var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

Kiedyś na boisku zmienił mnie Glik, a dzisiaj ja mogę mu zmieniać biegi w aucie

Autor: Marcin Krzywicki
2018-12-13 19:00:00

W najnowszym felietonie #KrzywaPiłka Marcin Krzywicki wspomina swoje początki w Ekstraklasie oraz debiut w reprezentacji Polski. - Jak zobaczyłem moje nazwisko wśród powołanych, to czułem się tak, jakbym zobaczył Mirandę Kerr po przebudzeniu w moim łóżku. Sprawdzałem kilka razy czy nie ma innego Krzywickiego - pisze "Krzywy". Zapraszamy!

Już na pewno ostatni raz! Więcej o sobie nie będę pisał. Nie namówicie mnie :)

Może macie ochotę poczytać o czymś innym konkretnym niż o mojej jakże barwnej karierze? Piszcie w komentarzach.

***

Podpisałem kontrakt w klubie ekstraklasowym! Spełniło się jedno z moich marzeń. Każdy młody chłopak rozpoczynający treningi, dla którego piłka jest całym życiem, marzy o dniu, gdy stanie się kimś w środowisku piłkarskim.

Jako jedyny z mojego rocznika, który biegał po żwirze, piachu i całe swoje dzieciństwo spędził na Gdańskiej 163 trafiłem do Ekstraklasy. Pierwszy trening był dla mnie wielkim wydarzeniem. Wszystkich ludz,i których spotkałem na boisku, znałem tylko z telewizji.

Cabaj, Tupalski, Baran, Nowak, Pawlusiński, Szeliga, Moskała, a za sterami Stefan Majewski oraz Lesław Ćmikiewicz. Najbarwniejszą postacią był zdecydowanie Stefan Majewski. Człowiek wywodzący się z mojego miasta. Zresztą w Bydgoszczy przyszło na świat wielu znanych dziś ludzi. Zbigniew Boniek, profesor Filipiak, Stefan Majewski czy właśnie ja.

Trener Majewski słynie z niesamowitych historii, w które trudno uwierzyć, a które podobno wydarzyły się naprawdę. Jedną z moich ulubionych jest opowieść o jego fiacie 126p, w którym jak skręcał kierownicą w prawo, to auto jechało w lewo. Chyba ze strachu do dzisiaj nie zrobiłem prawa jazdy. Jeśli czytaliście książkę Grzegorza Szamotulskiego, to znacie również historię o helikopterze, który wezwał trener Majewski, aby odgonił mgłę nad stadionem we Wronkach.

Wszystko to nie zmienia faktu, że właśnie osoba pana Majewskiego dała mi możliwość trafienia do Ekstraklasy. Wierzył we mnie i ufał mi bezgranicznie, a ja się nie odwdzięczyłem! Dzisiaj jak spotykamy się, to zawsze zamienimy parę słów. Dziękuję, Trenerze.

Pierwsze dni w Cracovii...

Przygotowania pełną parą, ale bardzo skrócone. Dlaczego? Europejskie puchary!
W Football Managerze musiałem wczytywać najważniejsze mecze, żeby się do nich dostać, a gdzie dopiero w rzeczywistości.

Trenerzy zawsze powtarzają: „Nieszczęście jednego jest szczęściem drugiego”. Mój sen trwał dalej. Kilka dni przed meczem wypadli Moskała i Dudzic. Kto zagra w ataku? Krzywicki.

Wylosowaliśmy Szachtar. Spokojnie. Ten z Białorusi. Szachtar Soligorsk. Na stadionie święto. Wypełniony po brzegi. Na jedną przyśpiewkę kibiców Pasów mam do dzisiaj dreszcze jak pojawiam się na stadionie. Wtedy, gdy wykonywane są coraz częstsze klaśnięcia, a na końcu wszyscy krzyczą: „Hej, hej, Cracovia”. Popularna „Islandia” na trybunach.

Ja na środku boiska w samym centrum tego wszystkiego. Gwizdek! Pierwsze minuty dominowaliśmy i udokumentowaliśmy to bramką Pawła Nowaka. Niesamowite szaleństwo, a na stadionie sześć tysięcy widzów. Co się musi dziać np. na Wembley? Mam obawy, że mogę już się nie dowiedzieć.

Jak to w zwyczaju miały polskie drużyny w Pucharze Intertoto, rzadko zagrzewały dłużej miejsce. Zabrzmi to śmiesznie, ale brakowało czasu na przygotowania. Kończyłeś sezon w Ekstraklasie i za chwilę startowały rozgrywki Intertoto. A jeszcze wypada odpocząć choć parę dni. Zabrakło sił i przegraliśmy 1:2. Pamiętacie bramkę Thierego Henry z Manchesterem, gdy tyłem do bramki sobie podbił piłkę i potężnie uderzył pokonując Fabiena Bartheza? Oddałem taki sam strzał i nie wiem jakim cudem białoruski bramkarz to obronił. Gdyby nie on, pewnie dzisiaj byłbym w Anglii. Głos w tle: ”Chyba na taksówce”.

Nie uwierzycie, ale na pomeczowej konferencji trener Szachtara na pytanie, kogo by widział u siebie z krakowskiej drużyny odpowiedział: „Tego wysokiego koszykarza”.

To był dobry początek w Pasach. Później było już tylko gorzej.

W rewanżu przegraliśmy 0:3 i tak zakończyła się moja kariera w Europie. Żeby było śmieszniej, po moim debiucie UEFA wycofała rozgrywki Intertoto.

Podczas meczu rewanżowego złapałem kontuzję która okazała się dla mnie koszmarem. Naderwanie pachwiny. Nie pamiętam dokładnej diagnozy. Nie uważałem na anatomii na AWF-ie. Za ładne koleżanki w grupie miałem.

Wylądowaliśmy w Krakowie i cały zespół przesiadł się do autokaru i ruszył do Słowenii na obóz, a ja z Pawlusińskim na badania USG. Następnego dnia ruszyliśmy autem do Słowenii. Z kim? Z żoną trenera Majewskiego. Pamiętam, że całą drogę przeleżałem jak król z tyłu. Czasami jednak dobrze nie mieć prawa jazdy. Wtedy Darek Pawlusiński przestał mnie lubić chyba… W sumie to on mnie nigdy nie lubił.

Męczyłem się strasznie z urazem. Wtedy byłem głupi. Rwałem się, żeby zadebiutować w Ekstraklasie. Wracałem za szybko i wypadałem. Pewnego dnia wracając z rehabilitacji i będąc dwa kroki od powrotu, dostałem telefon od rzecznika prasowego Cracovii. Kolega Guzik.
- Przyszło powołanie dla ciebie do pierwszej reprezentacji od trenera Beenhakkera
- Pomidor.
- Serio. Sprawdź w internecie.

Jak zobaczyłem moje nazwisko wśród powołanych, to czułem się tak, jakbym zobaczył Mirandę Kerr po przebudzeniu w moim łóżku. Sprawdzałem kilka razy czy nie ma innego Krzywickiego. Przecież jeszcze nie zadebiutowałem w Ekstraklasie.

Jodłowiec, Peszko, Pazdan, Rybus, Lewandowski…i Krzywicki.

Szczerze? Zasłużyłem na to powołanie po występach w kadrze U-21. Dwa występy w ataku z Lewym były chyba moimi dwoma najlepszymi meczami, a na pewno taki był mecz z Białorusią. Bawiłem się wtedy z obrońcami pięknie. Lewy do mnie ja do niego. Brazylia na wakacjach. 

Ten mecz miał być dla najlepszych zawodników przepustką do meczu z Finlandią, który odbywał się kilka dni później w Jyvaskyla. Po meczu z Białorusią byłem pewny wyjazdu…

I tak rzeczywiście się stało. Przegraliśmy 0:1. Glik zmienił mnie w 63. minucie. Dzisiaj to ja mogę zmieniać mu, ale biegi w aucie.

Poza Kamilem powołani byli m.in. Rzeźniczak, Pawłowski, Ćwielong i Tytoń, od którego pożyczałem buty, bo jako jedyny miał mój rozmiar, gdy rozwaliły się moje.

Wszyscy oczekiwali ode mnie cudów w barwach Cracovii, a dla mnie w tamtym momencie cudem było wyleczyć się.

W końcu się udało!

Debiut w Ekstraklasie przypadł w Chorzowie na meczu z Ruchem. 0:2 po bramkach Sobczaka i Sobiecha...


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się