var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: własne

W przerwie: Alex Ferguson, Michael Moritz - “Być liderem”, czyli klucz do szatni wielkiej światowej potęgi

Autor: Andrzej Cała
2019-01-06 17:30:18

Dożyliśmy czasów, gdy piłka nie tylko jest obecna praktycznie 24 godziny na dobę w telewizji i internecie, ale możemy też czytać świetne pozycje o jej historii. Można pomiędzy meczami, można w drodze do pracy, można tam, gdzie królowie chadzają piechotą. Możliwości jest multum. W każdy weekend będziecie mieli okazję przeczytać nasze polecenia. Pewnie częściej będziemy chwalić niż ganić, bo na słabe książki szkoda nam czasu, więc potraktujcie to jako przewodnik po wartościowej lekturze na czas przerwy. Na początek 2019 r. pozycja, która pozwoli wam trochę lepiej zrozumieć fenomen jednego z najważniejszych trenerów w historii piłki nożnej

Alex Ferguson, Michael Moritz - Być liderem (SQN)

O tym, jak wielkim był menadżerem, wszyscy przekonali się niekoniecznie wtedy, gdy wycofał się z futbolu. Nie wszystkich przekonywały sukcesy Manchesteru United, powtarzano często, że z taką gromadą gwiazd to i inni trenerzy z wysokiej półki potrafiliby odnosić sukcesy. To oczywiście nie były najgłośniejsze opinie, bo dla większości fanów futbolu wyznacznikiem klasy Sir Alexa była liczba zdobytych przez niego trofeów oraz piłkarzy, którzy rozkwitli pod jego skrzydłami.

Resztę przekonały dopiero wyniki MU już wtedy, gdy Ferguson odszedł i karuzela na krześle trenera, która trwa do dziś. I to właśnie ten wątek zainspirował mnie, by przypomnieć sobie raz jeszcze pozycję wydaną przez SQN w Polsce w 2016 r., uznawaną powszechnie za najlepszą biografię trenerskiego geniusza ze Szkocji, chociaż tak naprawdę będąca… quasibiografią.

Czy liderem trzeba się urodzić, czy można nim zostać?

W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że nad “Być liderem” Ferguson pracował ze swoim przyjacielem, Michaelem Moritzem, znanym pod każdą szerokością geograficznym miliarderem, filantropem i dziennikarzem. To wpłynęło na treść, która w większym stopniu jest opowieścią o byciu elementem wielkiej korporacji, jaką jest angielski mocarz. Opowieścią o tym, ile znaczy instynkt, charyzma, ale i dalekowzroczność.

“Po meczu z Leeds United w 1992 roku miałem okazję przysłuchiwać się, jak zawodnicy pod prysznicem analizują spotkanie, co było dla mnie niecodziennym wydarzeniem. Steve Bruce i Gary Pallister zachwycali się Erikiem Cantoną, francuskim napastnikiem, które Leeds sprowadziło z Nîmes. Steve Bruce, kapitan United, chwalił szczególnie umiejętności Cantony. W taki czy inny sposób komentarze, które wtedy usłyszałem, zakiełkowały we mnie i niedługo później kupiliśmy Cantonę”.

Ferguson wspomina kulisy transferów, opowiada o pozyskiwanych zawodnikach, ale i tych, których kupić do MU się nie udało. Poznajemy bliżej gwiazdy takie jak wspomniany Cantona, Ronaldo, Beckham czy Giggs, ale przede wszystkim to, jak ich kariery kształtował Sir Alex. Przypominamy sobie o roli wychowanków, ich wpływie na zespół, konieczności wdrażania ich w zespół.

Książka nie daje jednoznacznej odpowiedzi na zadane przeze mnie na wstępie tego fragmentu pytanie. Ferguson z Moritzem wyjaśniają, co jest potrzebne aby firma tak trudna w prowadzeniu jak mający mocarstwowe, globalne plany klub piłkarski funkcjonował jak należy. Tyle że nie każdy z nas urodził się z taką charyzmą jak szkocki wizjoner. Nie każdy z nas ma takie wyczucie, ale i tyle szczęścia. Już pomijając wątek niezapomnianego meczu finału Ligi Mistrzów w Barcelonie w 1999 r., gdy Manchester United w dwóch ostatnich minutach odwrócił losy rywalizacji, szczęście było jednym z synonimów Fergusona.

Uczyć się od mądrzejszych, podglądać

Sporo miejsca w książce Ferguson poświęca osobom, które go inspirowały. Wylicza ich zasługi, podkreśla cechy, które wpływały na to, że właśnie ich podglądał i słuchał. To ten fragment “Być liderem”, który szczególnie warto wziąć sobie do serca. Bo niby każdy z nas wie, że jak uczyć się to od mądrzejszych, a i tak najczęściej tego nie robimy. Ba, nie uczymy się nawet na własnych błędach, ale to akurat temat na zupełnie inny tekst.

“Przychodzi mi do głowy jeszcze jeden przykład. Jimmy Sirrel, menedżer Notts County i instruktor na szkoleniu z coachingu, w którym brałem udział w 1973 roku w Lilleshall, jednym z brytyjskich narodowych centrum sportu, nauczył mnie czegoś bardzo ważnego. Powiedział mi, że kontrakty wszystkich zawodników nie powinny wygasać mniej więcej w tym samym czasie, gdyż to pozwala im zmówić się przeciwko menedżerowi i klubowi. Nigdy wcześniej o tym nie pomyślałem. Od tego czasu zawsze zwracałem szczególną uwagę na to, żeby terminy wygasania kontraktów były rozłożone w czasie. Przekazanie mi tej rady zajęło Jimmy’emu mniej niż minutę, a korzyści z tego, że ją usłyszałem, czerpałem przez całe życie. To jedynie pokazuje, że rady możemy otrzymać w najmniej spodziewanym momencie, a słuchanie, które nic nas nie kosztuje, jest dla nas niezwykle cenne”.

Coaching w Polsce w wielu środowiskach nie ma najlepszej prasy, do czego w głównej przyczyniła się masa buców totalnie wykrzywiających obraz tej dziedziny. “Być liderem” pokazuje ją od zupełnie innej strony. Bez mentorstwa i tanich cytatów, bez przekonywania na siłę, że każdy może stać się drugim Aleksem Fergusonem. No nie, nie może. Ale na pewno może dzięki lekturze tej książki odrobinę zbliżyć się do świata wielkiej piłki nie od strony boiska a gabinetów.

Z perspektywy ludzi zarządzających grupami ludzi oraz majątkami to też bardzo ciekawa lektura. Ale w pierwszej kolejności to pozycja dla osób, które chcą zrozumieć, w jaki sposób Ferguson został żywym Bogiem piłki na Wyspach Brytyjskich i kolejni śmiałkowie próbujący wejść w jego buty odbijają się od nich jak od muru.

Nasza ocena (1-6): 5


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie