var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

PP: Rozumiemy, że było zimno, ale żeby od razu przymarznąć do murawy? Rozwój Katowice - Górnik Zabrze 1:4

Autor: Mariusz Bielski
2018-12-06 15:45:53

Niezbadane są wyroki trenerskie! 05/12/2018 trener Brosz mówi: "Uraz na razie wyklucza Żurkowskiego z gry. To nie jest nowa kontuzja (...) nasiliła się, więc Szymon musi odpoczywać". 06/12/2018 wystawia pomocnika w wyjściowym składzie na mecz Pucharu Polski z Rozwojem Katowice.

Co i kogo bolało to już nie nam rozsądzać, aczkolwiek fakty są takie, że dzisiejszy kapitan zabrzan wcale nie grał dziś jakiegoś wybitnego spotkania, nie wyróżniał się zanadto ani na tle swoich kumpli, ani drugoligowych rywali. Niby nie popełniał żadnych większych błędów, ale wartości dodanej też raczej nie stanowił. Ot, kolejny dzień w biurze, do odhaczenia i zapomnienia. A szkoda, bo skoro już pojawił się na boisku, to nastawialiśmy się, że będzie tym gościem, który poprowadzi grę i nada jej dobre tempo w perspektywie całego spotkania. Zamiast tego Szymon miał pojedyncze zrywy – raz groźnie uderzył z dystansu, raz pociągnął indywidualną akcję zakończoną niecelnym uderzeniem. Jak na niego – za mało i duży pokonany przez niego dystans tego nie zatuszuje.

Zamiast tego przez większość czasu oglądaliśmy Górnika raczej drepczącego, przyspieszającego akcję raz na ruski rok. Rozumiemy, że zimno było dziś w Katowicach, taki mamy klimat, ale bez przesady, żeby od razu przymarzać do murawy. Oczywiście hiperbolizujemy, aczkolwiek bardzo wymowna była pewna klisza jeszcze z pierwszej połowy. Na prawym skrzydle Konrad Nowak dostał piłkę, stanął i po prostu czekał, żeby zrobić cokolwiek, żeby jego kumple wreszcie się ruszyli, pokazali jakkolwiek do podania. Komicznie to wyglądało, kiedy przez 15-20 sekund co pół kroczku cofał się ku własnej połowie nie mając co zrobić z futbolówką.

Nie będzie przesadą napisanie, iż nie spodziewaliśmy się zatem trafienia Jesusa Jimeneza w 34. minucie. Znów zaczęło się od ciągnącej się niczym flaki z olejem akcji. Aż tu nagle cyk, Bochniewicz posłał długaśne podanie w pole karne idealnie na główkę Jesusa Jimeneza. Lepiarz co prawda przy nim był, no ale właśnie, tylko był. Zamiast interesować się co jest grane za jego plecami, spojrzał się rozpaczliwie w kierunku bramkarza. Jego twarz pytała Solińskiego: „stary, czemu się nie teleportowałeś?” Chwilę później Rozwój rozpoczynał grę ze środka boiska.

Sęk w tym, że była to zaledwie odpowiedź na gola katowiczan sprzed siedmiu minut. W 27. minucie bowiem Górnik został pokarany za swą opieszałość, gdy po dośrodkowaniu Gancarczyka z rożnego Michał Płonka pokonał Bielicę. Nie dość, że uderzał z bardzo bliskiej odległości, to jeszcze futbolówka odbiła się od Koja. Golkiper drużyny gości musiałby mieć szybkość Flasha z uniwersum DC, żeby zdążyć zareagować.

Rozwój co prawda miał jeszcze kilka przyzwoitych okazji – głównie po stałych fragmentach – lecz im dłużej trwało to spotkanie, tym bardziej Górnik zaznaczał swą dominację. Gorzej, że strefa wpływów podopiecznych Marcina Brosza kończyła się mniej więcej na linii pola karnego. A tam stał mur z piłkarzy w czarnych koszulkach, którego nie sposób było przebić. Nawet wejście Igora Angulo, Szymona Matuszka oraz Kamila Zapolnika niewiele dawało w drugiej połowie. Każdy z nich co prawda wniósł nieco animuszu do ofensywy zabrzan, ale konkretów otrzymaliśmy z tego naprawdę niewiele. Przed dryblującym zaraz pojawiało się dwóch-trzech oponentów, podania zostawały odcinane, a strzały z dystansu… Jeśli jest tu ktoś z Katowic, niech poszuka piłek na pobliskim osiedlu, bo podobno co znalezione, to niekradzione.

Tak naprawdę dopiero dogrywka przyniosła nam kilka ciekawszych sytuacji, wszystkie dla Górnika, bo wówczas w piłkę grał już tylko on. Katowiczanie zaledwie obserwowali jak futbolówka krąży od jednej czerwonej koszulki do drugiej i od czasu do czasu przeszywa linię defensywną. Męki obu ekip mógł skrócić przede wszystkim Igor Angulo, ale w sytuacji sam na sam strzelił i słabo, i prosto w czekającego na niego Solińskiego. Jak to się powinno robić pokazał mu natomiast Zapolnik, który idealnie nabiegł na centrę Wolniewicza. Kilka minut później trzecią sztukę z rzutu rożnego dołożył Matuszek, wbiegając na krótki słupek tuż przed bramkarza, a ostateczny rezultat starcia ustalił Wolsztyński z rzutu karnego. Jakkolwiek spojrzeć – finalnie miał nosa do zmian szkoleniowiec zabrzan.

I choć ostatecznie zawodnicy Górnika zapewne poczuli ulgę, no bo jednak odpadać z drużyną przebywającą w strefie spadkowej II ligi by nie wypadało, to sam Brosz ma prawo być niezadowolony. Po pierwsze – ponieważ kilku zmienników, których dziś chciał sprawdzić (na przykład Smuga czy Urynowicz) kompletnie zawiodło. Po drugie – komu potrzebne jest dodatkowe 30 minut w nogach i to na zmarzniętym boisku, jeśli za trzy dni trzeba rozegrać mecz w Ekstraklasie? Nie zdziwilibyśmy się, gdyby pierwszą kwestią, jaką wypowiedział po wejściu do szatni, było pytanie – panowie, nie mogliście tak zagrać już z godzinę wcześniej?

Rozwój Katowice - Górnik Zabrze 1:4 pd. (1:1) (1:1)

1:0 Płonka 27'

1:1 Jimenez 34'

1:2 Zapolnik 108'

1:3 Matuszek 113'

1:4 Wolsztyński 120+4'

Rozwój: Soliński, Lepiarz, Gancarczyk, Łączek, Niedojad (102' Patryk), Płonka, Wrzesień (110' Baranowicz), Gałecki (116' Kamiński), Lazar (66' Olszewski), Kuliński, Mońka 

Górnik: Bielica, Gryszkiewicz, Bochniewicz, Koj, Wolniewicz, Jimenez, Żurkowski (91' Wolsztyński), Ambrosiewicz, Nowak (46' Matuszek), Smuga (46' Zapolnik), Urynowicz (67' Angulo)

Sędzia: Artur Aluszyk

Żółte kartki: Kuliński, Gancarczyk


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie