var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: Patryk Zajega Images

Dwa tempa i bałagan. Jak w poprzednich latach wiosną radziły sobie zespoły, które po jesieni były w czołówce tabeli I ligi?

Autor: Filip Gierszewski
2018-12-26 21:35:42

Nieodłącznym elementem podsumowań sporządzanych na koniec roku są przewidywania dotyczące układu tabeli po ostatniej kolejce. Jeśli mowa o I lidze, to poprzednie lata udowadniały, że tego typu prognozy są jak wróżenie z fusów. Postanowiliśmy więc przyjrzeć się jak wiosnami lat 2014, -15, -16, -17 i -18 radziły sobie drużyny, które w przerwę zimową wchodziły z czołowych miejsc.

Dwa tempa

Zanim I liga stała się rozgrywkami, w których nikt nie był o nic pewny do samej 34. kolejki, ta układała się dość tendencyjnie. Po jesieni najwyższe lokaty zajmowały dwie bądź trzy drużyny na wiosnę narzucające sobie samym prędkość, której nie dawały rady przewyższyć zespoły z niższych miejsc. Kończyło się więc tak, że awansowali ci, którzy zaliczyli dwie równe rundy.

W sezonie 2015/16 dwa pierwsze miejsca przed przerwą zimową zarezerwowały sobie Wisła Płock i Arka Gdynia. Zgromadziły odpowiednio 37 i 36 punktów, a następny w kolejce beniaminek z Sosnowca tracił do nich trzy oczka. Wiosną sytuacja okazała się być o wiele bardziej klarowna. Przyszli ekstraklasowicze punktowali regularnie, czego nie można było powiedzieć o reszcie stawki. Wcześnie, bo na cztery serie spotkań przed końcem awans zapewniła sobie Arka, zaś nieco później Wisła.

W ostatecznym rozrachunku zajmujące trzecie, czwarte i piąte miejsca Zagłębie Sosnowiec, GKS Katowice i zdegradowany później Zawisza Bydgoszcz (wszyscy po 52 punkty) stracili do drugich płocczan po jedenaście oczek.

Rok wcześniej podobna, choć robiąca jeszcze większe wrażenie historia wydarzyła się z udziałem lubinian, niecieczan i płocczan. Na koniec roku 2014 trzy czołowe lokaty okupowały Bruk-Bet Termalica (41 punktów), Wisła i walczące o jak najszybszy powrót do ekstraklasy Zagłębie (po 38). Pozostałe ekipy były tak daleko, że mogły jedynie obserwować pojedynek „gigantów” o wejście na najwyższy poziom rozgrywkowy. Imponujący wyścig skończył się ogromną różnicą najlepszej trójki nad czwartą Olimpią Grudziądz. Wyniosła ona szesnaście punktów, co w obliczu dzisiejszych realiów jest kosmicznym wynikiem.

Awansowało niepokonane wiosną Zagłębie (39 punktów w piętnastu meczach), a także walcząca o drugie miejsce z Wisłą Płock Bruk-Bet Termalica (ostatecznie 73 punkty przy 69 Wisły).

I w latach 13/14 byliśmy świadkami utrzymania zajętych jesienią miejsc premiowanych awansem. Nie były to jednak pozycje stabilne, ponieważ tabela po listopadzie 2013 była bardzo ubita. Pierwszy Górnik Łęczna zgromadził 35 punktów, drugie i trzecie GKS-y – z Bełchatowa i Katowic po 32, czwarta Arka 28, a następny Dolcan Ząbki z Wisłą Płock – 27.

Niemniej łęcznianie i bełchatowianie nie zawiedli swoich kibiców, prezentując dobrą formę podczas wiosennej części sezonu. Na cztery kolejki przed końcem zbudowali sobie pięciopunktową przewagę nad trzecią Olimpią Grudziądz i mogli z względnym spokojem patrzeć w przyszłość. Przyszłość, jak się później okazało, świetlaną (chociaż, jak się jeszcze później okazało, na niezbyt długo).


Bałagan

To chyba najlepsze określenie tego, co działo się podczas dwóch ostatnich wiosen na boiskach pierwszej ligi. Sytuacja w tabeli zmieniała się jeszcze szybciej niż w kalejdoskopie i niekiedy można było odnieść wrażenie, że niektórzy nie chcą awansować.

W zeszłym roku po jesieni tabelę otwierała Chojniczanka (35 punktów), a za nią umiejscowione były kolejno Odra Opole (34), Raków Częstochowa (32) i Miedź (31). Wiosną każdemu wiodło się różnie. Albo słabo, jak Odrze i RKS-owi, albo średnio, jak Chojniczance, albo dobrze, jak Miedzi. Kilku innym zespołom poszło nader dobrze – z drugiej lokaty awansowało Zagłębie Sosnowiec, które przezimowało na dziewiątym miejscu. Czwartą pozycję na koniec sezonu zajął zaś przejęty przez Ryszarda Tarasiewicza GKS Tychy. W piętnastu meczach uzyskał 35 punktów i przesunął się o dziesięć miejsc w tabeli.

Z kronikarskiego obowiązku – pierwsza była Miedź z 63 punktami, drugie Zagłębie (58), trzecia Chojniczanka (56), czwarte Tychy (55), a warty wzmianki jest jeszcze katowicki GKS, który zakończył zmagania z 54 oczkami.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że ów stan rzeczy był powtórką z sezonu poprzedniego. Jesień znów wygrała Chojniczanka (36 pkt), ale jej przewaga nie była na tyle duża, aby mówić o faworyzowaniu  chojnickiej drużyny w kontekście walki o historyczne wejście do elity. Druga GieKSa traciła do niej jedynie punkcik, a kolejne Zagłębie Sosnowiec trzy. Czwarta Pogoń Siedlce zgromadziła w pierwszej części sezonu 29 punktów, a uplasowane za nią Sandecja, Miedź i Górnik Zabrze po 27.

Po przerwie zimowej forma MKS-u się załamała. Wygrała tylko czterokrotnie i chociaż przegrała tylko trzy razy, aż ośmiokrotnie zremisowała. Najlepszą formę zaprezentowała siódma na półmetku sezonu Sandecja i to ona jako pierwsza cieszyła się z pierwszego dla siebie awansu do ekstraklasy. Rzutem na taśmę do najwyższej klasy dostał się Górnik Zabrze, zwyciężając wszystkie sześć ostatnich spotkań, dzięki czemu o punkt wyprzedzili Zagłębie Sosnowiec i Miedź.

***

Dwa zgoła inne scenariusze, jakie realizowały się w ostatnich latach wyewoluowały w swego rodzaju średnią, której doświadczamy obecnie. Z tym, że obecnej jesieni I liga grana była dwa tygodnie dłużej, co odbija się na bardzo krótkiej, bo rozłożonej na trzynaście kolejek wiośnie. Wróćmy jednak do wspomnianej średniej. Dlaczego w ogóle posługujemy się tym terminem?

Odpowiedzią na to jest liczba zespołów, która zamieszana jest w walkę o awans. W dwóch ostatnich latach o wejście do ekstraklasy walczyła praktycznie cała górna połówka tabeli. Wcześniej, były to wspomniane dwa lub trzy faworyzowane zespoły. Teraz mamy ich czwórkę, ze zdecydowanie wysuniętym na czoło Rakowem i zamkniętymi w różnicy jednego punktu Sandecją, Stalą Mielec i ŁKS-em. Od biedy można do tego grona wpisać także Podbeskidzie, które do wymienionej trójki traci pięć punktów.

Patrząc przez pryzmat szaleństwa ostatnich lat mamy więc dość wąską grupę pretendentów do rywalizacji o najwyższy cel. I ta odrobina przewidywalności powinna wyjść Fortuna 1. Lidze na dobre - dostarczy bowiem najpewniej do Ekstraklasy zespoły piłkarsko całkowicie na to gotowe, co w ostatnich latach nie było oczywistością.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie