var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Klaudia Ogrodnik

Stadionowy escape room. Jak traktuje się kibiców na piłkarskich arenach w Polsce?

Autor: Piotr Koszecki
2019-01-20 13:00:23

W styczniu doszło do dwóch tragedii, które wstrząsnęły Polską. W Koszalinie pięć młodych dziewczyn zginęło w płomieniach podczas wizyty w escapie roomie, a w Gdańsku został zamordowany prezydent miasta. W tle rozgrywa się serial „Przejęcie Wisły Kraków”.

Wszystkie te zdarzenia będą miały lub już mają wpływ na kluby piłkarskie, a tym samym i kibiców. Sprawa Wisły jest najbardziej oczywista, bo dotyczy naszego środowiska, a więc wszystko to, co zostanie tam znalezione i udowodnione (choćby i medialnie, niekoniecznie w sądzie), będzie miało przełożenie na całą Polskę. Od kilku lat sytuacja stowarzyszeń kibiców w naszym kraju jest niewesoła i choć UEFA nakazuje prowadzenie dialogów na linii oficjalne przedstawicielstwo fanów – klub piłkarski to u nas temat traktowany jest po macoszemu. Wydarzenia z Gdańska uderzą na pewno w firmy ochroniarskie, co będzie miało wpływ na budżety klubów. Mniej ochroniarzy z orzeczeniami o niepełnosprawności to automatyczny wzrost kosztów dla firm ochraniających, co znowu przełoży się na większe wydatki klubów, które przerzucą je na kibiców. Czy będziemy dzięki temu mogli czuć się bezpiecznie? Wątpię, ale to nie temat na ten felieton.

Dziś chciałbym się zająć najmniej oczywistym powiązaniem, czyli tragedią, która rozegrała się w Koszalinie i stadionami piłkarskimi w Polsce. Od kilku lat środowisko fanów zwraca uwagę, że rodzime obiekty, a szczególnie sektory gości (zwane popularnie i często adekwatnie „klatkami”), są tykającymi bombami, na których może dojść do tragedii. Jednakże tak samo, jak na Zachodzie ludzi zabijają terroryści, a nie ciężarówki, tak w Koszalinie winny jest (najprawdopodobniej) właściciel biznesu, bo przecież sam escape room nikogo nie zabił. Również w przypadku polskich stadionów nie będą winne same obiekty, tylko ludzie bez żadnej wyobraźni i zasłaniający się (wydumanymi) przepisami.

Zdecydowana większość stadionów w Polsce posiada sektor gości. Jest to jednym z wymogów licencyjnych na poziomie centralnym. Co prawda zdarzają się wyjątki – remonty, decyzje administracyjne, ale… są to wyjątki. Wejście na zdecydowaną większość tych obiektów odbywa się na dwie fazy – pierwsza następuje poprzez wczytanie biletu/podanie wejściówki ochroniarzowi, następnie kontrola osobista i można przejść kilkanaście/kilkadziesiąt metrów do sektora gości. Gdy na sektorze gości znajdą się wszyscy kibice, to następuje zamknięcie bramy, która oddziela sam sektor od strefy, przez którą się przechodziło.

Jak zamykany jest sektor gości? Najczęściej na kłódkę i łańcuch. Dokładnie takie same, na jakie zamyka się piwnicę, obory, czy inne miejsca, z których istnieje ryzyko, że uciekną zwierzęta lub złodziej dostanie się do dobytku. Klucz ma jeden z ochroniarzy, którzy stoją najbliżej tej bramy. Zapasowy znajduje się gdzieś w klubie, choć jakby ogłoszono konkurs na jego znalezienie, to całkiem możliwe, że najszybszym zajęłoby to… kilka dni. Na mniejszych stadionach jest czasem jeszcze bardziej groteskowo, bo zdarza się, że toaleta lub catering znajdują się w strefie przejścia. Wtedy ochroniarz każdorazowo uchyla klatkę, kibic przeciska się przez szczelinę między poluzowanym łańcuchem i kratą i idzie załatwić swoją potrzebę. Następnie wraca, łańcuch jest ściślej wiązany i… znowu inny kibic idzie za potrzebą. Ochroniarz dzielnie pracuje, luzując co rusz łańcuch.

*

Sektor gości w Ekstraklasie. Jeden z kibiców odpala race. Ochroniarz stojący najbliżej psika gazem. Bucha ogień, na szczęście kończy się tylko oparzeniami. Zapewne to jedyny taki ochroniarz w Polsce. Cała reszta ochraniająca polskie stadiony to przecież osoby, które przeszły szkolenie i wiedzą, jak się obchodzić z ogniem. Prawda?

*

Tragedia podobna do tej, jak w escapie roomie nie ma prawa się wydarzyć na polskich stadionach, bo przecież nie wolno na nich odpalać pirotechniki, a i wszelkie materiały, z których zbudowany jest stadion, są z atestami niepalności.

Ciekawe, że ludzie powtarzający takie argumenty, nie zastanawiają się nad tym, że w Koszalinie też nikt nie odpalił racy. Próba przerzucenia odpowiedzialności za ewentualną tragedię na fanów, bo „jak nie odpalą pirotechniki, to się przecież nie spalą” to sprytne zagranie, ale nie broni się w żaden logiczny sposób. Zresztą, czy koniecznie to fani gości muszą odpalić pirotechnikę, by wzniecić pożar? Czy mało było sytuacji, że to z sektorów gospodarzy leciały race, które następnie wpadały do klatki z kibicami gości? Jeśli sam zapis w ustawie i regulaminie o zakazie wnoszenia i odpalania pirotechniki na polskich stadionach powoduje, że nie ma się co obawiać o pożar, to dlaczego w ogóle kibice gości są odgradzani od miejscowych? Przecież w ustawie jest też zakaz bójek…

*

Kibice gości odpalają pirotechnikę. Nagle ogniem zajmuje się jedno z krzesełek, zaraz za nim drugie i kolejne. Po meczu sprawdzane jest w klubie, jak to możliwe, że zapaliły się krzesełka. W dokumentach stoi: „krzesełka mają atesty niepalności”. Segregator odłożony na półkę. W razie tragedii jest przecież papier, więc nie ma odpowiedzialności. Na wypalone miejsca montuje się krzesełka tej samej firmy.

*

Jak to możliwe, że sektory gości przechodzą licencyjne etapy i odbiory (szczególnie ten od straży pożarnej)? Na czas kontroli sektor gości od bramy wyjściowej (tej pierwszej, na której pokazuje się bilet i dochodzi do kontroli osobistej) oddziela strefa przejścia, która w żaden sposób nie jest zamykana. Chowane są łańcuchy, kłódki – zresztą one wyciągane są jedynie na same spotkania, bo gdyby były tam cały czas, to mogłyby zamoknąć i przerdzewieć, a tego przecież żaden szanujący się kierownik ds. bezpieczeństwa nie chce. Nie ma wtedy podstaw, by nie wydać papieru.

*

Dlaczego nie otworzycie drugiej bramy wejściowej na sektor? Przecież widzicie, że do meczu zostało już tylko 20 minut, a około 100 osób czeka na wejście. Odpowiedź kierownika ds. bezpieczeństwa: „Przyjechaliście na 45 minut przed meczem, mamy według przepisów godzinę na Wasze wpuszczenie i w tym czasie uda nam się zmieścić. Mało nas obchodzi, że to przez policję tak późno dotarliście i że będzie już wtedy trwał mecz. Trzymamy się przepisów, a jak się nie podoba, to wracajcie do siebie”. Polskie stadiony, polskie kluby, polscy pracownicy klubowi – do cna przepisowi. Z takim podejściem nie może dojść do tragedii. Przecież wszystko robią przepisowo. Prawda?

*

Częstym argumentem, gdy fani wyrażają swoje uzasadnione obawy co do zamknięcia w klatce, jest odpowiedź, że ochroniarz mający klucz jest specjalnie przeszkolony, stoi niedaleko i będzie interweniował na wypadek kryzysowej sytuacji. To jest oczywiście ten sam ochroniarz, który zarabia mniej niż minimalna stawka w kraju (jak to możliwe? Od minimalnej kwoty odlicza się użyczenie sprzętu np. w postaci kamizelki) i ten sam, który pierwszy ucieka, gdy kibice zaczynają trząść płotem. Trudno od niego wymagać, by chciał narażać swoje zdrowie za tak żenujące stawki, ale czy powierzanie mu życia tak wielu osób jest czymś właściwym?

*

Powrót z rozliczenia za bilety do sektora gości na jednym z nowszych stadionów w Polsce. Na szczycie schodów krata zamknięta na dwa łańcuchy i jedną kłódkę. Brak ochroniarza. Po pokonaniu kilkudziesięciu metrów udaje się ustalić, który z nich ma klucz. Sprawa nie jest jednak tak prosta – obecnie poszedł on otworzyć parking dla kibiców gospodarzy. Wraca po 15 minutach i dopiero wpuszcza na obiekt. 15 minut, ale jak dojdzie do tragedii, to na pewno będzie na miejscu. Prawda?

*

To nie tylko z sektorami gości jest problem. Bardzo często podobna sytuacja ma miejsce z trybunami dla gospodarzy. Zdarza się, że gdy kibice w młynie odpalą pirotechnikę, to policja wymusza na organizatorach otwarcie np. tylko jednej bramki wyjściowej i pojedyncze wypuszczanie kilku tysięcy kibiców. Często rodzi to panikę i złość, bo nikt nie chce godzinami wychodzić z obiektu. Dlaczego sprawcy zawsze trzeba szukać zaraz po meczu, a nie można go wezwać dzień później na przesłuchanie (skoro monitoring pozwolił zidentyfikować winnych)? Może za mało medialne, a może… nikt się nigdy na tym nie zastanawiał?

*

70. minuta meczu Pucharu Polski. Jeden z kibiców ma dość oglądania popisów swojej drużyny i chce udać się do wyjścia i poczekać na resztę fanów w autokarze. Ochroniarze nie zgadzają się go wypuścić, a kierownik ds. bezpieczeństwa, do którego w końcu udaje mu się dostać numer telefonu, stwierdza: „Jak się weszło, to się wyjdzie dopiero po meczu. Nie będziemy co chwilę otwierać bramy”. Po dalszych protestach jeden z ochroniarzy psika gazem. Gaz zawsze pomaga. Zachciało mu się meczu, to niech teraz siedzi do samego końca. Taki escape room. Ha, ha, ha…

*

Ciągle przewija się temat pirotechniki, a przecież swobodny dostęp do wyjść ewakuacyjnych i głównej bramy jest ważny także w momencie, gdy trzeba udzielić pomocy medycznej. Zawał nie pyta, czy kibic jest na sektorze gości, tylko po prostu atakuje. Każda minuta jest wtedy cenna. Innym nieporuszonym jeszcze tematem jest problem ze swobodnym opuszczeniem stadionu. Na wielu obiektach dalej kibic gości (a czasem i gospodarzy, ale to już na szczęście rzadkość), ma problem z opuszczeniem sektora w trakcie trwania imprezy sportowej. Czy naprawdę każdy z nas musi być niewolnikiem i może wejść i obejrzeć tylko jednej połowy?

*

Prośba o otwarcie klatki gości na jednym z sektorów gości w celu rozliczenia za bilety. Kratę spowija mocno zaplątany łańcuch. Ochroniarz ociężałym krokiem i z wyraźną niechęcią zabiera się do zadania. Od momentu pierwszego dotknięcia łańcucha do otwarcia kraty mijają 2 minuty i 43 sekundy. Gdy zacznie się palić lub będzie trzeba wpuścić medyków, ten czas na pewno zmniejszy się do kilku sekund. Na pewno. Przecież nikt nie narażałby setek ludzi na tragedię. Prawda?

*

Państwo polskie po tragedii w Koszalinie uruchomiło cały swój aparat, który poprzez jednostkowy przypadek zaczął nękać właścicieli wszystkich escape roomów. Dziennikarze także ruszyli na polowanie, starając się znaleźć czarownice, które powodują pożary. Społeczeństwo chwilowo obudziło się z letargu i domaga się szczegółowych kontroli w każdym takim punkcie. Dlaczego stało się to po tragedii, a nie przed? Czy naprawdę można było uniknąć śmierci dziewczyn? Czy zawsze musimy być mądrzy po szkodzie, a nie przed nią? Mam jedynie nadzieję, że nigdy nie będziemy musieli się nad tymi pytaniami zastanawiać w kontekście polskich stadionów. Przecież udaje się od tylu lat, to znaczy, że może system działa, a ten cały felieton to zwykły hejt kibola. Prawda?

Z całą sprawą stadionowych escape roomów można sobie poradzić od ręki – wystarczy, by delegat na każdy stadionie piłkarskim w Polsce sprawdzał, w jaki sposób zamykani są kibice gości. Zakazać łańcuchów i wszystkich innych systemów zamknięcia, które powodują, że otwarcie sektora zajmuje dużo czasu. Najlepiej byłoby w ogóle nie oddzielać pierwszej bramki od właściwego sektora. Wszak po tej ziemi niczyjej kibice i tak przechodzą (przed i po meczu), więc nic nie stoi na przeszkodzie, by była ona ciągle otwarta. Jeśli jednak taka wolność dla kibiców nie mieści się w głowach decyzyjnych, to niech łańcuchy zastąpią kłódki, które w przypadku zagrożenia idzie wykopać i otworzyć o wiele szybciej niż żelastwo powiązane niczym sznurówki dziecka z podstawówki. Tak, wtedy kibice będą mogli łatwiej dostać się do strefy, w której i tak przecież się znajdują (przed i po meczu). Będzie się to jednak działo na oczach nowoczesnego monitoringu i nosiło zagrożeniem zakazu stadionowego. W kolejce już ustawia się pewnie mnóstwo kibolstwa polskiego, które tylko marzą o zakazie za otwarcie kłódki, za którą i tak stoją kolejne zasieki…


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się