var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: WHUFC.com

Urodzony na nowo. Samir Nasri powraca do futbolu na najwyższym poziomie

Autor: Maciej Kanczak
2019-01-06 16:00:05

„Urodziłem się na nowo, gdy zapukał ktoś do drzwi, to był anioł daje słowo, wcześniej nie wiedziałem nic” - śpiewało swego czasu Lady Pank w piosence „Heroina”. Czyżby Janusz Panasewicz miał na myśli Samira Nasriego?

W środę władze West Ham United oficjalnie ogłosiły, że francuski pomocnik do końca bieżącego sezonu będzie występował na London Stadium. W ligowym starciu z Brighton&Hove Albion FC jeszcze nie wystąpił, ale zgodnie ze zdaniem brytyjskich mediów był do gry w sobotniej potyczce III rundy FA Cup z Birmingham City. Tym samym 41-krotny reprezentant Francji, po 405 dniach przerwy, ponownie powąchał murawę. Rozegrał 58 minut w meczu, w którym jego drużyna wygrała 2:0.

Z kłopotami za pan brat

W ostatnich latach Nasri drastycznie obniżył loty. Nie przekonał do swojej osoby Pepa Guardioli, gdy ten objął rządy w Manchesterze City, nie błyszczał na wypożyczeniu w Sevilli, statusu gwiazdy nie potrafił również uzyskać w tureckim Antalyasporze. Nie dlatego jednak przez dwanaście miesięcy trzymany był w szafie. Wszystko przez głupotę zawodnika i wydarzenia z grudnia 2016 r., które sprawiły, że omal nie zakończył swojej piłkarskiej kariery.

Zestawienie „Nasri” i „kłopoty” nikogo nie szokuje, bo wychowanek Pennes Mirabeau do wpadania w nie, miał porównywalny talent, jak do futbolu. Na boisku inteligencja była jedną z jego zalet, gdy schodził z murawy, mózg zostawiał w klubowej szafce. W listopadzie 2008 r. po jednym ze spotkań reprezentacji Francji, w autokarze usiadł na miejscu Thierry`ego Henry`ego i ani myślał ustąpić legendarnemu napastnikowi mistrzów świata i Europy. Uwagę na niewłaściwe zachowanie zwrócił mu wówczas William Gallas, ale Nasri pozostał niewzruszony. Środkowy obrońca, w swojej autobiografii, takie zachowanie określił później jako „absolutny brak szacunku wobec starszych i bardziej utytułowanych kolegów”. Sam Nasri uważał z kolei, że Gallas robi problemy, tam gdzie ich nie ma. Obaj byli wówczas piłkarzami Arsenalu, ale przez kolejne 1,5 roku nim Gallas przeniósł się do Tottenhamu, nie zamienili już ponoć nawet słowa. Z kolei, gdy „Kanonierzy” mierzyli się z „Kogutami” w Premier League, oboje przede meczem nie uścisnęli sobie dłoni.

Cztery lata później, Nasri zasłynął z pyskówki z dziennikarzem, po przegranym przez jego reprezentację ćwierćfinale EURO 2012 z Hiszpanią. Przechadzając się przez mixed-zonę, rzucił w kierunku jednego z rodzimych żurnalistów: - Zawsze piszecie jakieś g*******e historie na nasz temat, idź się p******, idź p****** swoją matkę, Ty s*********. A teraz możesz napisać, że jestem źle wychowany.

Na reakcję Francuskiej Federacji Piłkarskiej nie trzeba było długo czekać. - Oczekuje od piłkarzy innej kultury – powiedział prezydent FFF, Noel Le Great, karząc gracza Manchesteru City trzema meczami dyskwalifikacji w narodowych barwach. Dopiero wówczas, skruszony zawodnik przeprosił za swoje zachowanie. Głośno o Nasrim, z powodów poza boiskowych, było również w 2014 r., gdy Didier Deschamps niespodziewanie pominął go w kadrze na MŚ w Brazylii. Francuski pomocnik miał za sobą bardzo dobry sezon w barwach zespołu z północnej Anglii – w 34 meczach siedem razy wpisał się na listę strzelców, będąc jednym z ojców mistrzostwa Anglii dla „Citizen”. „Takie jest życie i trzeba iść dalej, co Cię nie zabije to Cię wzmocni” - napisał na twitterze.

 

 


 

 

Jego ówczesna dziewczyna, Anara Atanes nie zamierzała jednak bawić się w przesadną dyplomację. „Pieprzyć Francję, pieprzyć Deschampsa. Co za gówniany menedżer!” - wystukała w klawiaturę, ciemnowłosa modelka. Uspokajać musiał ją sam narzeczony,  pisząc: „Kochanie, życie czasem jest niesprawiedliwe i musisz to zaakceptować”. Nie brakowało jednak głosów, że stonowany wpis Nasriego to jedynie zagrywka PR-owa, zaś tweet jego partnerki życiowej, tak naprawdę wyszedł spod rąk sfrustrowanego zawodnika. Tym bardziej, że kilka dni później, w wieku zaledwie 27 lat, zdecydował się zakończyć karierę reprezentacyjną. - I tak z tą drużyną nic nie osiągnę – tłumaczył motywy swojej decyzji.

O tym, że w dalszym ciągu ma żal do selekcjonera „Trójkolorowych” można było się przekonać jesienią 2017 r., gdy skomentował regularny brak powołań na mecze francuskiej kadry swojego przyjaciela, Karima Benzemy (razem zaczęli występować w reprezentacji Francji od kategorii U-16), w związku ze skandalem z 2016 r., kiedy wraz z kolegami, gracz Realu Madryt szantażował Mathieu Valbuenę ujawnieniem seks-taśmy z jego udziałem. - Takie zachowanie jest po prostu głupie – nie gryzł się zbytnio w język. Szokował jednak nie tylko nad Sekwaną, również na Wyspach Brytyjskich w stosunkowo krótkim czasie narobił sobie wielu wrogów. W Arsenalu występował trzy lata (2008-2011), ale przez brak większych sukcesów z „The Gunners” przeniósł się do Manchester City, z którym już w pierwszym sezonie występów świętował mistrzostwo Anglii. Szybko również przyznał, że publiczność na The Emirates Stadium pod względem pasji i oddania, nijak ma się do widowni na Etihad Stadium, czym ściągnął na siebie gniew dziesiątki tysięcy londyńczyków, gdy tylko pojawiał się przy Ashburton Grow z „Obywatelami”.

- Kibice Arsenalu to idioci – skomentował bez ogródek ich zachowanie. Ale i fani MC w końcu zaczęli mieć go również po dziurki w nosie. Gdy latem 2017 r. Nasri wrócił do Manchesteru z wypożyczenia do Sevilli, wiedział już, że w ekipie Guardioli miejsca długo nie zagrzeje. Klub z Andaluzji co prawda był skłonny zatrzymać go na dłużej, ale cena jaką za Francuza zażyczyli sobie działacze MC (21 mln euro), była dla nich nie do zaakceptowania. Na Sportcity Rowsley Street szybko zdali więc sobie sprawę, że ich finansowe oczekiwania nijak się mają do sportowej jakości Nasriego i mocno zeszli z ceny (10 mln euro). Ukłon w stronę podopiecznego zrobił również sam Pep, który zabrał go na tournée po USA, aby ten mógł się z dobrej strony pokazać się potencjalnym kupcom. Nasri zamiast dziękować Bogu, że dostał taką możliwość, w ciągu całego pobytu za oceanem zachowywał się tak, jakby był w Stanach Zjednoczonych za karę. - Nikt właściwie nie rozumie, co on tu robi. Zachowuje się arogancko, nic go nie obchodzi – powiedział anonimowo dla ESPN, jeden z piłkarzy City.

Sam sobie lekarzem

Jak więc widać lista grzechów i przewinień francuskiego pomocnika jest długa jak Tamiza, ale mowa tu o wykroczeniach, za które zestaw kar jest mocno ograniczony – utrata tygodniówki, ostracyzm wśród kolegów czy też odesłanie do bazy przez trenera. To co Nasri zrobił jednak w grudniu 2016 r. omal nie złamało jego piłkarskiej kariery. U schyłku tamtego roku, Francuz przebywał na urlopie w USA. Na Ramon Sanchez Pizjuan wiodło mu się średnio, poleciał więc do Ameryki naładować baterię przed drugą częścią rozgrywek Primera Division. Pech chciał jednak, że w trakcie wakacji źle się poczuł i niezbędna była interwencja służb medycznych. Z pomocą cierpiącemu piłkarzowi pospieszyła prywatna klinika „Drip Doctors”, specjalizująca się we wprowadzaniu dożylnie witamin i preparatów wspomagających nawadnianie organizmu. 500 ml sterylnej wody zaaplikowała mu przepiękna doktor Jamila Sozahdah, która firmę „Drip Doctors” założyła wraz z siostrami kilka lat wcześniej.

 

 


 

 

Zadowolony z pomocy Nasri zrobił sobie zdjęcie z Sozahdah, a potem wraz z podziękowaniami umieścił na twitterze, czym wywołał skandal, a nawet dwa. Najpierw draka towarzyska – Francuz miał podziękować pani Sozahdah za wysoką jakość usług...seksualnych. W sieci od razu zawrzało – gracz Sevilli, jak napisaliśmy wyżej, był bohaterem wielu skandali, ale chyba nigdy nie posunąłby się do tak prymitywnego wpisu. Pani doktor od razu zaprzeczyła, że do czegoś doszło w hotelowym pokoju w Los Angeles, w jej obronie stanęły również siostry. Nasri zaś autorkę tweetu upatrzył w swojej narzeczonej, która miała włamać mu się na konto. - To na pewno ona napisała takie rzeczy, jest strasznie zazdrosna i non stop wydaje jej się, że ją zdradzam – wyjaśnił. Tu sprawa rozeszła się po kościach, gorzej, gdy okazało się, że owe 500 ml substancji odżywczych, to o 450 ml za dużo, gdyż limit infuzji wedle zasad UEFA to 50 ml, a by pobrać większą dawkę, należy wystąpić o zgodę Europejskiej Unii Piłkarskiej. Nasri działał jednak sam, bez porozumienia z klubowymi lekarzami, stąd też groziła mu kara kilkumiesięcznej dyskwalifikacji.

Pomocnik wrócił więc do Sevilli, gdzie dokończył sezon 2016/2017 (w rywalizacji z Leicester City znów dała znać o sobie mroczna strona jego charakteru, kiedy w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Leicester City, przed czasem wyleciał z boiska), tymczasem nad jego głową nieustanie wisiał miecz Damoklesa. Władze UEFA zamierzały srogo ukarać nim niepokornego i nieuświadomionego, jeśli chodzi o przepisy Nasriego, ale kilkakrotnie zmieniali sposób jego użycia. Na początku mowa była nawet o 4-letniej dyskwalifikacji, która później została zmniejszona do dwóch lat. Trybunał Arbitrażowy ds. sportu w Lozannie skrócił jednak karę do pół roku, która ostatecznie została ogłoszona w lutym 2018 r. Po odwołaniu Inspektora Etyki i Dyscypliny UEFA, Komisja Odwoławcza zwiększyła okres karencji do 18 miesięcy, ale liczonych od 1 lipca 2017 r. Tym samym Nasri na boisko wrócić miał dopiero w styczniu 2019, ale już w listopadzie wznowić mógł treningi.

- Myślałem, że to koniec – tak wspominał minione dwanaście miesięcy Nasri. Wydawało mi się, że jestem twardy i mam mocną psychikę, ale wówczas po raz pierwszy płakałem z bezsilności. Przez rok nie grasz, ani nie trenujesz, siedzisz przed telewizorem i wiesz, że nie masz na nic wpływu. W międzyczasie, urodził mi się syn, co jednak pomogło mi przetrwać ten trudny okres. A im bliżej końca dyskwalifikacji, tym było już coraz lepiej. Tym bardziej, że w końcu do drzwi zapukał wspomniany już anioł, z piosenki „Lady Pank”.

Być jak Felipe Anderson

Wybawicielem okazał się Manuelle Pellegrini, który w obliczu kontuzji Andrija Jarmołenki (zerwanie ścięgna Achillesa), eliminującej Ukraińca z gry prawdopodobnie do końca bieżących rozgrywek, zdecydował się przywrócić Nasriego do piłkarskiego świata żywych. Z Chilijczykiem, Samir pracował na Etihad Stadium trzy lata i to pod jego wodzą spisywał się w błękitnej części Manchesteru najlepiej (91 meczów, 16 goli i 22 asysty). Obaj w tym czasie zdobyli mistrzostwo Anglii i Puchar Ligi Angielskiej w sezonie 2013/2014. - Cieszę się, że znów będziemy razem pracować. Każdy piłkarz chce, aby menedżer znał jego wartość. A w moim przypadku tak właśnie jest. Poza tym lubię styl i sposób myślenia o piłce Pellegriniego. Byłem wielkim fanem wszystkich zespołów, które prowadził – przyznał Nasri przed kamerami telewizji klubowej WHU TV. Pellegrini z kolei dodawał: - Doskonale panuje nad piłką, im cięższy i ważniejszy mecz, tym lepiej gra. Da nam w ataku nowe możliwości.

 

 

Obie wypowiedzi padły jednak już po tym, gdy Nasri parafował półroczną umowę z „Młotami”. Nim jednak strony usiadły do stołu i zdecydowały się na współpracę, losy kontraktu dla nowego piłkarza długo wisiały na włosku. Oczywiście Pellegrini wiedział, że jego były podopieczny z MC, idealnie pasuje do WHU stylem gry, ale obawiał się o jego kondycję. Rok bez meczów i treningów brzmi niemal jak wieczność, a „The Hummers” liczą, że wiosną zaatakują górną połowę tabeli (wygrali pięć z ostatnich siedmiu spotkań). Do tego potrzebni będą jednak gracze o żelaznych płucach i stalowych nogach, których Chilijczyk ma ostatnio do dyspozycji coraz mniej. Pomijając Jarmołenkę, urazy w tym sezonie męczyły również Andy Caroll`a i Jack`a Wilshere`a. Na przełomie listopada i grudnia, „Daily Mirror” donosił: „To nie przejdzie, Pellegrini nie jest zadowolony z postępów Nasriego”. W tym samym czasie wiele osób, związanych z WHU lobbowało na rzecz dania szansy Francuzowi.

- Wciąż potrzebujemy graczy o fantastycznej jakości, a Nasri z pewnością do takich graczy należy. Może grać zarówno w ataku, jak i w obronie. Wciąż ma wiele do zaoferowania – stwierdził obrońca Pablo Zabaleta. Z kolei były napastnik West Ham, Carlton Cole mówił: - To elegancki gracz, wniesie do zespołu dużo potrzebnego doświadczenia.

Obok słów takich sław, działacze WHU oczywiście nie mogli przejść obojętnie, ale największa w tym zasługa Nasriego, który w ciągu ostatnich dwóch miesięcy udowodnił, parafrazując byłą Panią premier III RP, że ten kontrakt mu się po prostu należał. Teraz już wszystko w nogach samego zainteresowanego, by nowe futbolowe życie, było równie dobre, co początek pierwszego. Niesubordynacja zaprowadziła go na życiowe manowce, ale jak sam przyznał w rozmowie z klubową telewizją, dostał drugą szansę, a nie każdy otrzymuje taką możliwość. To w dalszym ciągu zawodnik o kapitalnej technice, znakomitym strzale z dystansu czy umiejętności dokładnego, prostopadłego zagrania. Wielkiej kariery, która była mu pisana pewnie już nie zrobi (zresztą jak niemal wszyscy czołowi przedstawiciele „generacji 1987”, a zatem Hatem Ben Arfa czy Jeremy Menez) ale na grze „Młotów” może odcisnąć swoje piętno. Zwłaszcza, że Pellegrini w tym sezonie pokazał, że ma rękę do graczy, skreślonych w poprzednich miejscach pracy. Felipe Anderson to najlepszy i najdobitniejszy tego przykład.
 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się