var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: archiwum prywatne autora

Jacek Kulig, twórca footballtalentscout.net, dla 2x45: Uwielbiam oglądać, analizować, porównywać. Dziewczyna mówi, że to obsesja

Autor: rozmawiał Mateusz Sokołowski
2018-12-26 11:30:45

O perspektywicznych młodych piłkarzach z całej Europy wie wszystko. Mecze ogląda nałogowo. Codziennie, nawet przez pięć godzin. Od Barcelony czy Ajaksu po młodzieżowe reprezentacje Estonii. Nastoletnich piłkarzy z serbskich akademii zna - tu cytat - "jak własne dzieci". A wszystko z pasji - choć marzy, że kiedyś przerodzi się ona w pracę i główne zajęcie w życiu. Poznajcie Jacka Kuliga, który stoi za jednym z najpopularniejszych blogów poświęconych młodym talentom piłkarskim z całego świata - Football Talent Scout (footballtalentscout.net).

Mateusz Sokołowski (2x45.info): - Chyba mało kto wie, że autorem bloga - jednego z najpopularniejszych na świecie w tej tematyce - jest Polak.
Jacek Kulig (footballtalentscout.net):
- Raczej nie. Niedawno jakaś angielska dziennikarka zacytowała któryś z moich wpisów na Twitterze i napisała, że angielskie media o kimś piszą. Myślała, że jestem z Anglii. Moje pochodzenie nie jest powszechnie znane.

- Co robisz na co dzień?
- Powiem trochę o sobie. Pochodzę z Białegostoku. Tam się urodziłem. W wieku piętnastu lat wyjechałem do Belgii. Była tu już moja mama, ja w Polsce mieszkałem z babcią. Babcia zachorowała i z powodu trudnej sytuacji finansowej zostałem zmuszony do wyjazdu. W Belgii jestem od piętnastu lat, mieszkam w samym centrum Brukseli. Pracuję fizycznie. Nie ma to nic wspólnego z piłką nożną. Niestety, bo założenie jest takie, że to, co teraz robię w ramach hobby, chciałbym robić profesjonalnie.

- Grałeś w piłkę?
- Będąc w Polsce trenowałem, byłem w kilku klubach. To były małe klubiki w Białymstoku. Do Jagiellonii się nie dostałem, nie miałem wystarczającego talentu. Po przyjeździe do Belgii przestałem grać. Można powiedzieć, że wpadłem w złe towarzystwo. Stałem się tylko piłkarzem niedzielnym. Porzuciłem grę, ale nigdy nie porzuciłem mojej miłości do piłki.

- Miałeś też przygodę trenerską.
- Przez trzy lata trenowałem pierwszą polską drużynę futsalową w Belgii, Sokół Bruksela. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że ciągnięcie tego dłużej nie ma sensu i zrezygnowałem. Brakowało mi już zapału, nie miałem odpowiedniej motywacji. Zacząłem pracę, która jest bardzo ciężka i nie miałem siły, żeby wieczorami jeździć na treningi czy mecze. Po prostu trzeba było to skończyć. Klub cały czas istnieje.

- Byłeś w nim od początku istnienia?
- Od pierwszego dnia. To była grupa kolegów. Graliśmy hobbystycznie w każdą niedzielę. Powstał pomysł, żeby to niedzielne granie przerodzić w coś bardziej konkretnego. Założyliśmy drużynę. Ja, jako że znałem się na piłce najlepiej z całej tej grupy, zostałem trenerem. Poszedłem na kurs. Trwał pół roku, zajęcia były co sobotę.

- Jak wam szło?
- Zaczęliśmy najniżej, czyli od piątej ligi regionalnej. Jak odchodziłem, byliśmy w czwartej. Teraz drużyna jest bodajże w trzeciej i się rozrosła, zaczęło nawet być o niej głośno, dołączają nowi piłkarze. Teraz Sokół ma bodajże cztery zespoły, grają w nich tylko Polacy. W Brukseli generalnie jest pełno Polaków, widać to na ulicach, wszędzie są puszki po Tyskim. Według oficjalnych informacji Polacy są największą grupą imigrantów w Belgii.

- Skąd wziął się pomysł na założenie bloga?
- Z mojej pasji. Od najmłodszych lat interesowałem się piłką, a zwłaszcza młodymi piłkarzami. Zaczęło się około 2000 roku. Grałem wtedy z bratem ciotecznym w Championship Managera. Mieliśmy obsesję, żeby znajdować nowe talenty i je zaklepywać. Ja znajdowałem jakiś talent i mówiłem, że jest mój, więc brat w swojej grze nie mógł już tego piłkarza kupować. Do tej pory pamiętam te nazwiska. Adrian Mihalcea, Florentin Petre, Polacy: Frankowski, Harasimowicz, Świętochowski. Od tego się zaczęło. Potem oglądając piłkę zwracałem uwagę na młodych piłkarzy. Lubiłem drużyny, które na nich stawiały. Pomysł bloga pojawił się… w sumie nie wiem kiedy. Pewnego dnia, chyba w 2013 roku, postanowiłem to skonkretyzować i założyłem stronę. Za stroną poszedł Facebook. Do Twittera nie byłem przekonany, na początku go nie miałem, ale potem namówili mnie znajomi.

- Akurat stawał się popularny.
- To była najlepsza decyzja, bo Twitter jest świetny. Dzięki niemu poznałem wiele fajnych osób, dzięki niemu zrobił się ten - w cudzysłowie - boom na moją stronę. Teraz mam 55 tys. obserwujących. To jest sporo.

- Ile zajęło ci zdobycie pierwszego tysiąca?
- Pewnie około roku. To było najtrudniejsze, potem już poleciało.

- Od początku miałeś założenie, że wszystko będzie po angielsku?
- Tak. Chciałem, żeby to było globalne. Mogłem zrobić po polsku, po francusku, ale wolałem, żeby moja pasja docierała do jak największej liczby osób.

- Pamiętasz pierwszy raport umieszczony na stronie?
- Tak. Był słaby. Jeżeli spojrzysz na moje stare raporty, wyglądały raczej kiepsko. Mało detali. Raczej amatorskie. W sumie teraz też są amatorskie, nie jestem profesjonalistą, chociaż chciałbym zostać. To był Ricardo Rodriguez, obecnie piłkarz Milanu. Szwajcarski lewy obrońca. Miał bodajże 18 czy 19 lat, bardzo mi się podobał.

- Teraz raportów na stronie jest już…
- 600.

- Pokaźna baza.
- Mam sporo raportów, które jeszcze nie poszły. Około 60. Wstawiam je co tydzień, to taka tradycja. Oglądam mnóstwo futbolu młodzieżowego. Jakiś zawodnik wpada mi w oko i zaczynam go skautować, obserwować.

- Jak dużo czasu temu poświęcasz?
- Około 4-5 godzin dziennie.

- Kupa czasu.
- Moja dziewczyna chce mnie zostawić. Po pracy praktycznie robię tylko to. W ten sposób się relaksuję, uwielbiam to. Dla mnie praca jest obowiązkiem, a wracając do domu, odpalając Wyscout, InStat robię to, co kocham. Uwielbiam oglądać, analizować, porównywać. To już nie jest nawet moja pasja, tylko - jak mówi moja dziewczyna - obsesja.

- Ile meczów oglądasz tygodniowo?
- Na komputerze mam ponad 100 meczów ściągniętych plus 5 gigabajtów meczów na dysku przenośnym. Głównie to młodzieżowe rozgrywki. Mistrzostwa świata U-17 i U-20, Euro U-17. Dziś miałem ochotę obejrzeć Estonię do lat 19. Tak mi przyszło do głowy. I zacząłem ją oglądać. W taki sposób staram się wyłapywać piłkarzy. Nie z każdego meczu kogoś wyłapię, bo czasami nikt mi się nie spodoba. Jeśli mam ochotę zobaczyć mecz Bayernu Monachium do lat 19, po prostu to robię. Nie mam żadnego harmonogramu, to jest robione spontanicznie. Jeżeli mam możliwość, oglądam mecze na żywo. Te mecze, których nie mogę obejrzeć na żywo - ściągam i zostawiam na później.

- Z jakich platform korzystasz?
- Wyscout, InStat. Płacę za to z moich pieniędzy. To nie jest tanie hobby. Te portale się cenią, zwłaszcza InStat. Trzeba było zapłacić kilkaset euro za subskrypcję  roczną. Wiele osób nie wie, ile meczów można znaleźć na YouTube. To jest coś niesamowitego. Jest tego mnóstwo, szczególnie jeśli chodzi o reprezentacje młodzieżowe. Wczoraj oglądałem sobie Rosję do lat 17 kontra Gruzję do lat 17. Wiele federacji wrzuca te mecze, a ludzie o tym nie wiedzą. Mam też polską telewizję Eleven, więc nie mam problemów z oglądaniem tych najpopularniejszych rozgrywek. Szczególnie mojego ulubionego zespołu.

- Którym jest...
- Atletico.

- Dlaczego?
- W 1997 roku, kiedy byłem gnojkiem, Widzew Łódź grał z Atletico. Wtedy było 2 lub 3:0 dla Atletico i Marek Citko strzelił tę niesamowitą bramkę lobem. I zaczęła się moja zajawka. Nie opuszczam żadnego meczu w telewizji. Nawet jeśli mam ślub, pogrzeb, muszę obejrzeć. Po prostu.

- Takie rozgrywki jak Premier League czy Primera Division też oglądasz, czy to dla ciebie za duży mainstream i wolisz wynajdywać perełki gdzieś na peryferiach?
- Oglądam co weekend mecze, w których grają młodzi zawodnicy. Na przykład od kilku miesięcy oglądam wszystkie spotkania Borussii z uwagi na Jadona Sancho. Nie zajmuję się tylko talentami z drużyn młodzieżowych, ale ogólnie młodymi zawodnikami, załóżmy do lat 23. Bardzo często oglądam Betis, ostatnio nawet Barcelonę dla Ousmana Dembele. Weekendy mam bardzo zajęte.

 

 

 - Wiesz, w jakim kraju masz najwięcej czytelników i obserwujących?
- Domyślam się. Turcja. Lubię tamtejszy futbol, chociaż wiem, że ci piłkarze mają mentalność trochę jak Polacy. Są wielkimi talentami w wieku 18 lat, a potem kończą w trzeciej lidze. Turcy mają w Internecie niesamowitą siłę przebicia. Jeśli wstawię coś o tureckim zawodniku, mam tyle retweetów i lajków, że się w głowie nie mieści. Mój rekord to post o Elifie Elmasie z Fenerbahce. Tam doszło bodajże do pięciu tysięcy lajków.

- Planujesz sobie wcześniej, jakie mecze obejrzysz w dany weekend?
- Tak. Zawsze w piątek sprawdzam sobie terminarze, mecze i rozpisuję mniej więcej, co będę oglądał. Wieczorem mam już przygotowany plan.

- Ekstraklasa?
- Czasami. Oglądam Jagiellonię, bo to zespół z mojego miasta. Ostatnio oglądam też Legię dla Majeckiego i Szymańskiego, Lechię dla Tomasza Makowskiego.

- Który z Polaków do lat 23 jest twoim zdaniem największym talentem? Wybrałbyś pięciu, taki własny top?
- A może młodszych? Pojedziemy do lat 19.

- Jasne.
- Na pewno Filip Marchwiński. Robiłem o nim raport chyba miesiąc temu. Super zawodnik, taki niepolski. First touch, super technika. Chłopak jest nieziemski. Poradziłby sobie w dużych akademiach. Hubert Turski. Niesamowity chłopak, nie wiem czy tylko dla mnie, ale strasznie przypomina mi Diego Costę z Atletico. Nie odpuszcza, jest zadziorą. Kto jeszcze? Pogoń Szczecin trzeba pochwalić, w ostatnich latach robią świetną robotę. Kolega Turskiego, ten sam rocznik. Kacper Kozłowski. Zawodnik, który ma papiery na spore granie. Rozmawiałem z jego agentem, który strasznie mi go polecał. Marcel Wędrychowski. Skrzydłowy, też z Pogoni. Decyzyjność słaba, ale poza tym wszystko ma na fajnym poziomie i mam nadzieję, że też zrobi fajną karierę.

- To brakuje nam jeszcze jednego do TOP 5.
- Może patriotycznie: Bartosz Bida. Podoba mi się, że ma super cechy wolicjonalne. Fizycznie jest dość słaby, ale wszystko da się dopracować. Robiłem o nim raport i napisałem, że przypomina mi Chicharito, ale porównałbym go też do Ciro Immobile. Ma papiery na fajne granie, teraz jest na wypożyczeniu w Wigrach, ostatnio strzelił gola.

 

 

 - Pierwszy Polak, o którym zrobiłeś raport?
- To był zawodnik, w którym byłem zakochany trochę na siłę. Nawet teraz staram się wynajdywać polskie talenty trochę na siłę. Po prostu chcę, żeby było ich więcej. Pierwszym był Mariusz Stępiński, jeszcze w Widzewie za trenera Mroczkowskiego. Oglądałem wszystkie mecze i strasznie się wkurzałem, kiedy siadał na ławce.

- Ile meczów musisz obejrzeć, żeby zrobić raport o jednym zawodniku?
- Minimum cztery. Do tego na Wyscout jest możliwość ściągnięcia wszystkich highlightsów, które zazwyczaj trwają godzinę. Jeszcze przed zrobieniem raportu siadam i żeby odświeżyć sobie zawodnika puszczam te highlightsy. Zajmuje mi to dobry tydzień.

- Mecze oglądasz w normalnym tempie czy na przyspieszeniu?
- Czasami przyspieszam. Zależy kiedy. Jeżeli to mecz, w którym nie mam konkretnego zawodnika do obserwowania, oglądam w normalnym tempie. A jeśli mam wybranego zawodnika i chcę tylko jego obserwować w danym meczu, zdarza mi się przyspieszać, jeśli jest jakaś kontuzja czy inna przerwa w grze.

- Miałeś już propozycje pracy związane z piłką?
- Były, od agentów. Nadal są, przypływają, ale polegałoby to na tym, że pracowałbym dla nich za darmo i znajdował zawodników. Potem musiałbym podpisywać z tymi zawodnikami kontrakty i się nimi zajmować. A pieniądze dostawałbym wtedy, kiedy zostaliby wytransferowani.

- Średnio.
- Bardzo średnio. Tym bardziej, że musiałbym jeździć po całej Belgii za swoje pieniądze, namawiać tych zawodników. A ja mam regularną pracę, która jest ciężka, zaczynam o szóstej rano. Fizycznie nie dałbym rady, tu już nawet nie chodzi o pieniądze. Jednemu z agentów, zresztą Polakowi, powiedziałem: mógłbym to robić nawet za tysiąc euro. W Polsce wydaje się, że to dużo, ale tutaj to zasiłek. Ale byłbym gotowy to robić, bo kocham to. Ale za jakieś pieniądze, żebym mógł rzucić regularną pracę. Nie zgodził się. Opowiem ci ciekawostkę.

- Śmiało.
- Współpracuję z jednym klubem na niwie social media. Z Benfiką. Zgłosił się do mnie ich szef social media. Zaproponował mi, że oni będą mi wysyłali filmiki z ich młodymi piłkarzami. Ja będę wrzucał je na swoje konto, a oni potem to retweetują z oficjalnego konta Benfiki. Dla mnie to jest reklama, bo wiadomo, że jak dostanę retweet od Benfiki, która ma milion śledzących, to coś na tym zyskam. A oni zyskują tzw. fejm.

- Ktoś o nich pisze, znany blog.
- W dzisiejszych czasach drużyny, które są spoza Anglii, Hiszpanii, Niemiec czy nawet Francji, nie mogą zostać potęgami. Muszą produkować młodych piłkarzy, żeby ich potem sprzedawać i za to żyć. Taka Benfika wie, że nie utrzyma swoich najlepszych młodych. Zaczynają współpracę ze mną, żeby dodać fejmu swojej akademii. To bardzo sprytne z ich strony. Oni mogliby wstawiać te filmiki sami. Ale dają je mi i mówią do innych: patrzcie, jaka nasza akademia jest wspaniała, chwalą nas, piszą o nas. Rozmawiałem z kimś z Legii. Nie będę mówił z kim, bardzo sympatyczny pan. Ale bali się, że zaraz im te talenty będą wykradać. Moim zdaniem to błędne myślenie. Fajne zdanie powiedział były trener Legii o Sebastianie Szymańskim. Gdyby był w akademii Dinama Zagrzeb, byłby wart 15 milionów euro. To właśnie ten fejm, który ma Dinamo. Byle gówniarza ze swojej akademii, nawet nie największą gwiazdę, potrafią sprzedać za parę milionów euro.

- Gdybyś miał w końcu dostać wymarzoną ofertę pracy związanej z pasją, byłaby to...
- Chciałbym mieć posadę skauta analityka. Człowieka, który wyszukuje talenty, analizuje. Wiem, że są takich osób setki. W Polsce też są fajne siatki skautingowe, między innymi w Lechu. Każdy z osobna obserwuje inne talenty, potem się spotykają, analizują. Myślę, że odnalazłbym się w takiej grupie. Poza tym umiem to robić, znam się na tym jak mało kto.

- Są piłkarze, u których eksplozję talentu przewidziałeś dużo wcześniej?
- Oczywiście. Na przykład Mbappe. Robiłem o nim raport, kiedy grał jeszcze w zespołach młodzieżowych Monaco. Gabriel Jesus - kiedy jeszcze był w Palmeiras. De Ligt - też jeszcze zanim zadebiutował w pierwszym zespole Ajaxu. Największe perełki wychwycałem dość wcześnie. Szczególnie Mbappe, w nim byłem zakochany od początku.

- Masz teraz jakiegoś ulubieńca, który nie jest jeszcze znany, a jesteś przekonany, że wystrzeli na podobną skalę?
- Tak. Mogę ci podać dwa nazwiska, których jestem praktycznie pewny. Oczywiście, jeśli ominą ich kontuzje i głowa pójdzie za talentem, bo to też jest ważne. Mason Greenwood z Manchesteru United. Nieprawdopodobny chłopak. Dla mnie to idealne połączenie elegancji i lewej nogi Robina van Persiego z niesamowitą skutecznością Cristiano Ronaldo. Chłopak będzie wielki, jestem o tym przekonany. Drugi taki talent, którego też uwielbiam i oglądam wszystkie mecze PSV do lat 19, nazywa się Mohammed Ihattaren. Nieprawdopodobna lewa noga. Dla mnie to połączenie stylów gry Davida Silvy, Jamesa Rodrigueza i nawet trochę Leo Messiego. To moje dwie największe perełki.

 

 

 - Czytasz też o zawodnikach, czy skupiasz się tylko na oglądaniu?
- O zawodnikach, którymi się interesuję, zazwyczaj nie można dużo przeczytać. Teraz wertuję roczniki 2002 i 2003. To chłopcy, którzy mają po 15-16 lat i mało kto o nich pisze. Kiedyś miałem taką sytuację, że chciałem się dowiedzieć więcej o chłopaku, o którym przygotowywałem raport. Słoweniec, Martin Kramarić. Znalazłem go na Facebooku, zaprosiłem, on zaakceptował i zacząłem go pytać o podstawowe informacje: wzrost, miejsce urodzenia. Chłopak wystraszony, bo myślał, że jestem jakimś agentem. Słabo mówił po angielsku, nie do końca rozumiał, o co mi chodzi i pisał tylko: no, I have agent, I don’t wanna agent!

- Zdarza się, że młodzi piłkarze sami się do ciebie odzywają?
- Diogo Dalot z Manchesteru United nawet komentował kilka razy posty o sobie. Dostaję dziesiątki maili dziennie od ludzi kompletnie mi nieznanych, którzy znajdują adres mailowy na mojej stronie. W większości to ludzie z Afryki. Grają gdzieś w Nigerii i proszą, żebym przyjechał, zobaczył ich talent, bo są nowym Messim. Na początku odpisywałem, że nie jestem w stanie im pomóc, teraz już nawet nie odpisuję, bo za dużo czasu by mi to zajęło.

- Któryś z takich maili szczególnie zapadł ci w pamięć?
- Nie zapomnę, jak bodajże jakiś Hindus wysłał mi wideo. On na tym wideo w swoim ogródku brał piłkę, kopał ją przed siebie i do niej biegł. Potem z drugiej strony znów kopie w stronę kamery i do niej biegnie. I tak przez dwie minuty, w tę i z powrotem. Nie odpisałem mu. Tydzień później wysłał mi drugiego maila, w którym mnie wyzywał, że jak ja mogłem nie dostrzec jego talentu, jak ja mogłem mu nie odpisać?

- Afrykańskim rynkiem też się interesujesz?
- Mniej, bo nie mam za bardzo jak. Jest za mało materiałów, informacji. Chciałbym bardziej się zagłębić w Afrykę, ale oprócz mistrzostw świata U-17 nie da się nigdzie tych piłkarzy zobaczyć. Musiałbym być na miejscu i tam ich sondować, a z pozycji komputera niestety nie ma szans. Wiesz, który kraj najbardziej sonduję?

- Który?
- Najbardziej lubię piłkę bałkańską. Akademie Partizana i Crvenej Zvezdy znam jak własną kieszeń. Od drużyny U-15 wzwyż znam tych piłkarzy jak swoje dzieci. Lubię też kraje bałtyckie. Litwa, Estonia. To nie są państwa, w których co roku rodzi się nowy Messi, ale zawsze staram się wyłapywać tamtejsze talenty. Poza tym Brazylia. Oglądam sporo rozgrywek młodzieżowych.

- Łatwiej śledzić na odległość Brazylię niż Afrykę?
- Oczywiście. Mecze Flamengo do lat 19 można swobodnie znaleźć na YouTube. Poza tym co roku odbywa się Copinha. Copa Sao Paulo de Futebol Junior. Nieoficjalne mistrzostwa Brazylii do lat 20. To jest zawsze w styczniu. Tam wyłapałem na przykład Viniciusa Juniora, obecnego zawodnika Realu Madryt. Miał wtedy 16 lat i z zawodnikami o cztery lata starszymi robił co chciał.

- Oglądasz mecz i nie masz problemów z identyfikacją zawodników? Wiesz kto jest kim?
- Trzeba sporo się naszukać. Po portugalsku znam podstawowe słowa i wiem mniej więcej jak to zrobić. Zazwyczaj mi się udaje.

- Cel na najbliższy czas związany z rozwojem bloga to...
- Celem zawsze było i jest to, że chciałbym to robić profesjonalnie. Żeby ktoś mnie zauważył. Nawet jeśli robiłbym to profesjonalnie, bloga i tak będę kontynuował. Może już nie w takim stopniu jak teraz, bo nie miałbym tyle czasu, ale robiłbym to dalej. Wiem, że jestem w tym dobry i jeżeli ktoś dałby mi szansę, nie żałowałby. Mógłbym pracować nawet w Japonii. Ile osób tak naprawdę na świecie robi to, co lubi? Pięć procent? Chciałbym być wśród nich.

- Nie boisz się, że wtedy to wszystko mogłoby trochę zbrzydnąć? Bo nie byłoby już odskocznią tylko obowiązkiem?
- Nie. Traktuję to jako przyjemność. Tak bym się zafiksował, że robiłbym dziesięć nadgodzin dziennie.

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się