var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: Klaudia Ogrodnik

Andrzej Strejlau dla 2x45: Nie znoszę trenerów drących się i biegających wzdłuż linii. Piłkarze i tak ich nie słyszą

Autor: rozmawiał Andrzej Cała
2018-11-30 13:00:47

Oficjalna warszawska premiera wyśmienitej książki Jerzego Chromika i Andrzeja Strejlaua "On, Strejlau" okazała się doskonałą okazją, by zamienić z cenionym trenerem, komentatorem, a niegdyś też m.in. człowiekiem wojującym z korupcją za prezesury w PZPN Michała Listkiewicza, kilkadziesiąt zdań. Porozmawialiśmy m.in. o haniebnym procederze sprzedawania meczów, potencjale kadry z lat 90., obecnych priorytetach w naszych reprezentacjach czy dawnej Legii Warszawa.

Naszą recenzję książki "On, Strejlau" znajdziecie TUTAJ.

***

Andrzej Cała (2x45.info): - Czy jest jakkolwiek mierzalne to, jak mocno korupcja zatrzymała rozwój polskiego futbolu?
Andrzej Strejlau: - Czy mierzalne, to trudno powiedzieć, ale na pewno miała ogromny wpływ i jest czymś, za co wręcz wszyscy powinniśmy przeprosić. Ja podniosłem ten temat przed laty, robili to też - często pomiędzy wierszami - co mądrzejsi dziennikarze. Ten proceder musiał mieć duże znaczenie, bo przekładał się bezpośrednio na wiele rzeczy. Raz, że nie musiał pan uczciwie pracować, trenować, bo i tak panu załatwiono mecz. Dwa - to w jaki sposób wpływało to na młodych zawodników, którzy byli w drużynie i nie do końca wiedzieli, co się wokół nich dzieje. Jakże to było demobilizujące, gdy widzieli, jaki “przykład” dawali im starsi koledzy. Mało tego - że jest to fakt mierzalny świadczą wyroki za korupcję, które niebawem zapadną w takich organizacjach jak FIFA, UEFA czy MKOL, co dobitnie pokazuje, iż jest to problem nie tylko naszego kraju. W dodatku problem wciąż żywy.

Proceder ten w tak dużym stopniu dotyczył krajów, jak ja to nazywam “nierealnego socjalizmu”, ponieważ była bariera wyjazdów za granicę dla piłkarzy [wiek 30 lat, potem 28 - przyp. AC] i robiono wyniki pod występy w europejskich pucharach, które były jedną z niewielu okazji do zaprezentowania się przed światem, a tym samym walki o lepsze warunki transferu. To jednak już świat pewnych niuansów, które były istotne jedynie dla osób będących w tym od środka.

Korupcja od dawna jest niestety czymś, z czym spotykamy się powszechnie i dotyka nie tylko sportu, ale też polityki czy życia codziennego. Piłka nożna była tutaj swoistą pożywką, ponieważ jest to dyscyplina w największym stopniu spośród dyscyplin zespołowych, nieobliczalną. Podawałem ostatnio przykład rywalizacji w Lidze Mistrzów, gdzie w ciągu dwóch tygodni Liverpool potrafił wygrać z Crveną Zvezdą wygrać 4:0 i przegrać 0:2, czy też rywalizacja Dortmundu i Atletico, gdzie niezwykle mocna Borussia po zwycięstwie u siebie z Madrytu przywiozła na tarczy aż cztery gole! Wyniki w futbolu bywają tak zaskakujące, że trudno oddzielić ziarno od plew.

Rezultaty spotkań niekiedy szokują i budują pewną otoczkę wątpliwości - u pana, u mnie, u innych kibiców, ale i samych sportowców, mediów. Dlatego to problem tak złożony, trudny.

- Kibice mając te wątpliwości mogą od piłkarzy się odsunąć. To naturalne i to miało miejsce i u nas.
- Oczywiście, w pełni się pod tym podpisuję. W końcu to kibice też utrzymywali kluby i piłkarzy! A pamiętajmy, że gdy kibic przestanie przychodzić na stadiony i wspierać zespół, to z czasem odsunie się też telewizja. Kwestia korupcji w sporcie to swoisty zamknięty krąg, ogromnie złożony, dlatego konieczne są bardzo wysokie kary. Z tym że osądzajmy dopiero po udowodnieniu winy, i to bezspornym.

- Drugie podejście do Legii to 1987 r. Czy to była drużyna z największym zmarnowanym potencjałem piłkarskim, jaką pan prowadził?
- Byli to ludzie dość zdolni, ale zaowocowało to tylko Pucharem i Superpucharem Polski, co z perspektywy czasu oceniam jako wynik niespełniający oczekiwań ani moich, ani dwóch kolegów, których sprowadziłem - nieżyjącego już Rudolfa Kapery oraz Lucjana Brychczego. Ten drugi to był naprawdę wybitnie utalentowany piłkarz, wspaniały talent. Nie widzę dzisiaj nikogo z takim darem, a chciałbym też podkreślić, że jako trener zawsze potrafił wspaniale dzielić się swoją wiedzą, natomiast nie miał nigdy aspiracji, żeby samemu prowadzić drużynę.

Wrócę jednak do pytania. Oczywiście odczuwam niedosyt, ale na tę sprawę należy spojrzeć szeroko. Część zawodników była pod koniec służby wojskowej i bardziej grała już dla swoich przyszłych klubów niż Legii. Ale co miałem zrobić, odstawić ich? To byłaby trochę kwadratura koła. Czasem to wychodziło tak, że bardziej przygotowywaliśmy piłkarzy dla innych trenerów niż nas samych, jak to było w przypadku Włodzimierza Smolarka. Można było oczekiwać jednak więcej i jest to pewna zadra niespełnienia.

- A czy nie było trochę tak, że niby Legia mogła piłkarzy kaperować, ale oni się z nią nie utożsamiali, co bezpośrednio przekładało się na gorsze od oczekiwań wyniki?
- Zacznijmy od tego, że Legia była wspaniałym klubem, o renomie międzynarodowej. Klubem wielkim, w którym były 22 silne sekcje! Z jednej strony Legia rzeczywiście była klubem nielubianym, ale zarazem dawała szansę wybicia się sportowcom i “zaliczenia” w bardzo łagodny sposób służby wojskowej. Ja w żaden sposób tego nie potępiam, bo przecież tak działo się i w innych klubach. Sens był zresztą jeszcze inny - osłabić potencjalnych rywali, tak jak chociażby dziś, chociaż w inny sposób, robi Bayern z Borussią Dortmund, pozyskując z niej Götze, Lewandowskiego i Hummelsa.

Natomiast to, co pan zauważył, na pewno było pewnym problemem. Nie da się ukryć, że nie wszyscy piłkarze Legii chcieli za ten klub na boisku “umierać”. Czasem zresztą to nawet trudno się im dziwić, bo to trzeba mieć wyjątkowy kręgosłup moralny, gdy z jednej strony gram niby w tej Legii, jestem niby w wojsku i raz na jakiś czas ten mundur założę, jestem w kompanii sportowej i mogę w idealnych jak na tamte czasy warunkach uprawiać ten sport, a jednocześnie dusza ciągnie do matki, do ojca, do rodzeństwa, do narzeczonej, a może już żony i dzieci?

- No a może do wymarzonego klubu, którym Legia nie była?
- Dokładnie tak - do klubu, które było małym gniazdem tego piłkarza, w którym się wychował, albo dla którego naprawdę chciał grać. Nigdy nie dojdziemy, ilu takich zawodników było, ale ta uwaga z pańskiej strony z pewnością była słuszna. To była jedna z części funkcjonowania klubu jako całości, która mogła negatywnie wpływać na jego wyniki.

- Może dlatego mecze Legii w latach 80. lepsze były w europejskich pucharach, gdzie można się było pokazać, niż w rodzimych rozgrywkach? Legia eliminowała naprawdę bardzo solidnych rywali, walczyła jak równy z równym z największymi.
- Podzielam ten pogląd, jak najbardziej. To był właśnie jeden z czynników, o których mówiłem już wcześniej. Rozbierając na czynniki pierwsze wyniki z tamtych czasów nie możemy zapomnieć o ich złożoności.

- No to wróćmy do pana najmłodszych lat, żeby o tej złożoności porozmawiać niejako od podstaw. Czy za komuny sport miał się o tyle lepiej, że był rzeczywiście jedną z niewielu rozrywek i okien na świat? Z perspektywy czasu można wysnuć takie wnioski? No i - to zupełnie z innej bajki - czy Warszawa powojenna opisana przez Tyrmanda w “Złym” rzeczywiście tak wyglądała i tak pan ją pamięta?
- Och, wspaniale, świetnie ją opisał! Również się w tej powieści zaczytywałem. Wracając zaś do sportu, on był traktowany przez władze jako swoista odtrutka - pozwalamy, dajemy szanse, dajemy etaty, dajemy na to pieniądze i odciągamy ludzi od myślenia o tym, co się tak naprawdę dzieje. Ja przynajmniej tak uważam, może jestem w błędzie? Sami sportowcy zaś myśleli cały czas, że może zelżeje ten przepis o możliwości wyjazdu za granicę dopiero po 30. roku życia. Oni wszyscy o tym marzyli.

Zresztą redaktorze kochany, teraz też tak jest! Lata minęły, ustrój się zmienił, a zawodnicy myślą tak samo i przy pierwszej lepszej okazji wykorzystują szansę do wyjazdu. Oni się modlą o ten wyjazd, bo jesteśmy - umówmy się - krajem rozwijającym, ale wciąż biednym.

I jak pan słusznie zauważył w poprzednim pytaniu, nasze dobre występy reprezentacji czy klubów w pucharach, w dużej mierze były powodowane tym, że zawodnicy jeszcze mocniej sprężali się w rywalizacji z tymi, do których chcieli dołączyć. To była dodatkowa szansa pokazania się, a zarazem jedna z niewielu, bo przecież prawie nikt nie przyjeżdżał, tak jak się teraz dzieje nagminnie, żeby oglądać naszych piłkarzy w lidze. Te mecze ich uskrzydlały.

- Jaki jest trenerski złoty środek w prowadzeniu drużyny?
- Wypośrodkowanie pomiędzy dwoma metodami - autokratyczną i demokratyczną. Ani to do końca, ani to. Trzeba pamiętać, że to piłkarze mają grać i trzeba im na to pozwolić. W pewnym momencie moja rola się kończy. Nie znoszę trenerów biegających wzdłuż linii, drących się, bo to jest nierealne, żeby oni cię słyszeli.

- Co by pan zmienił w tej kadrze, którą objął w latach 90.? Pomijając już kwestie organizacyjne, bo to było ponad wami niejako, a wyglądało czasem dramatycznie.
- Tak, i były już momenty, gdy chciałem zrezygnować, ale… No, nie może kapitan schodzić z tonącego okrętu jako pierwszy. Mogłem zrezygnować bezpośrednio po tym 1:1 z Anglią 29 maja 1993 r., gdy tych problemów nawarstwiło się ogrom.

- Piłkarsko jednak było naprawdę dobrze. Powinno być 3:0!
- Tak, to był bardzo dobry mecz w naszym wykonaniu. Leśniak chciał już zejść w pewnym momencie, bo był po prostu załamany. W końcu zdecydowałem się na tą zmianę, gdyż nie był w stanie się odbudować, stąd wszedł Kaziu Węgrzyn. Kaziu, którego pozdrawiam i zawsze upominam, że za szybko komentując mówi o tym, iż sędzia popełnił błąd. Nie czeka na powtórki, nie analizuje, tylko na gorąco mówi coś, za co często musi przepraszać potem. W każdym razie, wracając do tematu, właśnie stroną Kazia poszła akcja, ktoś - nie powiem nigdy głośno kto - się spóźnił i była bramka na 1:1 dla Anglików.

Dlaczego o tym mówię? Anglia za mojej kadencji nigdy nie miała z nami łatwo, u nas nie potrafiła wygrać, zawsze musiała gonić wynik, poza 0:0 z jesieni 1989 r. Wtedy wyszliśmy trzema obrońcami, mocniej zaatakowaliśmy, bo wtedy zwycięstwo i zwycięstwo dwa tygodnie później nad Szwecją, dawało nam szansę baraże z Rumunią do mistrzostw świata. Rozmawiałem z zawodnikami wtedy, tłumaczyłem im dlaczego musimy tak zagrać i byliśmy blisko - poprzeczka Tarasiewicza, setka Dziekanowskiego.

- Trochę brakowało szczęścia kadrze prowadzonej przez pana, to trzeba uczciwie przyznać. Ale był też ten niesławny mecz z San Marino w Łodzi 1:0, wygrany po strzale ręką Furtoka.
- Aaaj, do tego spotkania faktycznie nie chcę wracać. Tamtego dnia to gościom naprawdę sporo się udawało, a nam nic - prowadziliśmy grę, próbowaliśmy strzelać, a nic z tego nie wynikało.

- To o tyle śmieszne, że ci sami polscy piłkarze wywieźli z Holandii remis po świetnej grze, napytali strachu Anglikom.
- Potencjał tych chłopaków był naprawdę bardzo duży i nie mam im za wiele do zarzucenia. Pojawiali się na kadrze z chęcią, walczyli na miarę swoich możliwości. W Norwegii skaleczył nas sędzia, po czym podałem się do dymisji. Zagraliśmy tam świetny mecz, ale nie mogliśmy osiągnąć satysfakcjonującego wyniku, bo ktoś tego pilnował. Dość powiedzieć, że gwiżdżący wtedy Włoch Pierluigi Pairetto był potem skazany za ustawianie wyników.

Sporo rzeczy wpłynęło na to, że nie udało się wtedy z reprezentacją osiągnąć awansu na mundial, ale moim zdaniem wstydu nie przynieśliśmy. Ja natomiast nie widziałem możliwości, by z tej grupy, w tamtych też okolicznościach organizacyjnych wyciągnąć więcej i zrezygnowałem z prowadzenia kadry.

- Czas pokazał, że na awans na poważną imprezę musieliśmy jeszcze trochę poczekać. Całe szczęście teraz wygląda to trochę inaczej, a jedną z największych niespodzianek miał pan okazję komentować dosłownie kilka dni temu. Mam na myśli wygraną naszej młodzieżówki w Portugalii 3:1 i awans na juniorskie Euro.
- Bardzo dobrą taktykę opracował Michniewicz, to była trochę powtórka z Danii, gdzie też zaprezentowaliśmy się optymalnie. W Portugalii ułożyło się nam w pierwszej połowie wspaniale - wszystko wpadało, a w obronie rozbijaliśmy ich ataki już na początku, często w środku pola. Dawno nie widziałem tak dobrze grającej polskiej drużyny. Natomiast druga połowa była już bardzo słaba i trochę nam sprzyjało szczęście. Gdyby nie słupek, który nas uratował od gola na 2:3, mogłoby być nieprzyjemnie. Całe szczęście piłkarze przetrzymali ten najgorszy okres i teraz wspaniała przygoda przed nimi.

- A jak zapatruje się pan na kwestię poruszaną przez kilka osób, mianowicie wykorzystywania najzdolniejszych nastolatków w reprezentacji młodzieżowej, a nie w kadrze dorosłej? Jak to powinno wyglądać?
- Zawsze priorytetem musi być kadra A, to nie ulega wątpliwości. Zadaniem wszystkich trenerów jest jak najlepsze przygotowanie piłkarzy do dorosłej reprezentacji, bo to za nią jest ostatecznie rozliczany związek. Potrzebna bez wątpienia jest konsultacja między trenerami, ale z tego, co wiemy, dzieje się to na bieżąco. Wyniki juniorów zawsze są istotne, ważne, pomagają nam zorientować się, w jakim miejscu jesteśmy, ale nie mogą stać się priorytetem.

Pamiętajmy też, że kadry młodzieżowe to niesamowicie żywy organizm. Do mistrzostw jeszcze wiele miesięcy. Kto wie, czy wiosną na ligowych boiskach nie objawią się jacyś ciekawi chłopcy? Na wszystko musimy być przygotowani i jestem pewien, że trenerzy reprezentacji młodzieżowych - bo pamiętajmy, że późną wiosną mamy też mistrzostwa świata do lat 20 w naszym kraju - będą należycie monitorowali wszystko, co konieczne.

- Czas nam zleciał nieubłaganie, więc na koniec jeszcze jedno pytanie retrospektywne. Kto z prowadzonych przez Pana piłkarzy miał największy, ale niespełniony talent? I dlaczego to Dziekanowski (śmiech)?
- Darek miał niesamowity potencjał i stworzyliśmy mu naprawdę doskonałe warunki do rozwijania talentu. Niezwykle utalentowany, zwrotny, zwinny, ze świetnym dryblingiem. Przez pewien czas był w Legii razem z innym wspaniałym zawodnikiem, Stanisławem Terleckim, świętej pamięci, no i jego kariera też nie potoczyła się wedle oczekiwań. Natomiast Darek, tak, to był rzeczywiście materiał na gwiazdę międzynarodowego formatu. Powinien osiągnąć więcej!

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie