często nie w czas

Wątków w książce jest multum i mija się z celem poruszaniem ich wszystkich. Przewija się często jednak pewien motyw, którego pominąć nie można - jakże często Andrzej Strejlau trafiał do pewnych miejsc, podejmował pewne prace albo za późno, albo za wcześnie. To się tyczy reprezentacji Polski, Legii, która pomimo wspaniałego zbioru piłkarzu z różnych powodów nie potrafiła stać się drużyną z prawdziwego zdarzenia. Dalej jest kwestia korupcji, zżerającej nasz futbol od środka. Profesjonalizacji środowiska, które następowało nie tylko za wolno, a na pewno nie w tempie oczekiwanym przez trenera.

Tyle że na takie kwestie, jak rok czy miejsce urodzenia, rodzinę, a także nielojalność współpracowników człowiek wpływ ma praktycznie zerowy. Istotne jest, by samemu napisać taką kartę w historii, by móc być z niej dumnym. I bez wątpienia książka “On, Strejlau” dowodzi, iż jej bohater wstydzić się nie ma czego, a do opowiedzenia ma jeszcze bardzo, bardzo wiele.

A czy opowiada o psie Fredzie czy o tym, jak niefortunnie wybrał komplet garnków, czy też wspomina wątek reprezentacji, którą prowadził - czyta się to jednym tchem. Język używany przez Panów Chromika i Strejlau to ostateczny argument na to, by wystawić niniejszej pozycji ocenę wzorową. Konkretnie, bez lania wody, z dowcipem, a zarazem na tyle bogato, by czytelnik od pierwszej do ostatniej strony czuł, że autorzy podeszli do niego z szacunkiem.

Za co wypada jedynie serdecznie podziękować i czego można tylko pogratulować.

Nasza ocena (1-6): 6

***

Książkę można nabyć TUTAJ.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się