var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Najłatwiej mówić o stawianiu na młodzież, najtrudniej na nią stawiać. Kto rozczarował, a kto pozytywnie zaskoczył?

Autor: Mariusz Bielski
2018-12-01 13:02:41

Jaka jest najłatwiejsza rzecz w polskiej piłce? Oczywiście składanie deklaracji. Kiedy jednak przychodzi do realizacji określonej wizji, postawionego celu… Cóż, obiecanki cacanki. Bywa kiepsko, zwłaszcza gdy rzecz dotyczy stawiania na młodzież. Kto z naszych ekstraklasowiczów przed sezonem rzucał słowa na wiatr, a kto wręcz przeciwnie, odważnie i z sensem ją wprowadza?

NA PLUS

LEGIA WARSZAWA

Jeszcze rok temu w najśmielszych snach nie sądziliśmy, że będziemy mogli chwalić warszawian za to, jak ważni w ich zespole będą gracze kwalifikujący się pod Pro Junior System lub w wieku bardzo zbliżonym. Oczywiście czasem głównym czynnikiem, który doprowadził do takiego stanu rzeczy było po prostu szczęście, ale trzeba też przyznać, iż w dużej mierze młodzi legioniści wykorzystują szansę. Weźmy chociażby Mateusza Wieteskę – on skorzystał na kontuzji Williama Remy'ego i prędko miejsca w jedenastce nie odda. Póki co rozegrał najwięcej minut (1926) spośród wszystkich legionistów i choć czasem popełnia błędy wynikające z braku doświadczenia (np. w ustawianiu i przekazywaniu krycia), to trudno sobie wyobrazić podstawowy skład bez niego.

Za plecami Wieteski natomiast ostatnio zaczął pojawiać się Radosław Majecki, który zyskał spore zaufanie Sa Pinto po dobrym występie z Piastem w Pucharze Polski. – Może zrobić karierę jak Łukasz Fabiański, od którego ma lepsze warunki fizyczne. Od Wojtka Szczęsnego był wieku 16 lat bardziej wygimnastykowany i elastyczny. Najważniejsze, by teraz dobrze pracował, ale nie dał podstaw, że może stać się coś niedobrego. Jest rozsądny życiowo – chwalił go Krzysztof Dowhań na łamach Przeglądu Sportowego.

W końcu mamy też w Legii Sebastiana Szymańskiego, którego Sa Pinto nie odstawia, choć brakuje mu efektywności. Widocznie uważa, iż regularne występy to najlepszy sposób na dojście do formy. Póki co rozgrywający zaliczył zaledwie 2 asysty, nie strzelił ani jednego gola, pomimo tego, że portugalski szkoleniowiec ustawia go na ulubionej „dziesiątce”. Jakby tego było mało, w odwodzie pozostają też Mateusz Hołownia oraz wypożyczony do Miedzi Mateusz Żyro.

Wygląda na to, iż Legia wreszcie poszła po rozum do głowy, skoro młodzież odgrywa w tej drużynie coraz istotniejsze role. A to bardzo ważne zwłaszcza w chwili, gdy klub nie ma zbyt stabilnej sytuacji finansowej. Przecież to nie za doświadczonych dziadków, a potencjał płaci się teraz najwięcej.

***

POGOŃ SZCZECIN

Mało kto miał w ostatnim czasie takiego nosa do młodzieży jak Portowcy. Przede wszystkim głośno jest teraz o Sebastianie Walukiewiczu, ale nie dziwota, skoro mówimy o 18-latku, którego spokojnie umieścilibyśmy w ekstraklasowym topie i którym interesują się ponoć kluby pokroju Arsenalu. Co prawda warto tu chyba jeszcze dać sobie nieco lodu na głowę, lecz obok talentu stopera nie da się przejść obojętnie. No chyba, że jest się Legią. Szczecinianie zgarnęli tego chłopaka za 60 tys. i za jakiś czas pewnie opylą za grube miliony. Mówimy wszak o gościu, którego da się chwalić nie tylko za wyprowadzanie piłki, lecz także cechy, jakie wielu stoperów nabywa dopiero kilka lat później – spokój, bardzo dobre czytanie gry i odwagę w fizycznych starciach. Tego ostatniego nie mylcie z głupotą.

Sporo punktów w rankingu PJS nastukał także Sebastian Kowalczyk, bardzo obiecujący skrzydłowy. I ponoć też bardzo dużo żądający od samego siebie na boisku. Miał swoje szczęście w nieszczęściu innych, ponieważ szansę na regularną grę otrzymał z powodu kontuzji pozostałych skrzydłowych (Michała Żyry, Ikera Guarrotxeny i Spasa Delewa). Najlepszy w jego wykonaniu był mecz z Wisłą Płock, gdy najpierw z zimną krwią pokonał Thomasa Dahne, a potem jeszcze dodał genialną asystę do Buksy. Ludzie związani z klubem wiążą z nim duże nadzieje, ponieważ jest chłopakiem ze Szczecina, Pogoni kibicuje od dziecka, więc lokalną publiczność jego dobre występy cieszą podwójnie.

Kosta Runjaić ma też w kadrze kilku innych młodych chłopaków, których od czasu do czasu rzuca w bój, na przykład Adriana Benedyczaka oraz Jakuba Bursztyna, a na wypożyczeniu Marcina Listkowskiego, choć żaden z nich akurat póki co nie stał się takim objawieniem jak Walukiewicz czy Kowalczyk. Uczynienie z nieco starszego Adama Buksy jednego z lepszych polskich napastników w Ekstraklasie to również wielka zasługa niemieckiego szkoleniowca, podobnie jak niedawne wypromowanie Huberta Matyni. Trzeba to przyznać otwarcie – mało kto ma równie dobrą rękę do młodych piłkarzy co Runjaić.

***

LECHIA GDAŃSK

To jest chyba największe pozytywne zaskoczenie w polskiej lidze, jeśli chodzi o proporcje osiąganych wyników przy równoczesnym promowaniu młodych chłopaków. Co prawda żaden z nich nie wdarł się przebojem do pierwszej jedenastki, aczkolwiek to jak bardzo wierzy w nich Piotr Stokowiec dało się zaobserwować w ostatnich spotkaniach. Z Jagiellonią gdańszczanie mieli bardzo pod górę, walczyli o pełną pulę i przy 2:2 szkoleniowiec drużyny z Trójmiasta do boju rzucił  19-letniego Makowskiego. Niektórzy pukali się w głowę, lecz jak na totalnego żółtodzioba dał przyzwoitą zmianę. Wczoraj trzeba było podtrzymać dobrą passę, a trener Lechii posunął się jeszcze dalej – w wyjściowym składzie wypuścił tego samego Makowskiego, a do tego jeszcze Karola Filę. Żaden z nich co prawda nie przesądził o losach spotkania, jednak podobał nam się ich spokój w grze. Trenerowi Stokowcowi zapewne też, więc nie będziemy za bardzo zdziwieni, jeśli w grudniu również da im trochę minut.

W Gdańsku sporo obiecują sobie także po Mateuszu Sopoćce, lecz on, tak jak Adam Chrzanowski, musi jeszcze poczekać na większą szansę. Póki co natomiast w zespole z Trójmiasta słabo radzi sobie sprowadzony z Legii Konrad Michalak. Uzbierał już przeszło 400 minut w barwach Lechii, lecz jego efektywność woła o pomstę do nieba. Poza demoniczną szybkością nie oferuje nic. Zdarzały mu się mecze, w których przegrywał ponad 80% pojedynków – że tak polecimy Nawałką – zarówno w ofenzywie, jak i defenzywie. Jednocześnie nie dziwimy się też cierpliwości Stokowca, bo ten chłopak talent ma, tylko trzeba go jakoś odblokować mentalnie.

No ale przede wszystkim oddajmy cesarzowi co cesarskie, czyli właśnie trenerowi, bo gdyby nie on, większość z wyżej wymienionych chłopaków pewnie właśnie gniłaby w czwartoligowych rezerwach. Perspektywa czasu pokazuje, iż to w dużej mierze jego dużą zasługą było wyciąganie i umiejętne rozwijanie młodzieży z akademii Zagłębia Lubin… Ale o niej później. Faktem jest jednak, że to właśnie jemu między innymi Jarosław Jach oraz Krzysztof Piątek zawdzięczają dobry start w poważnej piłce. Od tamtego czasu w Zagłębiu rozpoczęła się posucha, w Lechii zaś, jak widać, wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że przecież gdańszczanie właśnie idą na mistrza, więc i sam szkoleniowiec ma nad morzem warunki cieplarniane.


NA MINUS

WISŁA PŁOCK

W poprzednim sezonie sukces Nafciarzy był w dużej mierze zasługą graczy stosunkowo młodych. Może nie totalnych żółtodziobów, nie nastolatków, ale jednak sporo do powiedzenia mieli Arkadiusz Reca, Alan Uryga, Igor Łasicki, Adam Dźwigała, Damian Szymański, Konrad Michalak, przebijali się Jakub Łukowski oraz Damian Rasak… Okej, większość nie łapała się pod PJS, ale chodzi o trend. Sądziliśmy zatem, że Wisła i w bieżącym sezonie pójdzie za ciosem. Zwłaszcza, kiedy patrzyliśmy na jej letnie ruchy transferowe. Do płocczan dołączył bowiem Riccardo Grym, Patryk Wieliczko, Hubert Adamczyk, Bartłomiej Żynel, z rezerw awansował Marcel Zapytowski. Tylko dwaj ostatni – co warto zaznaczyć: bramkarze – powąchali ekstraklasowej murawy. Łącznie uzbierali zabójcze 191 minut, ale gdy tylko Daehne był dostępny, ani Dariusz Dźwigała, ani Kibu Vicuna nie dawali im szans. Poza tym Adamczyk poszedł ogrywać się w GKSie Tychy, Grym zaliczył 57 minut w Pucharze Polski, a Wieliczko robi za piłkarza treningowego.

To tym ciekawsza sprawa, że przy zmianie szkoleniowca Łukasz Masłowski zaznaczał: – Zależy nam na tym, by nowy szkoleniowiec promował młodych chłopaków.

Wspominał jednocześnie, iż nikt nie będzie faworyzowany ze względu na PESEL. Z jednej strony nie spina nam się to wszystko w logiczną całość. Chyba po prostu umiejętności młodych Nafciarzy zostały przeszacowane. Z drugiej rozumiemy Kibu, który ma w tej chwili na głowie ważniejsze sprawy niż niańczenie młodzieżowców – na przykład gonienie odległego na sześć oczek TOP 8.

***

ŚLĄSK WROCŁAW

Problem Wojskowych polega na tym, że oni najfajniej wyglądają na papierze. No ale papier przyjmuje wszystko, niekoniecznie musi mieć to odzwierciedlenie w rzeczywistości. Do bieżących rozgrywek wrocławianie przystępowali z myślą znacznego odmłodzenia składu, ponieważ ten, który biegał po ekstraklasowych boiskach w zeszłym roku, w dużej mierze przypominał nadzwyczajnie żwawy dom starców. Dariusz Sztylka, dyrektor sportowy Śląska, zadbał zatem o to, aby do szatni wpuścić więcej świeżej krwi. Do ekipy dołączył Jakub Łabojko, Damian Gąska, Daniel Szczepan. Spodziewano się, iż parę okazji do gry dostanie Konrad Poprawa czy Sebastian Bergier, a nawet 17-letni Piotr Samiec-Talar. Ważnym punktem Wojskowych miał zostać również Maciej Pałaszewski.

No i jak sytuacja wygląda dziś? Alarm został podniesiony przy okazji spotkania z Cracovią, gdy wyjściowa jedenastka liczyła sobie średnio 29,5 lat. W poprzednich starciach jeśli bywało lepiej, to zaledwie nieznacznie (28,9 z Górnikiem). Bergier przeniósł się tymczasowo do Stali Mielec, Poprawa też wylądował na wypożyczeniu. Maciej Pałaszewski, który od początku sezonu grał regularnie też został już co najwyżej zmiennikiem i to z dość niezrozumiałego powodu, bo akurat on pokazywał dużą dojrzałość oraz spokój w grze. Na ten moment jedynie Gąska może cieszyć się regularnością występów w wyjściowej jedenastce, aczkolwiek obecność tylko jego nie satysfakcjonuje wrocławskich kibiców. Oni pamiętają, że na początku sezonu Teddy wspominał o chęci stawiania na młodzież. Dziś natomiast twierdzi, iż ta nie jest gotowa, a wprowadzanie młodych chłopaków w ważnych meczach tylko ich zestresuje, przynosząc odwrotny skutek do oczekiwanego. Bez sensu – przecież funkcjonowania pod presją poważny piłkarz też się musi nauczyć.

No ale chyba w najbliższym czasie sytuacja nie ulegnie zmianie, skoro na rozkładzie jazdy Śląsk ma same trudne mecze: z Lechem, Koroną i Pogonią. A stołek pod Pawłowskim aż się czerwieni od gorąca, ponieważ za cel postawiono mu awans do górnej ósemki, natomiast obecnie wrocławianie tracą do niej siedem oczek, a po bieżącej serii gier może się to zmienić nawet na dziesięć. To raczej nie jest ani czas, ani miejsce dla młodych ludzi.

***

ZAGŁĘBIE LUBIN

Na początek oddajmy głos Mateuszowi Dróżdżowi, prezesowi klubu. – Spoglądamy uważnie w kierunku akademii. Od kiedy jestem w klubie, została sporządzona lista wyróżniających się graczy, dla których warto przyszykować miejsce w pierwszym zespole. Uważnie ich obserwujemy. Razem z dyrektorem oraz innymi osobami zarządzającymi akademią na mecze drugiej drużyny czy CLJ U18. Myślę, że to jest kwestia czasu, by kolejni zawodnicy z naszej szkółki wchodzili do pierwszej ekipy. Przez to też ograniczymy liczbę transferów, bo zamierzamy stawiać mocniej na naszych chłopców – mówił Dróżdż na łamach portalu Weszło. Dodawał, że pod względem infrastruktury Zagłębie ma najlepszą akademię w kraju, a jej konkurencję należy mierzyć w skali kraju – Lechem oraz Pogonią. No i wszystko fajnie, szkoda tylko, że ostatnio taśma produkcyjna w szkółce lubinian gwałtownie się zacięła.

Dziś w kontekście promowania młodzieży w ekipie Miedziowych możemy mówić o stereotypie. Jedynym młodym chłopakiem, który stanowi o sile zespołu jest Filip Jagiełło. Tylko znów – w zasadzie to jest jego trzeci sezon w Ekstraklasie, więc trudno nazywać go dopiero co wchodzącym do składu talentem. Dawid Pakulski ewentualnie mógłby się ubiegać o takie miano, lecz na razie zdecydowanie częściej jest za co go ganić niż chwalić. Na tle obecnego Zagłębia trudno się negatywnie wyróżniać, a jemu się udaje. Brakuje mu przebojowości, brakuje błyskotliwości, odpowiedzialności żadnej na siebie nie bierze… Z całym szacunkiem, ale to chyba nie jest materiał na gościa, na którym Miedziowi zbiją fortunę. Poza tym kilkudziesięciominutowe epizody w lidze miało jeszcze trzech chłopaków (Damian Oko, Łukasz Poręba, Bartosz Slisz, Paweł Żyra). Renoma Zagłębia jako miejsca, gdzie ochoczo stawia się na młodzież, która w najgorszym wypadku zasila szeregi innych ekip z Ekstraklasy, jest zdecydowanie wyolbrzymiona.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się