var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img"; function onFinishedPlaying() { $("#footerAdvert").remove(); } $(document).ready(function() { setTimeout("onFinishedPlaying()", 15000);


Autor zdjęcia: Arsenal.com

Współczesna legenda Premier League oraz łamacz serc – Francesc Fabregas żegna się z Anglią

Autor: Sebastian Czarnecki
2019-01-09 17:30:39

Przez jednych uwielbiany, przez innych został znienawidzony, jeszcze inni mają do niego ogromny żal. Obojętnie jakimi uczuciami ktoś darzy Francesca Fabregasa, jedno jest pewne – nie można przejść obok jego osoby obojętnie i należy go docenić za ogromne umiejętności. Czy można o nim mówić jak o współczesnej legendzie Premier League? Jak najbardziej.

Kibice z pewnością woleliby usłyszeć romantyczną historię o kapitanie, który wyciągnął zespół z kryzysu i poprowadził go do upragnionego mistrzostwa, ale w zamian za to będzie opowieść o dwukrotnie złamanym sercu, spełnionych marzeniach i niespełnionych ambicjach.

Najmłodszy debiutant w historii Arsenalu

Francesc Fabregas swoją karierę zaczął w Barcelonie, gdzie wstąpił do La Masii – jednej z najbardziej uznanych akademii sportowych na świecie. Jego kariera rozwijała się prawidłowo, jednak wciąż nie dostawał znaków od klubu, że ma szansę na debiut w dorosłej drużynie. Kiedy więc pojawiła się oferta z Arsenalu i zapewnienie Arsene’a Wengera, że w ciągu roku zostanie zawodnikiem pierwszego zespołu, długo się nie wahał. Do północnego Londynu przeniósł się 11 września 2003 roku w wieku 16 lat, a angielski klub zapłacił Barcelonie rekompensatę w wysokości około 2,5 mln funtów. Hiszpan nie musiał długo czekać na debiut, bo już 28 października pojawił się na boisku w meczu Pucharu Ligi z Rotherhamem. Fabregas miał wówczas 16 lat i 177 dni, dzięki czemu po dziś dzień jest najmłodszym debiutantem w historii Arsenalu.

2 grudnia 2003 roku zdobył swojego pierwszego gola w nowych barwach, w wygranym 5:1 meczu Pucharu Ligi z Wolverhampton Wanderers. Fabregas pobił wtedy kolejny rekord, bo w wieku 16 lat i 212 dni został najmłodszym strzelcem gola w historii Arsenalu i do dziś nikt nie pobił jego wyczynu, mimo że w podobnym wieku do pierwszego zespołu wchodził później Jack Wilshere. Hiszpański pomocnik w swoim debiutanckim sezonie zaliczył jedynie trzy występy w pierwszej drużynie, ale cały czas podpatrywał na treningach Patricka Vieirę i Gilberto Silvę, którzy mieli niepodważalną pozycję w wyjściowej jedenastce. Choć Fabregas wykonał swój pierwszy krok w kierunku profesjonalnego futbolu, to nie zadebiutował w Premier League, przez co nie otrzymał historycznego medalu za mistrzostwo Anglii, które „Kanonierzy” wygrali bez ani jednej porażki.

Droga na szczyt i… pierwsze rozczarowania

Fabregas swoją determinacją i wolą walki niesamowicie imponował Arsene’owi Wengerowi, który już od przyszłego sezonu zaczął wprowadzać utalentowanego zawodnika do pierwszego zespołu. W odstawkę poszedł Gilberto Silva, a jego miejsce zajął 17-letni Hiszpan, który zachwycał przebojowością, kreatywnością i lekkością gry. Arsenalowi brakowało właśnie tego powiewu świeżości i młodości, który wprowadzał Fabregas do pierwszego zespołu i nic więc dziwnego, że na stałe zadomowił się w wyjściowej jedenastce.

Z sezonu na sezon Fabregas miał coraz mocniejszą pozycję w zespole Arsenalu i stanowił jego centralny punkt. Jego rozwój był tak błyskawiczny, że momentalnie stał się jednym z najlepszych pomocników w całej lidze. Świetna gra nie miała jednak przełożenia na zdobywane trofea. „Kanonierzy” zmagali się z dużymi problemami finansowymi, które były skutkiem zaciągnięcia kredytu pod budowę nowego stadionu. Proces „arsenalizacji” miał być długotrwałym projektem, który zyski miał przynieść dopiero w następnych latach, dlatego Arsenal szukał oszczędności gdzie tylko się dało i z roku na rok klub opuszczali kluczowi zawodnicy pierwszego zespołu.

Fabregas w swoim drugim sezonie w Anglii zdobył z Arsenalem Puchar Anglii, a rok później zagrał w przegranym finale Ligi Mistrzów z Barceloną, ale od tego czasu jego licznik trofeów się zatrzymał. Pomocnik nie mógł jednak narzekać na sukcesy indywidualne, bo w 2006 roku zdobył nagrodę Golden Boy, dwukrotnie był w jedenastce sezonu UEFA, dwukrotnie w jedenastce sezonu Premier League, dwukrotnie najlepszym asystentem ligi i dwukrotnie piłkarzem sezonu w Arsenalu. Na dodatek już w 2008 roku został mianowany permanentnym kapitanem pierwszego zespołu w wieku zaledwie dwudziestu jeden lat.

- Kiedy Arsene Wenger powiedział mi, że zostanę kapitanem, byłem w wielkim szoku. Co prawda grałem w tym klubie już od czterech czy pięciu lat, ale miałem dopiero 21 lat i w zespole byli gracze dużo bardziej doświadczeni ode mnie. To był dla mnie prawdziwy test, ale zrobiłem wszystko co w mojej mocy, żeby nie zawieść zespołu, a koledzy z drużyny pomogli mi przez to przejść.

Niekończąca się opowieść…

Każdy piłkarz, który za młodu opuścił Barcelonę i zaczął osiągać sukcesy, prędzej czy później musiał do niej wrócić. Nic więc dziwnego, że „Blaugrana” starała się sprowadzić Fabregasa z powrotem do domu, jednak korzystała przy tym ze wszystkich dostępnych sztuczek i manipulacji. Zaczęło się niewinne, bo w październiku 2009 roku Xavi powiedział słynne słowa, że „Fabregas ma DNA Barcelony”. Właśnie ten tekst zapoczątkował dwuletnią sagę transferową, która zaczęła irytować wszystkich fanów Arsenalu. Londyńczycy wiedzieli, że ich klub nie jest w stanie zatrzymać wszystkich klubowych gwiazd i część z nich prędzej czy później będzie musiała zmienić otoczenie, jednak każdy wiedział, że kapitan zespołu, który oddał dla „Kanonierów” całe swoje serce, nie zdecyduje się na transfer.

W 2010 roku zaczęła się właściwa saga transferowa. Peter Hill-Wood otwarcie mówił o braku szacunku ze strony Barcelony oraz zapewniał, że kapitan Arsenalu nie jest na sprzedaż. Wtedy do akcji wkroczył Lionel Messi:

- Cesc ma Arsenal w swoim sercu, ale Barcelonę we krwi. On pragnie wygrywać wszystkie największe trofea i oczekuję, że dokona tego w Barcelonie. Nie wiem kiedy to nastąpi, ale wierzę, że pewnego dnia znowu zostaniemy kolegami z drużyny.

Włodarze Katalończyków jeszcze przez kilka miesięcy uprawiali w mediach swoje gierki psychologiczne, jednak kiedy złożyli formalną ofertę za Fabregasa w wysokości 35 milionów euro, spotkali się z odrzuceniem. Arsenal uciął wszelkie negocjacje za pomocą swojej oficjalnej strony i poinformował, że Fabregas nie jest na sprzedaż za żadne pieniądze i klub na pewno nie wystosuje do Barcelony żadnej kontroferty. Sandro Rosell i Joan Laporta jednak twardo stali przy swoim i upierali się, że Hiszpan prędzej czy później dołączy do Barcelony.

- Cały świat wie, że Fabregas chce do nas przyjść, a my chcemy go pozyskać. Ten temat stał się publiczny, przez co mamy utrudnione zadanie, bo jego klub może zwiększyć swoje oczekiwania. Nigdy nie zapłacimy za niego 50 czy 60 milionów.

Kilka dni później stała się jednak najgorsza rzecz, jaka mogła spotkać fanów Arsenalu. Kiedy reprezentacja Hiszpanii świętowała swój triumf na mistrzostwach świata w RPA, Gerard Pique, Carles Puyol i Pepe Reina założyli Fabregasowi koszulkę Barcelony podczas oficjalnej celebracji, co tylko rozjuszyło ludzi w londyńskim klubie.

Saga transferowa trwała przez całe lato, jednak Fabregas ostatecznie pozostał w Arsenalu. Nie oznaczało to jednak, że Barcelona zaprzestała swoich działań. 15 sierpnia 2011 oficjalnie podpisał kontrakt z katalońskim klubem za kwotę wynoszącą około 35 milionów funtów. Kibice londyńskiego klubu przez lata byli rozjuszeni jego dążeniem do opuszczenia klubu, a kiedy pojawiła się plotka, że wieloletni kapitan jeszcze dopłacił do swojego transferu, wszyscy wpadli w furię. To oczywiście nieprawda, bo taka sytuacja nie miała miejsca, ale niesmak pozostał już na zawsze.

Powrót do domu

Fabregas w końcu dopiął swego i po wielu latach wrócił do domu, by grać pod wodzą Pepa Guardioli – swojego idola z dzieciństwa, po którym nosił koszulkę z numerem „4”. Jego pobyt w Barcelonie nie był jednak tak udany, jak sam oczekiwał. Owszem, zdobył upragnione trofea, został mistrzem Hiszpanii, ale jednocześnie przestał być centralną postacią w swoim zespole. Choć grał regularnie i notował bardzo dobre liczby, nigdy tak na dobrą sprawę nie został gwiazdą w „Dumie Katalonii”.

Kibice mieli do niego bardzo dużo pretensji zwłaszcza za to, że miał ogromne wahania formy. Fabregas potrafił rewelacyjnie zacząć sezon, by w jego połowie przechodzić obok spotkań i nie grać już na tak wysokim poziomie. Fabregasa broniły przede wszystkim liczby, bo te miał niezwykle imponujące, aczkolwiek wszyscy spodziewali się po nim czegoś więcej niż tylko cyferek.

To właśnie przez swoje wahania formy w 2014 roku postanowił wrócić do Premier League.

Ponownie złamane serce

Oczywiście pierwszym kierunkiem Fabregasa był Arsenal, który w dalszym ciągu posiadał klauzulę pierwokupu zawodnika, jednak… Arsene Wenger nie widział dla niego miejsca w swoim zespole. „Kanonierzy” sezon wcześniej pobili swój rekord transferowy i ściągnęli do klubu Mesuta Özila, a na jego pozycji mieli do dyspozycji jeszcze Santiego Cazorlę, Mikela Artetę, Tomasa Rosicky’ego, Aarona Ramseya i Jacka Wilshere’a.

- Kiedy mój czas w Barcelonie dobiegł końca, szukałem dla siebie najlepszych opcji. Naturalnie Arsenal był moim pierwszym wyborem, na dodatek klub cały czas posiadał klauzulę pierwokupu, ale rozmawiałem z Arsenem Wengerem, który stwierdził, że nie znajdzie w swoim zespole miejsce dla mnie i Mesuta Özila jednocześnie.

O jego powrocie do Arsenalu mówiło się przez bardzo długi czas. Kibice byli nawet w stanie wybaczyć mu odejście do Barcelony, jednak klub zdecydował inaczej. Oficjalnie Wenger nie miał dla niego miejsca, nieoficjalnie wciąż żywił do niego urazę za to, że w taki a nie inny sposób wymusił odejście w 2011 roku. Kiedy jednak Hiszpan trafił do Chelsea, wszystkim fanom „Kanonierów” ponownie pękło serce. O ile jeszcze powrót do domu można było zrozumieć, tak przenosiny do jednego z największych rywali były jak cios w plecy.

- Chciałem wrócić do Premier League i musiałem rozważyć wszystkie możliwe opcje. Rozmawiałem z Jose Mourinho i powiedział mi to, co chciałem usłyszeć. Szybko przekonał mnie do transferu, to była błyskawiczna decyzja.

Świetny pobyt w Chelsea

Przenosiny do Chelsea okazały się dla Fabregasa strzałem w dziesiątkę, bo już w swoim pierwszym sezonie zdobył wymarzony tytuł Premier League, a z 19 asystami na koncie został najlepszym asystentem ligi. Hiszpan był  znakomitym wzmocnieniem dla zespołu „The Blues” i razem z Nemanją Maticiem stworzył kapitalny środek pola. Już w swoich pierwszych meczach w barwach nowego klubu wpisał się do historii całej ligi, ponieważ jako pierwszy zaliczał ostatnie podania w sześciu ligowych meczach z rzędu – dwa miały miejsce jeszcze w 2011 roku w barwach Arsenalu, a cztery dołożył na starcie rozgrywek w Chelsea.

Hiszpański kreator dzięki pobytowi w Chelsea wskoczył również na drugie miejsce na liście najlepszych asystentów w historii Premier League. Z aktywnych graczy najbliżej do niego mają James Milner i David Silva, jednak obaj tracą do niego ponad 30 asyst, a biorąc pod uwagę ich wiek, raczej nie zdołają go przeskoczyć.

 

 

W barwach „The Blues” zdobył dwa tytuły mistrza Anglii, Puchar Anglii i Puchar Ligi – więcej niż przez osiem lat pobytu w Arsenalu. Kibicom „Kanonierów” przypomniał się w 2017 roku, kiedy Chelsea podejmowała lokalnego rywala na Stamford Bridge. Fabregas wykorzystał fatalne zagranie Petra Čecha i sprytnym lobem podwyższył prowadzenie swojego zespołu na 3:0, czym kolejny raz złamał serce londyńskim fanom.

Pożegnanie

Czas Fabregasa w Chelsea zaczął jednak dobiegać końca. Już za kadencji Conte przestał pełnić kluczową rolę w pierwszym zespole, zaś Maurizio Sarri całkowicie przemeblował linię pomocy na swój sposób. Hiszpanowi rola rezerwowego przestała wystarczać, dlatego też poprosił o transfer do innego klubu. Początkowo wydawało się, że wyląduje w Milanie, jednak z ofertą wkroczyło również AS Monaco, które znajduje się w beznadziejnej sytuacji ligowej i zamierza jak najszybciej wyjść z dołka. Menedżerem francuskiego klubu jest Thierry Henry, czyli były klubowy kolega Fabregasa w Arsenalu, dlatego też miała to być tak łatwa decyzja do podjęcia.

Choć oficjalnego potwierdzenia transferu jeszcze nie było, Fabregas już zdążył pożegnać się z kolegami z drużyny, a także z kibicami podczas spotkania w Pucharze Anglii z Nottingham Forest, gdzie pełnił funkcję kapitana. Choć Maurizio Sarri chciałby zatrzymać hiszpańskiego pomocnika, nie zamierza stawać na jego drodze. W jego miejsce do Chelsea może przyjść ktoś z dwójki Nicolo Barella lub Leandro Paredes

Fabregas odchodzi w kwiecie wieku, mając jeszcze wiele do zaoferowania i do udowodnienia. Przez całą swoją piłkarską karierę był piłkarzem fenomenalnym i niesamowicie walecznym. I choć nie wszyscy mogą się z tym zgodzić – na boisku zawsze był wielkim profesjonalistą. Kibice Arsenalu wciąż żywią do niego urazę, jednak kiedy Fabregas w pewnym momencie zakończy swoją karierę, wszyscy z pewnością będą gorąco go wspominać. Czy można nazwać go współczesną legendą angielskiego futbolu? Może to dość kontrowersyjne, ale jak najbardziej. Do Premier League wszedł z butami w wieku siedemnastu lat i przez całą karierę był uznawany za jednego z najlepszych środkowych pomocników.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się
  • Logowanie