var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: pogonsportnet.pl

Jarosław Mroczek dla 2x45: Prezesi innych klubów mówili, że super gramy, a w oczach widziałem, że dla nich jesteśmy w I lidze

Autor: rozmawiali Mariusz Bielski i Dawid Zieliński
2018-12-20 13:01:13

Z prezesem Pogoni Szczecin, Jarosławem Mroczkiem, spędziliśmy sporo czasu. Rozmawialiśmy nie tylko o ubiegłym, bardzo trudnym dla klubu sezonie, ale również o bieżącej kampanii, w której "Portowcy" znów kiepsko zaczęli, ale teraz plasują się w pierwszej ósemce. Dlaczego nie wyszło Maciejowi Skorży? Skąd wziął się pomysł zatrudnienia Kosty Runjaica? Jak wyglądały rozmowy z niemieckim szkoleniowcem? Czy Pogoń jest przygotowana na potencjalny zakaz transferowy? Jak prezes zareagował na odejście dyrektora sportowego Macieja Stolarczyka do Wisły Kraków? Jaką kwotę szczecinianie chcą uzyskać za Kamila Drygasa? Odpowiedzi na te i wiele pytań poniżej. Zapraszamy!

Dawid Zieliński, Mariusz Bielski (2x45.info): - Czy słyszał Pan o sukcesie Mate Cincadze? Został wybrany najlepszym pomocnikiem ligi gruzińskiej.
Jarosław Mroczek (prezes Pogoni Szczecin):
- Tak, słyszałem

- I co pan o tym sądzi?
- Ja uważam, że Mate to naprawdę bardzo dobry zawodnik, po prostu nie zaaklimatyzował się w Szczecinie. Źle się tutaj czuł. To nie jest chłopak z charakterem wojownika. Wydaje mi się, że nie do końca radził sobie z rozłąką z rodziną. Nie miał motywacji do tego, aby pracować. To była jego największa wada, no może dodajmy jeszcze fakt, że trochę za dużo jadł. Może myślał, że ktoś mu zaufa na tyle, że jego wady będą przykryte przez zalety. Wszyscy jednak pamiętamy jego początek w Pogoni i był to bardzo obiecujący okres. Dobrze prezentował się w sparingach, w swoim debiucie w Ekstraklasie w meczu z Piastem Gliwice było widać, że ma tę Bożą iskrę. Uważam, że zmarnował swój potencjał, przynajmniej u nas.

- Sprawa z obchodami pogrzebu w Gruzji też nie do końca mu pomogła.
- Przeciągający się pobyt w domu związany z pogrzebem dziadka tłumaczył panującymi w swoim kraju zwyczajami. Ja mu wierzyłem, ponieważ zweryfikowaliśmy te informacje. Faktycznie, w Gruzji są takie zwyczaje, że rodzina przez trzy, cztery dni opłakuje śmierć najbliższej osoby. Mógł nam po prostu zakomunikować to przed wyjazdem. On po prostu nie przystawał do naszej kultury, był zbyt silnie związany z gruzińskimi obyczajami. To nie jest typ Laszy Dwaliego, który potrafił się przystosować.

- Klub nie wydał małej sumy pieniędzy na ten transfer (100 tysięcy euro - przyp. red.), robiliście wszystko co było w waszej mocy, aby pomóc Mate w jak najszybszej aklimatyzacji.
- Pokładaliśmy w nim ogromne nadzieje. Dzisiaj mówimy o tym, że był to nieudany transfer, ale wiemy o tym, że to bardzo dobry piłkarz. Po prostu nie odnalazł się w nowej rzeczywistości. Nie byliśmy w stanie zweryfikować tego faktu przed transferem. Świetnym przykładem jest Spas Delew, który miał dwa nieudane transfery zagraniczne. Nie wyszło mu nie ze względu na umiejętności czysto piłkarskie, tylko problemy z aklimatyzacją i przystosowaniem się do życia poza boiskiem w nowym miejscu.

Pamiętam, kiedy przyszedł do nas, siedział dokładnie na panów miejscu. Naburmuszony, głowa w dół. Był wściekły, że tutaj przyjeżdża i nic nie rozumie, w żadnym języku. Wtedy rozmawiał tylko po bułgarsku. Ponieważ jego język ojczysty nie jest znowu tak odległy od polskiego, to szybko zaczął łapać kontakt z ludźmi. Po miesiącu w Pogoni, Delew był w siódmym niebie. Zrozumiał, że Szczecin to bardzo fajne miejsce. Oczywiście Spas ma swoje za uszami, to są jego charakterologiczne cechy, po prostu taki jest. Mimo wszystko jestem głęboko przekonany, że gdy zawiesi już buty na kołku, to Pogoń zawsze będzie bardzo dobrze wspominał.

- Zostając w temacie Spasa nie sposób nie poruszyć kwestii związanej z jego karą dyscyplinarną nałożoną przez FIFA na jego osobę oraz na Pogoń w związku z jego przenosinami z Bułgarii do Polski. Czy klub podpisując z nim kontrakt wiedział, w jakiej sytuacji znajduje się zawodnik? Na jakich warunkach rozstał się ze swoim byłym pracodawcą?
- Oczywiście, że wiedzieliśmy. Wszystko zresztą jest w materiałach, które FIFA analizuje. Niczego nie ukrywaliśmy. Zostaliśmy poinformowani przez jego agenta, sprawdziliśmy całą sytuację w bułgarskim związku piłki nożnej, aby całe przejście Spasa do Pogoni odbyło się zgodnie z prawem. Bułgarskie prawo pracy mówi, że jeżeli w szczególnych okolicznościach pracownik jest molestowany, napiętnowany czy ma jakieś powody, dla których w sposób oczywisty źle czuje się w swoim miejscu pracy, to może nie składając wypowiedzenia, a wpłacając trzymiesięczną pensję rozwiązać umowę o pracę. Oświadczono nam, że Spas wraz ze swoim agentem skorzystali z tej opcji. Całą historię weryfikowaliśmy wraz z mediami, gdzie były opisane historie, w których Spas był zastraszany przez kibiców klubu, więc nie dziwię się, że nie chciał tam już dłużej grać. Z punktu bułgarskiego prawa Spas zrobił wszystko legalnie. Myślę, że sam zainteresowany nie przypuszczał, że ktoś to podważy. Podważył to jego były pracodawca, który nagle się zorientował jak dużo traci, a FIFA jak to FIFA, chciałaby mówić wszystkim co mają robić i powiedzieli, że ich prawo jest nadrzędne.

Nie boję się powiedzieć, że my jesteśmy bardzo poszkodowani, w sposób po prostu niepoważny. Z punktu widzenia przepisów FIFA dopełniliśmy wszystkich wymagań. Delew został zarejestrowany do rozgrywek na podstawie ważnego certyfikatu, który otrzymaliśmy z bułgarskiego związku piłki nożnej. Nie zrobilibyśmy tego, jeżeli nie mielibyśmy potwierdzenia prawnego, że wszystko jest w porządku. Dla nas było to bardzo oczywiste.

- Obecnie kary nałożone na klub i zawodnika przez FIFA są wstrzymane, w każdym momencie jednak na Pogoń może zostać nałożona kara braku możliwości dokonywania transferów przez dwa „okienka transferowe” oraz czteromiesięczne zawieszenie dla Spasa Delewa. Czy w klubie pracujecie nad tym, aby zabezpieczyć się na wypadek takiej nagłej decyzji i już w zimie pokusić się o wzmocnienia zespołu?
- Jest to dla nas niewątpliwie miecz Damoklesa. To jest bardzo skomplikowana sytuacja, ponieważ arbitraż w CAS (Court of Arbitration for Sport) będzie trwał prawdopodobnie do połowy letniego okresu transferowego, ale wtedy możemy powołać się na taki przepis, który mówi, że wyrok musi być wydany po okresie transferowym, aby nie było wątpliwości, że ruchy transferowe, które przeprowadziliśmy, są zgodne z prawem. Już abstrahując od tego, że jesteśmy głęboko przekonani o fakcie, że racja leży po naszej stronie i wybronimy się. Zatrudniliśmy jedną z najbardziej renomowanych szwajcarskich kancelarii, trzeba było zapłacić sporo pieniędzy, aby znaleźć arbitra, który będzie nas reprezentował. FIFA i były pracodawca Spasa będą posiadać swojego arbitra, który będzie bronił ich strony, a także powołany zostanie superarbiter, który będzie wyznaczony przez sąd arbitrażowy. Jest to znana postać w Europie, profesor prawa, który nie po raz pierwszy będzie zajmował się taką sprawą. W poprzednich wyrokach opowiadał się za klubami, a nie za rozwiązaniami FIFA. Sposób prowadzenia przez niego spraw oraz pytań stawianych przez jego osobę, a dokładnie to sprawdziliśmy, sugeruje, że FIFA nie będzie miała żadnej mocy przyciągania na swoją stronę. Nas logika poszczególnych wydarzeń przy transferze Spasa bardzo silnie broni.

- Co w takim wypadku z najbliższym, zimowym oknem transferowym? Pogoń wciąż ma problem z kontuzjowanymi zawodnikami. Co więcej, dobra gra zespołu przyciąga większe kluby, które z zainteresowaniem przyglądają się zawodnikom.
- Transfery z klubu będziemy ograniczali do absolutnego minimum. Tylko raz pozwoliliśmy sobie na to, aby wytransferować wielu piłkarzy w klubie podczas ostatniego letniego okna transferowego. Zima nigdy nie jest dobrym okresem transferowym, bo brzydko mówiąc, jest słaby wybór piłkarzy na rynku. Wielkich transferów w tym okresie się nie robi, uzupełnia się jedynie niezbędne potrzeby. Musimy obserwować rozwój sytuacji, będziemy brali udział w rozprawach więc na ten moment za wcześnie o tym mówić. Nie planujemy głębokich zmian, ale przyjście do klubu jednego czy dwóch graczy w zimowym okienku to standard. Na pewno jednak nie pozwolimy na liczne odejścia z klubu. Wciąż mamy paru kontuzjowanych zawodników, którzy powoli będą wracać do nas.

Jest Michał Żyro, w którego bardzo mocno wierzę i jestem głęboko przekonany, że w końcu zagra. To świetny zawodnik, mam nadzieję, że całą wiosnę będzie pomagał nam w zdobywaniu punktów na boisku. Początkowo, gdy do nas przyszedł, był bardzo zdystansowany. Miało się wrażenie, że nie do końca w nas wierzy, przecież wtedy zamykaliśmy tabelę. Teraz jest bardzo pozytywnie nastawiony do Pogoni, cały aż pali się do gry, on by bardzo chciał walczyć w naszych barwach. Spodobała mu się Pogoń, spodobał mu się styl gry wprowadzony przez trenera Runjaica. Ma sporo do udowodnienia, tym bardziej, że po sezonie kończy mu się kontrakt z Wolverhampton.

- W przypadku transferu Michała nie było jednak przy jego nazwisku więcej znaków zapytania niż odpowiedzi? Jego zdrowotne perypetie nie są czymś nowym.
- Tak, tylko sam sobie tej bardzo poważnej kontuzji nie zrobił. U nas w klubie również jest Hubert Matynia, który zerwał więzadła poradził sobie z tym. Wrócił do piłki i od tej pory jego zdrowiu nic nie dolega. Uważam, że dobrym zawodnikom trzeba dawać szansę, a takim zawodnikiem jest Michał. Oczywiście, że można się pomylić, ale wolę Michała, co do którego mam wielkie nadzieje i wierzę, że w końcu z jego zdrowiem będzie wszystko w porządku i pomoże nam w osiąganiu sukcesów, niż brać przeciętniaka, który jest zdrowy. Pogoń nie potrzebuje wypełniaczy, tylko ludzi, którzy podniosą pozom całego zespołu. My chcemy się rozwijać.

- Jeszcze chcieliśmy wrócić na moment do Spasa Delewa. Ciąży nad nim  zawieszenie od FIFA, ale kończy mu się również kontrakt. Jak pan zapatruje się na rozmowy w sprawie nowego kontraktu?
- Zobaczymy.

- Taka sama sytuacja jest w przypadku innych zawodników, którym się kończy kontrakt?
- Zobaczymy. To jeszcze za wcześnie, aby mówić o konkretach. Uważam, że wszystkie decyzje zapadną podczas zimowego zgrupowania w Turcji. Tam zawsze spotykamy się wszyscy, dużo rozmawiamy i planujemy. Nieszczęście polega na tym, że Polska jest jednym z ostatnich krajów, które otwierają okno transferowe 1 lutego. Właściwie cała Europa rusza na zakupy już w styczniu, a w niektórych krajach już w 15 stycznia okienko się zamyka. Ta niespójność terminów powoduje, że trudno jest nam funkcjonować na rynku. Zawsze mnie to irytuje, jak powstają uchwały PZPN, które wprowadzają wymóg młodzieżowca zamiast zająć oczywistymi sprawami. Powinniśmy mieć takie samo rozwiązanie, co w Europie. Dopiero wtedy możemy lepiej funkcjonować na płaszczyźnie transferów, a narzuca nam się rozwiązania, które nie są dobre.

- W drużynie kończy się jeszcze jeden kontrakt, być może nawet najważniejszy. Mowa oczywiście o umowie Kosty Runjaica, wygasającej wraz z końcem sezonu. Kibice czekają na jakieś informacje z klubu, ponieważ nie wyobrażają sobie Pogoni Szczecin w nadchodzącym sezonie bez trenera Runjaicia.
- My też sobie tego nie chcemy wyobrażać. To nie jest jednak taka prosta sprawa. Prowadzimy rozmowy z trenerem od dłuższego czasu. Polem rozmowy wcale nie są pieniądze, chociaż oczywiście macie świadomość tego, że nowy kontrakt zawsze wiążę się z lepszymi warunkami dla trenera. Cała sprawa negocjacyjna polega na tym, że wchodzimy w bardzo trudny okres dla klubu, mówię oczywiście o budowie stadionu. Dochodzą sprawy infrastrukturalne, dostępność boisk, organizacja życia klubu i drużyny, finanse. Tutaj trener chce mieć pewną jasność jak to będzie wyglądało. Odwiedzamy razem ludzi, którzy również będą mieli na to wpływ. Byliśmy u pana prezesa zarządu Grupy Azoty -  Wojciecha Wardackiego, aby uzyskać potwierdzenie, że Grupa Azoty dalej będzie nas wspierała i takie potwierdzenie otrzymaliśmy. Byliśmy także u prezydenta Szczecina – Piotra Krzystka. Chciałem, aby trener z ust pana prezydenta usłyszał, że miastu zależy na rozwoju klubu i będziemy otrzymywać od nich wsparcie. Praca, jaką wykonuje trener została doceniona przez wszystkich. Dużo rozmawialiśmy także o projekcie nowego stadionu. Negocjacje z trenerem Runjaicem to też swego rodzaju proces, który powinien zakończyć się w lutym. Myślę, że to realny termin, w którym podpisy na nowym kontrakcie zostaną złożone.

Proszę się nie niepokoić. Chciałbym podkreślić, że trener Runjaic jest bardzo zainteresowany dalszą pracą w Pogoni. Trener często podkreśla, że obecna drużyna to jego projekt, ale jeżeli ten projekt ma dalej iść w dobrym kierunku, to musi wiedzieć jak to wszystko będzie dalej funkcjonować. My absolutnie niczego nie mamy do ukrycia, całą naszą wiedzą dzielimy się z trenerem i dyskutujemy na wiele tematów. Kosta sam podsuwa wiele pomysłów, które otwierają nam oczy na niektóre aspekty. To całkowicie inna sytuacja porównując takie zachowanie trenera z innymi szkoleniowcami, którzy we wcześniejszych latach pracowali w Pogoni. Runjaic nie jest osobą, która tylko oczekuje. Rozmawiamy, dyskutujemy i słuchamy siebie nawzajem.

- Jeśli chodzi o trenerów, to jeżeli dobrze wyliczyłem, było ich już aż 10 za pańskiej kadencji w ciągu 7 lat. Jestem ciekawy jak pan z perspektywy czasu ocenia poszczególne ruchy?
- Tak to wygląda, ale co najmniej dwóch z nich nie zostało zwolnionych. Czesław Michniewicz wypełnił swój kontrakt w Pogoni do końca. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy decydować się na kontynuację współpracy w tym przypadku. Wciąż jednak mamy bardzo dobre relacje z trenerem Michniewiczem, widuje się z nim regularnie przy różnych okazjach. Dużo rozmawiamy, ostatnio szczególnie o naszych młodych zawodnikach z racji wykonywanych obowiązków przez trenera. Dyskutujemy także o przyszłorocznych mistrzostwach Europy U-21, kto może pojechać z naszego klubu, kto nie. Te relacje między nami są wciąż bardzo dobre.

Drugim trenerem, który nie został zwolniony jest Kazimierz Moskal. Trener musiał poddać się operacji i przez to zrezygnował z pracy w Szczecinie. Bardzo żałował faktu, że musiał przedwcześnie skończyć swoją przygodę z Pogonią. Ja wbrew temu, co sporo kibiców mówi, też żałuję, że wszystko się tak potoczyło. Moskal to bardzo dobry trener, niestety jego zdrowie dało mu mocno w kość. W pewnym momencie on nie był w stanie przejść boiska, a trener musi żyć z drużyną na każdym treningu i podczas spotkań. Cierpiał strasznie i wtedy siłą rzeczy człowiek jest bardziej poirytowany, nie uśmiecha się i jego odbiór wśród ludzi jest taki, że powoli żegna się z drużyną i traktowany jest z dystansem. Nigdy tak nie było, on po prostu bardzo cierpiał.

Z dziesięciu trenerów zrobiło nam się ośmiu, to nadal jest spora liczba. Były bardzo krótkie przygody typu Jan Kocian, Artur Skowronek. Chociaż przykład Skowronka pokazuje, że to bardzo dobry trener. Obecnie świetnie radzi sobie w Stali Mielec i ja życzę mu jak najlepiej. Kiedy przychodził do Pogoni, to uważałem, że jest to fajny pomysł. Miał jednak dopiero 30 lat, był za młody na to wszystko. Zresztą on sam dzisiaj to potwierdza, że wtedy popełniał wiele błędów, gdzieś czasami brakowało mu doświadczenia. Teraz jednak trzeźwo na to patrzy, jako trener rozwinął się i uważam, że będzie jednym z tych, którzy za moment będą wypychać starszych  trenerów z ekstraklasowej karuzeli. Znajdują się tam nazwiska, których nikt specjalnie nie woła i za moment w ich miejsce będą wchodzili młodsi.

- Dlaczego trener Runjaic dostał tak duży kredyt zaufania?
- Zatrudniliśmy go w sytuacji tragicznej dla klubu. Po 14. kolejkach mieliśmy 9 punktów. Dzisiaj w takiej samej sytuacji Zagłębie Sosnowiec ma 12 punktów, czyli więcej niż my wtedy. Pamiętam nasze rozmowy, w których analizowaliśmy naszą sytuację i trzeba było zdobywać po półtora punktu na mecz, aby wyjść z dołu tabeli. To strasznie dużo.

Przypominam sobie Macieja Skorżę. Wiem, że teraz ludzie śmieją się z moich słów, kiedy mówiłem, że trener Skorża jest naszym najlepszym transferem. Trenerem na lata. Jestem jednak ciekawy, czy ktoś wtedy myślał inaczej. Wszyscy byli zadowoleni z takiego nazwiska w Szczecinie, a moją rolą jest wspieranie trenera. Wszyscy w klubie muszą czuć, że dokonuje się ważny ruch i jest szansa powalczyć o coś więcej. Początek nie wyglądał źle, trener zaraził drużynę wolą walki. Przychodzili do mnie zawodnicy, którzy chwalili metody treningowe Skorży, mówiąc, że nigdy takich ciekawych treningów nie widzieli. Chwalili odprawy przedmeczowe. Wszystko do czasu wyglądało bardzo dobrze, niestety później wrócił stary grzech trenera Skorży, o którym rozmawiałem z nim. Sam trener zapewniał mnie, że to się nie powtórzy. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale wciąż męczy mnie ta sytuacja. Miałem wielką wiarę w trenera i bardzo szanuję jego warsztat oraz jego umiejętności, więc żałuję, że to nie wyszło, choć do końca wierzyliśmy, że może jednak znajdzie drogę do zespołu i wzajemnie zaczną się akceptować. Nie udało się tego osiągnąć, powinniśmy zdecydować się na zwolnienie trenera znacznie wcześniej niż w 14. kolejce.

Od 16. kolejki swoją historię zaczyna pisać Kosta Runjaic. Facet przychodzi, mamy świadomość z jego wcześniejszych miejsc pracy, że potrafi sobie radzić w trudnych warunkach. Proszę pamiętać, że podejmowaliśmy wielkie ryzyko. Polskie kluby nie sięgają zbyt często po zagranicznych trenerów, teraz ta tendencja dopiero się zmienia.

- Czym najbardziej was przekonał Runjaic?
- Mnie przekonał podejściem. Uważam, że w jednym zespole nie mogą pracować osoby, które nie mają do siebie zaufania lub mają zupełnie inne koncepcje. Z Runjaicem było tak, że gdy zadzwoniłem do niego i poprosiłem o to, żeby zechciał rozważyć propozycję pracy w Pogoni powiedział, że nie ma problemu. Kiedy rozpocząłem temat od „chciałem tylko powiedzieć, że Pogoń nie jest najbogatszym klubem…”, on od razu mi przerwał i powiedział, że w ogóle nie rozmawiajmy o pieniądzach. Sprawdźmy najpierw, czy jesteśmy w stanie żyć ze sobą, jakie mamy spojrzenie na pewne sprawy.  Ustaliliśmy spotkanie w Berlinie, trener tam przyleciał. Rozmawialiśmy cztery godziny i muszę powiedzieć, że rozmowy o piłce to zajęły może 10 procent czasu całego spotkania. Rozmawialiśmy o wszystkim. Polityka, stosunek do zwierząt – tematy były najróżniejsze. Po tej rozmowie odpowiedział nam, że na razie jest ok, rozumiemy się, mamy podobne spojrzenie na świat, ale teraz musi przemyśleć propozycje i jutro się odezwie. Usłyszeliśmy tylko: „muszę wrócić do domu i porozmawiać z żoną”. Nie wiedzieliśmy nic, trener pojechał do domu.

Następnego dnia zadzwonił, powiedział, że zgadza się i teraz możemy przejść do kwestii finansowych. Ta rozmowa była już zdecydowanie krótsza, on doskonale rozumiał jakie są tutaj warunki. Myślę, że jest zadowolony, mało nie zarabia. To kwota dużo większa niż zarobki przeciętnego Niemca.

Później już wszystko potoczyło się samo. Wyprowadził nas z kryzysu…

- … później jednak przyszedł kolejny.
- Wiedzieliśmy, że umie zarządzać kryzysem. Nie miałem nawet 5 sekund zawahania. To pierwszy trener, który przychodzi po meczu na sektor VIP i na gorąco rozmawia o spotkaniu. Pierwszy raz zderzyłem się z czymś takim, wcześniej było to nie do pomyślenia u jego poprzedników. We wcześniejszych latach jak człowiek nie poszedł na konferencje prasową, to po prostu trenera nie było. On sam ma taką wewnętrzną potrzebę podzielenia się z nami swoimi przemyśleniami na gorąco po meczu. Regularnie rozmawiamy ze sobą, a trenerzy nie przychodzą sami z siebie do gabinetu prezesa. Przeważnie muszą być wołani na dywanik, a on sam przychodzi i mówi, że chciałby o paru rzeczach porozmawiać.

Najwięcej rozmów i dyskusji toczy z Darkiem Adamczukiem, bo mają tych tematów wspólnych mnóstwo. Ważny jest fakt, że na końcu to on jest najważniejszym decydentem. To on podejmuje decyzje, nikt mu ich nie narzuca. Taka praca sprawia, że wszyscy są zadowoleni. Współpracuje się z nim wyśmienicie, ma mnóstwo świetnych pomysłów. Wczoraj była nasza klubowa wigilia (rozmawialiśmy 11 grudnia - przyp. red.), przeurocza impreza. Jeden z piłkarzy starszego pokolenia mówił, że też strasznie mu się to podobało. Pierwszy raz był na takiej wigilii. Rzucił hasłem, że fajnie by było, aby zrobić też coś podczas ostatniego meczu ze Śląskiem Wrocław dla kibiców, bo kiedy grał w pewnym klubie, to zawsze na koniec roku kibice wiedzieli, że nie warto opuszczać stadionu po ostatnim gwizdku, tylko wspólnie z nimi świętowali i dziękowali im za cały rok wsparcia. Szybko podchwyciłem ten pomysł i uzgodniłem z trenerem Runjaicem, że fajnie byłoby coś takiego przygotować dla naszych kibiców. On w takich sytuacjach szybko się „zapala” i łapie pozytywną energię, ponieważ wie, że klub to nie tylko piłkarze i życie codzienne od środka, ale przede wszystkim nasi kibice i szczególnie za ten ostatni rok musimy im podziękować. Nigdy nie brakowało nam wsparcia od nich, pomimo pojawiających się negatywnych głosów, ale uważam, że takie jest prawo kibica. Wiemy, że zawsze możemy liczyć na naszych kibiców, zawsze nas wspierają i chcemy im za to podziękować. Przygotujemy pewną niespodziankę, nie będę mówił o szczegółach, ale na meczu ze Śląskiem poprosimy publiczność, aby po ostatnim gwizdku nie opuszczała stadionu i chwilę poczekała na piłkarzy, którzy ubiorą się w kurtki w szatni i wrócą na płytę boiska. Chcemy wprowadzić taką tradycję.

- Zawsze mówiło się o Pogoni jako klubie bardzo rodzinnym. Juniorzy na co dzień mają styczność z pierwszym zespołem. Mamy wrażenie, że trener Runjaic jest jednak pierwszą osobą na stanowisku trenera, która tak bardzo przyjęła sobie te słowa do serca. Zakłady z piłkarzami o dobrą kolację za strzelenie bramek/zwycięstwo i zapraszanie zawodników wraz z rodzinami na owe spotkania.
- Pójdę nawet o krok dalej. Trener Runjaic nie scala tylko drużyny, ale rozumie, że trzeba budować taką atmosferę w całym klubie. Wczoraj na owej wigilii było 150 osób, wszyscy ludzie, którzy pracują w tym klubie. Nie było żadnych zaproszonych gości, nie było nikogo spoza klubu. Byli wszyscy pracownicy klubu, a nie wszyscy piłkarze, bo tylko pierwszy zespół uczestniczył w wigilii. Niestety na razie nie mamy takich możliwości, aby zaprosić wszystkie drużyny, ale już o tym myślimy szczerze mówiąc. Być może w przyszłym roku zrobimy takie spotkanie dla całej akademii. Wynajmiemy gdzieś salę i zorganizujemy takie przyjęcie, na którym pojawią się wszystkie nasze drużyny. To strasznie ważne, aby panowała w klubie rodzinna atmosfera. Takie gesty pokazują jak bardzo ten klub jest dla nas ważny. Na Wigilii puszczono film, który bliżej gwiazdki pojawi się w naszych mediach społecznościowych. W tym filmiku pracownicy klubu w dwóch, trzech zdaniach wypowiadali się o klubie. Płynie z niego bardzo ważny przekaz, który pokazuje, że dla nas wszystkich Pogoń Szczecin nie jest zwykłym miejscem pracy.

- Runjaic jest bardzo otwarty na współpracę z mediami. Pamiętamy, że przed sezonem zorganizował spotkanie z dziennikarzami przy zupie gulaszowej i piwie. W Polsce nie jest to powszechny zwyczaj, w którym trener woli, aby media dowiadywały się o większości rzeczy z życia klubu od niego samego.
- Runjaic myśli w takich kategoriach. Pogoń jest specyficznym klubem, ponieważ do najbliższego rywala mamy ponad 200 kilometrów, więc naprawdę skupiamy wokół siebie potężny obszar i możemy wpływać na duże grono społeczności lokalnej. Trudno nie oczekiwać od nas faktu dobrego kontaktu z ową społecznością. Trener bardzo mocno to podkreśla i na każdym kroku rozmawiamy o imprezach, które będziemy chcieli robić dla kibiców. Tych pomysłów jest mnóstwo i jestem przekonany, że co roku takich eventów będzie przybywało. Nie poddajemy się w staraniach o mecze towarzyskie z topowymi europejskimi drużynami. Mamy pomysły, za nami są już pierwsze rozmowy. Nie chcę niczego obiecywać, ale jest to stały temat obecny wśród nas. Staramy się o to, aby coraz większa liczba osób utożsamiała się z tymi barwami.

- Pan prezes nie myślał o kampanii marketingowej w przygranicznych miastach niemieckich? To całkiem duży rynek nowych sympatyków, część ludzi z tamtych rejonów odwiedza stadion Pogoni.
- Szczerze mówiąc nie rozmawialiśmy jeszcze o tym, choć dzisiaj akurat taki temat u mnie w gabinecie padł. Patrzyliśmy na przykład Lechii Gdańsk i transferu ich Indonezyjczyka Egy'ego. Wiemy jak nieprawdopodobne efekty to dało, nie chodzi tutaj tylko o publiczność, a same korzyści dla klubu. Teraz Lechia podpisała kontrakt z partnerem z Indonezji. Pewnie Niemców trudniej byłoby namówić do tak silnego zaangażowania, ale myślimy, że coś w tej sprawie też możemy spróbować. Niech ta Pogoń też się pokazuje poza granicami naszego kraju.

 

 

 

- Pan już potwierdził wcześniej, że rozmowy z Grupą Azoty przebiegają pomyślnie i jest chęć dalszej współpracy. Kontrakt, który wygasa z zakończeniem sezonu zostanie przedłużony?
- Musicie spytać również o to prezesa Wardackiego, ale myślę, że prezes nie obrazi się jak zdradzę trochę kulisów. Rozmawialiśmy o następnej umowie i padły słowa, że prezes jest w stanie sobie wszystko wyobrazić. Grupa Azoty może przestać jakiś zespół wspierać, ale Pogoń cały czas może liczyć na ich wsparcie, ponieważ jest to dla nich bardzo ważny partner. Strasznie cieszę się z tego powodu i sposobu, w jaki współpracujemy z Grupą Azoty. Zawsze staramy się pokazać fakt, że jest to nasz najważniejszy sojusznik i ta współpraca jest długoterminowa. Jest jeszcze bardzo wiele rzeczy, które wspólnie możemy zrobić. Jest bardzo dobra atmosfera w naszej współpracy.

- Czy klub szuka jeszcze innych partnerów do współpracy?
- Zawsze szukamy. Staram się tak prowadzić ten klub, żeby on sam się finansował. Najłatwiej posadzić majętnego człowieka na stanowisku prezesa, który w razie potrzeby sięgnie do kieszeni i wyciągnie pieniądze. To nie jest nasza droga. Współpraca z Grupą Azoty, od której dostajemy dużą sumę opiera się na ich promowaniu przez nasz klub. To jest logiczny układ. Tak samo wygląda sytuacja współpracy z miastem – otrzymujemy pieniądze, ale mało osób chce pamiętać o tym, że te fundusze nie idą do naszych kieszeni, tylko dzięki nim klub może funkcjonować na bardzo dobrym poziomie. W naszej głównej akademii jest 500 dzieci, w drugiej akademii już przekroczyliśmy nawet tę liczbę. Ponad 1 000 dzieciaków ma zajęcia w klubie, to wszystko kosztuje. Oczywiście, że pewny procent tych kosztów pokrywają rodzice, ale klub sporą część budżetu przeznacza na funkcjonowanie akademii. Jutro nasza drużyna z akademii wylatuje do Kopenhagi na turniej Baltic Cup, gdzie będą rozgrywać spotkanie z akademią FC Kopenhaga. Samolot, przejazdy – wszystkie koszty ponosi klub, a nie rozmawiamy o pierwszej drużynie. Uważamy, że musimy uczyć tych młodych ludzi, bo jest tam sporo talentów i możemy zyskać w przyszłości solidnych zawodników, którzy będą stanowić o jakości pierwszego zespołu. Musimy wspomagać ich proces wychowawczy. Lepiej, aby zajmowali się piłką niż siedzieli przed komputerem. Taką mamy zasadę i będziemy nasze działania wzmacniać cały czas, dlatego potrzebujemy partnerów.

Uważam, że na ten moment zdecydowanie efektywniejszy byłby efekt skali. Nie chodzi o to, aby mieć dwie, trzy firmy, od których otrzymujemy wielkie sumy, tylko dużą liczbę małych partnerów, które są nam w stanie pomóc w jakikolwiek sposób. To pozwoliłoby poprawić i ulepszyć wiele rzeczy. Wyraźnie chcę podkreślić, że w statucie Pogoni jest napisane, że jeśli występuje zysk w spółce akcyjnej, to ten zysk może być przeznaczony tylko na rozwój klubu. Nie mogę ja jako prezes, właściciel klubu powiedzieć „proszę wypłacić mi dywidendę”, nie mam takiej możliwości. Mamy w planach pokazywanie poszczególnych etapów rozwoju klubu z marketingowego punktu widzenia. Wyraźnie widać, jak rosną przychody, klub się rozwija. Od początku wejścia do Ekstraklasy sezon po sezonie poprawialiśmy nasze miejsce w tabeli na zakończenie sezonu, w ostatnim sezonie przyszło załamanie, ale wciąż ta tendencja zwyżkowa jest. Kierunek dla tego klubu jest jeden, nie wiem, w którym momencie go osiągniemy. Przyszły sezon czy może następny. Chcemy zmazać to niechlubne miano drużyny bez trofeum. Jest to cel dalekosiężny i krótkosiężny jednocześnie, bo nie jesteśmy w stanie powiedzieć, kiedy to nastąpi. Chcielibyśmy, żeby udało nam się to zrealizować jak najszybciej.

- Latem z klubu odszedł dyrektor sportowy Maciej Stolarczyk, odszedł też szef scoutingu Łukasz Becella. W ich ślady ruszył także Edi Andradina. Miał pan poczucie, że Pogoń traci panowanie nad kierownicą?
- Edi jest dla nas legendą i człowiekiem, który przyczynił się do tego, że Pogoń jest teraz tutaj, gdzie jest. Skończył kursy trenerskie i miał ambicję samodzielnego prowadzenia drużyny. Długo rozmawialiśmy z nim o tym, on sam nie mógł się zdecydować, ale strasznie chciał wziąć tę odpowiedzialność i ciężar prowadzenia drużyny samodzielnie. Nie chciał być jednym z członków sztabu szkoleniowego, tylko chciał spróbować pracy jako pierwszy trener.

W przypadku Łukasza Becelli mamy dokładnie ten sam przykład. Bycie skautem jest bardzo ciekawe, ale jest to także ciężka praca. Wymaga od ciebie siedzenia przez 8 godzin przed telewizorem i komputerem lub wyjazdu i prowadzenia obserwacji zawodnika na żywo. Często ci skauci nie są na meczach Pogoni Szczecin, tylko w innym miejscu w Polsce, ponieważ obserwują danego zawodnika, a w tygodniu siedzą przed komputerem. Łukasz bardzo lubił swoje zajęcie i był dobrym skautem, ale miał też papiery trenerskie. Marzeniem każdego człowieka z takimi papierami jest praca przy pierwszej drużynie, bycie trenerem. W Odrze Opole jest asystentem Mariusza Rumaka. Uważa, że jest to dla niego lepsze rozwiązanie i daje mu szansę zafunkcjonowania na rynku trenerskim.

Co do Macieja Stolarczyka, to jest już taka oczywista oczywistość. Strasznie ciężko było mu podjąć tę decyzję. Maciek wykonał do mnie telefon, powiedział, że chce spróbować pracy w Wiśle. Ja się na niego wkurzyłem, ale trwało to półtorej doby, kiedy byłem zły, a potem zrozumiałem, że z tyłu głowy zawsze miał chęć prowadzenia pierwszego zespołu. Jest bardzo zżyty z Pogonią. Tutaj grał, tutaj zbudował wraz z innymi osobami cały system szkolenia w naszej akademii. Maciek miał epizod z trenowaniem kadry U-20. Pamiętam, jak dostał od Zbigniewa Bońka propozycję silniejszego wejścia w tę drużynę. Przeprowadziliśmy wiele rozmów na ten temat. Mówiłem: „Maciek, tutaj masz dom, dzieci, a Ty chcesz gdzieś tam siedzieć”. Jeszcze wtedy dał się złamać: "masz fajną pracę na miejscu, jesteś dyrektorem. W przypadku mojego odejścia może zostaniesz prezesem (śmiech)". Rzucałem argumentami na wszystkie strony. Wtedy dał się przekonać. W pracy dla Pogoni nie liczył godzin, oddawał się w stu procentach temu klubowi. Stanowili super duet z Dariuszem Adamczukiem. Koniec końców zwyciężyła jednak ambicja trenerska.

- Czy Pogoń była przygotowana na takie ruchy?
- Na stratę dyrektora Stolarczyka nie byliśmy przygotowani. Reszta strat była wkalkulowana. Ze skautami nie ma wielkiego problemu, mamy obecnie Rafała Żerebeckiego, który zajmuje się tym. Za chwilę pozyskamy jeszcze lokalnie pewnego skauta, doszliśmy do takiego wniosku z trenerem. W tym pionie będzie całkowicie inny podział zadań. Najbardziej nieprzygotowany byłem na tego Maćka, ale po dobie czy dwóch nie miałem już do niego żadnych pretensji. Na szczęście udało się go wyprzedzić w tabeli (rozmowa została przeprowadzona 11 grudnia - przyp. red.). Mamy bardzo dobry kontakt, dzwonimy do siebie. Zobaczcie, w jakiej oni są sytuacji, drużyna nie dostaje pieniędzy od kilku miesięcy. Jak bardzo trzeba kochać klub i to, co się robi, żeby się na to zdecydować. Oczywiście wierzą, że w końcu pojawi się inwestor, ale mimo wszystko jest to postawa godna podziwu.

- Jak pan po czasie ocenia pracę Macieja Stolarczyka jako dyrektora sportowego? Kibice nie mają najlepszej opinii na jego temat. Z czego wynika ta różnica zdań?
- Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Może z kilku niefortunnych wypowiedzi? Jak ktoś potrafi przeanalizować co się stało w klubie za czasów Stolarczyka, może to trochę wynika z tego, że za mało o tym mówimy. Kształtowanie kadry pierwszego zespołu, wymyślenie programu „Pogoń Future” i jakie są tego efekty. Takiego programu zazdroszczą nam kluby Ekstraklasy. Byłem teraz w Warszawie na spotkaniu PZPN, gdzie przestawiano uchwałę o młodzieżowcach. Nie wymienię prezesów jakich klubów, ale są dosyć negatywnie nastawieni do tego. Argumentowali to tym, że ten przepis jest zrobiony pod Pogoń, bo oni dadzą sobie radę ze swoją super akademią. Wielu mówi, że to najlepsza akademia w Polsce. To jest zasługa Macieja Stolarczyka oraz Darka Adamczuka, który jest prezesem akademii. Na to wszystko przekłada się także praca wszystkich trenerów w akademii. Kolendowicz, Rogalski – jestem bardzo zadowolony, że udało nam się namówić takich ludzi do pracy z nami. Potrafią swoją boiskową inteligencję wpajać młodym adeptom piłki.

Wracając do Maćka, jego sposób bycia mógł być powodem niechęci kibiców do jego osoby. Raz powiedział, że mamy dwie równorzędne jedenastki, to później krąży w pamięci kibiców i jest wytykane na każdym kroku, gdy jest źle.

- Transfery lubią ciszę…
- Kiedyś ja sam użyłem takich słów i wciąż uważam, że taka jest prawda. Jeżeli ja zacząłbym opowiadać na każdym kroku, gdzie nie jeżdżę i z kim nie rozmawiam, to przecież Pogoń byłaby najbardziej medialnym klubem w Polsce. Tak to wygląda, transferów nie załatwia się w pięć minut. To jest proces, czasami trwa nawet dwa-trzy miesiące i te rozmowy są trudne. Nie dlatego, że nie mamy pieniędzy, tylko dlatego, że wymaga to bardzo szczegółowych rozmów, które ograniczają ryzyko.

Kolejnym kamyczkiem w ogródku było wypożyczenie Ciftciego. Teraz już mogę o tym powiedzieć, ale zgodziliśmy się na to, aby on zakończył swoje wypożyczenie szybciej, ponieważ kompletnie mu tutaj nie szło. Na sam koniec swojej przygody w Szczecinie rozpłakał mi się w gabinecie. Miał pretensje do siebie, zawiódł się na sobie. Taka jest piłka. Najbardziej kochamy ją za to, że jest nieprzewidywalna.  Gdyby wszystko było wiadome już wcześniej, to nikt tej piłki by nie oglądał. Na początku sezonu moglibyśmy dać na przykład Legii tytuł i po co mielibyśmy grać?

- Można powiedzieć, że takie nazwiska w drużynie jak Walukiewicz czy Buksa dają drużynie więcej niż się po nich spodziewano?
- Przykład Adama Buksy doskonale pokazuje jak ciężką pracą są transfery. My byliśmy zainteresowani jego usługami podczas gdy on był w Lechii Gdańsk. Negocjowaliśmy z klubem, jak i samym zawodnikiem. Od tego momentu minęło sporo czasu, w końcu udało nam się go pozyskać, najpierw w ramach wypożyczenia, później jako transfer definitywny. Ponad dwa lata staraliśmy się o jednego zawodnika. Proszę pamiętać, że wtedy był dwa lata młodszy, co za tym idzie, nie miał rozwiniętych wszystkich umiejętności, tak jak teraz. Mimo tego Maciej Stolarczyk i Dariusz Adamczuk byli święcie przekonani, że to jest właściwy facet do naszej drużyny. Dzisiaj okazuje się, że mieli rację. To są dowody fachowości i umiejętności ludzi.

- W ostatnim czasie klub poczynił ciekawe transfery, ale jeszcze nie tak dawno zdarzały się pomyłki. Rasmussen, Ciftci, Cincadze, Gyurcso, Dwaliszwili. Z czego wynika dysproporcja?
- Każdy transfer ma spełnić jakąś określoną rolę w drużynie. O Mate Cincadze już rozmawialiśmy. Z Ciftcim było tak, że facet przychodził z Celtiku Glasgow, jest drugim w kolejce napastnikiem do grania. Był wypożyczany, bo chciał grać. My wypożyczyliśmy go praktycznie za darmo, płacone były grosze. Jeżeli ktoś daje nam taką propozycję, to jak nie wziąć go i nie spróbować? My wtedy dołowaliśmy i potrzebny nam był napastnik. Grzechem było go nie wziąć. Sprawdziliśmy materiały wideo, zrobił na nas spore wrażenie. Ostatecznie się nie udało, tak bywa.

Dalej mamy Dwaliszwiliego. Potrzebny był nam napastnik, który jest twardy, potrafi się zastawić. Oczywiście, miał już swój wiek, ale kilka bramek zdobył dla Pogoni, co przekładało się na zdobycz punktową klubu w Ekstraklasie. Nikt nie liczył na to, że będzie to gość, który się u nas wypromuje i go sprzedamy za niezłą sumę. On musiał spełnić określoną rolę w określonym momencie. Nie zgodzę się z tym, że był to zły transfer.

Kolejny zawodnik to Morten Rasmussen. Też chciałbym przypomnieć sytuację. Byliśmy ostatnim zespołem w tabeli, mamy 10 punktów. Jadę do Warszawy na spotkanie z prezesami innych drużyn i słyszę „super gracie, dacie radę”, a w oczach widzę, że jestem dla nich w I lidze. Czułem to przez skórę. Prezesi innych klubów to także kontakty z menedżerami. Kiedy my staraliśmy się negocjować warunki z jakimś zawodnikiem, to zawodnik zastanawiał się „kurczę, przecież na pół roku nie podpiszę kontraktu, jak oni zaraz spadną”. Zawsze zawodnik chce podpisać kontrakt na minimum dwa lata, więc co? Ma wybrać klub, który zaraz spadnie? Prawdopodobieństwo, że zlecimy do I ligi było 90-procentowe. Negocjujemy z jednym, drugim, piątym. Oferujemy większe pieniądze. Nic nie działa. Mieliśmy bardzo zaawansowane negocjacje transferowe z napastnikiem z Islandii, byliśmy zachwyceni. Chciał do nas przyjść, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Przed podpisaniem kontraktu z nami dostaje ofertę z lepszego klubu, który jest w lepszej sytuacji i jest w stanie lepiej zapłacić. My również nie żałowaliśmy pieniędzy, ponieważ nie mieliśmy napastnika! Kosta na nas naciska, mówi, że musimy mieć napastnika. W końcu mówimy, że w Danii jest facet, rekordzista ligi pod względem strzelonych bramek. Wszyscy siedzą, oglądają go i mówią, że to typowy lis pola karnego. To jeszcze nie był bardzo zaawansowany wiekowo zawodnik, jego profil wydaje się być idealny. Wchodzimy w to. Ostatecznie nie spełnił naszych oczekiwań, czegoś zabrakło, choć strzelił bramkę w bardzo ważnym meczu z Wisłą Płock, która tak naprawdę dała nam czwarty mecz u siebie w rundzie finałowej.

- Ostatnie okienko transferowe w wykonaniu Pogoni było bardzo dobre. Ściągnięto zawodników dających jakość, zamknęliście kadrę zespołu jako pierwsi w Ekstraklasie. Nie przełożyło się to na dobry start sezonu. Czy nie miał pan poczucia bezsilności? W końcu zrobił pan wszystko co mógł.
- Pojawiła się złość, nie tylko spowodowana kontuzjami w zespole, ale i pechowo przegranymi spotkaniami. Sytuacje, których nie potrafiliśmy wykorzystać pod bramką rywala – wszystko to doprowadzało do szału. Miałem jednak absolutną pewność, że w którymś momencie karta się odwróci. Wiedziałem, że wyjdziemy z tego, ponieważ pozyskaliśmy takich zawodników, jakich chcieliśmy. Gdy dołączył do nas rzutem na taśmę Tomek Podstawski, to już nie było żadnej dyskusji. Po prostu wiedzieliśmy, że z tym składem możemy być silni na tle ligi, co się dzisiaj potwierdza, a pamiętajmy, że wciąż mamy duży problem z kontuzjami. Ja już chciałbym, żeby ten rok się skończył. Informacją, która nas całkowicie dobiła, to sytuacja zdrowotna Adama Frączczaka.

W sumie jest jeszcze druga kwestia. Gramy z Koroną Kielce, patrzę z trybun na rozgrzewkę i mówię sobie: „fajnie, że Michał Żyro będzie grał od początku”, nagle Michał oddaje strzał i łapie się za pachwinę. „O Jezu, żeby nic mu się nie stało”. Niestety ziścił się najgorszy koszmar. Później Kosta opowiada mi, że wchodzi do szatni, a Michał siedzi ze zwieszoną głową i informuje, że nic z tego. Nie da rady zagrać. Patrzy na resztę zespołu, wszyscy głowy w dół, bo każdy z nich był nastawiony na to, że Michał tak im pomoże, że w końcu wyjdą z tego kryzysu. Na treningu spisywał się świetnie, na 10 prób strzałów wszystkie były celne. Brak Michała w składzie na mecz z Koroną spowodował, że drużyna wyszła na murawę potłuczona. To był nasz najgorszy mecz do tej pory na równi z meczem z Piastem.

- Nie sposób nie zapytać o Tomasa Podstawskiego. Nieczęsto trafia się w Ekstraklasie zawodnik z tak dużą jakością. Mamy wrażenie, że on momentami nie pasuje do tej ligi, ponieważ ją przerasta.
- Tomek jest facetem, który wciąż się rozwija. Jestem przekonany, że będzie jednym z czołowych postaci tej ligi. Ten transfer zawdzięczamy skautom, którzy bacznie go oglądali. Nasze transfery na ten moment wyglądają bardzo dobrze. Zvonimir to przykład zawodnika, który gdy przychodził do klubu, to po pierwszych spotkaniach wszyscy kręcili nosami. Dzisiaj widzimy, jaki ten chłopak ma potencjał, widzi bardzo dużo na boisku.

Ostatnio spotkałem się z selekcjonerem Brzęczkiem, podziękowałem mu za gest, którym obdarował Adama Frączczaka. Mówił, że to dla niego normalna sprawa, ale był bardzo zadowolony ze współpracy z Hubertem Matynią. Mówił, że świetny facet z super charakterem, nie patyczkował się. To daje mu duże szanse na to, że jeszcze na zgrupowanie reprezentacji Polski wróci. Bardzo się z tego powodu cieszę, bo na którego zawodnika nie spojrzę, to  widzę, że wygląda bardzo solidnie. Walukiewicz – przerasta ligę. Popełnia błędy, ale wynikają one z młodości. Jest to zawodnik o niesamowitym potencjale.

Trudno było przekonać zawodników, aby przyszli do Pogoni. Naszym problemem jest infrastruktura, która przeraża. To, że jest projekt stadionu i mogę go pokazywać na desce kreślarskiej, to czasami pomaga. Musimy jednak go zacząć budować. Ja jednak bardzo obawiam się tego okresu, będzie ogromnie trudny.

- Czy ostatnio pojawił się temat powrotu Jakuba Piotrowskiego do Pogoni?
- Nie, nie ma takiego tematu. Genk ma bardzo mocno obsadzony środek pomocy. Jest Malinowski, jest Pozuelo. Oni muszą wyjść z tego klubu, są promowani. Zostaną sprzedani do większego zespołu i za chwilę Piotrowski będzie grał.

- Chcieliśmy jeszcze zapytać o Kamila Drygasa. Czy jest jakieś zainteresowanie innych klubów kapitanem Pogoni?
- Zainteresowanie Kamilem jest zawsze, bo to bardzo dobry zawodnik. Nie ma jednak takiego tematu, jak jego odejście. Dopiero co podpisał nowy kontrakt z nami i jest bardzo ważnym ogniwem naszego zespołu. Nie ma dyskusji nad możliwością odejścia Kamila. Chyba, że przyjdzie ktoś i położy 5 milionów euro na stole.

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie