var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

Ciesz się, jeśli masz dziecko, które poświęca czas sportowi i lubi to!

Autor: Marcin Krzywicki
2018-12-27 19:00:00

Najnowszy felieton #KrzywaPiłka Marcin Krzywicki poświęca na "szalonych rodziców utrudniających szkolenie swoich dzieci". Jak dobrze wiemy, jest to problem powszechny. Zapraszamy!

Z racji, że czwartek jest dniem, w którym mam okazję pisać dla 2x45, a ten ostatni wypada 27 grudnia, to czas poruszyć temat postanowień noworocznych, które zaprzątają wiele głów w tym okresie. Gdyby czwartek wypadał 23-go, to bym Was prosił, żebyście tyle nie jedli w okresie świątecznym, ale Wy już wcześniej byliście grubi. Nie zwalajcie winy na święta.

Temat szalonych rodziców utrudniających szkolenie swoich dzieci wraca co weekend po każdej kolejce rozgrywanej przez dzieciaków w każdej kategorii wiekowej.

Ostatnio z okazji Turnieju Mikołajkowego o Puchar Poseł Ewy Kozaneckiej miałem okazję z Markiem Citko wybrać po jednym piłkarzu z każdego zespołu i rozegrać mecz pokazowy. Mój zespół wygrał 3:1, ale to jest nieważne. Po meczu nie było końca zdjęciom. Akurat tutaj prym wiódł Marek. 1:1 :)

W czasie gdy rozpoczęły się na hali półfinały, kończyliśmy robić zdjęcia z dzieciakami. Na nasze nieszczęście Marek stał jedną stopą na boisku, co nie spodobało się typowemu Sebie z kolegą. W ciągu kilku sekund z tej spuchniętej gęby wystrzelił z taką częstotliwością tyle epitetów, których nie powstydziłby się karabin maszynowy pozbywający się naboi.

Typowy Seba, czyli opalona morda od chlania, ale na osiedlu przechwalający się, że po dziesięciu pieczątkach dostał darmową wizytę na nowych lampach w „Magic Sunny”. Przepasany podróbką  torby CK przez ramię tak mocno, że krew nie dopływa do narządów i rzucający „kurwami” po każdej nieudanej akcji syna. Siedmioletniego syna!

Po tej sytuacji resztę półfinałów i finały poświęciłem na obserwację tych dwóch ananasów na trybunach.

W skrócie? SKANDAL!

Do patologicznych rodziców - bo tacy byli - nie dociera największa zasada piłki juniorskiej, że wynik jest sprawą totalnie marginalną, drugorzędną. A tym bardziej w kategorii U-7. Najważniejsza jest, i powinna być, obsługa piłki, poznanie zasad, łapanie techniki oraz systematyczność treningów. Dla Seby oczywiście to jest nieważne. Najlepiej jakby synek mógł założyć korki na hali. został wystawiony na szpicy i przeorał hale przez 90 minut, bo przecież tato płaci składki wyjmowane z podróbki Calvina Kleina. 

Gdzie leży problem? Niespełnione ambicje rodziców. Rodzice powariowali. Dziecko powinno mieć czas na naukę, na zabawę i na odpoczynek. Natomiast żyjemy w takich czasach, że po szkole rodzice zawożą na tysiąc dodatkowych zajęć. Dodatkowy niemiecki, gimnastykę artystyczną, szachy, balet, tenis, ceramikę w osiedlowym klubie, lekcje gry na pianinie, gitarze i co im jeszcze przyjdzie do głowy. To, że dziecko jest wysokie. to nie znaczy, że musi grac w koszykówkę. Tak samo jak jest otyłe, to nie musi pracować w McDonaldzie. Nieważne, że dziecka może balet nie interesuje. Ważne, że rodzic sobie wymyślił, aby córka została primabaleriną.

Możemy oczywiście przekonywać i zachęcać, ale nic na siłę. Wymuszona aktywność to żaden pożytek, wręcz strata pieniędzy, czasu i energii. Zajęcia dodatkowe powinny być dostosowane przede wszystkim do zainteresowań, potrzeb, wieku i możliwości dziecka, a nie rodziców. Obserwujmy i szukajmy predyspozycji u dziecka, a nie spełniania swoich ambicji.

Dzisiaj rodzice mają za dużego pierdolca na punkcie dzieciaków. Triumfy święcą jakieś kretyńskie promocje typu „Świeżaki” w Biedronce. Marketingowcy wiedzą, że obecni rodzice nie potrafią obchodzić się z dziećmi, są nadtroskliwi, nie potrafią niczego odmówić, nie odstępują tych dzieciaków na krok. Za moich czasów skakało się po drzewach i wracało z zakrwawionymi kolanami po wślizgach robionych na betonie. Dzisiaj mały Stasiu nie wejdzie na drzewo, bo mama nie pozwala. A w piłkę tylko na orliku jak tata będzie miał czas. Na mecz na drugi koniec Bydgoszczy zasuwało się autobusem na gapę i uciekało przed kanarami. Zamiast na bilet wydawało się na maczugi i oranżadę po 45 groszy.

W Anglii w poważnych akademiach rodzice mają surowo przestrzegany zakaz odzywania się na meczach. W Polsce mają zakaz siedzenia cicho na trenigach czy meczach swoich pupili. Z pierwszym gwizdkiem rozpoczyna się wyścig, który z rodziców rzuci więcej „kurew”, obrazi bardziej sędziego czy trenera gości.

Mam wielu znajomych, którzy prowadzą dzisiaj akademie piłkarskie i takich patologicznych historii jest wiele.

Przytoczę kilka pierwszych lepszych z brzegu.

Grupa dziewięciolatków. Jeden z chłopaków z większą nadwagą, kompletnie niezainteresowany piłką, siada albo staje sobie za każdym razem z boku. Trener postanowił z nim porozmawiać:
- Adaś, Ty lubisz grać w piłkę? Lubisz treningi?
- Nie, ale tata mi każe przychodzić.

Jak wytłumaczył to ojciec?
- Trenerze, ale Adaś to jest bardzo inteligentny chłopak. Ma wiele zainteresowań i uważam, że on jest wielkim ukrytym talentem.

A sytuacja jest taka, że on się nawet nie jest w stanie sam nigdzie ukryć, jest tak gruby. Szkoda chłopaka, bo prawie każdy trening jest dla niego karą i kończy się łzami w oczach.

Mamy w sierpniu w deszczowy dzień przysyłają dzieci w rękawiczkach zimowych, a tata chwilę przed rozpoczęciem zajęć karmi syna zmiksowaną substancją udzielając najważniejszej wskazówki:
„Pamiętaj, Mati! Piłka może przejść, ale przeciwnik nie”.

Zdarzają się tak abstrakcyjne historie jak oburzenie rodzica dziecka w kategorii U-8, że trener nie organizuje im „normalnych” meczów. W jego pustej głowie oznacza to pełnowymiarowe boisko, sędziowie oraz pojedynek 11vs11. Unifikacja nakazuje grać maksymalnie 4vs4. On wypisuje syna i wróci jak będą grać z bramkarzami normalne mecze.

W drużynach są dzieciaki, na które rodzice na treningach czy meczach mają wpływ depresyjny. Nie ma ich, grają jak Messi. Są, to grają jak ja :)

Dziś dużym problemem jest to, że wiele tych szkółek jest płatnych, a wiadomo jak podchodzą dzisiejsi ludzie. Idiotyczne: jak płacę, to wymagam!

Dlatego jeśli masz dziecko, które poświęca czas sportowi i lubi to, to się ciesz! Nie krzycz na nie, jak trafi obok słupka czy popłynie wolniej od rówieśnika. Ciesz się, że w tym czasie nie gra na konsoli, zajadając się chipsami, popijając colą.

Macie pierwsze postanowienie noworoczne.

Szczęśliwego Nowego Roku!


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się