var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: własne

W przerwie: Nick Hornby - "Futbolowa gorączka", czyli jak piłkarska pasja potrafi zdominować nasze życie

Autor: Andrzej Cała
2018-12-02 10:00:51

Dożyliśmy czasów, gdy piłka nie tylko jest obecna praktycznie 24 godziny na dobę w telewizji i internecie, ale możemy też czytać świetne pozycje o jej historii. Można pomiędzy meczami, można w drodze do pracy, można tam, gdzie królowie chadzają piechotą. Możliwości jest multum. W każdy weekend będziecie mieli okazję przeczytać nasze polecenia. Pewnie częściej będziemy chwalić niż ganić, bo na słabe książki szkoda nam czasu, więc potraktujcie to jako przewodnik po wartościowej lekturze na czas przerwy. Grudzień witamy pozycją, którą śmiało możecie sprezentować każdemu sympatykowi kopanej - na pewno doceni!

Nick Hornby - Futbolowa gorączka (Zysk i S-ka)

“Zakochałem się w futbolu, tak jak się później będę zakochiwał w kobietach: nagle‚ bezkrytycznie‚ nie myśląc o cierpieniu‚ które na siebie sprowadzam” - pisze autor.

No i cóż, nie jest wam to bliskie? Nie oszukujcie nawet - to zdanie w ogromnym stopniu wyraża emocje wielu z nas. Wielu z tych, którzy tak jak Hornby przepadli, uczynili z futbolu element swojego życia znacznie wykraczający poza termin pasja. To bardziej nałóg, choroba. A że każda choroba ma swoją kartę, dla brytyjskiego autora stała się nią “Futbolowa gorączka”, czyli wydana oryginalnie w 1992 roku, ale jak najbardziej ponadczasowa, książka będąca nie do końca pamiętnikiem, nie w pełni też autobiografią - raczej próbą przekazania w jak najbardziej przystępny sposób tego, co dzieje się w życiu człowieka, który na pierwszym miejscu postawił futbol.

“Kibice piłki nożnej rozumują w taki sposób: nasze lata, nasze jednostki czasu, zaczynają się w sierpniu i kończą w maju”.

Hornby zakochał się w futbolu jako jedenastolatek, w 1968 roku. Jego wyborem okazał się Arsenal, który określa najnudniejszym klubem świata, a piłka towarzyszyła mu od tego czasu przy wszystkich istotnych, a także tych zupełnie nieważnych, życiowych wydarzeniach. Była swoistym połączeniem pomiędzy nim a ojcem, który rozwiódł się z matką, a małego Nicka zaczął zabierać na mecze w sobotnie popołudnia. Można skwitować pół żartem, pół serio, że zdecydowanie można sobie wyobrazić gorsze kontakty z tatą po takiej rodzinnej traumie.

Pierwszy mecz autor wspomina z pewną ironią i melancholią, które towarzyszą nam od pierwszej do ostatniej strony: “Zdążyłem się zakochać w drużynie, która wygrała ze Stoke 1:0 dzięki rzutowi karnemu” - inne drużyny mogły grać ładniej, skuteczniej, zdobywać więcej trofeów, ale - to akurat z Erica Cantony - o ile żonę czy sympatie polityczne zawsze możesz zmienić, to klubu nigdy.

“Futbolowa gorączka” to zapis 24 lat z życia Hornby’ego. Najważniejszym miejscem w tym czasie było dla niego Highbury, stadion Arsenalu. Reszta toczyła się gdzieś w cieniu piłki. Nie zawsze w symbiozie, na nią trzeba było poczekać…

"Rodzina i przyjaciele wiedzą, po wielu latach wyczerpujących doświadczeń, że program meczów stoi zawsze na pierwszym miejscu. Rozumieją, a przynajmniej akceptują, że chrzty, śluby i wszelkie spotkania towarzyskie, które w innych rodzinach są bezdyskusyjnie najważniejsze, można planować wyłącznie po konsultacji ze mną".

Paradoksalnie, o samym futbolu jako dyscyplinie jest tu mało. Dla Hornby’ego na pierwszym miejscu jest po prostu Arsenal, przeżywane z nim emocje, wspomnienia, a nie sama dyscyplina. To dla kogoś, kto jest “niedzielnym kibicem” może być kompletnie niezrozumiałe, ale…

No właśnie - to książka raczej dla tych, którzy niczym brytyjski pisarz układają swój kalendarz pod terminarz ligowo-pucharowy. Pozycja, w której znajdą odbicie swojego życia ci, którzy potrafili przekładać niesamowicie ważne randki ze względu na mecz, odkładać najważniejsze opłaty, byle tylko starczyło na karnet. A że środowisko kibicowskie od zawsze było pewnym zwierciadłem tego wszystkiego, co dzieje się w rzeczywistości społeczno-politycznej, nie brakuje w “Futbolowej gorączce” i wycieczek w te rejony.

“Naturalny stan kibica to gorzkie rozczarowanie, niezależnie od wyniku meczu” - to jeszcze jeden niesamowicie ważny wątek. Krótkie zdanie oddaje bowiem więcej niż milion wymyślnych słów, trafia w sam środek tarczy. Nasze życie to wieczne wyczekiwanie na coś więcej - przerwanie passy porażek, kolejne zwycięstwo, wygraną więcej niż trzema bramkami, awans do wiosennej odsłony europejskich pucharów i tak mógłbym w nieskończoność. Bo też czymś tak nieskończonym jest… futbol!

“Futbolowa gorączka” to nie jest książka ani idealnie napisana, ani przybliżająca dużo piłkarskiej wiedzy. To raczej, jak już wspomniałem wcześniej, historia choroby. Historia pasji, która przeradza się w uzależnienie. Czasem wręcz męczące. Ale zawsze tak bardzo nasze i prawdziwe, jak to tylko możliwe. Dlatego jestem przekonany, że w historii Hornby’ego każdy czytelnik tego portalu znajdzie coś, co w proporcjach 1:1 odniesie do swojej osoby.

Nasza ocena (1-6): 5


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie