var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Zamiast zostać drugim Błaszczykowskim stał się tylko Atmosfericiem. Peszko kadrze na boisku wiele nie dał

Autor: Marcin Łopienski
2019-01-11 14:32:03

W seniorskiej reprezentacji Polski debiutował 19 listopada 2008 roku, jeszcze za pięknych czasów Leo Beenhakkera i ponad dwa miesiące po pierwszym meczu w kadrze swojego przyjaciela, Roberta Lewandowskiego. Po ponad 10 latach, 44 meczach z orzełkiem na piersi, nadal kojarzony jest jako kolega aktualnie najlepszego polskiego piłkarza. I z aferą, po której Franciszek Smuda stwierdził: „Te pijaki popsuły mi święta”.

A przecież nie byłoby Sławomira Peszki w reprezentacji, nie byłoby słynnego "Atmosfericia", bez Franciszka Smudy. To właśnie były selekcjoner kadry narodowej w 2008 roku sprowadził 33-letniego obecnie pomocnika z Wisły Płock do Lecha Poznań i wprowadził go do piłki na najwyższym krajowym poziomie. W pierwszym sezonie w Ekstraklasie zanotował 5 asyst, ale dorzucił do tego świetne statystyki w Pucharze UEFA: 3 gole i 3 asysty w 10 meczach (w tym kwalifikacje). 

Ten błysk wystarczył, aby zapukać do drzwi narodowej reprezentacji. Wtedy jeszcze nieśmiało, ale z czasem jego pozycja w ligowej piłce rosła. Głównie za sprawą Jacka Zielińskiego, który w rok zrobił to, czego Smuda nie potrafił przez trzy sezony. Dał Lechowi upragniony tytuł mistrza Polski, a Peszko ze swoimi 8 bramkami i 14 asystami był jednym z głównych twórców tego sukcesu.

Ten okres zbiegł się z nowym selekcjonerem reprezentacji Polski, którym z woli narodu został jego były szkoleniowiec z Poznania. Smuda ochoczo stawiał na swojego podopiecznego, który odpłacił się w tym czasie tylko jedna bramką w spotkaniu z Danią (rozegranym w śmiesznym turnieju daleko za granicami Polski), zmarnowanymi idealnymi sytuacjami w towarzyskim spotkaniu z Niemcami (tym, w którym poślizgnął się Jakub Wawrzyniak) i aferze alkoholowej, która tak rozzłościła Franciszka Smudę, że ten na portalu sport.pl pokusił się o słynne już zdania: 

- Przede mną też klękał, jak ostatnio nawywijał. To już koniec. W jego przypadku nawet nie ma czego sprawdzać. Sprawa jest ewidentna. Nie chcę pijaków w kadrze. Zrozumcie, te pijaki popsuły mi święta – powiedział urodzony w Lubomii szkoleniowiec. 

W sumie nie można się chyba szkoleniowcowi dziwić. Chociaż po latach ta afera w Niemczech pachnie mocną ustawką, nie tak miała wyglądać rola Peszki w reprezentacji Smudy. Popularny „Peszkin” miał harcować na boisku, wykorzystywać okazje takie jak w spotkaniu z Niemcami, ale były skrzydłowy Lecha błyskotliwy był gdzie indziej. Dziś wiemy, że nie był to jego pierwszy i ostatni raz. 

Po tym wydarzeniu jego kariera w reprezentacji Polski, z pominięciem krótkiego epizodu u Adama Nawałki (4 mecze, w tym dwa w eliminacjach do EURO 2016 i ważny gol z Irlandią w Dublinie), ograniczyła się do roli „Atmosfericia”. Bo przecież nie możemy o piłkarzu, który wchodził tylko na ogony, powiedzieć, że był czołowym zawodnikiem kadry „biało-czerwonych”. 

Przez ostatnie sześć lat od powrotu do reprezentacji Polski Peszko robił co tylko mógł, aby zadać kłam teorii, że jest w kadrze tylko ze względu na Lewandowskiego. W sezonie 2013/14 miał całkiem udany sezon w FC Koeln, później przyszedł do Lechii Gdańsk, aby nie wypaść z orbity Adama Nawałki, ale czy ktoś dziś pamięta jego dobre liczby z rozgrywek 2016/17? 3 bramki i 10 asyst w 29 meczach to niezły wynik, ale pogrążających go sytuacji było więcej - kopanie dmuchanej lalki, rozmowa pod wpływem w radiu Weszło FM, brutalny faul na Arvydasie Novikovasie i brak pokory w relacjach ze sztabem Piotra Stokowca.

Tak, te ostatnie zdarzenia nijak mają się do jego gry w kadrze, ale doskonale obrazują nam reprezentacyjną karierę Sławomira Peszki. Zawodnik Lechii Gdańsk częściej zapisywał się na kartach brukowców (lub w filmowych parodiach, jak ta powyżej) z powodu afer, w które wpadał lub sam kreował, aniżeli ze zdobywanych bramek i rozstrzyganych przez niego meczach.

Zastanawialiśmy się, jak podsumować jego lata w kadrze i chyba trzeba sparafrazować słowa "Peszkina" po awansie na EURO 2016: „ale się działo!”. Szkoda tylko, że nie na boisku, panie Sławku, ale jakby nie patrzeć, tych występów sporo zaliczył.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się