var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: site-aberdeen.soticcloud.net

Dusza, poczucie jedności i niebywała kondycja zawodników. Jak Aberdeen Aleksa Fergusona szokował Europę

Autor: Tomasz Świderski
2018-12-13 16:06:03

Rozgrywki ligi szkockiej kojarzą się z dominacją dwóch zespołów - Celtiku Glasgow oraz ich odwiecznego rywala - Glasgow Rangers. Jednakże był taki moment w latach 80-tych, gdy to pewien klub z północno-wschodniej części Szkocji rozdawał karty na krajowym podwórku, a również potrafił postawić się największym w Europie w rozgrywkach międzynarodowych. Prowadzony był wówczas przez jednego z najwybitniejszych szkoleniowców w historii piłki nożnej. Mowa oczywiście o Aberdeen FC i sir Alexie Fergusonie.

Ich romans rozpoczął się w 1978 r. i od samego początku było widać, że będzie on obfity w sukcesy. Już w swoim drugim sezonie pracy mogli Alex Ferguson i spółka mogli wspólnie cieszyć się z drugiego w historii klubu mistrzostwa Szkocji, przerywając tym samym trwającą 14 lat dominację drużyn z Glasgow. Pierwszą widoczną decyzją Fergusona było odważne postawienie na młodzież, co w późniejszych latach stało się jego znakiem firmowym. - Moje doświadczenia z St. Mirren wzmocniły we mnie wiarę, że stawianie na młodzież jest drogą postępu - mówił Ferguson.

I to przyniosło efekty. W pierwszym sezonie młodzi zawodnicy mieli za zadanie otrzaskać się w ligowej rzeczywistości, nabyć doświadczenia, aby w przyszłości powalczyć o końcowy triumf. Kręgosłup drużyny tworzyli tacy zawodnicy jak Alex McLeish, który spędził w The Dons 17 lat (692 mecze dla Aberdeen, obecny selekcjoner reprezentacji Szkocji) czy Gordon Strachan, późniejszy trener Celticu Glasgow. Pierwszy wspólny sezon ligowy zakończyli na czwartej pozycji, a kibice mogli mieć powody do zadowolenia oraz uzasadnione nadzieje na jeszcze lepszy następny sezon.

Początek zmagań ligowych 1979/80 nie napawał jednak optymizmem. Do stycznia Aberdeen miało na koncie już sześć porażek i zajmowało szóstą pozycję. Wtedy nagle coś „zaskoczyło”. Ferguson i spółka zaczęli wygrywać mecz za meczem. Nowy nabytek - Marc McGhee - o którego tak bardzo zabiegał Ferguson - w końcu odpalił i zaczął strzelać jakże ważne bramki dla szkockiej drużyny. Krokiem milowym do zdobycia mistrzostwa okazał się wyjazdowy mecz z Celtikiem Glasgow wygrany 3:1.

W przedostatniej kolejce sezonu Aberdeen mogło zapewnić sobie drugie w historii klubu mistrzostwo kraju wygrywając z Hibernian. Drużynie z Edyngurga nie wiodło się za dobrze w tym roku, o czym świadczyło ostatnie miejsce w ligowej tabeli. The Dons nie zawiedli i z przytupem sięgnęli po najważniejsze szkockie trofeum wygrywając ten mecz aż 5:0. Niewiarygodne stało się faktem. Sukces ten nie mieścił się w głowie nawet samym piłkarzom, o czym świadczą słowa Gordona Strachana cytowane w książce "Football, bloody hell": - Nie wiem co się stało podczas tego okresu. Główną rzeczą, którą pamiętam są niesamowite nerwy dokuczające mi w kilku meczach. Ciągle chodziłem do toalety i ludzie myśleli, że coś mi dolega, ale to był po prostu stres wywołany możliwością wygrania ligi.

W tym sezonie Aberdeen przełamało kompleks niższości pokonując Celtic aż cztery razy (na sześć spotkań). Rangersi zaś schodzili z boiska z opuszczonymi głowami aż pięciokrotnie (na siedem meczów). Ferguson sukces ten uważał za fundamentalny w kwestii budowania atmosfery w drużynie: - To było osiągnięcie, które nas zjednoczyło. W końcu piłkarze we mnie uwierzyli.

Gordon Strachan, jeden z liderów ówczesnego Aberdeen przyznał, że na początku piłkarze nie wyczuwali w Fergusonie chęci triumfu. Uważali go za skrytego człowieka. Lecz po czasie ten się przed nimi otworzył, co zapoczątkowało między nimi ogromną więź i wiarę w końcowe zwycięstwa: - Najpierw nie widzieliśmy pełni jego motywacji, agresji, woli zwycięstwa. Ale gdy się pojawiła, zdałem sobie sprawę, że nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem. Moj tata czasem był zły, ale to było coś zupełnie innego - emocjonował się Strachan.


Mistrzostwo, które było przedsmakiem sukcesów

Aberdeen, jako mistrz Szkocji rozpoczął walkę w Pucharze Europy w sezonie 1980/81, lecz przygoda ta zakończyła się zanim tak na dobre się zaczęła. The Dons zmagania w tych rozgrywkach rozpoczęli od drugiej rundy, w której trafili na Liverpool FC (późniejszego triumfatora tych rozgrywek). Drużyna sir Alexa Fergusona nie potrafiła nawiązać walki ze zdecydowanie mocniejszym rywalem i przegrała w dwumeczu aż 0:5. W podjęciu walki nie pomogła nawet misja zwiadowcza, z jaką trener Aberdeen poleciał do Liverpoolu. Bill Shankly, ówczesny trener The Reds zauważył Fergusona i po meczu (Liverpool wygrał 4:2 z Middlesbrough) podszedł do niego na krótką pogawędkę:
- Cześć, Alex, miło cię widzieć - robisz tam na północy świetną robotę. A więc przyjechałeś tu, żeby spojrzeć na naszą wspaniałą drużynę?
- Tak, w rzeczy samej.
- Taaaa. wszyscy tego próbują.

Widoczny był brak doświadczenia zawodników w rozgrywkach europejskich. Nie udało się również obronić tytułu mistrzowskiego z zeszłego sezonu, który wrócił w ręce Celtiku Glasgow. Aberdeen ten sezon zakończyło jedynie z wicemistrzostwem kraju, co mimo wszystko nie było uznane jako porażkę, a zaczęło potwierdzać to, iż klub z północno-wschodniej części Szkocji zadomawiał się w czołówce ligi. Co więcej, był to jedyny sezon Aberdeen za Fergusona, w którym drużyna nie zdobyła żadnego trofeum.

Następny rok przyniósł The Dons kolejne wicemistrzostwo kraju oraz zwycięstwo w Pucharze Szkocji po dogrywce z Rangers Glasgow (4:1). Był to bardzo ważny sukces w perspektywie następnego sezonu, gdyż drużyna wracała po roku przerwy do rozgrywek o Puchar Zdobywców Pucharów. W grze o to trofeum w sezonie 1982/83 brały udział tak uznane firmy jak Bayern Monachium czy Real Madryt, więc jak łatwo się domyślić - Aberdeen nie było nawet brane pod uwagę do szerokiego grona faworytów do końcowego triumfu. A jednak nie zawsze wygrywa ten na papierze silniejszy.

Swój marsz po pierwszy europejski puchar Aberdeen rozpoczęło od pogromu (11:1 w dwumeczu) szwajcarskiego FC Sion. Na drodze do finału ekipa ze Szkocji spotkała jeszcze Dinamo Trnava, Lech Poznań, Bayern Monachium oraz nieistniejący już Waterschei Thor Genk.

W meczu decydującym o triumfie Aberdeen przyszło się mierzyć z wielkim Realem Madryt z Juanito, Camacho czy Santillamą na czele. Mecz finałowy rozgrywany był w Goeteborgu i bezsprzecznym faworytem byli oczywiście Królewscy. Był to pierwszy europejski finał dla Aberdeen, ale i również dla sir Alexa Fergusona, który zdecydował się zaczerpnąć rad od swojego mentora - psychologa Jocka Steina. Ten nakazał mu, aby jego drużyna trenowała przed meczem na boisku w Goeteborgu jako druga, aby Real myślał, że całe Aberdeen przygląda się ich grze. Dodał również, aby wziął butelkę whisky i poszedł podarować ją ówczesnemu menedżerowi Realu - Alfredo di Stefano. Argentyńczyk był zaskoczony tym gestem i miał pomyśleć, że Ferguson i jego zawodnicy podziwiają Real, a malutkie i biedne Aberdeen będzie na boisku przestraszone i nie będzie stawiać większego oporu. Celem było to, aby di Stefano poczuł się wielki i zlekceważył Szkotów. Dodatkowo sir Alex unikał komplementowania swojego przyszłego rywala.

Podczas meczu lał mocny deszcz. Gdy zawodnicy schodzili z rozgrzewki Ferguson zauważył, że z bujnych włosów Gordona Strachana spływała woda. Sir Alex natychmiast do niego podszedł i nerwowo zażądał nożyczek, by przyciąć mu grzywkę. Strachan uparł się jednak, że sam to zrobi.

Mecz był bardzo wyrównany i w regulaminowym czasie gry na tablicy wyników widniał remis 1:1, a więc do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. W niej lepsi okazali się piłkarze Aberdeen, gdy John Hewitt strzelił bramkę w 112. minucie. Dawid pokonał Goliata, a Aberdeen stało się trzecią szkocką drużyną z europejskim trofeum na półce. Ogromną zasługę w tym zwycięstwie przypisywano perfekcyjnemu przygotowaniu fizycznemu. Piłkarze Realu technicznie byli lepsi, ale kondycyjnie wyglądali gorzej od swoich szkockich rywali.

- Mieliśmy taką kondycję, że moglibyśmy rywalizować z innymi w każdej erze. Archie Knox to bardzo drobiazgowy trener i około dwudziestu lat później, gdy przyszedł pomoc mi w Millwall i nakazaliśmy piłkarzom serię biegów, by podbudowali wytrzymałość, sprawdziliśmy ich czasy. Z czystej ciekawości porównaliśmy je z tymi, które zachował z naszej ery w Aberdeenie. Moi piłkarze Millwall byli daleko za nami, mimo że minęły wszystkie te lata, mimo wszystkich tych ulepszeń w dziedzinie sprawności fizycznej - mówił Marc McGhee.

Na cześć tego zwycięstwa powstała piosenka "European Song"  wykonana przez zawodników Aberdeen, wśród których byli między innymi Gordon Strachan, John Hewitt, Eric Black czy Alex McLeish. Utwór został napisany i wydany przez Harry'ego Barry'ego.

Po tym spotkaniu trener Realu Madryt Francesco di Stefano wyróżnił w Aberdeen bardzo ważną rzecz, która pomogła Szkotom w końcowym triumfie: - Mają to, czego nie można kupić za pieniądze: duszę i poczucie jedności zbudowane w rodzinnej atmosferze.

Po powrocie do Szkocji miała odbyć się oficjalna prezentacja trofeum oraz feta na Pittodrie Stadium. Nie obyło się jednak bez kuriozalnej sytuacji. Puchar na płytę boiska chciał wnieść Mark McGhee, lecz stanowczo sprzeciwił się temu Ferguson, który ten zaszczyt przypisał Williemu Millerowi. Nie spodobało się to McGhee na tyle, że rzucił się z pięściami na sir Alexa. Starano się szybko zapobiec tej bójce, lecz Ferguson zdążył wyprowadzić cios. Mark został zabrany do pokoju zarządu, aby trochę ochłonął. Ominęła go przez to pierwsza runda honorowa z pucharem po stadionie.


Rozpad przez pieniądze (albo ich brak)

W tym samym sezonie udało się również obronić Puchar Szkocji pokonując ponownie po dogrywce Rangers Glasgow. W lidze zaś musieli uznać wyższość swojego największego boiskowego wroga - Dundee United oraz Celticu Glasgow, zajmując trzecie miejsce, ale tracąc do mistrza jedynie punkt.

W następnym sezonie Aberdeen nie zwalniało tempa zdobywając kolejne trofea. Do swojej gabloty mogli dołożyć Mistrzostwo Szkocji, Puchar Szkocji oraz drugie i obecnie ostatnie europejskie trofeum w swojej historii - Superpuchar Europy w meczu z Hamburgiem SV (2:0 w dwumeczu). Nie udało się obronić Pucharu Zdobywców Pucharów, chociaż dojście do półfinału traktowano jako spory sukces. Znakiem charakterystycznym Aberdeen były kiepskie początki sezonu i fantastyczna druga połowa. Tak było i tym razem.

Po zakończeniu pierwszej rundy zmagań ligowych sezonu 1983/84 The Dons zajmowali czwarte miejsce w tabeli. I wtedy przyszedł czas rywalizacji z HSV o Superpuchar Europy, który okazał się momentem przełomowym. Po pokonaniu niemieckiej drużyny rozpoczęła się długa passa bez porażki, którą zapoczątkowała wygrana z Celtikiem Glasgow 3:1 w styczniu 1984 roku. Po sześciu kolejnych zwycięskich meczach Aberdeen siedziało wygodnie na fotelu lidera. W tym czasie posadę trenera Glasgow Rangers stracił dobry przyjaciel Fergusona - John Greig. The Gers za wszelką cenę chcieli zatrudnić Fergusona. Ten odpowiedział im podpisując nowy kontrakt z Aberdeen.

Wyniki osiągane przez klub były coraz lepsze, lecz nie szło to w parze z zarobkami zawodników (ówczesny prezes Dick Donald ustalił limit płac wynoszący 200 funtów tygodniowo) czy trenerów, którzy na lepsze pieniądze mogli liczyć bez wątpienia np. w Celtiku. Dlatego zachowanie Fergusona nie pozostało bez echa. - Lubię wpajać lojalność swoim zawodnikom, a więc teraz sam muszę dać im przykład - mówił.

Był to najlepszy rok w wykonaniu Aberdeen. Zgarnęli dublet (jako pierwsza drużyna w Szkocji spoza Glasgow), wygrywając 25 z 32 ligowych spotkań i po raz trzeci z rządu okazali się bezkonkurencyjni w Pucharze Szkocji. Były jednak też powody do zmartwień. Klub opuścili kluczowi zawodnicy w układance Alexa Fergusona - Gordon Strachan i Mark McGhee oraz mózg od przygotowania fizycznego i zarazem asystent trenera - Archie Knox. Aberdeen coraz poważniej było traktowane na arenie międzynarodowej i chętniej sięgano po ich zawodników, co stopniowo osłabiało klub.

- Patrząc wstecz, sprawą, która zmieniła sytuację w Aberdeenie, było wygranie Pucharu Zdobywców Pucharów. Piłkarze stali się niespokojni, jak Strachan, McGhee, Rougvie, a potem Black. Chociaż wtedy byłem na nich zły za to, iż chcieli, że tak powiem, opuścić statek, aby być w stosunku do nich uczciwym muszę przyznać, iż nie płacono im tyle, na ile zasługiwali. Aberdeen nie mógł sobie na to pozwolić - mówił sir Alex Ferguson

Mimo to w sezonie 1984/85 udało się obronić tytuł mistrza kraju. Nie udało się jednak zawojować Europy, odpadając już w pierwszej rundzie Pucharu Europy z Dynamem Berlin po rzutach karnych. Obronienie po raz czwarty z rzędu Pucharu Szkocji również się nie powiodło. Sezon ten przyniósł "tylko" - ostatnie jak dotychczas - mistrzostwo Szkocji dla The Dons.

Sezon 1985/86 był ostatnim pod wodzą Fergusona. Aberdeen rozgrywki ligowe zakończyło dopiero na czwartej pozycji bezpośrednio za swoim największym rywalem Dundee United. Obsesją sir Alexa stało się zwycięstwo z Aberdeen w Pucharze Europy i pójście w ślady Jocka Steina, który zdobył to trofeum z Celtikiem Glasgow (jako jedyny szkocki klub). Niestety nie było im to dane, chociaż było naprawdę blisko. Po pokonaniu islandzkiego Akranes i szwajcarskiego Servette dotarli do ćwierćfinału, w którym spotkali się ze szwedzkim IFK Goteborg. - Naprawdę wierzyłem, że możemy przejść dalej i zdobyć ten wielki puchar. Ale gdy prowadziliśmy 2:1 w pierwszym meczu na własnym stadionie, Willie Miller - akurat on! - postanowił zacząć się kiwać i stracił piłkę. Skończyło się 2:2, a po remisie 0:0 u nich odpadliśmy przez zasadę goli strzelonych na wyjeździe - po latach jeszcze sir Aleksowi Fergusonowi było smutno na tamto wspomnienie.

Zwycięstwo z Aberdeen w Pucharze Europy pozostało tylko pięknym, niespełnionym marzeniem. Na osłodę przyszły zwycięstwa w Pucharze Szkocji (3:0 z Hearts) i Pucharze Ligi Szkockiej (3:0 z Hibernian), dzięki czemu w następnym sezonie The Dons mogli znów uczestniczyć w swoim ukochanym Pucharze Zdobywców Pucharów. Niestety już bez swojego najlepszego w historii trenera. Sir Alex Ferguson odszedł, a wraz z nim sukcesy i nadzieje na powrót do walki o najwyższe cele. Warto wspomnieć, iż po jego odejściu drużyna z północno-wschodniej części Szkocji zdobyła tylko cztery trofea (Puchar Szkocji i 3x Puchar Ligi Szkockiej).

Ostatnie pięć sezonów Aberdeen kończyło na ligowym podium, co na pewno rozbudziło lekko apetyty u działaczy i kibiców. Trzeba też odnotować zwycięstwo w Pucharze Ligi Szkockiej w sezonie 2013/14. Chciałoby się powiedzieć, że mogą zostać realnym zagrożeniem dla kolekcjonującego mistrzostwa kraju Celtiku Glasgow, ale tak nie jest. Wystarczy spojrzeć na stratę punktową na koniec sezonu - w zeszłym sezonie było to 12 punktów, a dwa lata temu oszałamiające 30.

Gdy mówi się o historii szkockiej piłki, trzeba pamiętać o The Dons - wszak od 1905 roku nieprzerwanie grają w najwyższej klasie rozgrywkowej, mimo że dwukrotnie kończyli ligowe zmagania w strefie spadkowej. Nawiązać do złotych czasów będzie jednak niezwykle trudno. Powoli odradza się najbardziej utytułowany zespół w Szkocji - Glasgow Rangers - i Aberdeen znów pozostanie tylko rozpocząć walkę o miano najlepszej drużyny w Szkocji z wyłączeniem klubów z Glasgow.

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie