var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: wikimedia.org

W Cieniu Gwiazd (6) - Zmęczony bitwami z kontuzjami

Autor: Mateusz Kasowski
2019-01-09 14:39:27

Sympatyczny, pobożny i goniący za marzeniami - tak najprościej można opisać Christopha Metzeldera jako człowieka. A piłkarz? Bez wątpienia talent miał większy niż dokonania, ale jego karierę zahamowały kontuzje. Niemniej jednak Borussia Dortmund i Real Madryt w CV brzmią dumnie.

Swoje pierwsze piłkarskie kroki Metzelder stawiał w niewielkim mieście Haltern, położonym niedaleko Zagłębia Ruhry. Tam, w miejscowym TuS, rozpoczął swoją przygodę z piłką. Po dziewięciu latach gry na amatorskim poziomie przeniósł się do Preussen Munster, występującym wtedy w III lidze niemieckiej. Już jako wchodzący do seniorskiej ekipy junior wyróżniał się przede wszystkim świetnymi warunkami fizycznymi.

Po jednym sezonie, w wieku 20 lat, rozglądały się za nim dużo większe kluby. Trafił do Borussii Dortmund, niemal bezproblemowo przeskakując przepaść między III ligą a Bundesligą. W Dortmundzie miał zastąpić Juergena Kohlera. Od razu wskoczył do składu i na początku spisywał się bardzo dobrze. Później dopadł go jednak kryzys, zaczęły też powoli odzywać się urazy. Pierwszy sezon na takim szczeblu zakończył jednak z 19. występami na najwyższym poziomie ligowym w Niemczech.

Zanim w kolejnej kampanii zadomowił się w wyjściowej jedenastce, zadebiutował w reprezentacji Niemiec. Rudi Voller dał mu zagrać jedną połowę w towarzyskim spotkaniu z Węgrami. Spisał się na tyle dobrze, że po niedługiej przerwie wskoczył do środka obrony reprezentacji, która na mistrzostwach świata dotarła do finału. Sam wychowanek TuS Haltern zagrał w Korei i Japonii pełen zestaw minut.

Później jednak na kilka lat wypadł z narodowego zespołu. Pod koniec sezonu 2002/2003 zaczął się bowiem jego stopniowy zjazd w dół. Stracił przez zerwane ścięgno Achillesa prawie dwa lata. 24-letniego gracza kosztowało to bardzo dużo. Wydawało się, że po takich przeżyciach powrót na europejski poziom będzie fikcją. Ale Metzelder swoim uporem ponownie wskoczył do składu i regularnie po powrocie grał w Bundeslidze.

O jego usługi walczyły największe kluby w Europie, przed kolejnymi transakcjami przytrafiały mu się kontuzje, przez co z przenosin wychodziły nici. Nieszczególnie ukrywał nawet, że marzy mu się Real Madryt. Tam w końcu trafił w 2007 roku, gdy wygasł jego kontrakt z BVB. Choć na początku wydawało mu się to ogromnym szczęściem, okazało się, że Madryt stał się dla niego piekłem. Po latach przyznał, że stracił w ekipie "Królewskich" trzy lata. Bez przerwy bowiem coś mu dolegało. Od zwichniętej kostki, przez zapalenie błony maziowej, aż po problem z kolanem.

Przez trzy sezony w stolicy Hiszpanii zagrał 31 spotkań, głównie krótkich epizodów. Zdecydował się wrócić i podpisał kontrakt z największym wrogiem Borussii, Schalke. W Gelsenkirchen szybko wskoczył do składu, w końcu zaczął regularnie grać, jednak łagodnie określając - nie powalał. Schalke, mające w składzie Raula czy Jana-Klaasa Huntelaara było jednak wtedy na topie.

Już po jednym sezonie zaczęły znów odzywać się demony. Doznawał absolutnie przeróżnych kontuzji, przez które wypadał na kolejne tygodnie. W końcu w 2013 roku powiedział dość. Zdecydował się zakończyć karierę. Na boisko jednak jeszcze wrócił, dał się bowiem namówić na grę w TuS Haltern. Wskoczył do środka pola i kolejne kilka lat spędził grając kompletnie amatorsko. - Położyłem tutaj fundament wspaniałej kariery. Teraz koło się zamyka - mówił po powrocie do swojego pierwotnego klubu Zagrał jednak tylko kilka spotkań w ekipie prowadzonej przez Wilfrieda Howedesa, ojca Benedikta. Pod względem fizycznym nie był już bowiem sobą. Został zatem dyrektorem sportowym.

W Niemczech głośno było o nim m.in. też z powodu rzekomego dołączenia do sztabu Pepa Guardioli w Bayernie Monachium. Taką plotkę upubliczniła "Marca", a powielał ją cały świat. Nie wiedział o tym ani jednak on sam, ani Guardiola, ani Bayern. Swego czasu zainwestował też cztery tysiące euro w akcję na rzecz walki z chorobami chronicznymi, czego efektem była randka z niemiecką aktorką, Hannahą Herzsprung.

W czasach piłkarskiej kariery skończył studia, dzięki czemu na brak zajęć po zawieszeniu butów na kołek nie mógł narzekać. Był ekspertem telewizyjnym, zajmował się marketingiem i komunikacją, a także kilkoma przedsięwzięciami, również charytatywnymi. Teraz jest trenerem juniorów w klubie, w którym się wychował, został też jego prezesem.

Przez lata kariery i ciągłych rzucanych pod nogi kłód nic go nie zmieniło. Pozostał sympatyczny, pobożny i ciągnący za kolejnymi marzeniami. Kto wie - może, gdyby miał większe szczęście do zdrowia, jego kariera potoczyłaby się całkiem inaczej.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się